Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Puchar CEV. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Puchar CEV. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 10 kwietnia 2025

Nic dwa razy się nie zdarza, Asseco Resovia Rzeszów, nie obroniła Pucharu CEV.

Asseco Resovia Rzeszów nieprzeszła do historii i nie obroniła Pucharu CEV. W meczu rewanżowym na tureckiej ziemi w finale przegrała z tamtejszym Ziraat Bankasi Ankara (1:3).

Po przegranej, po tie-breaku w pierwszym meczu tych drużyn na rzeszowskim Podpromiu. Pewnie cała siatkarska Polska (w tym kibice "Pasów") wierzyła, że uda się odwrócić losy tej rywalizacji. I wrócić na Podpromie z obronionym Pucharem CEV. Nutkę niepewności w sercach kibiców wlała postawa drużyny z Rzeszowa, w sobotnim meczu z Aluronem CMC Wartą Zawiercie.
Pierwszy set wczorajszego spotkania pokazał, że Asseco Resovia Rzeszów przyjechała do Turcji, bić się o ten drugi w degradacji klubowej puchar. Dając tym samym nadzieję, że balonik za szybko nie odleci — wszystkie trzy puchary w rękach polskich klubów siatkarskich  😎. Widać było, że zespół gospodarzy czuł ciśnienie, sprawy nie ułatwiała mu gra obrońców trofeum, mimo 8 błędów w polu serwisowym. Dobrze grali w obronie i asekuracji, a także zdobyli 4 punkty blokiem. Liderem w ataku na lewym skrzydle, jak na prawdziwego lidera zespołu, był Bartosz Bednorz, którego uzupełniał Stephen Boyer. Nie brakowało także pipe'a, czy gry pierwszym tempem. Nie byłoby w tym nic dziwnego, jak to, iż to drugie zagranie należy do rzadkości u Gregora Ropreta 😱. Ten wygrany przez Asseco Resovię Rzeszów set, dawał jeszcze większy promyk nadziei rzeszowskim fanom. A tym samym nasi siatkarze uwierzyli, że samo się wygra 😋. Z drugiej jednak strony było wiadomo, że zespół z Ankary, nie odpuści. Drugiego seta zaczęli oni od dwóch asów serwisowych Emre, które pozwoliły im na nowo uwierzyć w to, że Puchar CEV będzie w ich posiadaniu. I choć zespół z Rzeszowa doprowadził do remisu na tablicy wyników (8:8). To, to była jedyna dobra rzecz, którą można powiedzieć o grze "Wilków" w tamtym secie. Można by śmiało powiedzieć, że to był set zagrywki Matthew Andersona kontra Asseco Resovia Rzeszów (5 asów serwisowych z rzędu), które pozwoliły drużynie Ziraatu Bankasi Ankara, wrócić do gry w tym spotkaniu, a tym samym złamać przyjęcie oraz mental drużyny z Rzeszowa. Trzeci set zaczął się od czteropunktowego prowadzenia gospodarzy, jednak sygnał do ataku "Wilkom", swoimi dwoma punktowymi zagrywkami oraz blokiem. Dał Kapitan Karol Kłos i na tablicy wyników, był remis (16:16), co zwiastowało nieziemskie emocje i wojnę nerwów w końcówce tego seta. I tak rzeczywiście było, bo byliśmy wymiany ciosów z jednej i z drugiej strony, jak na bokserskim ringu (28:26). Więcej jednak cierpliwości mieli Matthew Anderson i spółka i to oni byli o seta o wygrania tego trofeum. Zawodnicy trenera Sammelvuo, chcąc obronić ten puchar, byli zmuszeni wygrać trzy kolejne sety.
Co stało się dla nich mission imposssible, bo zespół z Ankary, kontynuował swą zabawę siatkówką i postanowił potrenować sobie zagrywkę. Na co Asseco Resovii Rzeszów zabrakło kontrargumentu. I to przyszły klub Tomasza Fornala jest w posiadaniu Pucharu CEV — w pełni zasłużenie. 
Na podsumowanie powiem, że nie da się wygrywać spotkania bez zagrywki, a jej we wczorajszym spotkaniu poza floatami nie było. Nie wiem, czy byliśmy teraz w odrobinę w lepszych humorach teraz. Gdyby partnerem Bartosza Bednorza w linii przyjęcia był Lukáš Vašina, bo Klemen Čebulj, nie dawał tej jakości siatkarskiej poza zagrywkami w końcówce trzeciego seta. Zabrakło, myślę też sił fizycznych, ale i woli walki. A bez tego sukces w sporcie drużynowym to mission impossible.

*foto: pochodzą z różnych stron

   

 



czwartek, 3 kwietnia 2025

Walka, emocje i charakter oraz przegrany tie-break Asseco Resovii Rzeszów w finale Pucharu CEV!

Asseco Resovia Rzeszów po heroicznej walce uległa w pierwszym meczu finałowym o Puchacr CEV tureckiemu Ziraat Bankasi Ankara (2:3).

Kibice "Pasów" mogli się obawiać o postawę swoich idoli w tym spotkaniu po porażce w pierwszym meczu ćwierćfinałowym z drużyną, z Zawiercia. Zawodniczy trenera Tuomasa Sammelvuo pokazali, że każdy mecz to inna historia. I choć to był mecz przegrany to w moim odczuciu, był to najlepszy mecz Asseco Resovii Rzeszów w tym sezonie. Mecz, w którym "Wilki" pokazały charakter, walcząc, o każdą piłkę do samego końca, zostawiając przy tym "pasiaste" 💗 na rzeszowskim Podpromiu — fundując swoim kibicom stany zawałowe 👏.
Już pierwsze piłki tego starcia pokazały, że to może być twarda męska walka, bo walka toczyła się punkt za punkt. Drużyna z Rzeszowa w tym secie bazowała głównie na skuteczności swojego lewego skrzydła, czyli — Lukáša Vašiny i Klemena Čebulja. Bo olbrzymie kłopoty z minięciem bloku rywala miał Stephen Boyer, który ze względu na wolne i niedokładne piłki od Ropreta, był czytany przez tureckich blokujących.
Motorem ofensywnym tureckiego zespołu we wczorajszym spotkaniu byli: Holender Termaat oraz Amerykanin Matthew Anderson. Tie-break w wykonaniu tego amerykańskiego przyjmującego lub atakującego to siatkarska poezja, nie miało dla niego znaczenia czy atakuje on na piłce wysokiej, czy jest ona rozegrana, czy tylko wystawiona — jednym słowem siatkarski wirtuoz 😍. Wróćmy jednak do wydarzeń z pierwszego seta. Mimo dwupunktowej straty do rywala (15:17), rzeszowianie pokazali "wilcze kły" i doprowadziły do gry na przewagi. A akcja, która okazała się być zwycięska i dać "Wilkom" prowadzenie w meczu, był blok punktowy czeskiego przyjmującego — zareagowałem tak samo, jak kibice zgromadzeni w hali Podpromie 😋. Choć drużyna z Podkarpacia przystąpiła z przewagą psychologiczną po zwycięstwie w pierwszej partii spotkania. I z rozkręcającym się z ataku na atak Stephenem Boyer, skutecznością z lewego skrzydła Lukáša Vašiny oraz atakami ze środka Dawida Wocha. To na niewiele się to zdało, bo dobrą grę w bloku kontynuował turecki zespół, dokładając do tego dobrą grę w ataku swoich skrzydeł. Dołożyli do tego zagrywkę, która okazała się kluczowa do tego, że na tablicy wyników pojawił się remis w setach. Zespół z Turcji udanie rozpoczęli trzeciego (0:3), drużyna z Rzeszowa jednak wzięła się do roboty, pomogły jej w tym zagrywki Stephena Boyer i Klemena Čebulja, sytuacja w tym secie zmieniała się bardzo dynamicznie za sprawą zagrywki obu ekip, która podobnie, jak w poprzedniej partii, odgrywała znaczącą rolę. Rzeszowianie w końcówce seta, którego wygrali, zaczęli budować przewagę przy asie serwisowym Jakuba Buckiego, a także atakom Dawida Wocha i Stephena Boyer. Tym stało się jasne, że drużynie z Podpromia, brakuje już tylko seta, by wygrać to spotkanie. Początek kolejnej partii też to zapowiadał, z pola serwisowego punktował Klemen Čebulj, a z lewego skrzydła Lukáš Vašina. Jednak zespół z Ankary powrócił do "gaszenia światła" "Pasom" i skutecznej gry w ataku  i Termaata. Zespół, który broni tego trofeum, próbował przeważyć szalę zwycięstwa na swoją korzyść za sprawą zagrywek francuskiego atakującego drużyny z Podkarpacia. Jednak rywale dopięli swego i na Podpromiu, byliśmy świadkami tie-breaka. Tie-breaka, w którego lepiej wszedł turecki zespół. Być może było to skutkiem wyszarpanej końcówki czwartej partii oraz narastającego z akcji na akcję, zmęczenia w ekipie z Rzeszowa. Jednak drużyna z Rzeszowa pokazała charakter i serce do walki, który bazował na atakach swojego ultraofensywnego tria, czy popisach w obronie Michała Potery. Jednak robili, co chcieli w ataku  Anderson oraz Clevenot.
Przy życiu "Reskę" utrzymał Stephen Boyer oraz Klemen Čebulj, a także niebotyczny doping kibiców, wypełnionej po brzegi halli Podpromie. Warto odnotować heroiczną postawę słoweńskiego przyjmującego "Wilków", którzy mimo problemów kondycyjnych, walczył o korzystny wynik dla obrońców trofeum na tureckiej ziemi 👏. Więcej szczęścia i sił do tego, by przeważyć szalę zwycięstwa na swoją korzyść, było po stronie  Ziraat Bankasi Ankara.
I to oni są w lepszej sytuacji przed rewanżowym spotkaniem. Jednak kibice "Reski", jak i sami zawodnicy, mogą z optymizmem, patrzeć w stronę rewanżowego spotkania 😊. Zanim jednak ono to już w sobotę Asseco Resovia Rzeszów rozegra rewanżowe spotkanie o grać albo nie grać o plusligowe medale z "Jurajskimi Rycerzami" z Zawiercia. A więc kolejne zawały "pasiastych" serc kibiców gwarantowane!

*foto: Kamciography

czwartek, 20 marca 2025

Asseco Resovia Rzeszów w finale Pucharu CEV!

We wczorajszy wieczór, we francuskim Tours, Asseco Resovia Rzeszów pokonała tamtejsze  Tours VB (0:3) w rewanżowym spotkaniu półfinałowym o Puchar CEV. I zameldowała się w finale tych rozgrywek.

Mając świeżo w pamięci pierwsze spotkanie tych drużyn sprzed tygodnia na rzeszowskim Podpromiu więc wiedzieliśmy, czego możemy się spodziewać w rewanżowym spotkaniu tych drużyn.
Końcowy wynik tego spotkania może powodować złudzenie, że było lekko, łatwo i przyjemnie. Nie, nie było, bo choć drużyna z Rzeszowa, zaczęła to spotkanie od prowadzenia. To drużyna Marcelo Frąckowiaka pokazała, że chce walczyć o, jak najlepszy wynik w tym spotkaniu. I odrobiła straty, a także i wyszła na prowadzenie. Pomogły jej w tym nie tylko zagrywki Gonzalo Quirogi, czy kolejny bardzo dobry mecz Ryana Sclatera, ale też błędy w ataku siatkarzy z Rzeszowa.
Błędów, które były następstwem, nie rozgrywania, a wystawiania piłek przez Gregora Ropreta. Jego piłki w tym spotkaniu były tak "dokładne", że nawet będący w niesamowitym gazie Stephen Boyer, nie mógł rozwinąć skrzydeł w ataku. A niezadowolenie Francuza z piłek od kolegi z drużyny, można było dostrzec, oglądając to spotkanie 😉. Najwyraźniej komisarz wczorajszych zawodów był innego zdania, bo wygrał słoweńskiego rozgrywającego MVP tego spotkania 😎. Tyle wywodów na temat  Słoweńca, na rozegraniu drużyny z Rzeszowa. Jednak siatkarze Tuomasa Samelvuo, pokazali determinację i wygrali premierową partię na przewagi — broniąc cztery piłki setowe gospodarzy. Set drugi toczył się pod dyktando drużyn broniącej to trofeum, która od początku narzuciła gospodarzom swoje warunki gry, czego skutkiem była kilkupunktowa przewaga. Francuzi, nie mieli kontrargumentów, by odpowiedzieć rzeszowskim "Wilków". I drużynie z Podpromia brakowało już tylko seta, by drugi rok z rzędu, zagrać w finale Pucharu CEV. Liderem Asseco Resovii Rzeszów w ofensywie po tych dwóch partiach był Bartosz Bednorz  - 11 punktów. Niestety zakończył on udział w tym spotkaniu z odnowioną kontuzją łydki 😥. W trzeciej i, jak się okazało ostatniej partii, byliśmy świadkami wymiany ciosów, jak na bokserskim ringu. Dopiero w końcówce dzięki zagrywkom Stephena Boyer i Klemena Cebulja, drużynie z Podpromia, udało się odskoczyć na kilkupunktową przewagę i zamknąć mecz.
Rywalem obrońcy trofeum będzie turecki Ziraat Bankasi Ankara, oznacza to nic innego, jak kolejną trudną przeprawę dla Asseco Resovii Rzeszów, a dla kibiców stany zawałowe 😊.

*foto: fb/Asseco Resovia Rzeszów   


 

środa, 12 marca 2025

Demony wracały, Asseco Resovia Rzeszów po tie-breaku ogrywa Tours Volley Ball!


We wczorajszy wieczór emocje siatkarskie na rzeszowskim Podpromiu sięgnęły zenitu. Asseco Resovia Rzeszów zafundowała swoim kibicom niezłą huśtawkę nastrojów, pokonując po tie-braku francuską drużynę  Tours Volley Ball.

Rzeszowscy kibice "Pasów" pamiętający zeszłoroczne pojedynki tych ekip w ramach siatkarskiej Champions League. A więc mogli się spodziewać emocji grubszego kalibru w pierwszej części dwumeczu, którego stawką jest awans do finału Pucharu CEV.
W skrócie można by podsumować — demony z zeszłego roku momentami wracały 😎. Drużyna Marcelo Frąckowiaka weszła w to spotkanie bez respektu dla "Wilków", potwierdziła to, że nie przyjechała do Rzeszowa, pełnić roli statystów. Sprawiając gospodarzom olbrzymie problemy z przyjęciem swojej zagrywki (jakby grali we własnej hali), co skutkowało zjazdem "do bazy" Lukáša Vašiny. Dodajmy do tego mających dzień konia dobrych znajomych z naszych rodzimych parkietów: Gonzalo Quiroga i Ryan Sclater. Którzy uciszali Podpromie swoimi atakami. Jednak ich gra była niczym innym, jak dobrymi piłkami od Željko Ćoricia, który miał fajny pomysł na prowadzenie gry swojego zespołu. W przeciwieństwie do Gregora Ropreta, którego rozegranie było wolne i czytelne, co ułatwiało rywalom na organizację systemu blok-obrona, który był fenomenalny, jak i kontrataki po nim wyprowadzane. Wolne i czytelne rozegranie słoweńskiego rozgrywającego to, niejedyny zarzut po wczorajszym spotkaniu w stronę rozgrywającego "Pasów" — na palcach jednej ręki można było policzyć wykorzystywanie w ataku środkowych, co dla mnie było kardynalnym błędem. Na szczęście przypominali oni o swoim istnieniu "gasząc światło" rywalom. Kolejnym "grzechem" Asseco Resovii Rzeszów we wczorajszym spotkaniu, był kompletny brak systemu blok-obrona po stronie obrońców Pucharu CEV., co ułatwiało rywalom zdobywanie punktów. Jedyną ostoją w obronie po stronie drużyny z Rzeszowa był Michał Potera, który po raz kolejny, rozegrał fenomenalne spotkanie. 
Choć statuetkę MVP zdobył Stephen Boyer, który po raz kolejny zaprezentował, kosmiczny poziom gry na prawym ataku, zdobył on 28 punktów/3 asy/blok - 59% skuteczność w ataku. To śmiało tę statuetkę, można by podzielić na trzy części. Po raz kolejny to ofensywne trio dało nam, jakże ważne zwycięstwo. Słowa uznania dla Bartosza Bednorza, który mimo braku pełnej dyspozycji po kontuzji łydki. Pokazał, że potrafi wziąć w swoje ręce i nogi, ciężar gry w ataku, jak na prawdziwego Lidera przystało - 23 punkty/4 asy/ 2 bloki - 49% skuteczność w ataku. Kto wie, czy ten mecz zakończyłby się zwycięstwem drużyny z Rzeszowa. Gdyby nie gra Klemena Cebulja, który niemalże w pojedynkę wygrał nam tie-breaka. Słoweński przyjmujący w całym meczu zdobył - 20 punktów/2 bloki - 60% skuteczność w ataku.
To kolejny mecz, gdzie "Wilki" musiały pokazać "kły" - charakter, by wygrać to spotkanie. Zespół z Tours pokazał, że nie jest przysłowiowym chłopcem do bicia, a zespołem, który potrafi grać w siatkówkę — dyktując trudne warunki rywalom. Na Podpromiu było gorąco, a w Tours będzie jeszcze goręcej. Bo przed własną publiką będą chcieli sprawić niespodziankę i wywalczyć awans do Pucharu CEV. To oznacza tylko jedno, że znów kibice drużyny z Rzeszowa, będą kibicować z zawałem "pasiastych" serc😉. Jednak głęboko wierzymy w to, że to. Asseco Resovia Rzeszów zagra w finale Pucharu CEV.  

*foto: strona internetowa Asseco Resovii Rzeszów

czwartek, 27 lutego 2025

Rzeszowski walec Asseco Resovia Rzeszów w półfinale Pucharu CEV!

Asseco Resovia Rzeszów we wtorkowy wieczór zameldowała się w półfinale Pucharu CEV. Pokonując w rewanżowym spotkaniu Fenerbahce Medicana Stambuł na rzeszowskim Podpromiu (3:1)

Siatkarzom Tuomasa Samelveo do tego, by zameldować się w półfinale tego drugiego co do rangi pucharu. Potrzebowali tylko dwa sety, jednak to wcale, nie okazało się takim prostym zadaniem.
Bo przecież tureccy gracze nie mieli nic do stracenia i weszli w to spotkanie bez presji. I odrzucili gospodarzy od siatki swoją zagrywką (a "Wilki" weszły w to spotkanie bez zagrywki). Spowodowało to ogromne ich problemy w przyjęciu oraz ataku i przegrali pierwszą partię spotkania do 17. Zapewne taki obrót sprawy sprawił, że na twarzach kibiców zgromadzonych w hali, pojawiły się niezbyt wesołe miny, a może i myśli, że demony wracają 😎. W kolejnych dwóch setach, które w dalszym ciągu, były potrzebne do tego, by się, znaleźć w półfinale.  Zobaczyliśmy Asseco Resovię Rzeszów, którą znamy z ostatnich spotkań, także z pola serwisowego. Taką, która od początku seta dyktuje warunki rywalowi — jednym słowem bawi się siatkówką, a jednocześnie wybiją ją z głowy rywalowi.
Swoją formę z ostatnich spotkań potwierdził Stephen Boyer, który zdobył 11 punktów na 17 prób — jest moc 💪. Przyzwoicie w ataku zagrał Klemen Cebulj, wspomagany przez Lukasa Vasinę. Nasze ofensywne trio było mocno wspomagane przez naszych środkowych. Zwłaszcza przez Karola Kłos MVP, który zdobył w tym spotkaniu 10 punktów, w tym 6 bloków. Taka gra, a w konsekwencji dwa wygrane sety, dały Asseco Resovii Rzeszów upragniony awans. Spowodowała, że w hali na rzeszowskim, zobaczyliśmy eksplozję radości 😍.
Awans "Reski" spowodował, iż w czwartym secie, zobaczyliśmy wartościowych zmienników zawodników z pierwszej szóstki. Którzy nie mieli najmniejszego problemu z postawieniem przysłowiowej kropki nad i. To się nazywa mieć "bazę"😎. Uwagę wielu kibiców w tym moją przykuł wychowanek AKS-u Rzeszów, finalista Mistrzostw Polski juniorów — Bartosz Zych. Który mimo młodego wieku pokazał swoje "kwity" do grania na lewym skrzydle, a jego "dyszelek" można było tylko bić brawo i mówić WOW 👏. Szkoda tylko, że w naszym klubie taka zdolna młodzież to persona  non grata 😥, o czym pisałem tutaj. Bartosz Zych to tylko jedna z wyróżniających się postaci czwartego seta wtorkowego seta. Jakub Bucki po raz kolejny pokazał, że jest równorzędnym "Wilkiem" dla Stephena Boyer na prawym skrzydle.
Drużyna z Rzeszowa nie ma jednak czasu na świętowanie awansu do półfinału. Bo już w sobotę rozegra arcyważne spotkanie w Bełchatowie dla układu ligowej tabeli z tamtejszą Skrą. Przypomnę, tylko że "Pszczoły" podobnie, jak i "Wilki" w ostatnich meczach ligowych, odprawiają rywali z przysłowiowym kwitkiem. Czy to oznacza, że znów będziemy świadkami "świętej wojny"? 😉. Bardziej zaprawieni kibice obu ekip wiedzą, o czym mówię 👊.

*foto: Kamciography 


 

czwartek, 13 lutego 2025

Asseco Resovia Rzeszów jedną nogą w półfinale Pucharu CEV!

Po pięciu wygranych z rzędu na ligowych parkietach, siatkarze Tuomasa Samelvuo, udali się do Turcji, by rozegrać mecz 1/4 Pucharu CEV z Fenerbahçe Medicana Istanbul (1:3).

Jednym słowem byliśmy świadkami meczu z podtekstami i smaczkami na pozycji rozgrywającego, jak i przyjmującego 😍. Mówi się, że europejskie puchary lubią rządzić się swoimi prawami i rzeczywiście I set tego spotkania to potwierdzał. 
To turecki zespół z Fabianem Drzyzgą i Earvinem Ngapeth dzięki odrzuceniu Asseco Resovii Rzeszów od siatki swoim serwisem i mniejszej ilości błędów (5), objął niespodziewanie prowadzenie w meczu. Bo to drużyna z Rzeszowa jest w tym dwumeczu faworytem, a ten przegrany set tylko potwierdzał to, że drużyna z Rzeszowa, miewa problemy z odpowiednim wejściem w mecz. W drugim secie role się odwróciły to drużyna z Rzeszowa, odrzuciła turecki zespół od siatki grą z pola serwisowego (5 asów serwisowych). Co pozwoliło "Wilkom" kontrolować przebieg seta i doprowadzić do remisu w tym spotkaniu.  Set numer trzy to jeszcze większa dominacja "Reski", w każdym siatkarskim elemencie (65% atak). Gdy przy siedmiopunktowym prowadzeniu Asseco Resovii Rzeszów w IV secie, wydawało się, że zamknięcie tego meczu, będzie formalnością. To w ich szeregi wkradło się rozluźnienie i było dość nerwowo dla rzeszowskich kibiców 😜. Koniec końców Asseco Resovia Rzeszów musi wygrać dwa sety na Podpromiu, by zagrać w półfinale Pucharu CEV.
To kolejny mecz gdzie Asseco Resovia Rzeszów pokazała, jaka siła drzemie w tej drużynie, zagrała świetnie jako kolektyw. Kolektyw, który czerpał radość z gry. Widzieliśmy nie tylko siłę w ataku ultra ofensywnych skrzydeł. Gdzie Stephen Boyer już (chyba) znalazł flow z Gregorem Ropretem. A nasi lewoskrzydłowi dotrzymywali mu kroku w ataku. Lukáš Vašina potwierdził tylko to, że jego gra w wyjściowym składzie "Wilków", nie jest przypadkowa. Zaś Pan Siatkarz Bartosz Bednorz MVP, pokazał Turkom, jak można się bawić w ataku na lewym skrzydle. Zdobył 25 pkt (w tym 5 w zagrywce i 1 blokiem przy 63 proc. skuteczności ataku). Dodajmy do tego grę w bloku Dawida Wocha oraz kolejny wyśmienity mecz Michała Potery, który szalał w obronie

*foto: fb Asseco Resovia Rzeszów
 

czwartek, 21 marca 2024

Rzeszowskie Podpromie świadkiem historii polskiej siatkówki, Asseco Resovia Rzeszów zdobyła Puchar CEV!

We wtorkowy wieczór wypełniona po brzegi hala Podpromie, była świadkiem historycznych chwil dla polskiej klubowej siatkówki. Asseco Resovia Rzeszów w rewanżowym meczu pucharowym o Puchar CEV, pokonała SVG Lüneburg (3:0).

Na wstępie powiem, jak to można było przeczytać, choćby na blogowym fanpage'u, że to jest puchar dla ogórków. Każdy ma prawo do własnego zdania. Może i jest to drugi puchar w degradacji klubowej europejskiej siatkówki, ale puchar jest pucharem. Którego nam w klubowej męskiej siatkówce brakowało i Asseco Resovia Rzeszów, dopisała tę piękną historyczną kartę i chwała im za to 😍. Warto nadmienić, że ten wtorkowy wieczór był pierwszym wieczorem od dziewięciu lat, gdzie zobaczyliśmy drużynę z Rzeszowa na najwyższym stopniu podium.
Potwierdziło się, że każdy mecz to inna historia, bo zespół z Niemiec przyjechał do Rzeszowa walczyć. Stawiając drużynie z Rzeszowa trudne warunki i marzenia o łatwych dwóch setach prysły, jak bańka mydlana. Co mogło u kibiców zgromadzonych w "full housie" powodować skoki ciśnienia 😜, bo niemiecki zespół, nie miał nic do stracenia. Wszedł w to spotkanie dobrze zagrywką, grali w fenomenalnie w obronie i asekuracji oraz całkiem dobrze radzili sobie na lewym skrzydle, co dało im nawet trzy punktowe prowadzenie w I secie. A zespół z Rzeszowa nie mógł ich złamać swoją zagrywką, bo bardzo dobrze goście z Niemiec ją przyjmowali.
A zawodnicy z Rzeszowa mieli problem, by bezpośrednio dobić się do pomarańczowego, ale od czego się ma na prawym skrzydle Stepfena Boyera (MVP), który po dwóch setach miał 71% skuteczności w ataku. Dodajmy do tego czasami budzącego się na lewym skrzydle TJ-a DeFalco. Mam nadzieję, że w play-offach i końcu rundy zasadniczej, będzie porządnym wsparciem dla Stephena Boyera i Yacine Louati. Tyle o amerykańskim przyjmującym, wróćmy do wtorkowych wydarzeń na rzeszowskim Podpromiu. Jak dla mnie arcyważnymi elementami tych pierwszych II dwóch setów, były punkty zdobywane przez Kubę Kochanowskiego i Karola Kłosa, czy to w ataku, czy to w bloku. Bo "Kochan" do spółki z Boyer, dał radość kibicom na Podpromiu, "gasząc światło" rywalom na miarę zwycięstwa w I secie.
W ten sam sposób, co "Kochan" z Boyer załatwił sprawę zdobycia Pucharu CEV przez Asseco Resovię Rzeszowie, w II secie Karol Kłos. Sprawiając tym samym, że mury rzeszowskiego Podpromia, były świadkiem wybuchu radości oraz łez szczęścia. Ja, choć przed TV, tak samo zareagowałem, niejednokrotnie tego wieczoru, bo moje siatkarskie serducho, jest biało-czerwone 💗. Choć sprawa Pucharu była już rozstrzygnięta i drobne rozluźnienie się wkradło w szeregi "Pasów". A zwodnicy z Lüneburga mieli ochotę, by rozegrać przy tej fantastycznej publiczności jeszcze, co najmniej jednego seta — prowadzenie prawie przez całą III partię. To jednak zawodnicy "z bazy" pokazali swą siatkarską jakość, asy serwisowe Adriana Staszewskiego, czy bloki Bartłomieja Mordyla, przechyliły szalę zwycięstwa w trzech setach na naszą korzyść.
Ten sezon, a na pewno wtorkowy wieczór do końca swoich dni, zapamięta wychowanek V LO Rzeszów — Miłosz Wróbel, który wobec kontuzji naszych środkowych, jest częścią naszej "wilczej watahy". Już niejednokrotnie pokazał swoje walory np. zagrywkę typu float. We wtorkowy wieczór to ona pomogła nam wygrać końcówkę III partii. Gdzie po jej posłaniu Bartłomiej Mordyl "gasił światło" rywalom. Czyżby rósł nam następca "Kochana" czy Hubera w reprezentacji Polski? 😉. 

Nasz Kapitan jeden z celów w tym pożegnalnym sezonie w "Pasiaku" osiągnął, bo chciał odejść z pucharem i zostać dobrze zapamiętanym przez rzeszowskich kibiców. Pamiętajmy, że liga wchodzi w ostatnią prostą, a potem szalone play-offy, gdzie czasem o awansie jednej bądź drugiej drużyny do dalszej fazy, może decydować odporność psychiczna, czy dyspozycja dnia. Klub z Podkarpacia przystąpi do tej fazy opromieniony tym historycznym dla polskiej siatkówki sukcesem i nową dawką energii. Powinien przede wszystkim przystąpić z chłodną głową oraz ze świadomością, że wszystko trzeba wywalczyć sobie na siatkarskim parkiecie, a nie z głową chmurach. Na pewno rzeszowski zespół stać na to, by stanąć na plusligowym podium. Bo ma na to "kwity" w postaci składu, a także fantastycznych kibiców, którzy kochają siatkówkę. A jak będzie parkiet, pokaże 😎.

PS. Dziękuję Ci Aniu, że zrobiłaś ze mnie Resoviaka 😍

*foto: Kamciography  

środa, 13 marca 2024

"Wilki" z Asseco Resovii Rzeszów napadły na Lüneburg i, są dwa sety od historii!

Ta napaść miała miejsce wczorajszego wieczoru podczas pierwszego meczu finałowego o Puchar CEV, gdzie SVG Lüneburg gościło Asseco Resovie Rzeszów (0:3).

Mimo iż "Pasy" musiały sobie radzić w tym spotkaniu bez Stephena Boyer to nie stanowiło to dla nich żadnego problemu, bo dobrze "zalogowali" się w tym spotkaniu. W każdym siatkarskim elemencie, bo zobaczyliśmy grę w systemie blok-obrona, która powodowała zabawę rzeszowskich siatkarzy w kontrataku. To "zalogowanie" nie było wcale takie trudne, bo nasza zabawa powodowała lawinę błędów własnych po stronie rywali, a także nie robili nam krzywdy swoim serwisem. Za to zmienność naszego serwisu spowodowała, iż przyjęcie rywala, było podziurawione, jak szwajcarski ser 😊. Kilkukrotnie o jakości swojego serwisu przypomniał TJ-DeFalco, który nie należał do tych rekordowych amerykańskiego przyjmującego. Jak widać, nie musi być mocno, wystarczy odpowiednia parabola lotu piłki 😎.
Ta jakość serwisu niemieckiej drużyny przełożyła się na to, że Fabian Drzyzga (MVP), mógł pytać kolegów, w którą strefę posłać im piłkę do ataków. Choć sporo punktów padało po atakach Louati, czy  DeFalco, bo chowany w ataku był ewidentnie w ataku Kuba Bucki. To strefą, która dała nam efektowne i efektywne zwycięstwo, był środek siatki. Duet Kochanowski — Kłos, postanowił urządzić sobie festiwal różnorakich ataków, a także poćwiczyć "gaszenie światła" Pojedyncze bloki "Kochana" robiły wrażenie 💪. Liczby duetu naszych środkowych mogą robić wrażenie - 20 pkt,+13, 80% w ataku (12/15), 73% eff. w ataku, 8 punktowych bloków. Choć zawodnicy SVG Lüneburg nabrali ochoty do gry w III secie, efektem tej ochoty do gry było kilkupunktowe prowadzenie. Co mogło spowodować u kibiców "Pasów" lekki wzrost ciśnienia, na szczęścia Asseco Resovia Rzeszów na nowo "zalogowała się" do dobrej gry w tym spotkaniu. I nie pozostawiła złudzeń niemieckim kibicom (choć oni robili, co mogli na trybunach), że nasza PlusLiga to siatkarski top!
Zwycięstwo rzeszowskich siatkarzy otworzyło im niemal na oścież siatkarskie wrota, by stać się pierwszym polskim zespołem męskim, który wzniósłby do góry Puchar CEV. A tym samym dopisać kolejną kartę do historii polskiej klubowej siatkówki. Będzie się działo już w najbliższy wtorek, oby tylko mury rzeszowskiego Podpromia to wytrzymały 😀.

foto: fb klubu

czwartek, 22 lutego 2024

"Wilki" wyciągnęły dobry los, czyli Asseco Resovia Rzeszów krok od finału Pucharu CEV!

Wczorajszego wieczoru Asseco Resovia Rzeszów rozegrała pierwszy mecz półfinałowy Pucharu CEV, gdzie na Podpromiu podejmowała tureckie Fenerbahçe Stambuł (3:1).

Przed meczem pewnie wielu kibiców podzielało moje obawy co do postawy "Reski", bo ich ostatnie występy ligowe nie napawały optymizmem. W wyjściowym składzie zobaczyliśmy francusko-słoweńską parę przyjmujących oraz Fabiana Drzyzgę, który ostatnich meczów nie rozpoczynał w podstawowym składzie rzeszowskich "Wilków". Czyżby magia Łukasza Kozuba przestała działać na włoskiego szkoleniowca Asseco Resovii Rzeszów? 😉
Pierwsze II sety można określić krótko: nie trzeba się zbyt wysilać, by prowadzić 2:0. — wystarczy zmienność zagrywki, "gaszenie światła" oraz szalejący na prawym skrzydle Stephen Boyer, W tym momencie wszyscy przed TV, jak i zgromadzeni w hali zaczęli sobie zadawać pytanie: Czy będziemy świadkami szybkiego siatkarskiego prysznicu, a może zadziała syndrom trzeciego seta i samo się wygra? No nie wygrało się, "Pasy" podały ręką graczom z Turcji za sprawą błędów własnych, co sprawiło, iż "poczuli krew". A dobrze nam znani Luborić i Kooy byli ich motorami napędowymi. Tym samym sympatycy tureckiej ekipy mieli nadzieję na doprowadzenie do tie-breaka, zaś kibice "Wilków" wizje, iż złe demony z ostatnich meczów ligowych wracają. I rzeczywiście początek IV seta potwierdzał to, że złe demony wracają. Bo zawodnicy  Fenerbahçe Stambuł rozpoczęli z przytupem tego seta (3:7), jednak od czego się ma takiego bombardiera w polu serwisowym, jakim jest francuski atakujący. To po jego asach serwisowych, a także blokach drużyny z Podpromia, zrobiło się (10:7). Co spowodowało, iż nasi rywale powrócili do popełniania błędów własnych, a w końcowej fazie seta nie do zatrzymania na prawej flance znów był Boyer (MVP). Stało się wtedy, iż do awansu, do finału Pucharu CEV drużynie z Podpromia. Brakuje tylko, albo aż dwa sety.
Jedna jaskółka wiosny nie czyni, a wszyscy wiemy, jak chimerycznym zespołem jest Asseco Resovia Rzeszów. Wiemy też, jak trudno się gra na tureckiej ziemi i możemy być świadkami "złotego seta", jak w Sosnowcu. Tymczasem trzeba spróbować odzyskać mocno nadszarpnięte zaufanie kibiców po porażkach w ćwierćfinale Pucharu Polski oraz w olsztyńskiej Uranii.

*foto: fb/klubu  





 

piątek, 9 lutego 2024

"Wilczą watahę" nie jest łatwo przechytrzyć! Czyli Asseco Resovia Rzeszów wygrała "złotego seta" i awansowała półfinału Pucharu CEV!


Siatkówka jest piękną oraz okrutną dyscypliną po raz kolejny o tym się przekonaliśmy. A dowodem tego był rewanżowy mecz pomiędzy Aluronem CMC Wartą Zawiercie, a Asseco Resovią Rzeszów. Którego stawką był awans do półfinału Pucharu CEV.

Przed rewanżem było wiadomo, że zawodnicy trenera Michała Winiarskiego na pewno nie będą w stanie zagrać, tak słabego meczu, jak to miało miejsce tydzień temu na Podpromiu. Ostrzyliśmy sobie zęby na na pojedynki ultra ofensywnego tria po obu stronach siatki; Trevor Clevenot, Bartosz Kwolek i Karol Butryn (Aluron CMC Warta Zawiercie), Yacine Louati, Torey DeFalco i Stephen Boyer (Asseco Resovia Rzeszów).
Co tu dużo mówić byliśmy świadkami dobrego widowiska, gdzie rzeszowskie przyjęcie zostało rozstrzelane przez ultra ofensywne trio graczy z Zawiercia oraz serwującego z chirurgiczną precyzją asy serwisowe Mateusza Bieńka. Rzeszowskim "Wilkom" najwyraźniej, ktoś odebrał ten argument, bo nie robiliśmy tym elementem kompletnie krzywdy graczom z Zawiercia. Dodajmy do tego fenomenalnie funkcjonujący po ich stronie, system blok-obrona, który pozwalał im zadawać ciosy w kontrataku. Skrzydła Aluronu CMC Warty Zawiercie pokazały, że ich słaby występ na Podpromiu, był jedynie wypadkiem przy pracy.
A ataki Trevora Clevenot z lewej flanki to istna siatkarska maestria, na którą Asseco Resovia Rzeszów. Potrafiła jedynie odpowiedzieć  kolejnym dobrym występem francuskiego duetu, bo wyraźnie "pod grą" był TJ-DeFalco, obrazu gry nie zmienił jego zjazd "do bazy". Bo przecież wracający po kontuzji Klemen Cebulj, nie mógł okazać się cudownym panaceum. Na bolączki "Wilków", na lewym skrzydle. I stało się jasne, że o tym, kto zagra w półfinale pucharu "drugiego gatunku", zadecyduje "złoty set". Czyli nic innego, jak tie-break, a jak wiemy, rządzi się on swoimi prawami 😎. O tym dobitnie przekonali się zarówno zawodnicy, jak i kibice obu ekip. Przyznam szczerze, że przecierałem oczy ze zdumienia. Patrząc na to, jak po takim nokaucie z desek podnosi się SOVIA. Bo w przeciągu pięciu minut role się odwróciły. To zespół z Rzeszowa zaczął fenomenalnie bronić ataki "Jurajskich Rycerzy", a także "gasić im światło". Według mnie to był jeden ze składowych tego klucza do zwycięskiego "złotego seta". Obok tego, że "Wilki" zareagowały odpowiednio mentalnie. Tak, jak oni zareagowali odpowiednio, tak "Jurajscy Rycerze" przegrali go przez zbyt dużą pewność siebie przed nim. Cóż taki jest sport, a siatkówka jest tak samo piękna, jak i okrutna😍! Zespołowi trenera Winiarskiego dziękujemy za walkę, a my czekamy na półfinałowe starcie z Fenerbace Stambuł, oby z innym zakończeniem niż w przypadku Grupy Azoty ZAKS-y Kędzierzyn-Koźle 😉.

foto: Monika Pliś Fotografia     

sobota, 3 lutego 2024

Przegryzione zbroje i połamane szable "Jurajskich Rycerzy" na Podprpmiu! Czyli Asseco Resovia Rzeszów bliżej półfinału Pucharu CEV.

Rzeszowskim "Wilkom" po nieudanej przygodzie z siatkarską Champion Legaue przyszło walczyć o półfinał "pucharu drugiej kategorii". Bo tak nazywany jest Puchar CEV.

Tak się akurat złożyło, że niezależnie od tego, kto wygra ten dwu mecz. To i tak w półfinale zagra przedstawiciel PlusLigi, bo jedną z par ćwierćfinałowych tworzą Aluron CMC Warta Zawiercie z Asseco Resovią Rzeszów.
Pamiętając IV seta meczu plusligowego z Jastrzębskim Węglem oraz to, z jakiej strony zaprezentowało się Zawiercie w meczu z "Pasami". To trudno było mi obstawiać taki wynik (3:0). Po atmosferze na trybunach, jak i oprawie oraz jakości sędziowania było widać, że ta rywalizacja ma inną rangę niż spotkania w siatkarskiej Lidze Mistrzów. To spotkanie ze strony "Wilków" można podsumować zdaniem, jak chcą to, potrafią 😛. Najwyraźniej zawodnicy trenera Winiarskiego podeszli zbyt pewni siebie do tego spotkania i zlekceważyli "Pasów" po zwycięstwie u siebie w lidze. Bo po ich stronie było sporo niedokładności, a rozegranie Miguela Tavaresa nie było już tak dokładne, jak w meczu ligowym. Przez co ich Kapitan był wyłapywany na pasywnym bloku, a Karol Butryn najwyraźniej nie był "zalogowany" w tym spotkaniu, bo raz po raz "gaszono mu światło". To spotkanie pokazało, ile ofensywnie dla zespołu z Zawiercia, znaczy Mateusz Bieniek i Karol Butryn. Teraz kilka słów o postawie Asseco Resovii Rzeszów. Pochwała należy się naszemu rozgrywającemu za grę w asekuracji i obronie, a także za przerzuty, które doprowadzały do szału gości, a nam dawały skuteczne kontry.
Cuda w obronie, jak i w grze ofensywnej  wyprawiał Yacine Louati (MVP). Może warto go mieć w "wilczej watasze" w przyszłym sezonie 😎. Bo razem ze Stephenem Boyer, który bawił się na prawej flance w ataku, potwierdzają swą siatkarską jakość, grając w "Pasiaku". Dawno nie widzieliśmy tak skoncentrowanego na siatkówce TJ-a DeFalco, który bawił się na lewym skrzydle w ataku z piłek sytuacyjnych. "Wujo Karol" pokazał, że jest, jak wino, bo po jego "gaszeniu światła", rywale widzieli tylko ciemność 😆. Jak widzieliśmy, nie trzeba wcale mocno zagrywać, by rozmontować szyki obronne rywala, wystarczy zagrywka taktyczna.
Do awansu, do półfinału Asseco Resovii Rzeszów wystarczą dwa wygrane sety, lecz pamiętajmy o tym, że każdy mecz to inna historia. Jednak sytuacja drużyny trenera "Winiara" jest trudna, bo muszą liczyć na "złotego seta". Warto jednak pamiętać, że siatkówka jest kobietą, a więc jest zmienna 😋.

*foto: strona internetowa PlusLigi, fb klubu