Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Inna strona siatki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Inna strona siatki. Pokaż wszystkie posty

piątek, 27 marca 2026

Rozdarte serce kibica na Podpromiu, ale przynajmniej beforek przed fajny😍.

W środowy wieczór na rzeszowskim Podpromiu Asseco Resovia Rzeszów  rozegrała swój pierwszy mecz ćwierćfinałowy w siatkarskiej Champions League z tureckim Ziraat Bankası Ankara (0:3).

Kiedy stało się jasne, że przeciwnikiem rzeszowskich "Pasów" w ćwierćfinale tych elitarnych rozgrywek będzie jak dotąd jedyna niepokonana drużyna (niestety). Z Tomaszem Fornalem, Nimirem Abdel-Azizem i Trévorem Clévenot w składzie. Pomyślałem: fajnie byłoby zobaczyć "Forniego" i spółkę w akcji naprzeciw drużyny klubowej, dla której bije moje siatkarskie serce😉. A że jestem człowiekiem, który przechodzi od planów do czynów, wystarczył urok osobisty wujka — już wtedy wiedzieliśmy, że nasze siatkarskie serca będą rozdarte (z wiadomych względów😄). Choć chcieliśmy wybrać się na ten mecz z naszym teamem, druga z członkiń odmówiła. Szkoda tylko, że nie udało nam się pstryknąć fotki z jednym z najlepszych przyjmujących świata – mowa oczywiście o Tomaszu Fornalu.  Może na sierpniowym Memoriale Huberta Jerzego Wagnera się uda 😎.
Mój pierwszy mecz pucharowy w hali Podpromie poprzedził przejazd ze Strzyżowa do Zjednoczonych Emiratów Rzeszowskich pociągiem (po ponad 20 latach przerwy). Fajnie było się dowiedzieć, ile taka przyjemność kosztuje, oraz odkryć to, że częściej będę podróżował tym środkiem lokomocji. Jedyny minus takiej podróży to gwizdek pana konduktora. Mimo tego minusa otworzyły mi się nowe możliwości, jakby nie było 😀. Doping w meczu poprzedziło robienie siary w Zjednoczonych Emiratach Rzeszowskich przez nasz the best team, co budziło dziwne miny u przechodniów. Sorry, ale taki nasz klimat. Było molto, jak nazwa pizzerii, w której byliśmy.  I mam nadzieję, że to kiedyś powtórzymy😘.
Teraz przejdę do punktu głównego tego posta, czyli na to, na co wszyscy kibice siatkówki czekają 😉. Jak już napisałem, był to mój pierwszy mecz pucharowy, a więc hymn siatkarskiej Ligi Mistrzów spowodował u mnie ciarki. Podobnie jak klubowy hymn odśpiewany przez kibiców, którzy po brzegi wypełnili halę Podpromie do ostatniego miejsca (jak i doping w hali Podpromie, ale o tym wam już pisałem wielokrotnie). Nie mniejszą owację od kibiców niż zawodnicy Asseco Resovii Rzeszów otrzymał Tomasz Fornal, co mnie wcale nie dziwi, bo w końcu grał na polskiej ziemi. Ziemi, która kocha siatkówkę💗. Ziraat Bankası Ankara potwierdził swoją grą, że nie jest to przypadek, iż do tej pory nieprzegrał meczu w siatkarskiej Lidze Mistrzów. Dobrze pracowali zagrywką, co spowodowało to, że Marcin Janusz musiał biegać po parkiecie i wystawiać, nierozgrywać. Pokazali, że nie jest ich łatwo złamać; to oni złamali "Pasy" swoim blokiem i cierpliwą grą. Potwierdził też, że ich gra opiera się na ofensywnym trio i są dwa sety od półfinału Ligi Mistrzów. Co do gry siatkarzy Massimo Bottiego, choć mieli serce do walki i walczyli. Bo nie brakowało fajnej gry na środku siatki, czy to w bloku, czy to w ataku z tej właśnie strefy. Brakowało za to mentalu. Co pokazała końcówka II seta oraz III seta, nie jest nowością dla rzeszowskich kibiców, że brakuje skuteczności Karola Butryna. Niestety, sam Yacine Louati nie powstrzyma Turków.  Ciekawe, czy Asseco Resovia Rzeszów zdoła się odrodzić mentalnie do jutrzejszego pierwszego meczu ćwierćfinałowego w PlusLidze.










*foto: archiwum prywatne

 

sobota, 20 grudnia 2025

Wojciech Sawicki Życie na kółkach - moja recenzja.

Światu osób z "pakietami szczęścia", czy też osobom, które sympatyzują z tym światem, raczej autora przedstawiać nie trzeba. Jednak to zrobię, bo blog jest skierowany nie tylko do osób z niepełnosprawnościami. Wojciech Sawicki od urodzenia zmaga się z Dystrofią Mięśniową Duchenne'a, czyli na chorobę, na którą nie ma skutecznego lekarstwa. Jest jednym z najbardziej znanych influencerów wśród osób z niepełnosprawnością. Prowadzi słynący z ciętych  wypowiedzi z dużym dystansem do swojego życia z "pakietem sszczęścia" oraz świata osób z niepełnosprawnością fanpage Life On Wheelz
Jak wiecie, albo i nie, że lubię sięgać po prozę, na której kartkach jest "pakiet szczęścia". Tak w przypadku tej książki miałem pewne obawy, by po nią sięgnąć. Zwyciężyła ciekawość, bo jak dotąd nigdy nie miałem bliższego kontaktu z osobą z tego rodzaju niepełnosprawnością i zamiłowanie do tego rodzaju  literatury. "Połknąłem ją" w zaledwie kilka dni 😊. Autor opowiada o nierównej walce ze swoją chorobą, na każdej płaszczyźnie życia poprzez retrospekcje, czyli także od najmłodszych lat. Gdzie zanim poznał druzgocącą prawdę, co tak naprawdę osłabia jego ciało, musiał usłyszeć od lekarzy wiele gorzkich słów. To wszystko sprawiało, że nie mógł on cieszyć się dzieciństwem tylko i wyłącznie na swoich warunkach, bo w dużej mierze te warunki dyktowały obowiązki, które miały, jak najdłużej zachować jego sprawność. Sprawność, która i tak z czasem, została odedrana przez bezkompromisowego przeciwnika, czyli nieuleczalną chorobę - jednym słowem life is brutal😒. Wiązało się to także z buntem, ale i bólem nie zawsze fizycznym, co jest całkowicie zrozumiałe, bo każdy sprawny inaczej chciałby być zdrowy i czerpać z życia pełnymi garściami. Sam to przeżywałem dopóki nie pokochałem swojego "pakietu szczęścia" w pełni i niezrozumiałem, że Mogę, Potrafię, Działam💚. 
Jak już wspomniałem we wstępie, czytając tę książkę, miałem mieszane odczucia i o nich Wam teraz napisze, czym mogę wywołać kontrowersje - trudno. Zacznę od tego, co jest pozytywne, bo taki już jestem, że patrzenie na wszystko z czym się mierze i na wszystko, co mnie otacza, zaczynam patrzeć od pozytywów. Tego wszystkiiego nauczyło mnie bycie benificjentem Fundacji Aktywnej Rehabilitacji 🫶. Książka, jak jej autor i podmiot liryczny w jednym pokazuje, że niemożliwe nieistnieje nawet z takim "pakietem szczęścia". Co może być "zapalnikiem" w pozytywnym słowa znaczeniu dla wielu osób z niepełnosprawnością w podobnej sytuacji, co autor. I choć nierozumiem do końca z czym musi się fizycznie zmagać autor, bo mój "pakiet szczęścia", charakteryzuje się czymś zupełnie innym. To chylę czoła za to, że chce być tak aktywnym społeczeństwoie, a przy tym tak dzielnie walczy o nasze prawa w nin i często mówi o ableiźmie. Co nie jest wcale łatwe, bo przez swój "pakiet szczęścia", "wziął ślub" z respiratorem. I teraz mogę wywołać kontrowesję 😏. Czytając tę ksiązkę odniosłem wrażenie (choć mogę się mylić), iż Wojtek w dalszym ciągu w pełni niezaakceptował swojej niepełnosprawności, choćby dlatego, że bardzo częśto wspomina o ableiźmie. Czemu się wcale nie dziwię, bo to jest czasem mission impossible. Z kartek książki, aż krzyczy narcyzm oraz chęć bycia w blasku fleszy - w sumie życie w dużym mieście, rządzi się swoimi prawami. Z racji tego, że Wojtek Sawicki studiował filozofię to w książce, nie brakuje takich terminów, jak choćby wspomniany przeze mnie ableizm, czy fragmentów artykułów społeczno-psychologicznych. Może to być trudne do zrozumienia dla przeciętnej osoby z niepełnosprawnością, bo nie każdy, ma ukończone studia, czy jest humnistą 😉.
Reasumując książkę polecam, każdemu nie tylko posiadaczom "pakietów szczęścia", bo społeczeństwo edukować trzeba. Łamać przy tym stereotypy oraz pokazaywać, że w społeczeństwie, jest miejsce, dla każdej osoby z niepełnosprawnością. I ma ona takie same prawa, jak osoba pełnosprawna.   

*foto: www.empik,com  

 

poniedziałek, 1 września 2025

Tradycja podtrzymana, czyli Z siatkówką na TY na Memoriale Huberta Jerzego Wagnera.

Tradycyjnie przed najważniejszymi imprezami sezonu dla naszych siatkarskich "Orłów", rozgrywany jest Memoriał Huberta Jerzego Wagnera, tym razem został on rozegrany przed Mistrzostwami Świata, które będą rozgrywane na Filipinach.

To już trzeci rok, kiedy ja wspierałem podopiecznych Nikoli Grbicia swoim dopingiem, czyli jak można przeczytać w tytule tradycja podtrzymana 😀. Chyba jej jednak zaprzestanę, bo tylko raz mój doping przyniósł naszym Chłopakom szczęście 😆. W XXII edycji tego towarzyskiego turnieju, który upamiętnia postać "Kata", bo taki przydomek nosił trener Hubert Jerzy Wagner. Padł wybór na II dzień tego siatkarskiego pikniku na trybunach krakowskiej Tauron Areny, czyli dzień, w którym późniejszy triumfator (reprezentacja Argentyny), mierzył się z rodakami selekcjonera naszej reprezentacji (3:0). Daniem głównym tego dnia był mecz dwóch odwiecznych rywali — Polski i Brazylii (0:3), więc emocje z góry były gwarantowane 🔥.
Temu jednodniowemu rodzinnemu wypadowi towarzyszyły różnorakie emocje m.in. dlatego, że część trasy za przysłowiowym kółkiem był kierowca w rodzinie z najkrótszym stażem (czyt. trzy tygodnie), dałaś radę, będzie tylko lepiej 💪. Skoro znacie mnie także od tej "świętej strony" to, może się domyślać, że w podróży był odmawiany różaniec. Gdy nadeszła górka o nachyleniu 12% z ust pasażera nadzorującego jazdę, padły słowa "Gaz, gaz, gaz Święta Maryjo 😝". Niech Was nie przeraża liczba obrotów — cisnęła 120 km/h.   Kierowca pełnił także funkcję wizażysty, co widać na naszych policzkach — człowiek orkiestra 😎.
Czas na to, co związane stricte z tematyką bloga, czyli siatkówkę. Po tym, jak podopieczni Marcelo Mendeza zdemolowali w pierwszym spotkaniu, "zmieli" Serbów z płyty, można, zadać pytanie: Czy utrzymają swój pik na Mistrzostwa Świata? Które za niecałe dwa tygodnie ruszają na Filipinach. Jednak moim zdaniem będą groźni, jak na każdej siatkarskiej imprezie. Po jak to wspomniałem "zmieceniu" Serbów przez Argentynę. Przyszedł czas na dopingowanie tych, dla których tam byłem- polskie Orły. Nie tylko dopingowałem, co skutkowało lekką niedyspozycją strun głosowych, ale też pozowałem do zdjęć. Mam nadzieję, że Was nie zanudzę mini galerią, którą możecie zobaczyć w tym wpisie😎, bo jak widać na załączonych obrazkach, bawiliśmy się świetnie.
Po odśpiewaniu Mazurka Dąbrowskiego, którego odśpiewanie ac apella powoduje ciary i wzruszenie, za każdym razem 😍. Oglądałem to czego się w sumie spodziewałem, czyli ciężkie nogi naszych reprezentantów i zwycięstwo zespołu z Ameryki Południowej. Choć czasem pełen emocji to ciągła pozycja siedząca przynosiła mi do głowy pewien wers z piosenki Sławomira "Boli, boli d***"  😋. Ktoś powie nic gracze w czerwonych strojach, nie pokazali. To ja stanę w ich obronie — szczyt formy ma nadejść na Mistrzostwach Świata i wiem, że nadejdzie😊! Jak powiedziałem, był to turniej tylko i wyłącznie towarzyski. Czy, w którymś ze spotkań zobaczyliśmy wyjściowy skład naszej reprezentacji na najważniejszą imprezę sezonu? Tego nie wiem, natomiast wiem, że ten turniej dostarczył selekcjonerowi naszej reprezentacji sporą bazę informacji o poszczególnych zestawieniach, w których zagrali Polacy. Wiem też, że należą im się brawa za kilka widowiskowych akcji, które trzymały polskich kibiców zgromadzonych w hali, w napięciu do samego końca. Drogi Kibicu sprawny inaczej jeśli jesteś zakochany w siatkówce po uszy, jak ja. I chcesz przeżyć te niesamowite emocje, nie przed ekranem telewizora, a "on live", lecz boisz się niemiłych niespodzianek w postaci barier architektonicznych. To powiem Ci krótko, są one tylko i wyłącznie w Twojej głowie, bo w krakowskiej Tauron Arenie ich nie ma 😉.

















*foto & video archiwum prywatne














poniedziałek, 4 sierpnia 2025

Z nadzieją na wczasorekolekcjach w Dąbrowicy!

Rok to kawał czasu i wiele się może wydarzyć. Pewnie teraz się zastanawiacie, dlaczego tak zacząłem ten wpis. Jeszcze rok temu myślałem, że nie będzie mi dane wrócić na Wczasorekolekcje do Dąbrowicy. Bo przecież to oazy Cyrenejczyka w moim 💗 mają szczególne miejsce, jak się okazało po tych dziewięciu dniach, nie tylko one 😍.
W tym roku jubileuszowym, który upływa pod hasłem Pielgrzymi Nadziei. On przygotował dla mnie ofertę nie do odrzucenia — mieszkanie z Nim pod jednym dachem przez te dziewięć dni Wczasorekolekcji II turnusu w Dąbrowicy. A hasłem przewodnim tego wyjątkowego czasu były słowa — Z nadzieją 😊.
Dziewięć dni, które pozwoliły mi naładować baterie do działania, bo nie bałem się iść w ciszy z Nim "na kawę" indywidualnie, ale też całą naszą wspólnotą podczas Wieczoru Uwielbienia przy dźwiękach Wspólnoty Guadalupe, by adorować Go w Najświętszym Sakramencie. Ładowałem je także poprzez codzienne uczestnictwo w Eucharystii (podczas jednej z nich miałem okazje czytać czytanie). Rozważałem tajemnice różańcowe czy odmawiałem Koronkę do Miłosierdzia Bożego. Nie tylko ładowałem baterie do dalszego działania, ale też dziękowałem, prosiłem o potrzebne łaski dla moich i bliskich i siebie samego, czy szukałem odpowiedzi na nurtujące mnie pytania. Te dni pozwoliły mi jeszcze bardziej docenić mój stan fizyczny mojego "pakietu szczęścia", patrząc na stan innych podopiecznych — jednym słowem życie cudem jest oraz to, że w Jego oczach, jesteśmy równi. Pamiętajmy o tym i nie segregujmy ludzi na lepszych lub gorszych! Przez te dziewięć wyjątkowych dni niejednokrotnie spod moich okularów popłynęły łzy, choćby podczas poruszającego do głębi, każdego nabożeństwa Drogi Krzyżowej, bo przecież, każdy z nas jest naznaczony jakimś krzyżem do dźwigania. Moje serce przenikały, poruszały także słowa, które słyszałem podczas codziennych konferencji oraz homilii. Słowa, które dotyczyły bądź dotyczą sytuacji z mojego życia — dziękuję Kuba.
Moja zaduma pojawiła się także podczas słuchania świadectwa nawrócenia Pana Andrzeja Mierzejewskiego z kabaretu Smile, który zechciał się nim podzielić z naszą wspólnotą. Choć w tym wszystkim najważniejszy był Ten, który powołał do życia, każdego z nas i dla mnie jest fundamentem wszystkiego. To nie zabrakło czasu na wysłuchanie mini recitalu  finalistki programu Must Be The Music Gracjany Górki, uwierzcie mi na słowo pisane — nieziemski głos w ciele drobnej nastolatki😍. Pierwszy raz w życiu "on live" miałem okazję zobaczyć alpaki, które odwiedziły nasze dąbrowickie Wczasorekolekcje. Braliśmy także udział w zajęciach z muzykoterapii oraz w warsztatach aktorskich dla osób niepełnosprawnych.
Nie zabrakło także karaoke czy dyskotek (chyba nie muszę mówić, kto był królem parkietu😋). Za wszelkie przejechane buty i pominięcie, którejś z wolontariuszek gorąco przepraszam😜.
Dominik dziękuję za to, że mogłem Cię poznać i być Twoim współlokatorem i mówię do zobaczenia👊. Nasze wczasorekolekcje nie miałyby żadnego sensu, gdyby nie Ty Kuba, debiut w roli księdza moderatora w pełni udany. Byłeś nie tylko Kapłanem, który głoszonym Słowem Bożym dawał nam nadzieję. Byłeś też przede wszystkim Człowiekiem i Wolontariuszem, który nie bał się karmić, myć nas podopiecznych — takich Kapłanów dzisiejszy świat potrzebuje.
Tutaj też wielkie podziękowania należą się reszcie Wolontariuszy, którzy byli naszymi rękami i nogami mimo narastającego z dnia na dzień zmęczenia. A przecież mogli wybrać bardziej przyjemną formę spędzania wakacji. To dzięki Wam mieliśmy odrobinę raju tu na ziemi 😊. Nie chcę by to źle, zabrzmiało, ale to już chyba tradycja, że na każdym samodzielnym wjeździe, mam dobrą opiekę — Tata czuwa😍. Mateusz i Mikołaj oraz Ania dziękuję za dobrą opiekę. Bycie przez Was pilnowanym to dla mnie była czysta przyjemność😊.
A Ty Aniu wreszcie się doczekałaś, by po trzech latach znajomości zostać moim stołówkowym pilnowaczem. Dziękuję za nieubrudzone ubrania, co dla innych cyrenejczykowych pilnowaczy, było to mission impossible😎. Dziękuję za wspólne picie kawy i rozmowy przy nich o wszystkim i o niczym, także za wspólne spacery oraz za sesję zdjęciową.  I chodzenie na "kawkę" z Nim do kaplicy, każdego dnia po obiedzie. Śladów wspólnego spędzania czasu, nie dało się ukryć, gdyż zostawiałaś swoje DNA na moich ubraniach (uspokajamy wszystkich, wszystko odbywało się po Bożemu😂). Nie wiem, jak Ty, ale ja polecam się na przyszłość i mówię do zobaczenia szybciej niż za rok😊. 
Te wczasorekolekcje były swego rodzaju dowodem, że relacje zawarte na oazach Cyrenejczyka, potrafią trwać po dziś dzień, jeśli się tylko chce to, nie mają znaczenia nawet kilometry, które nas dzieliły😎. Dzięki Waszym odwiedzinom mieliśmy namiastkę oaz, nie tylko w piosenkach, które śpiewaliśmy. Na koniec powiem fajnie, było po dwóch latach wrócić do Dąbrowicy i nie czuć się, jak zbędna rzecz. Do walizki spakowałem nie tylko brudne ubrania, ale przede wszystkim światło płynące od Niego, nie tylko podczas nabożeństwa Drogi Światła, w której uczestniczyliśmy, ale też nadzieję, którą On nam daje. Spakowałem też wiele obrazów i słów, które pozostały w mej pamięci 😪. Uzyskałem jeszcze jedną odpowiedź od tego, dla Którego tam pojechałem, na nurtujące mnie pytanie i mogę się z Wami nią podzielić 😊. Powiem wprost czas wreszcie zacząć pisać swoją autobiograficzną książkę. Do której napisania namawiano mnie już od dłuższego czasu. Warto było jechać do Dąbrowicy choćby po to, by usłyszeć odpowiedź na to pytanie😍. Czy ją napisze do następnych rekolekcji, pewnie nie, ale jeśli, ktoś jest spostrzegawczy to jej tytuł, znajduje się w tym wpisie😎.









PS. To był dobry czas😇.

*foto: pochodzą z różnych źródeł

     
 

sobota, 10 maja 2025

Świat Melody - moja recenzja.

Życie osoby zmagającej się z Mózgowym Porażrniem Dziecięcym naznaczone jest nieustanną walką, walką na wielu płaszczyznach, nie inaczej w życiu głównej bohaterki filmu.

Melody chce być, jak każda dziewczyna w jej wieku

Melody Brooks. bo o niej mowa, jak każda nastolatka. Marzy o  tym, by żyć tak, jak one — nosić sukienki, robić sobie makijaż, czy doświadczyć pierwszego pocałunku z chłopakiem. Ma jednak utrudnione zadanie, bo ze swoim "pakietem szczęścia" w "gratisie", otrzymała to, że komunikacja z nią jest możliwa przez pismo obrazkowe. Przez co musi ciągle udowadniać to, że nie jest niepełnosprawna także intelektualnie, bo przecież u wielu ludzi zdrowych. Niepełnosprawność ruchowa z automatu, łączy się z niepełnosprawnością intelektualną.  

Potencjał dostrzeżony & jawna dyskryminacja połączona z odrzuceniem

Potencjał Melody dostrzega praktykantka, która odbywa praktyki nauczycielskie w szkole specjalnej, do której uczęszcza nastolatka. Owocuje to, tym, że namawia ona rodziców dziewczyny, by mogła ona raz w tygodniu, uczęszczać do szkoły ze zdrowymi rówieśnikami. Chyba, jak u każdego dziecka z niepełnosprawnością początkowo przez jednego z rodziców, przemawia chęć schowania swojej pociechy "pod kloszem" - tylko po to, by ją chronić przed zranieniem i rozczarowaniem. Koniec końców Melody dopina swego i raz w tygodniu uczęszcza na lekcje ze zdrowymi rówieśnikami. Budzi to sporą dezaprobatę wśród uczniów oraz nauczycieli, bo przecież dla takich osób z powyginanymi od spastyki kończynami, nie ma miejsca w normalnej szkole, normalnym środowisku, bo przecież na pewno, jest niespełna rozumu i brudzi szkolne mury. Z tego samego też powodu początkowo zostaje zdyskwalifikowana mimo 100% prawidłowych odpowiedzi w teście kwalifikacyjnym. Z członkostwa w drużynie, w międzyszkolnym konkursie wiedzy. Czy w końcu jej osoba zostanie zauważona w należyty sposób, obejrzyjcie sami i się przekonajcie 😉.

Co mnie łączy z główną bohaterką?

Już to mówiłem, ale może, ktoś pierwszy raz trafi na mojego bloga 😎. W każdym filmie, czy to książce, w której bohaterem, jest osoba z "pakietem szczęścia". Szukam punktu wspólnego, nie inaczej było i w tym przypadku. Niejednokrotnie podczas oglądania filmu, z moich oczu popłynęły łzy. Choć nigdy nie doświadczyłem odrzucenia ze strony rówieśników. To chronienia "pod kloszem" oraz dyskryminacji ze strony jednego z nauczycieli w szkole policealnej ze względu na mój "pakiet szczęścia" - zostałem porównany do osoby, która choruje na guza mózgu. Mam tylko nadzieję, że ten nauczyciel już trafił na mojego bloga. A czytając go, przekonał się, jak bardzo się mylił, co do mojej osoby. Bo to, że nie mam idealnego ciała i skrótu naukowego przed imieniem i nazwiskiem, nie czyni mnie z automatu, kimś gorszym. Podobnie, jak Melody wywalczyłem sobie to, by ten "klosz" został potłuczony oraz, by zaczęto, liczyć się z moim zdaniem oraz bym mógł żyć tylko na moich zasadach. W filmie nie brakuje ujęć, które idealnie, oddają emocje osoby, zmagającej się z Mózgowym Porażeniem Dziecięcym oraz to, co pod ich wpływem z ciałem, potrafi zrobić spastyka.  




 


niedziela, 6 października 2024

Mogę, Potrafię, Działam! Mimo upływu lat!

Październik poświęcony jest Mózgowemu Porażeniu Dziecięcemu, jak wiecie (albo i nie). Jestem jednym z 17 milionów na całym świecie posiadaczy tego "pakietu szczęścia" 💚. Spokojnie nie będę Wam tu przedstawiał zagadnień medycznych z nim związanych 😉. Po drugiej części tytułu wpisu domyślacie się, o czym będzie ten wpis, a jeśli nie to czytając ten wpis się, dowiecie. I już mówię, możecie to różnie odebrać 😎. W wielu tekstach na tym blogu podkreślałem, że przełomem w moim życiu była pełna akceptacja mojego "pakietu szczęścia" oraz zabiegi fibrotmii metodą Ulzbibata, po których odradzałem się, jak feniks. Jak i to, w jaki sposób nauczyłem cieszyć się z tego, co daje mi "pakiet szczęścia". Żartuję sobie, że dr Repetunov — którego serdecznie pozdrawiam, bo wiem, że czasem tu zagląda. Wraz z użyciem laserowego skalpela, "wstrzyknął mi" jakiś środek dopingujący, który mimo upływu tylu lat od zabiegów — nadal w moim organizmie się znajduje 😀. Bo w dalszym ciągu chce przekraczać swoje granice i spełniać swoje nowe marzenia 😉. Jakiś czas temu wspominałem Wam o dwóch rzeczach. Pierwsza to taka, że chciałbym podjąć zatrudnienie, gdzie będę mógł wykorzystać zdobytą wiedzę z kursu, z Excela. Który mogłem odbyć dzięki udziałowi w projekcje Fundacji Aktywnej Rehabilitacji. Jak na razie ten plan idzie do szuflady. Wspominałem Wam też, że chciałbym spróbować nawiązać współpracę z portalem internetowym dla osób z "pakietami szczęścia" Rampa. Kilka tygodni temu wysłałem do nich maila z takowym zapytaniem, odpowiedź była, jak najbardziej pozytywna — zaproponowano mi trzymiesięczny staż redaktorski, który rozpocznę za kilka tygodni. Tutaj podziękowania dla mojego oddziału Fundacji Aktywnej Rehabilitacji za możliwość utworzenia go dla mnie  😍. Tak, więc za kilka tygodni stanę przed nowym wyzwaniem zawodowym,  będzie to dla mnie okazja do nauki czegoś zupełnie nowego (zamierzam z tego czasu, wycisnąć maxa 😉). Zawsze, ciągnęło mnie do mediów — blog, praca w agencji filmowej. Uspokoję Was, będzie czas i na pisanie o siatkówce i rehabilitację, bo pierwsze dni po miesięcznej przerwie pokazały, że jest moc 😊. Jak widać po tym miejscu, lubię pisać, na wszelkie tematy, nie tylko o siatkówce. Za czasów szkolnych pisałem wiersze i opowiadania, do tej pory wiedzieli o tym tylko nieliczni, jakiś czas temu obudziło się to we mnie na nowo. I postanowiłem, że chcę do tego wrócić, jeśli coś się nabazgroli to może i przeczytacie 😎. Od wielu osób słyszę, kiedy wreszcie zacznę pisać książkę, bo podobno moje życie to dobry materiał na nią. Gdzieś w moich porażonych szarych komórkach ta decyzja zaczyna dojrzewać coraz bardziej — tytuł już jest.
Skoro już odfajkowałem na swojej liście marzeń, marzenie o kibicowaniu "na żywo" naszym biało-czerwonym "Orłom". Postanowiłem je zastąpić nowymi, wielu pewnie pomyśli teraz, że oszalałem, może i tak 😋. Zamarzyło mi się, by choć przez chwilę poczuć się, jak ptak, lecąc balonem oraz zrobić sobie "dziarę" na ręce. Której motywem przewodnim będzie moja miłość do tej, która jest motywem przewodnim tego miejsca. Nie boję się powiedzieć, że 💚 swój "pakiet szczęścia", jak i to, że ostatnie siedem lat, są najszczęśliwszymi latami mojego życia, mimo piasku sypniętego prosto w oczy przez los i nie tylko i chwil zwątpienia. We wszystkim widzę rękę Tego, który jest dla mnie fundamentem wszystkiego, Bo, jak mówi jedno z moich mott życiowych — Wystarczy ci mojej łaski. Moc bowiem w słabości się doskonali.

PS. Mam tylko nadzieję, że autor rozwinięcia skrótu naszej choroby, nie posądzi mnie o prawa autorskie 😉.

*grafika praca własna


 

sobota, 17 sierpnia 2024

Chodzi lisek koło drogi.

Spokojnie to nie pora na czytanie bajki do snu, więc nie sugerujcie się tytułem 😉. To kilka zdań opisujących nasz pobyt w domku, w Bieszczadach. 
Jadąc do tego miejsca, mieliśmy, nie co inne wyobrażenia na temat warunków, które tam zastaniemy. Zostaliśmy mile zaskoczeni do tego stopnia, iż wnętrze określiłem słowami z filmu "Kogel Mogel 2" - Tutaj jest jakby luksusowo 😂. Otaczające nas piękno i dzikość bieszczadzkiej przyrody sprawiły, że musieliśmy się jakoś do niej dopasować swoim zachowaniem😋.
Przez odwiedziny nieproszonego gościa, o którym mowa w tytule, jedna z uczestniczek byłaby gotowa skrócić swój pobyt. A to tylko urok dzikości Bieszczad, która według mnie, jest wskazana, każdemu współczesnemu człowiekowi. Po to, by się zatrzymać, choć na chwilę i przypomnieć sobie, że są rzeczy ważniejsze od telefonu komórkowego czy internetu 😊. Czasem nasze zachowanie naprawdę, mogło świadczyć o tym, że jest z nami, coś nie teges, bo kto normalny, przegląda archiwalne wpisy z naszych wspólnych spacerów, z 2018 roku. Mając przy tym niezłą polewkę z tego, co w nich jest zawarte 😂. Zamiast siedzieć spokojnie na tarasie i delektować się promieniami zachodzącego słońca, aż w końcu "wzięło i zaszło". Jak to określiła jedna z moich towarzyszek 😎. W sumie to ja chyba nie dziwię, bo też bym się wkurzył na jego miejscu, bo ileż można znosić te nasze wygłupy. Zapewne rybacy próbujący łowić ryby na Zalewie Solińskim, czekali aż, opuścimy Bagno Shreka, bo płoszyliśmy im ryby swoim śmiechem. Za utrudnienia przepraszamy 😉. Przed meczem o złoto naszych siatkarzy na Igrzyskach Olimpijskich, wyciszałem się na zielonej plaży. Podczas gdy trzy syreny pływały na rowerkach na Zalewie Solińskim, czasem ich nie widziałem, ale słyszałem 😎. Chyba to wyciszenie pomogło, bo podczas tego finałowego starcia, zachowywałem się nadzwyczaj cicho, ale to chyba dlatego, że nie byłem w swoich kątach. I nie chciałem otwierać w mózgu stron języka łacińskiego, bo nie wiem, czy wszyscy wiedzą, ale na meczach, łacina jest powszechnym językiem  😂.


Po ostatnim gwizdku sędziego zostałem posądzony przez drugą z moich młodszych współtowarzyszek, iż nieprawidłowy post umieściłem po meczu, na blogowym fanpage, oto dowód. Ten wyjazd w piękny zakątek naszego województwa, był dla mnie trochę powrotem do przeszłości za sprawą odwiedzin po latach zagrody żubrów w Mucznem, Dobrze, że te żubry, nie wiedziały, co się działo w aucie podczas jazdy, ale trzeba było sobie jakoś umilić ten deszczowy dzień 😉. Na koniec prosimy Czytelników, by nie sugerowali się zdjęciem głównym posta. To tylko efekt temperatury, która panowała na zewnątrz, ale i piosenki Skolima o tym samym tytule 👊.








*foto:archiwum prywatne