Pokazywanie postów oznaczonych etykietą VNL2022. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą VNL2022. Pokaż wszystkie posty

środa, 27 lipca 2022

Brązowy "Gang Łysego"!

Po lekcji siatkówki, jaką udzielili nam w półfinale srebrni medaliści tegorocznej VNL. Przyszło nam stanąć do walki o brązowy medal z gospodarzami tegorocznego turnieju finałowego VNL.

Jednym słowem byliśmy świadkami pojedynku Mistrzów Świata z Mistrzami Europy, z którymi mieliśmy rachunki do wyrównania, za porażkę w fazie interkontynentalnej. Mając świeżo w pamięci sobotnie lanie od amerykańskich kowboi, nie wiem, jak Wam, ale mi było trudno o optymizm przed małym finałem. Jednak biało-czerwone serducho mówiło — brąz będzie nasz! Przyznam się bez bicia, że gdy zobaczyłem pierwszą szóstkę, pomyślałem głośno — Grbić, dzwonił do Heynena i nie zmienił wyjściowej szóstki po przegranym meczu to, nie wróży nic dobrego... Na szczęście nie miałem racji, bo zobaczyliśmy szóstkę odmienioną, jak za dotykiem czarodziejskiej różdżki. Drużynę, która dobrze zagrywała, a prym w tym elemencie wiódł Mateusz Bieniek, który  nie tylko dobrze zagrywał i rozstrzygnął tym elementem losy II seta. Oprócz dobrej zagrywki był pewnym punktem na siatce. Te elementy zaważyły, że znalazł w dream teamie turnieju. To dobry prognostyk przed siatkarskim mundialem, nieprawdaż? Nie sposób, nie wspomnieć tutaj o jokerze pola serwisowego Karolu Butrynie, który nie posiada chyba układu nerwowego. Kolejnym kluczem do brązu była nasza cierpliwość w grze, w ataku. Nawet gdy zostaliśmy wy blokowani w pierwszym uderzeniu to, potrafiliśmy cierpliwie grać w obronie, nie zawsze z pozytywnym skutkiem, lecz  wyglądało to dużo lepiej, niż w spotkaniu z reprezentacją Stanów Zjednoczonych. Brawa dla trenera, że nie bał się postawić na "Tytusa" zdejmując Olka Śliwkę w II secie. Pojawienie się Tomasza Fornala uspokoiło nasze przyjęcie, świetnie radził sobie w obronie. Nie najgorzej też w ataku. Czy da radę wysadzić Śliwkę "do bazy" z szóstki na Mistrzostwa Świata? Czy będzie jokerem Grbicia wśród przyjmujących? Choć nasz kapitan znów falował swoją grą w ataku to, nasz "sypacz" rozkładał ciężar gry na pozostałych zawodników. Ten mógłby wyglądać zgoła inaczej gdyby nie nasze rozgotowanie włoskiego makaronu w osobach: Romano i Michieletto, a tak to na koniec mogłem krzyknąć -  JEESSTT!!! Wtedy zapomniałem o bolącym gardle, liczyła się miłość do siatkówki i naszych Mistrzów Świata 👊.

*fotografia - fanpage Asseco Resovia Rzeszów

niedziela, 24 lipca 2022

Złapani na lasso przez amerykańskich kowboji.

Po irańskim horrorze z happy-endem na naszych Mistrzów Świata czekał kolejny niełatwy przeciwnik, ale wierzyliśmy, że to my dziś zagramy o złoto tegorocznej VNL.

Amerykańscy siatkarze nie pozostawili nam złudzeń i wykorzystywali wszystkie nasze słabości i błędy. Nie wiem, czy tylko ja miałem takie wrażenie, ale w pierwszych dwóch setach zawiódł mental i zbyt wysokie ego, że te sety się same wygrają, niestety na takim poziomie już to, nie działa. Po dobrych fragmentach gry potrafiliśmy  oddać pole Amerykanom, a oni potrafili z tego prezentu  skorzystać. W przekroju całego spotkania mieliśmy ogromne problemy w ataku poza środkiem siatki, to była nasza jedyna pewna strefa do zdobywania punktów. Nawet jeśli już próbowaliśmy zdobywać punkty w kontrach to, zostawaliśmy gaszeni przez amerykański blok. Moim zdaniem uderzaliśmy zbyt asekuracyjnie w ataku, a to była woda na młyn dla dobrze broniących Jankesów. Dało się zauważyć słabszy dzień na rozegraniu Marcina Janusza, ale jak wszyscy wiemy do dobrego rozegrania potrzebne, jest dobre przyjęcie. Pozostaje zadać pytanie — Co w podstawowej szóstce robili Śliwka i Zatorski? Jak dla mnie już po pierwszej partii powinni znaleźć się "w bazie". Takie samo pytanie można od nieść do naszego kapitana i zapytać — Po co trener zabrał do Bolonii trzech atakujących?  Skoro Kaczmarek i Butryn są, tylko zadaniowcami. My nie zagrywaliśmy, my nabijaliśmy im punkty, jeśli już udało nam się nie popełnić błędu w tym elemencie. To nie było to, żadne zagrożenie z naszej strony, lecz stworzenie rywalom okazji do dogodnego zdobycia punktu atakiem. Jeśli chcemy wygrać dziś ten brąz to, musimy zagrać "z jajami" naprzeciwko aktualnych Mistrzów Europy, ale już bez Śliwki, Kurka i Zatorskiego w podstawowym składzie.

* fotografia Volleyball National League 

sobota, 23 lipca 2022

Komu kardiolog? Czyli o polsko-irańskim horrorze z happyendem.

Już przed meczem było wiadomo, iż temperatura będzie wysoka nie tylko ze względu na porę roku, ale też emocje, jakie niosą, za sobą spotkania Mistrzów Świata z Persami.

Tak też w istocie było, bo wagą tego spotkania był awans do strefy medalowej tegorocznej VNL. Już pierwsze dwie piłki spotkania pokazały, że Irańczycy mają dobrze rozpisanych nasze ofensywne armaty bowiem dwukrotnie "zgaszono światło" naszemu Kapitanowi. Jednak nasi chłopcy wzięli się do roboty, za sprawą swojej dobry na siatce, ale też błędów rywali i wyszli na prowadzenie. By znów dać pograć rywalom, jednak nasi zaczęli odrzucać Persów od siatki, co przyczyniło się do naszego zwycięstwa w premierowej partii spotkania. Dobrze w tym elemencie spisywał się Kuba Kochanowski. Choć drugą zaczęliśmy dobrze, bo od kilkupunktowego prowadzenia to, jednak zaczęliśmy oddawać inicjatywę Irańczykom, za sprawą naszych problemów ze skończeniem ataku, czy braku przyjęcia. To pozwalało Irańczykom nakręcać swoją grę i doprowadzić do remisu w tym spotkaniu. W tym momencie stało się jasne, że to dopiero początek emocji w tym spotkaniu. Nasi wyszli na trzecią z chęcią przybliżenia się do zwycięstwa w tym spotkaniu. Postawili na pociski z pola serwisowego, co dało nam trzypunktowe prowadzenie pewnie wielu z Was, myślało — będziemy w pełni kontrolować przebieg tego seta. Przy naszych idolach takie myślenie jest zgubne, nagle zacięły się nasze działa ofensywne i to Iran wyszedł na dwa "oczka" do przodu. Wtedy staliśmy się świadkami walki punkt, za punkt, ale od czego się ma "Bienia" ze swoją zagrywką, który rozstrzelał Iran swoją zagrywką, który rozstrzygnął losy tego seta w ten sposób. Wydawać, by się mogło, że pójdziemy, za ciosem i wygramy w czterech setach, nie z naszymi siatkarzami zabawa w takie klocki. Zostaliśmy zablokowani przez rywali, w każdym siatkarskim elemencie, a my przecieraliśmy oczy ze zdumienia i zastanawiałem się, czy to nie sen, bo pora dnia nie była wczesna. I chyba wielu wątpiło po tym secie w nasz awans do półfinału. Tie-break można opisać Kamil Semeniuk show, który był liderem naszej drużyny przed duże "L", swoim wyłączaniem prądu Irańczykom ustawił nam przebieg tie-breaka, dodajmy do tego zagrywki Butryna, ułatwiły nam grę w ataku. Po ostatnim gwizdku mogliśmy się cieszyć, płakać ze szczęścia, a także odetchnąć z ulgą, że przeżyliśmy ten siatkarski rollercoaster. Dziś kolejny odcinek horroru z polskimi i amerykańskimi siatkarzami w rolach głównych. W GÓRĘ SERCA POLSKA WYGRA MECZ!💗

*fotografia fanpage Łukaszka Kaczmarka

niedziela, 3 lipca 2022

Czternastu pasażerów na rejs biało-czerwonym statkiem po Bałtyku!

Po kanadyjskich i bułgarskich turniejach VNL z udziałem naszych Mistrzów Świata. Przyszedł czas na rejs po Bałtyku z zacumowaniem w gdańskiej Ergo Arenie (05-09.07.br.).

Wiecie co? Tak patrzę na tych czternastu pasażerów i zadaję sobie pytanie — Czy to już jest skład na siatkarski mundial?  Jeśli to, czy Grbić chciałby iść drogą Vitala Heynena i stanąć do obrony tytułu z trzema atakującymi kosztem czwartego środkowego. Jeśli w tym szaleństwie ma być metoda to, jestem, jak najbardziej za. Póki co to, tylko moje spekulacje. Okazji do testowania nie zabraknie, bo zagramy z nieobliczalnym, jak zawsze Iranem dwa później mamy do wyrównania rachunki, za zeszłoroczny półfinał ME ze Słoweńcami następie zagramy z Holandią i Chinami. Bartek Kurek będzie się przyglądał walce Łukasza Kaczmarka z Karolem Butrynem. Osobiście chciałbym, by to: Kurek i Butryn zdobywali punkty dla naszej reprezentacji w obronie tytułu najlepszej drużyny globu i turnieju w Bolonii. Bo niestety, ale występ atakującego Mistrza Polski i dwukrotnego klubowego na bułgarskim turnieju mnie nie porwał. Czy "Zwierz" zdąży wrzucić "piąty bieg" w odpowiednim momencie? Oby tak się stało, bo chyba wszyscy byśmy chcieli, aby o tym, kto będzie dublerem Bartosza Kurka, decydowały czysto sportowe względy. Czy to, że w gdańskim turnieju na pozycji "sypacza" Janusza i Firleja oznacza to, że selekcjoner ma dylemat czy w roli zmiennika Janusza postawić na Firleja, czy "Gregora"? A może właśnie to, że  temat selekcji na tej pozycji jest już zamknięty. Osobiście skłaniałbym się do tej drugiej opcji. Ciąg dalszy walki na pozycji libero, obaj Panowie pokazali swoje "kwity" w Sofii, co mnie oczywiście cieszy zwłaszcza u "Zatora", bo po sezonie klubowym wydało się, że może zabraknąć dla niego miejsca w "Gangu Łysego". Sądząc po meczu z "Jankesami", gdzie zagraliśmy na dwóch libero to, taki system może być preferowany do końca sezonu reprezentacyjnego przez naszego selekcjonera. I to byłoby chyba najlepsze rozwiązanie dla "Piwko" i Zatiego". "Gasić światło" w Ergo Arenie będzie trzech najlepszych na ten moment polskich "elektryków". Czy to oznacza, że młodzi "elektrycy" - Poręba i Urbanowicz oglądną siatkarski mundial z elektrolitami w ręku przed TV? Jak zapowiedział tak, zrobił wśród przyjmujących w gdańskim turnieju, zobaczymy Bartosza Bednorza. Swoją drogą jestem ciekaw, czy "Bedni" ma szansę wykopać, którego z kolegów ze składu na siatkarski mundial. Powiem, że jestem zdziwiony, iż wśród przyjmujących nie ma jokera w talii, w meczu z USA - "Kwola". Czy to oznacza, że może pakować się na mundial? A trener ma wątpliwości do kogoś z trójki — Śliwka, Bednorz i Fornal? Patrząc na wybranków trener, ma ochotę przystąpić do fazy pucharowej z pierwszego miejsca w tabeli. Emocje i zawały gwarantowane! Niestety nie będę mógł się z Wami dzielić po meczowymi przemyślenia, trzeba zadbać też o inne rzeczy. A urlop od siatkówki również wskazany 😎.

*fotografia: fanpage Polska Siatkówka


środa, 29 czerwca 2022

Gang Łysego rozbił bank w Sofii!

To był niezły napad na bank z punktami do tabeli tegorocznej VNL w wykonaniu naszych Mistrzów Świata. Podopieczni serbskiego coacha dopisali pełną pulę na bułgarskich parkietach.

Na pierwszy ogień mieliśmy do wyrównania rachunki z Brazylijczykami, za ubiegłoroczne pokonanie naszej reprezentacji w finale VNL. Mistrzowie Świata postawili na ofensywę w tym spotkaniu. Od pierwszej piłki postanowili "Kanarków" odrzucić od siatki swoim serwisem. W rolach głównych jako bombardierzy wystąpili "Bieniu" i "Semen". Nasi rywale patrzyli się bezradnie po sobie i błagali, by w końcu naszym zabrakło amunicji w I secie. Nie brakowało też widowiskowych akcji ze skrzydeł, obron, czy "gaszenia światła" przez "Kochana". Pewne jednak było, że Brazylia nie podda się bez walki i da się we znaki naszej drużynie. Tak też było, uzyskali kilkupunktową przewagę, której my nie zdołaliśmy odrobić, za sprawą błędów własnych w polu serwisowym. I stało się jasne, że w tym spotkaniu zwycięstwo jest sprawą otwartą. W III secie nasi chłopcy wrócili do bombardowania rywali swoją zagrywkę oraz zaczął funkcjonować system blok-obrona, co skutkowało skutecznymi kontrami. Taki stan rzeczy powodował bezradność w szeregach "kanarkowych" i prowadziło do jeszcze większej ilości błędów własnych po ich stronie. A nas przybliżało do jakże efektownego i efektywnego zwycięstwa. Polacy kontynuowali swoją ofensywę i zaczęli w imponującym stylu turniej na bułgarskich parkietach. Spotkania z Kanadą i Australią były spotkaniami, które trzeba było szybko wygrać, ale też okazją do przetestowania kilku rozwiązań taktycznych dla Nikoli Grbicia. W tych spotkaniach było widać dobre flow pomiędzy "Gregorem", a  "elektrykami"  bełchatowskiej Skry. Jak dla mnie blado w tych dwóch spotkaniach wypadł "Zwierz" i jak na razie partnerem "Kurasia" w ataku jest dla mnie Butryn. Na koniec tego turnieju przyszedł czas na crème dela crème tego turnieju, czyli spotkanie "Orłów" z "Jankesami". Z góry było wiadomo, że to spotkanie będzie z gatunku tych spotkań, które można spokojnie stawiać na równi z walkami bokserskimi. W tym spotkaniu, aż roiło się od graczy grających w Plus Lidze po obu stronach siatki. Przewagę w początkowej fazie seta wypracowali "Kuraś" i "Semen" wydawało się wtedy, że te punkty pozwolą spokojnie kontrolować przebieg pierwszego seta, nic bardziej mylnego. "Jankesów" do walki w tym spotkaniu swoją zagrywką poderwał Aaronf Russell, który nie dość, że wyrównał stan rywalizacji w tym secie to, jeszcze wyprowadził ich na prowadzenie. Nasi Mistrzowie Świata próbowali podnieść rękawicę w tym secie, ale to USA objęło prowadzenie w tym meczu. Początek drugiej partii nie zapowiadał takiego końcowego, jaki mieliśmy, bo grę kontrolowali Amerykanie. Jednak nasz team zabrał się do roboty, odrobił straty i wyszedł na prowadzenie. Jednak nasi chłopcy pozwolili odrobić rywalom straty i zadbać o przyśpieszone bicie serc swoich kibiców. Jednak nasz coach wyciągnął jokera ze swojej talii, posyłając na zagrywkę "Kwola", który przesądził losy tego seta. Trzeci set znów zaczął się, pomyśli USA, za sprawą zagrywki nowego "Wilka" - Torreya Defalco. Wtedy o swoich "kamieniach" przypomniał Amerykanom "Bieniu" i na tablicy wyników pojawił się remis. I walka rozgorzała na dobre, jednak błędy własne rywali w końcówce sprawiły, że nam do pełnej puli w tym spotkaniu, brakowało już tylko seta. Amerykanie nie zamierzali przestawać walczyć o tie-breaka, ale my odrobiliśmy straty, bo cuda w obronie wyprawiał "Piwko", co dawało nam skuteczne kontry. Rywale jednak odpowiedzieli asami serwisowymi na niewiele się to, jednak zdało. Bo nasz zespół pokazał, kto od ośmiu lat dzierży tytuł Mistrzów Globu.
Do niedzieli myślałem, że to, tylko Asseco Resovia Rzeszów potrafi roztrwonić kilku punktową przewagę i przegrać seta, no cóż, siatkarski kibic uczy się całe życie 😋. Nie muszę mówić, jakim językiem gadałem i o mały włos nie odłowiłem się złocistym napojem 😜.  "Zati" pokazał w tym turnieju, że da się grać w koszulce z "Orzełkiem", jak na dwukrotnego Mistrza Świata przystało. Szkoda, że koszulka klubowa to, inne priorytety. Kapitan ZAKS-y w tym turnieju pokazał to, czego się najbardziej obawiam w jego wykonaniu, czyli chimerycznej gry, gdzie potrafi świetny fragment gry przepleść babolami, w każdym siatkarskim elemencie. Kto wie, jaki byłby wynik tego meczu, gdyby nie nasz Kapitan, który wywalczył dla naszego teamu niemalże seta. W obu spotkaniach Kamil Semeniuk w meczu z Brazylią i USA potwierdził, że jest pewniakiem do szóstki, według mnie coraz bliżej wyjazdu na siatkarski mundial jest "Kwolo". A Marcin Janusz udowadnia, że istnieje rozegranie bez kapitana rzeszowskiej Asseco Resovii. 

* fotografie Volleyball Nations League




 

niedziela, 19 czerwca 2022

Z ZAKS-ą na podbój bułgarskich parkietów!

Po dobrym występie na otwarcie tegorocznej VNL i tygodniowej przerwie. Przyszedł czas na rotacje i kontynuację zmagań na bułgarskiej ziemi.

Do rywalizacji z: Brazylią, Kanadą, Australią i USA przystąpimy już z nowym kapitanem naszej reprezentacji — Bartoszem Kurkiem, Mateuszem Bieńkiem oraz graczami podwójnego klubowego Mistrza Europy. Ci, których wymieniłem wcześniej  nie, mają łatwego zadania, bo muszą odeprzeć atak debiutantów z kanadyjskich boisk. I pokazać, że to im należy się to miejsce, a nie tym, co dopiero wkraczają na wielkie międzynarodowe salony siatkarskie. Marcin Janusz niczego nie musi udowadniać, zrobił to prowadząc ZAKS-ę Kędzierzyn-Koźle do Mistrzostwa Polski, obrony klubowego Mistrzostwa Europy, czy Pucharu Polski. Inna sprawa ma się z Grzegorzem Łomaczem, bo Jan Firlej zabił niezłego ćwieka naszemu selekcjonerami swoimi występami. Pokazując, że jest gotów być "2" na pozycji "sypacza". Niekwestionowaną jedynką na ataku jest nasz kapitan, udowadniać swoją przydatność kadry i odpierać atak Karola Butryna będzie musiał "Zwierz". Pozostaje nam tylko mieć nadzieję, że ta rywalizacja pomiędzy Butrynem a Kaczmarkiem zostanie rozegrana czysto sportowo, a nie zwycięży sentyment Nikoli Grbicia do Łukasza Kaczmarka. Można już teraz zauważyć, że selekcjoner wobec absencji Norberta Hubera wierzy w Mateusza Porębę i zabiera go na drugi turniej z rzędu. Czy tą żelazną trójcą już na ten moment jest "Bieniu", "Kłosik" i "Kochan"? Trudno jest wyrokować, bo może tym asem na siatkarski mundial będzie Krzysztof Rejno lub Karol Urbanowicz. "Nadsiatkarz" Kamil Semeniuk z Olkiem Śliwką wkraczają do akcji według mnie miejsc wolnych na przyjęciu, jest jeszcze trzy, a jeszcze nie miał okazji pokazania się nowemu szkoleniowcowi Bartosz Bednorz. Po tym turnieju w Kanadzie bliżej mundialu dla mnie jest "Kwolo", więc "Tytus", "Śliwa" i "Bedni" będą musieć zakasać rękawy i pokazać, że znają się na swojej robocie. Pozycja libero to, pozycja gdzie bezpośrednią walkę o "1" w kadrze zmierzą "Piwko" i "Zati". Sam stawiałbym na Popiwczaka, bo choć jestem "Pasem" to, Zatorski mnie rozczarował i dopasował się poziomem gry do reszty drużyny w przekroju minionego sezonu. Będzie gorąco nie tylko ze względu na porę dnia, o której będą rozgrywane mecze, ale też ze względu na poziom emocje, które mam nadzieję, zafundują nam Mistrzowie Świata! 

*Fotografia Polska Siatkówka
 

wtorek, 14 czerwca 2022

Kanadyjskie debiuty, za nami!

Każdy obawia się debiutów. Ta obawa od zeszłego tygodnia towarzyszyła siatkoholikom z Polski. W reprezentacji Polski miało miejsce osiem debiutów, jak widać nasze obawy, poszły na marne.

Wielu z Was pomyśli, że mam kłopoty z matematyką i nie umiem liczyć do siedmiu, spokojnie wliczyłem do grona debiutantów naszego selekcjonera 😏, Rywalizację w Ottawie zaczęliśmy od rywalizacji z brązowymi medalistami zeszłorocznych IO (3:0). W tym spotkaniu miały miejsce dwa debiuty w podstawowej szóstce. Na parkiecie od pierwszej piłki widzieliśmy Janka Firleja i Mateusza Porębę. W tym spotkaniu nie obyło się bez chaosu w grze naszego zespołu i błędów własnych, ale mamy tego prawo jesteśmy nową drużyną, w której są, sprawdzane różne konfiguracje zawodników. W tym spotkaniu bacznie przyglądałem się grze wspomnianej dwójki debiutantów w tym spotkaniu, jak i grze dwóch kandydatów do tworzenia duetu z Kamilem Semeniukiem na przyjęciu. Obaj dali Nikoli Grbiciowi do myślenia, bo nie dość, że świetnie uzupełniali Kubę Popiwczaka na przyjęciu to jeszcze zdobywali punkty w ataku. Po tym spotkaniu zastanawiałem się, co w składzie robi atakujący Asseco Resovii Rzeszów, który nie potrafił uderzać po kierunku, lecz po prostej, co kończyło się tym, iż piłka lądowała mu pod nogami. Przejdźmy do pozytywów tego spotkania oprócz dobrej gry "Tytusa" i "Kwolo". Janek Firlej pokazał, że wie, co to znaczy rozgrywanie, a nie wystawianie piłek. Nie bał się grać na siatce z naszymi "elektrykami", czy pipe'ów z naszymi przyjmującymi. Karol Butryn pokazał, że debiut mu niestraszny i mimo wejścia z "zamrażarki" potrafi posłać bombę zza linii dziewiątego metra. A debiutujący "elektryk" z Olsztyna to, że nie zapomniał zabrać ze sobą "kwitów" do Kanady. I zwycięski debiut Nikoli Grbicia stał się faktem. Drugim naszym przeciwnikiem byli Mistrzowie Europy Włosi. Po dobrym wygranym pierwszym secie i pięciopunktowej przewadze w II secie wydawało się, że będzie nam brakować seta do zwycięstwa, za trzy punkty. Nagle się zatrzymaliśmy, przestaliśmy kończyć akcje po swojej stronie, mimo dobrego przyjęcia. Nasze rozegranie stało się czytelne dla rywala. Włosi częstowali nas zagrywką, a my oddawaliśmy im punkty, za darmo tym elementem. I przegrana z ME stała się faktem. Nasi chłopcy robili, co mogli, by wygrać to spotkanie, zimny prysznic jeszcze nikomu nie zaszkodził, Na pochwałę w tym spotkaniu zasługują: Butryn, Fornal i Popiwczak. Mecz z Bułgarią to, czas debiutu dla Łukasza Kozuba, Bartłomieja Lipińskiego, Kamila Szymury oraz Karola Urbanowicza. Podobnie, jak w meczu otwarcia z Argentyną nie zabrakło przestojów naszej grze. Byli już gracze gdańskiego Trefla, czyli Kozub i "Lipa" pokazali, że nie przyjechali tu po to, by odfajkować swój występ w biało-czerwonej koszulce, ale po to, by spróbować namieszać w głowie serbskiego selekcjonera naszej reprezentacji. Kamil Szymura pokazał lwi pazur w obronie, co rodziło skuteczne kontry po naszej stronie. I to się im chyba udało, bo obaj zagrali fajne zawody. A Karol Urbanowicz, gdy tylko pojawił się na boisku, pokazał, że w przyszłości będzie Królem środka siatki, który potrafi zdobywać punkty atakiem, "gasić światło" i utrudniać życie rywalom swoją zagrywką.  Zwycięstwem z Bułgarami nie mogliśmy się długo cieszyć, bo daniem głównym w turnieju był mecz z Mistrzami Olimpijskimi, którzy do Kanady przylecieli w najsilniejszym składzie. Dla wielu nie byliśmy faworytem tego spotkania ze względu na skład, w jakim wystąpiliśmy w tym turnieju. I set spotkania to potwierdzał, gdzie zostaliśmy rozbici przez podopiecznych Andrei Gianiego. Ale trójkolorowi najwyraźniej zapomnieli o tym, że nigdy nie wolno lekceważyć serca Mistrzów Świata. W naszym zespole zaczął działać system blok-obrona, jak i skuteczny blok, czy też dobra gra skrzydłami Janka Firleja. Tej dobrej gry skrzydłami, by nie było, gdyby nie dobre przyjęcie. A do tego włączyliśmy zagrywkę, która namieszała w szeregach Francuzów.
A Karol Butryn niczym stary wyjadacz pokazywał Francuzom swój szeroki wachlarz zagrań w zdobywaniu punktów atakiem, a także częstował ich swoimi bombami zza linii dziewiątego metra. Łatwo nie było trzeba, było oglądać ten mecz z elektrolitami, ale udało się wygrać to spotkanie. Przyznam się, że byłem ciekaw tej nowej kadry i tego, jak odnajdą się na wielkich międzynarodowych Plus Ligowi debiutanci. Ten turniej był dowodem, jak silna jest nasza liga i jaki potencjał jest ciągle do odkrycia w polskiej siatkówce. My się cieszymy, ale trenera już na pewno boli głowa,  Firlej, jak dla mnie przybliżył się bardzo do roli zmiennika "Elvisa", a Butryn pokazał, że potrafi unieść ciężar biało-czerwonej koszulki nie w "Pasy", lecz z Orzełkiem. Dla "Pasów" był, za słaby, bo nie był gwiazdą. Tak się dziwnie potoczyło, że w tym turnieju przyćmił gwiazdę "Pasów". "Zwierz" ma się kogo obawiać! I z niecierpliwością czekam na to, jaki skład powalczy o punkty w bułgarskim turnieju.

*fotografie pochodzą ze stron poświęconych siatkówce