Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Liga Mistrzów. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Liga Mistrzów. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 2 kwietnia 2026

Siatkarskiego cudu w Ankarze nie było, Asseco Resovia Rzeszów pożegnała się z siatkarską Ligą Mistrzów.

Wtorkowego wieczoru Ziraat Bankası Ankara obdarł z marzeń o grze w final four siatkarskiej Ligi Mistrzów Asseco Resovię Rzeszów. Powtarzając wynik z rzeszowskiego Podpromia (3:0). 

Przed tym rewanżowym starciem na tureckiej ziemi u wielu kibiców Asseco Resovii "pasiaste" serce kibica kłóciło się z rozumem – u mnie też 😊. Asseco Resovia Rzeszów do tego by zagrać w turnieju  finałowym o wygranie siatkarskiej Ligi Mistrzów, potrzebowała wygrać mecz za trzy punkty i "złotego seta"
Który to już raz rozum kibica Asseco Resovii Rzeszów wygrał z "pasiastym" sercem? Choć drużyna Tomasza Fornala nie grała wielkiej siatkówki, to grała mądrze, konsekwentnie, a tym samym skutecznie — pakując drużynę z Podpromia do samolotu po dwóch setach. Można by z przumrużeniem oka rzec, że być może Tomasz Fornal poczęstował swoich kolegów z drużyny owsianką, którą widzieliśmy na jego vlogach — stąd tak dobrze grają😂. A tak całkiem serio, co z tego, że Asseco Resovia Rzeszów weszła z animuszem w to spotkanie, dając tym samym nadzieję swoim kibicom na wywalczenie biletów do Turynu. Jak z czasem mieliśmy ten sam obraz, który widzieliśmy na Podpromiu (problemy z własną grą w ataku). Pomogła w tym oczywiście zagrywka gospodarzy, która rozmontowała przyjęcie "Pasów", ale nie można problemów z własną grą w ataku usprawiedliwiać tylko przyjęciem. Trudno, żeby ich nie było, jak pewnym punktem w ataku był jedynie Karol Butryn. Yacine Louati i Artur Szalpuk byli wyraźnie "pod grą" w tym meczu. Można by zapytać, czy trener Massimo Bottii tego nie widział, a może nie zna przepisów, jakie obowiązują w siatkarskiej Lidze Mistrzów. Bo nie skorzystał z usług siatkarzy stojących "w bazie", kto wie, może wtedy gra Asseco Resovii Rzeszów wyglądałaby inaczej.
Reasumując, drużyna z Rzeszowa nie dotarła na to spotkanie w Ankarze i zakończyła swoją grę na dziko w siatkarskiej Lidze Mistrzów.

*foto: fb/Asseco Resovia Rzeszów
 

piątek, 27 marca 2026

Rozdarte serce kibica na Podpromiu, ale przynajmniej beforek przed fajny😍.

W środowy wieczór na rzeszowskim Podpromiu Asseco Resovia Rzeszów  rozegrała swój pierwszy mecz ćwierćfinałowy w siatkarskiej Champions League z tureckim Ziraat Bankası Ankara (0:3).

Kiedy stało się jasne, że przeciwnikiem rzeszowskich "Pasów" w ćwierćfinale tych elitarnych rozgrywek będzie jak dotąd jedyna niepokonana drużyna (niestety). Z Tomaszem Fornalem, Nimirem Abdel-Azizem i Trévorem Clévenot w składzie. Pomyślałem: fajnie byłoby zobaczyć "Forniego" i spółkę w akcji naprzeciw drużyny klubowej, dla której bije moje siatkarskie serce😉. A że jestem człowiekiem, który przechodzi od planów do czynów, wystarczył urok osobisty wujka — już wtedy wiedzieliśmy, że nasze siatkarskie serca będą rozdarte (z wiadomych względów😄). Choć chcieliśmy wybrać się na ten mecz z naszym teamem, druga z członkiń odmówiła. Szkoda tylko, że nie udało nam się pstryknąć fotki z jednym z najlepszych przyjmujących świata – mowa oczywiście o Tomaszu Fornalu.  Może na sierpniowym Memoriale Huberta Jerzego Wagnera się uda 😎.
Mój pierwszy mecz pucharowy w hali Podpromie poprzedził przejazd ze Strzyżowa do Zjednoczonych Emiratów Rzeszowskich pociągiem (po ponad 20 latach przerwy). Fajnie było się dowiedzieć, ile taka przyjemność kosztuje, oraz odkryć to, że częściej będę podróżował tym środkiem lokomocji. Jedyny minus takiej podróży to gwizdek pana konduktora. Mimo tego minusa otworzyły mi się nowe możliwości, jakby nie było 😀. Doping w meczu poprzedziło robienie siary w Zjednoczonych Emiratach Rzeszowskich przez nasz the best team, co budziło dziwne miny u przechodniów. Sorry, ale taki nasz klimat. Było molto, jak nazwa pizzerii, w której byliśmy.  I mam nadzieję, że to kiedyś powtórzymy😘.
Teraz przejdę do punktu głównego tego posta, czyli na to, na co wszyscy kibice siatkówki czekają 😉. Jak już napisałem, był to mój pierwszy mecz pucharowy, a więc hymn siatkarskiej Ligi Mistrzów spowodował u mnie ciarki. Podobnie jak klubowy hymn odśpiewany przez kibiców, którzy po brzegi wypełnili halę Podpromie do ostatniego miejsca (jak i doping w hali Podpromie, ale o tym wam już pisałem wielokrotnie). Nie mniejszą owację od kibiców niż zawodnicy Asseco Resovii Rzeszów otrzymał Tomasz Fornal, co mnie wcale nie dziwi, bo w końcu grał na polskiej ziemi. Ziemi, która kocha siatkówkę💗. Ziraat Bankası Ankara potwierdził swoją grą, że nie jest to przypadek, iż do tej pory nieprzegrał meczu w siatkarskiej Lidze Mistrzów. Dobrze pracowali zagrywką, co spowodowało to, że Marcin Janusz musiał biegać po parkiecie i wystawiać, nierozgrywać. Pokazali, że nie jest ich łatwo złamać; to oni złamali "Pasy" swoim blokiem i cierpliwą grą. Potwierdził też, że ich gra opiera się na ofensywnym trio i są dwa sety od półfinału Ligi Mistrzów. Co do gry siatkarzy Massimo Bottiego, choć mieli serce do walki i walczyli. Bo nie brakowało fajnej gry na środku siatki, czy to w bloku, czy to w ataku z tej właśnie strefy. Brakowało za to mentalu. Co pokazała końcówka II seta oraz III seta, nie jest nowością dla rzeszowskich kibiców, że brakuje skuteczności Karola Butryna. Niestety, sam Yacine Louati nie powstrzyma Turków.  Ciekawe, czy Asseco Resovia Rzeszów zdoła się odrodzić mentalnie do jutrzejszego pierwszego meczu ćwierćfinałowego w PlusLidze.










*foto: archiwum prywatne

 

czwartek, 5 marca 2026

Knack Roeselare rozbity na Podpromiu! Asseco Resovia Rzeszów jedną nogą w ćwierćfinale Ligi Mistrzów!


Wczorajszego wieczora meczem na rzeszowskim Podpromiu Asseco Resovia Rzeszów rozpoczęła walkę w barażach o ćwierćfinał siatkarskiej Ligi Mistrzów. I rozniosła rewelację tych rozgrywek belgijski Knack Roeselare (3:0).

Kibice rzeszowskich "Pasów" mieli w pełni uzasadnione obawy przed tym spotkaniem, bo o trudności rywala w fazie grupowej tych rozgrywek przekonała się Bogdanka LUK Lublin.
Jak mówi polskie przysłowie — nie taki diabeł straszny, jak go malują😉. A tak całkiem serio Belgowie chyba niewytrzymali presji tego spotkania, a także przytłoczyła ich atmosfera panująca na trybunach rzeszowskiego Podpromia, (choć nie było ono wypełnione do ostatniego miejsca). Zawodnicy Matthijsa Verhannemana popełniali sporą liczbę błędów własnych, być może było to spowodowane tym, że gospodarze tego spotkania szybko wybili z rytmu gry ich lidera Basila Dermaux, a także koncert gry w bloku Asseco Resovii Rzeszów we wczorajszym spotkaniu.z Oczywiście nie tylko blok był kluczem do tego, że siatkarze Massimo Bottiego są jedną nogą w ćwierćfinale tych elitarnych rozgrywek. Blok był tylko elementem, który zdemolował przeciwnika na rzeszowskim Podpromia. Jedną ze składowych była dobra, równa gra całej drużyny rzeszowskich "Wilków"  przez całe spotkanie, a to nie należy do kanonu gry siatkarzy z Podpromia w tym sezonie😊. Wiadomo, jak ważnym elementem w siatkówce jest zagrywka i to właśnie tym elementem siatkarze Asseco Resovii Rzeszów rozstawili przeciwnika po kątach hali na Podpromiu😎. Wpłynęło to na płynność pierwszej akcji, czego następstwem była maestria rozegrania Kapitana rzeszowskiej drużyny — rozgrywanie na czystej siatce oraz widowiskowe ataki z szóstej strefy😍. Lekcje siatkówki w ofensywie ze skrzydeł rywalowi udzieliło ofensywne trio Asseco Resoii Rzeszów. I choć statuetkę otrzymał Artur Szalpuk, który nie spuszcza nogi z gazu, który prezentował w barwach drużyny z Warszawy, a potem podczas gry w narodowych barwach - 16 punktów/as/4 bloki 52% atak💪. To równie dobrze ta statuetka mogła powędrować do Louatiego, czy Butryna, którzy też rozegrali świetne zawody.
Jak napisałem, drużyna z Rzeszowa jest jedną nogą od ćwierćfinału Ligi Mistrzów (dzieli ich dwa sety). Trzeba jednak być czujnym i skoncentrowanym w meczu rewanżowym, bo rywale na swoim domowym parkiecie będą zapewne chcieli powalczyć o "złotego seta".

*foto: fb/Asseco Resovia Rzeszów

 


sobota, 21 lutego 2026

Lekcja siatkówki dla Asseco Resovii Rzeszów od Sportingu Lizbona w Lidze Mistrzów😱!

Na zakończenie zmagań w fazie grupowej siatkarskiej Ligi Mistrzów. Asseco Resovia Rzeszów udała się do Lizbony, by zlekceważyć rywala i otrzymać lekcje siatkówki od tamtejszego Sportingu Lizbona (3:1).

Zanim przejdę do tego, co się działo na parkiecie to, zapytam: Który to już raz Asseco Resovia Rzeszów zlekceważyła rywala i otrzymała lekcję siatkówki? Nie pierwszy i nie ostatni😎. Ktoś powie, ale przecież wygrali seta to, przecież żaden blamaż. No nie dla mnie, wszyscy wiemy, ile w Europie i na świecie znaczy portugalska liga siatkówki, a ile PlusLiga. I z szacunku dla "pasiastych" kibiców siatkarze Asseco Resovii Rzeszów powinni walczyć o pełną pulę! Każdy ma prawo do swojego zdania, ja swojego zdania nie zmienię i basta😊! Zawodnicy Massimo Bottiego najwyraźniej jako mrzonki wzięli to, że portugalski zespól jest groźny na swoim podwórku. Nie były to mrzonki od pierwszej piłki gospodarze pokazali, że nie robi na nich wrażenia nazwa klubu i zamierzają tutaj walczyć o fajny wynik (który, jak się okazało dał im przepustkę do walki o puchar CEV). Swoim serwisem rozmontowali przyjęcie rzeszowskiego kameleona, czego efektem był szybki zjazd "do bazy", mającego chyba dożywotni kontrakt na rzeszowskim Podpromiu Klemena Cebulja😋. Co pozwalało Siergiejowi Grankinkowi mimo 41 lat pokazać, że umiejętności siatkarskich tak szybko się nie zapomina, a na jego rozgrywanie na czystej siatce, patrzyło się z czystą przyjemnością😍. Swoją drogą, jak dla mnie on i Marcin Janusz, byli najjaśniejszymi postaciami swoich ekip w tym środowym spotkaniu. Zagrywka to nie jedyny siatkarski element, od którego zginął rzeszowski kameleon w Portugalii. Zginął także od pokazu siły i determinacji portugalskiego zespołu w elemencie obrony i asekuracji, czy zabójczych grze w ataku, po której gracze Asseco Resovii Rzeszów, nie mieli czego zbierać. Rzeszowskie 🐺 miały jedynie otwartą grę pierwszym tempem na środku siatki, bo po innych kierunkach, robiło im się ciemno przed oczami od "gaszenia światła" przez rywali. Do wygrywania meczów potrzeba czegoś więcej niż tylko pierwszego tempa na środku tempa, ale cóż jestem malkontentem drużyny, która w każdym spotkaniu, zostawia "pasiaste"💗 na parkiecie😉.
Tak się zastanawiam czy mecze barażowe o ćwierćfinał Ligi Mistrzów z Knack Volley Roeselare, będą ostatnimi meczami w tegorocznej Lidze Mistrzów dla Asseco Resovii Rzeszów. Z takim podejściem to zdecydowanie TAK, ale przecież wszystko można kupić to i grę w kolejnej Lidze Mistrzów też się kupi😜. I ciekawe, jaką twarz rzeszowskiego kameleona, zobaczymy jutro w Bełchatowie😎.

*foto: fb/Asseco Resovia Rzeszów
 

czwartek, 12 lutego 2026

Asseco Resovia Rzeszów w barażach o ćwierćfinał Ligi Mistrzów!

Rzeszowscy kibice jeszcze dobrze nie ochłonęli po starciu ligowym w Zawierciu pomiędzy Aluronem CMC Wartą Zawiercie z Asseco Resovią Rzeszów. A już wczorajszego wieczoru na rzeszowskim Podpromiu byli świadkami rewanżu między tymi drużynami w siatkarskiej Lidze Mistrzów (3:0).

Stawką tego spotkania było być, albo nie być Asseco Resovii Rzeszów w fazie pucharowej siatkarskiej Champions League. Kibice "Pasów" mogli wątpić, czy ich idole poradzą sobie z presją tego spotkania, po tym. jak zostali złamani w minioną sobotę przez gości wczorajszego spotkania😎.
Można podejrzewać, że zespół trenera Michała Winiarskiego, odpuścił trochę to spotkanie - mając już pewny awans do fazy pucharowej tych rozgrywek😉. Jednak nie będę umniejszał zwycięstwa Asseco Resovii Rzeszów, bo pokazali charakter i konsekwencję w grze od pierwszej do ostatniej piłki spotkania. Nie jest nowością, że jeśli drużynie z Podpromia, chce się grać w siatkówkę to w nią grać potrafi to bardzo dobrze. Nie jest też nowością, że zagrywka potrafi ustawić całe spotkanie i płynność pierwszej akcji - tak w gruncie rzeczy było.
Wiem też, że samym serwisem meczów się nie wygrywa, klasę w ataku pokazały nasze skrzydła (zwłaszcza lewe). Już drugie spotkanie z rzędu liderem 🐺z Podpromia był Yacine Louati, zdobył 15 punktów/2 bloki/2 asy, atakował z 40% skutecznością. Miał on swoje wsparcie w Arturze Szalpuku, który od niemal od początku sezonu, pokazuje swoją moc i ogień na lewym skrzydle rzeszowskiej "Reski". Nadspodziewanie dobrze zagrali Karol Butryn i Mateusz Poręba, ten pierwszy w ataku z prawego skrzydła. Zaś środkowy w elemencie bloku. Chciałbym, aby obaj zagrali tak dobrze w kolejnych spotkaniach, w "pasiastej koszulce"😎.

*foto: fb/Asseco Resovia Rzeszów


 

czwartek, 29 stycznia 2026

Lekcja niemieckiej siatkówki dla gwiazd z Asseco Resovii Rzeszów w Lidze Mistrzów😱!

Faworyt jest tylko na papierze, a wszystko weryfikuje siatkarski parkiet. O tym boleśnie we wtorkowy wieczór przekonała się Asseco Resovia Rzeszów, która przegrała na wyjeździe w Lidze Mistrzów, z niemieckim  SVG Lueneburg (3:1).

Przed tym spotkaniem kibice drużyny z Podpromia liczyli na to, że ich idole, powtórzą siatkarski spacer, który miał miejsce w drugiej oraz trzeciej kolejce tych rozgrywek. I sprawa bezpośredniego awansu do fazy pucharowej z pierwszego miejsca w grupie, rozstrzygnie się w rewanżowym starciu między Asseco Resovią Rzeszów a Aluronem CMC Wartą Zawiercie. Wiem, że jestem nazywany malkontentem przez kibiców "Pasów", którzy mają różowe okulary na nosie i wolą przez nie patrzeć niż patrzeć trzeźwo i tak samo oceniać grę Asseco Resovii Rzeszów😎. Muszę tych kibiców zmartwić malkontentem pozostanę i po raz kolejny powtórzę - nikogo nie zmuszam do lektury moich przemyśleń😊. 
Jak napisałem w nagłówku faworyt jest tylko na papierze, a wszystko weryfikuje siatkarski parkiet. Grę w siatkarskiej Lidze Mistrzów można kupić, ale dobrej gry już nie. Nie wiem czy mimo siatkarskiej klęski, która miała we wtorkowy wieczór w Dolnej Saksonii, coś zrozumieli włodarze rzeszowskiego gwiazdozbioru😉. Czy nadal będą upierać się przy swoim, że pieniądze są gwarancją sukcesu i duże siatkarskie nazwiska, a nie drużyna z prawdziwego zdarzenia? Czy zrozumieją w końcu, że dobierania zawodników do składu, jest tylko wyłącznie trener, czy nadal będą wstępować w trzech osobach? To ostatnie stwierdzenie można było usłyszeć podczas jednej z transmisji telewizyjnych z meczu rzeszowskich "Pasów"😋. Czy jedyne, co po tym spotkaniu w nich zostało to, nasilenie objawów zespołu niespokojnych rąk i nóg😀? Trudno jest myśleć o zwycięstwie, jeśli zespół popełnia nagminnie błędy z pola serwisoawego, a z zagrywką niemieckiego siatkarskiego kopciuszka. Nie radzą sobie takie nazwiska, jak: Cebulj, Szalpuk, czy Louati. Trudno jest też o nim myśleć, kiedy na palcach obu rąk można by, policzyć punktowe bloki po stronie drużyny z Rzeszowa, w tym spotkaniu. Nie da się też o nim myśleć bez skutecznego prawego skrzydła, sam Artur Szapuk sprawy z lewego skrzydła, niezałatwi - choć robił, co mógł. Bo Karolowi Butrynowi, jak Jakubowi Buckiemu, rywale widowiskowo "gasili światło"😏. Niemiecki zespół podszedł bez respektu do indywidualności, których ma do dyspozycji Massimo Botti. W tym zespole nie ma wielkich siatkarskich nazwisk, ale jest: pasja, chęć do gry, a nie wysokie kontrakty. To można było zobaczyć we wtorkowy wieczór, czego owocem jest w pełni zasłużona wygrana nad rzeszowskimi gwiazdami👏. Ta wygrana powinna dodać im akrzydeł i wcale, można się dziwić łzom siatkarzy niemieckiego zespołu, które można było, zobaczyć po meczu w przekazie telewizyjnym😍. Bo wygrać z przedstawiecielem PlusLigi to, jest "coś"😊.  Można było też zobaczyć, jak przez statystyków niemieckiej drużyny, rozpisani byli siatkare w czarbych strojach oraz  Z przyjemnością patrzyło się na ich widowiskowe parady w obronie, czy elementy ofensywne w ich wykonaniu, po ktorych zespół z Rzeszowa, nie miał kontrargumentów. A chyba powinien, bo nie grają w nim siatkarze z pierwszej łapanki, lecz siatkarze z medalami Mistrzostw Świata, Mistrzostw Europy oraz Igrzysk Olimpijskich. A miało być tak pięknie, a jest jak zwykle, ale kto bogaemu zabroni😂 . Choć niektórzy uważają, że ta porażka jest następstwem spadku formy. Ja jednak uważam, że było to zlekceważenie rywala (nie pierwsze i nie ostatnie).  Za które rzeszowskie "Wilki" powinny się wstydzić!

foto: fb/Asseco Resovia Rzeszów       
 

środa, 7 stycznia 2026

Robota wykonana, Asseco Resovia Rzeszów odnosi pierwsze zwycięstwo w tegorocznej siatkarskiej Lidze Mistrzów.

Zatopiona w Bałtyku Asseco Resovia Rzeszów wczorajszego wieczora na Podpromiu, miała ostatni sprawdzian przed Final Four Tauron Puchar Polski.

A tym sprawdzianem był mecz w siatkarskiej Lidze Mistrzów z niemieckim zespołem SVG Lueneburg (3:0).
Kibice Asseco Resovii Rzeszów mogli się zastanawiać, jakiej strony w tym spotkaniu, zaprezentują się ich idole. Nie ma w tym nic dziwnego ze względu na falujcą dyspozycję  siatkarzy z Podpromia. Mówiąc kolokwialnie drużyna z Niemiec, nie miała w tym spotkaniu argumentów. By spróbować przeciwstawić się dobrze grającym w każdym siatkarkim elemencie siatkarzom Massimo Bottiego. Marcin Janusz miał ułatwione kreowanie gry rzeszowskich siatkarzy, bo gracze w koszulkach, w biało-czerwone pasy. Odrzucili przeciwnika od siatki swoim serwisem, obierając im ochotę do gry "gaszeniem światła" (10 punktowych bloków), dodajmy do tego popisową grę w obronie i asekuracji. Zanim przejdę do elementów ofensywnych to, podzielę się z Wami swooim wnioskiem, który mi się nasunął, zaraz na początku spotkanis 😊. Widząc Pawła Zatorskiego w wyjściowej "6" na pozycji libero, śmiem twierdzić, że jest on "strażakiem" na tej pozycji do gry w pucharach i play-offach. Możecie się ze mną zgodzić, albo i nie 😉. We wczorajszym spotkaniu w pełni aktywne było 🐺 trio ofensywne, które w ataku, zmiotło przeciwnika z planszy💪, Choć zawodnicy vice Mistrza Niemiec ginęli od ciosów z lewego skrzydła Klemena Cebulja i Artura Szalpuka.
To prawdziwym kilerem był Karol Butryn (MVP). Ten sam Karol Bitryn, który w meczu z drużyną, z Gadańska, nie był najjaśniejszym punktem (zwłaszcza w devydujących momentach setów). We wczorszym spotkaniu zdobył 19 punktów/blok/2 bloki, atakował z 84% skutecznością.
Powiedzmy sobie wprost zwycięstwo Asseco Resovii Rzeszów we wczorajszym meczu była obowiązkiem, drużyna z Rzeszowa ma o co walczyć w fazie grupowej. Po zwycięstwie w Lidze Mistrzów, poprzeczka wędruje dużo wyżej - czas na półfinał Tauron Pucharu Polski z PGE Projektem Warszawa. A tam tak łatwo już nie będzie, będzie się działo😎.

*foto: fb/ Asseco Resovia Rzeszów  
 

czwartek, 11 grudnia 2025

Szable "Jurajskich Rycerzy" zadźgały rzeszowskie "Wilki" w Champions League.

Już na starcie rywalizacji w grupie D siatkarskiej Ligi Mistrzów byliśmy świadkami siatkarskich derbów Polski. W Sosnowcu Aluron CMC Warta Zawiercie mierzyła się z Asseco Resovią Rzeszów (3:1).

Nadzieje kibiców rzeszowskich "Pasów" na zwycięstwo swoich idoli w tym spotkaniu. Zapewne opierały się na przysłowiu, że puchary rządzą się swoimi prawami. 
I rzeczywiście miały one potwierdzenie w I secie😊. Choć zakończył się on grą na przewagi i wymianą ciosów z obu stron. To nie brakowało momentów, gdzie Asseco Resovia Rzeszów narzuciła zespołowi trenera Winiarskiego swój styl gry. Co sprawiało, że kibice z Zawiercia mieli nietęgie miny, a kibice z Rzeszowa, przecierali oczy ze zdumienia. Jak mniej więcej od połowy seta wsparciem dla Artura Szalpuka był nieomylny Karol Butryn. To wszystko dawało nadzieję na udany "na dziko" start Asseco Resovii Rzeszów w siatkarskiej Champions League. Choć w II secie również drużyna Massimo Bottiego próbowała walczyć to, została złamana tym nieobliczalnym elementem siatkarskim, jaki jest blok. Najwyraźniej "Jurajscy Rycerze" postanowili zrobić sobie dobry trening przed klubowymi Mistrzostwami Świata 😎. Tym samym zaczęło się pokazywanie charakteru przez drużynę z Zawiercia. Charakteru, który pozwolił poprawić swoją grę w ataku, poprzez cierpliwą grę w tym elemencie. Nie brakowało mądrych obić o blok i gry w obronie i asekuracji, co pozwalało ponowić akcje w ofensywie, po których "Wilki" nie miały czego zbierać. A niekwestionowanym liderem Aluronu CMC Warta Zawiercie był Bartłomiej Bołądź💪. A to wszystko zaczęło się od odrzucenia "Wilków" od siatki za sprawą zagrywki, która jak wiemy, odgrywa ona niebagatelną rolę w siatkówce. Skutkowało to żonglowaniem przyjmujących przez włoskiego szkoleniowca "Pasów", które nic nie wniosło. Drużyna z Podpromia ma kasę, ale nie ma przyjęcia i przyjmujących, a także drużyny 😋. Swoje topowe "kwity" pokazał "Bieniu" oraz "Kwolo". Zakończę sarkastycznym pytaniem:  Może graczy z Rzeszowa paraliżowała obecność Nikoli Grbicia za bandami reklamowymi?

*foto: fb/Asseco Resovia  Rzeszów

wtorek, 24 czerwca 2025

Rzeszowskie "Pasy" zagrają "na dziko" w siatkarskiej Lidze Mistrzów! Mój komentarz.

Choć sezon reprezentacyjny w pełni to dzieje się także w siatkówce klubowej. I nie chodzi o tutaj o odkrywanie kart z nazwiskami siatkarzy w poszczególnych klubach na przyszły sezon ligowy na parkietach PlusLigi.

A o ilość przedstawicieli PlusLigi w siatkarskiej Lidze Mistrzów w przyszłym sezonie klubowym. Będzie ich 4, a nie 3, jak to zawsze bywało. Bowiem "dziką kartę" od CEV na start w tych elitarnych rozgrywkach, w przyszłym sezonie klubowym, otrzymała Asseco Resovia Rzeszów. Przypomnę tylko, że obok drużyny z Rzeszowa o tę "dziką kartę" starały się ZAKSA Kędzierzyn-Koźle i Jastrzębski Węgiel. 
Może to zabrzmi złośliwie, ale prawdziwie — jak się nie dało wywalczyć prawa gry czysto sportowo to, można "pod stołem"😊. Ale kto bogatemu zabroni? Co z tego, że czysto sportowo na grę w Lidze Mistrzów, w przyszłym sezonie, nie zasłużyli (zajęli 6 miejsce w PlusLidze), jak kasą można sobie załatwić w niej start😎.
To pokazuje dwie rzeczy: pierwsza to taka, że baronowie rzeszowskiej męskiej siatkówki próbują zabłysnąć na salonach europejskiej siatkówki za wszelką cenę, a także zapewnić debiut Massimo Bottiemu na stołku treberskim w tych rozgrywkach. Co z tego, że w przypadku szybkiego pożegnania się Asseco Resovii Rzeszów z tymi rozgrywkami. Będziemy słyszeć, że winny jest jedynie natłok spotkań, a nie zupełnie nowy zespół, któremu będzie brak zgrania. Drugą rzeczą, którą uświadomiła ta poza sportowa sytuacja. To taka, że duże "kopy siana" rządzą siatkówką😋.
Po tym co napisałem we wcześniejszym akapicie, utwierdzicie się w przekonaniu, że jestem antyfanem rzeszowskiej drużyny — macie do tego absolutne prawo. Jednak tak nie jest, choć oczywiście fajnie będzie zobaczyć "Reskę", grającą w europejskich pucharach i życzę im by zaszli w nich, jak najdalej. To uważam, że prawo gry powinno się wywalczyć tylko i wyłącznie sportowo, a nie "na dziko" i basta!

*foto: Kamciography    
   

czwartek, 22 maja 2025

Aluron CMC Warta Zawiercie " z tarczą"! Czyli o srebrnym medalu w Lidze Mistrzów i nie tylko.

Sezon klubowy w Polsce, jak i za granicą za nami. Ulubionym kolorem drużyny Aluron CMC Warta Zawiercie w tym sezonie, jest kolor srebrny. I o tym będzie ten post. 

Wielu kibiców drużyny z Zawiercia się pewnie nie zgodzi z pierwszą częścią tytułu. Bo przecież ich ulubieńcy grali w trzech finałach i we wszystkich musieli uznać wyższość rywali. Kibice wielu drużyn chciałoby, by ich drużyna, grała w trzech finałach 😎.
Oczywiście do tego, by osiągać wyniki, potrzebni są odpowiedni zawodnicy — i o tym za chwilę. Bez dobrego trenera, który będzie umiał znaleźć flow z 14-toma różnymi charakterami i zbuduje z nich kolektyw, w przeciwnym jednak razie, jest mission impossible.
Takim kimś jest bez wątpienia trener Michał Winiarski, który przez lata był jednym z najlepszych przyjmujących na świecie, Teraz to samo potwierdza przy linii bocznej boiska, mimo młodego wieku, jak na trenera. Choć, jak mówi przysłowie; ciągnie wilka do lasu — widać to podczas meczów 😀. Jak sam mówi to, był najlepszy sezon w jego życiu, a przecież przed sezonem ligowym. Otarł się z prowadzoną przez siebie reprezentacją Niemiec o strefę medalową Igrzysk Olimpijskich w Paryżu. To świadczy o niczym innym, jak tylko o jego warsztacie trenerskim, który potrafił dokonać tego, że przeciętna reprezentacja Niemiec, stała się postrachem dla całego siatkarskiego świata. Potrafił on znaleźć klucz do mentalności swoich zawodników, a tym samym podnieść ich umiejętności siatkarskie — a więc następca Nikoli Grbicia może być tylko jeden 💪. Z drużyną Aluronu CMC Warty Zawiercie stworzył kolektyw z głębią składu, który pokazał charakter i wolę walki, w każdym spotkaniu (poza finałem PlusLigi, gdzie nie mieli praktycznie nic do powiedzenia). Kolektyw który, choć może przegrał w finale Ligi Mistrzów z włoską Perugią — niestety siatkarze są tylko ludźmi. Kto wie, czy gdyby nie taka, a inna organizacja turnieju (musieli grać dzień po dniu) oraz kłopoty zdrowotne. "Jurajscy Rycerze" w kolejnym sezonie grając w Lidze Mistrzów — na koszulkach, nie mieliby gwiazdki za zwycięstwo w tych elitarnych rozgrywkach 😉. Mimo tych problemów zdrowotnych "Jurajskich Rycerzy" w półfinale i finale pokazali charakter i wolę walki. Fundując swoim kibicom niezłą dawkę emocji, gdzie przegrywając 0-2 w setach, doprowadzając do tie-breaka. Prezentując przy tym głębię składu, tutaj wychodzi także nos "Winiara", co do zmian — Karol Butryn i Patryk Łaba (odmienili losy meczu z JW). Zaś "łyk tlenu" w meczu z "Czerwonymi Diabłami" z Perugii dał Kyle Ensing.
Przykładem zawodnika, do którego trener Michał Winiarski, znalazł klucz, jest Bartosz Kwolek. Popularny "Kwolo" nie przypomina tego siatkarza -oczywiście na plus, którym był pod koniec swojego pobytu w warszawskim klubie. "Kwolo" po przywdzianiu zbroi "Jurajskich Rycerzy" rozwinął się siatkarsko, niebagatelny wpływ miała postać trenera Michała Winiarskiego. W końcu przyjmujący przyjmującego zrozumie najlepiej 😜. Doprowadziło to do tego, że jest absolutnym Liderem srebrnych "Jurajskich Rycerzy" na lewym skrzydle. Niestety to Liderowanie w Zawierciu nie przekonało do siebie selekcjonera naszej reprezentacji — czego kompletnie nie rozumiem. A kto, jak to, ale "Kwolo" ma wszystko, by grać na najwyższym międzynarodowym poziomie również w Gangu Łysego.

*foto: pochodzą różnych stron     
 

czwartek, 15 maja 2025

Aluron CMC Warta Zawiercie czy KS Jastrzębski? Która z tych polskich drużyn ma większe szanse, zostać klubowym Mistrzem Europy?

PlusLigowe medale rozdane, lecz to nie oznacza końca siatkarskich emocji, związanych z polską klubową siatkówką. Już jutro w łódzkiej Atlas Arenie staruje turniej finałowy siatkarskiej Ligi Mistrzów.

Na wstępie można by powiedzieć, że będzie to kuriozalny turniej finałowy tych prestiżowych rozgrywek. Bo nie wystąpi w nim żaden klub, który zdobył tytuł siatkarskiego Mistrza swojego kraju. Obok drużyny z Zawiercia i Jastrzębia-Zdroju, w tym turnieju zobaczymy: Sir Safety Perugia oraz Halkbank Ankara. Zanim przejdę, zaznaczam do tylko moich dywagacji. Powiem, że oczywiście chcielibyśmy, żeby to był polski finał, a nie półfinał. Jednak, jak widać także w sporcie, nie można mieć wszystkiego😎. Myślę, że o tym, którego z poranionych przedstawicieli PlusLigi, w zakończonym, nie dawno sezonie ligowym, zobaczymy w ścisłym finale. Finale, którego stawką jest wzniesienie tego prestiżowego trofeum — może, ale wcale nie musi, zadecyduje dyspozycja dnia lub dwie stykowe piłki. Na zakończenie wstępu dodam, że odrobinę wyżej stawiam na ekipę Jastrzębskiego Węgla, jednak jeśli wygra ekipa trenera Michała Winiarskiego. To też będę szczęśliwy, bo kocham polską siatkówkę 😍. Jednak zespół z Włoch oraz Turcji przyjechał do Łodzi z takim samym zamiarem, jak ekipa z Zawiercia i Jastrzębia-Zdroju.

KS Jastrzębski Węgiel

Jeśli podopieczni Marcelo Mendeza chcą, aby ten ich "last dance", miał wesołą melodię. To muszą zapomnieć o tym, że wygrali Puchar Polski oraz to, że większość z nich, ma już podpisane lukreatywn kontrakty w nowych klubach. Chyba zaważyło na tymże zostali w PlusLidze z niczym. Na pewno nie bez znaczenia była też kontuzja Kuby Popiwczaka. Czy znajdą w sobie tyle siły i "prądu w nogach", by na ten weekend być monolitem nie do przejścia? Motywacji Tomkowi Fornalowi i Norbertowi Huberowi nie powinno zabraknąć, by zawalczyć o to prestiżowe trofeum z polską drużyną. Bo, kto wie, kiedy i czy kiedykolwiek, będą mieć jeszcze okazję, wygrać siatkarską Ligę Mistrzów. Czy czwarty klub tegorocznej  PlusLigi wykorzysta swoje doświadczenie z dwóch finałów, w których grali i wygra ten finał (jeśli do niego awansuje)?

Aluron CMC Warta Zawiercie

To absolutny debiutant w Final Four o to prestiżowe trofeum. Debiutant, który ma nie małe problemy kadrowe, spowodowane kontuzjami i krótką pod względem jakości siatkarskiej "bazą". Całe szczęście trener  Winiarski w europejskich pucharach, nie musi liczyć paszportów. I ostatni turniej na pozycji libero, będzie mógł rozegrać Australijczyk Luke Perry. Tak naprawdę wynik srebrnego medalisty PlusLigi w turnieju finałowym, w Łodzi, będzie  od trzech następujących rzeczy. Pierwsza to, jak zespół "Jurajskich Rycerzy", zareaguje mentalnie po przegranym finale PlussLigi. Druga to stan zdrowia Aarona Russella, a tym samym wsparcie ofensywne dla Bartosza Kwolka (no, chyba że jokerem w talii "Winiara", okaże się Patryk Łaba). I ostatnią rzeczą, od której wynik może zależeć. To postawa drugiego atakującego drużyny z Zawiercia, jakim jest Amerykanin Kyle Ensing. Czy udźwignie on ciężar gry o tak dużą stawkę? Bo tutaj te punkty, będą dużo więcej ważyć niż w lidze. A ze zdrowym Karolem Butrynem ta siła rażenia na prawym skrzydle byłaby dużo większa.
Tak czy inaczej, wierzę w to, że  zobaczymy dobry półfinał, a i tak przegrany tego półfinału, zagra o brąz. Kto zagra o wszystko, czyli główne trofeum, a kto o nagrodę pocieszenia — brązowy medal. Odpowiedź poznamy w sobotnie późne popołudnie 😎.

*foto pochodzą z różnych stron



  

 

czwartek, 14 marca 2024

Dwa sety od tego, by zjeść małego kebaba przed... finałem siatkarskiej Champions League!

Buldożer marki Jastrzębski Węgiel  jest na ostatniej prostej, by dotrzeć do celu — finał siatkarskiej Champions League. Wczorajszego wieczoru pokonał przed własną publicznością Ziraat Bank Ankara (3:0) w pierwszym meczu półfinałowym siatkarskiej Ligi Mistrzów.

Sądząc po tym, co zademonstrował Mistrz Polski wczorajszego wieczora to rewanż, powinien być formalnością. Aczkolwiek  pamiętajmy to, jest siatkówka i wszystko zdarzyć się może 😉.
W pierwszych dwóch partiach Turcy nie mieli nic siatkarsko do powiedzenia, bo zostali znokautowani  przez zagrywkę oraz grę ofensywną Mistrzów Polski,  co powodowało u nich frustrację, a tym samym lawinę błędów własnych. Dodatkowy fakt, który ich deprymował to doping kibiców. Początek ostatniej partii to nic innego, jak syndrom trzeciego seta przy prowadzeniu 2:0, bo dość nieoczekiwanie po nokautach w dwóch pierwszych partiach. Zawodnicy trenera Kavaza nabrali ochoty, by spróbować przedłużyć to spotkanie, czego efektem było ich prowadzenie mniej więcej do połowy seta. Nie zrobiło to jednak wrażenia na Jastrzębianach, którzy rzucili się do odrabiania strat, ale Turcy łatwo skóry nie chcieli sprzedać. I od tej pory byliśmy świadkami ciosów, jak na bokserskim ringu, a przecież areną zmagań siatkarzy jest parkiet 😊. Konsekwencją czego była gra na przewagi i trzy setballe dla Ziraat Bank Ankara, ale od czego się ma takiego gracza na rozegraniu, jakim jest Benjamin Toniutti to chyba o wynik można być spokojnym. Choć on piłek w ataku nie kończy, lecz posiada umiejętność posyłania odpowiednich piłek do wykonawców.
A do takich niewątpliwie należy Tomasz Fornal, dla którego wczorajsze spotkanie było 200 w barwach drużyny z Jastrzębia-Zdroju. Który potrafi nie tylko świetnie przyjmować, zadawać ciosy z pola serwisowego, ale też umiejętnie zabawić się z blokiem rywala, by zdobyć punkt dla swojego zespołu (w taki właśnie sposób zakończył to spotkanie). 
Co było siłą drużyny Marcelo Mendeza w tym spotkaniu? Po raz kolejny trzeba powiedzieć zespołowość, a także ta umiejętność, by dać rywalowi poczuć, że wygra seta. By w końcu zadać decydujący cios. Czyli to, co miało miejsce w końcówce III seta we wczorajszym spotkaniu. To się zwie taktyka oraz DNA zwycięzcy, czyli to, co cechowało, kiedyś "Koziołków" z Kędzierzyna-Koźla. Nie sposób nie wspomnieć tutaj o skrzydłach, bo nie tylko przy "Fornim", była ta siatkarska jakość.
Ale to, co w kolejnym spotkaniu z rzędu wyprawiał na prawym skrzydle MVP wczorajszego spotkania — Jean Patry, który dodawał także sporo zza linii dziewiątego metra. To siatkarska maestria, chyba nikt już w Jastrzębiu-Zdroju, nie powinien tęsknić za Stephenem Boyer. Aż żal, że nie będziemy  oglądać jego popisów w przyszłym  sezonie na parkietach naszej ligi. Jak dla mnie to nieporozumienie 😎. No dobra wróćmy do teraźniejszości😉, ale Ci siatkarze Mistrza Polski, mają jakość siatkarską, prąd w nogach, którymi niszczą kolejnych rywali. Na koniec powiem tyle, ja ich widzę w finale, jako tych, którzy wzniosą puchar!

foto: Kamciography 

piątek, 1 marca 2024

Kosmici z Jastrzębskiego Węgla meldują się półfinale Ligi Mistrzów!

Do tego, by się tam znaleźć, potrzebowali odrobić straty z pierwszego meczu z   Gas Sales Pia­cenza (2:3). W rewanżu jednak Mistrz Polski nie pozostawił złudzeń drużynie Andrei Anastasiego, kto jest drużyną lepszą (3:0) 

Choć porażki z drużyną ze Lwowa w lidze oraz w pierwszym meczu między tymi drużynami, mógł zasiać niepewność wśród kibiców. Czy aby na pewno zobaczymy przedstawiciela naszej ligi w półfinale siatkarskiej Champions League. Będę szczery — we mnie tej niepewności nie było, byłem pewien awansu Jastrzębskiego Węgla do czwórki siatkarskiej Ligi Mistrzów. 
Mimo problemów z łydką Benjamina Toniuttiego poprowadził swojego pomarańczowego buldożera do niekwestionowanego zwycięstwa w tym spotkaniu. Gdzie zobaczyliśmy kawał dobrej siatkówki zarówno z jednej, jak i z drugiej strony. Obie drużyny nie szczędziły sobie ciosów siatkarskich z pola serwisowego, lecz większe spustoszenie siała zagrywka drużyny Marcelo Mendeza. Nie zmieniało to jednak faktu, iż Włosi pokazali, że potrafią walczyć, ale nic w tym dziwnego, skoro w ich szeregach grają tacy gracze, jak: Luca­relli, Simón, czy Yuri Romanò. Czego dowodem była świetna gra Włochów w obronie i asekuracji — skutkowało to skokami ciśnienia u kibiców, którzy trzymali kciuki za ekipę Mistrza Polski. Zdecydowanie więcej do powiedzenia w temacie ofensywy mieli kosmici z Górnego Śląska. Którzy dobrze bawili się siatkówką, czyli nie robili nic, jak tylko to z czego, są dobrze znani w tym sezonie. Zadając zespołowi z Piacenzy w decydujących momentach, czy to blokiem, czy z pola serwisowego. "Forni" i "Noba Huba" pokazali, że ich słabszy występ we Włoszech, był jedynie wypadkiem przy pracy. Bo z przyjemnością oglądało się ataki Tomasza Fornala z lewego skrzydła, jak i ciosy z pola serwisowego. Podobnie, jak i przesunięte krótkie Norberta Hubera. Dopełnieniem tego duetu był Jean Patry, który rozegrał, jak dotąd mecz życia w barwach Jastrzębskiego Węgla, bawiąc się w ataku z prawego skrzydła.
Kluczem do awansu, do półfinału Jastrzębskiego Węgla, jak i siłą w tym spotkaniu. Była przede wszystkim zespołowość, ale i cierpliwość w grze obronnej oraz konsekwencja w ataku, a także zmienne jego formy, czy zmienność zagrywki. Choć do tego, by znów polski zespół zagrał w wielkim finale siatkarskiej Champions League, daleka droga. Bo w półfinale czeka Zirat Bankasi Ankara to, ja już oczami wyobraźni, widzę tam Bena Toniuttiego i spółkę.
Tymczasem przed nami święto polskiej klubowej siatkówki, będzie grubo 👊!

foto: Kamciography 

piątek, 19 stycznia 2024

Konsekwencja i zwycięski tie-break Asseco Resovii Rzeszów na pożegnanie z Ligą Mistrzów!

Na zakończenie swojej przygody z siatkarską Ligą Mistrzów, Asseco Resovia Rzeszów rozegrała na wyjeździe rewanżowe spotkanie z Trentino Volley Srl (2:3).

Na początek warto odnotować, że Asseco Resovia Rzeszów czekała na zwycięstwo z włoskim zespołem pięćdziesiąt lat, aż w końcu się doczekała 😍.
Choć początek spotkania tego nie zapowiadał, bo włoski zespół ustawił sobie przeciwnika swoim serwisem, co pozwoliło im bawić się siatkówką. Mimo to rzeszowski zespół potrafił odpowiedzieć kilkoma fajnymi akcjami w ataku, czy asami serwisowymi. Co dawało "pasiastym kibicom" na dobrą grę rzeszowskich siatkarzy w tym spotkaniu. Nie były to jednak płonne nadzieje, bo rzeczywiście rzeszowski zespół potrafił przenieść to dobre z premierowej partii  na kolejne. Zobaczyliśmy tak konsekwentny zespół, jak w ostatnim meczu ligowym na warszawskim Torwarze. Gdzie potrafili grać cierpliwie w obronie i ataku, a Łukasz Kozub pokazał, że nie straszna mu jest gra na duże bramki w siatkarskiej Lidze Mistrzów, bo to był przecież Jego debiut w siatkarskiej Lidze Mistrzów. Po raz kolejny pokazał, że Jego "kwity" mogą być korzyścią dla zespołu. A piłki przez niego posyłane, zostawały zamieniane na punkty, nie tylko przez nasze skrzydła, ale i środkowych. Tej pewności siebie "Wilków", nie zaburzyły nawet kontuzje Klemena Cebulja i Bartłomieja Mordyla.
Choć gdy z boiska schodził słoweński przyjmujący to, można było zadawać sobie pytanie: Jak teraz będzie wyglądało lewe skrzydło z TJ-em DeFalco?  Który ostatnio nie był najlepszej dyspozycji, lekko mówiąc 😉. Widać, że stanie "w bazie" wyszło mu na dobre, bo momentami przypominał tego zawodnika, którego kibice "Pasów" zawsze chcieliby oglądać - MVP. Swoją drogą ten mecz do końca życia zapewne zapamięta 17-letni środkowy Miłosz Wróbel, który zadebiutował w dorosłej siatkówce i to w dodatku, siatkówce zastępując kontuzjowanego Bartłomieja Mordyla. Częstując przy tym swoim floatem swoich idoli zapewne, debiut na siatkarskich marzenie 😎.
Ten mecz pokazał, jak ważna jest konsekwencja w sporcie, mam tutaj na myśli to, że Łukasz Kozub już drugi mecz z rzędu, wyszedł jako podstawowy rozgrywający. Odmieniając przy tym tak bardzo grę swojej drużyny. I można byłoby gdybać, co byłoby, gdyby zagrał w rewanżowym meczu z Tour 😊.  Jestem ciekaw rozgrywania Kozuba, gdy będzie niedokładne przyjęcie 😃 Przyjemnie było patrzeć na uśmiechnięte twarze zawodników Asseco Resovii Rzeszów po udanych akcjach, czy powrór do gry  po przegranych setach. Tego na próżno można było szukać do meczu z Projektem Warszawa. Widać potrzebna była męska rozmowa w szatni. Wciąż jest o co walczyć, zarówno w Europie, jak i krajowym podwórku. Tylko trzeba zostawiać "pasiaste 💗" na parkiecie!

foto: CEV, fb klubu  
  


 

środa, 10 stycznia 2024

C'est la vie Resovio.... Czyli progi europejskiej siatkówki za wysokie dla rzeszowskiej konstelacji gwiazd.

Asseco Resovia w dniu wczorajszym rozegrała rewanżowe spotkania z Tours Volley Ball w V kolejce siatkarskiej Champions League (3:0). 

Choć trudno to nazwać rewanżem, bo po pierwszym laniu, jakie rzeszowska konstelacja gwiazd otrzymała na Podpromiu, nie odrobiła zadania domowego. I ponownie otrzymała łomot od Mistrza Francji w meczu o być, albo nie być, w siatkarskiej Champions League (teraz już wiemy, że nie być 😋). 
Oglądając ten mecz, miałem deja vu nie tylko z pierwszego spotkania między tymi drużynami. Kiedy to nie oszukujmy się siatkarscy średniacy, bawili się siatkówką w efektowny i efektywny sposób, naganiając rzeszowski dream team do kąta, ale też z meczów na ligowym podwórku. Kiedy to Asseco Resovia po dobrych kilku indywidualnych akcjach, oddawała pole rywalowi, który z takiego prezentu potrafił skorzystać, czy to za sprawą swojej zagrywki, czy za sprawą swojej zespołowości. Niestety zespół z Rzeszowa razem ze swoimi baronami najwyraźniej nie zna w dalszym ciągu znaczenia tego słowa 😋, jak i kilku innych tj: duch walki, zaangażowanie czy kibice, których powinna cieszyć gra swoich idoli, jak na razie to oglądanie meczu powoduje podniesienie znajomości języka łacińskiego 😂. Natomiast dobrze jest im znaczenie słów: kasa, podpisywanie kontraktów "na waciki do uszu", brak pełnego zaangażowania, w każdym meczu oraz zmęczenie graniem, co trzy dni. Bo ten ostatni frazes można usłyszeć, przeczytać, w każdym z wywiadów z zawodnikiem ze stolicy Podkarpacia 😎. Tylko przypomnę, że obecny Mistrz Polski, też gra, co trzy dni i nawet jeśli przegrywa na ligowym podwórku to po walce do ostatniej piłki. Bo, są zespołem z charakterem, a nie indywidualnościami, którzy na ligowym parkiecie nie prezentują nic wspólnego , z tą piękną dyscypliną, a na kontach bankowych, są krezusami 😉. Kolejnym  fenomenem jest to, że reprezentanci swoich krajów, którzy grają w "Pasiaku", w barwach narodowych grają, jak z przysłowiowych nut. A w barwach klubowych dno. I to nie jest obserwacja tylko z tego sezonu, ale już od kilku. Tej drużynie jest brak lidera z charakterem, jak w zeszłym sezonie był Torey DeFalco, jak na razie po kontuzji jest cieniem gracza, który pomógł wyszarpać brązową "blachę" w zeszłym sezonie. 
Na koniec chciałbym postawić pytanie, a zarazem na nie odpowiedzieć, a przepraszam, nie jestem godny, bo nie jestem prawdziwym "Pasiakiem". Bo mój blog to gówno i tylko krytykuję i na dodatek piszę to z perspektywy mojego "porsche" 😊. Czy decyzje transferowe były konsultowane z włoskim szkoleniowcem, czy tylko zostały grzecznie przez niego przyklapnięte? Mnie osobiście się wydaje, że tylko druga część postawionego przeze mnie pytania jest prawdziwa 😎.

foto: fb klubu

piątek, 22 grudnia 2023

Ukraińsko- słoweńskie zwycięskie granie Asseco Resovii Rzeszów.

Asseco Resovia Rzeszów przed świętami Bożego Narodzenia rozegrała dwa spotkania odpowiednio na plus ligowych parkietach i parkietach siatkarskiej Champions League.

Na ligowym podwórku przeciwnikiem zawodników ze stolicy Podkarpacia był Barkom Każany Lwów (3:1). Wynik spotkania jest dość szczęśliwy, bo choć pierwsze dwa sety zostały wygrane dzięki odrzuceniu gości z Ukrainy przez serwis Asseco Resovii Rzeszów. Co ułatwiło Fabianowi Drzyzdze wykorzystanie walorów ofensywnych Karola Kłosa, Kuby Kochanowskiego i swoich skrzydłowych. To w kolejnych dwóch partiach za sprawą tego, z czego jest znana drużyna z Rzeszowa — mecz się sam zamknie,  już tak kolorowo nie było. Bo Lwowianie "zwietrzyli pismo nosem", co o mały włos nie skończyło się piątą partią. A wszyscy wiemy, że tie-break rządzi się swoimi prawami. Brawa dla przyjezdnych za podejście bez respektu w partii III i IV dla wyżej notowanego zespołu w naszej lidze i zaprezentowanie się tak samo dobrze w elementach siatkarskich, jak choćby wtedy, gdy pokonywali drużynę z Kędzierzyna-Koźla. Inna sprawa, że w tym niemalże odwróceniu losów meczu pomogły niedokładne piłki na skrzydła od Kapitana zespołu z Rzeszowa. I tylko błędy własne graczy w pomarańczowych strojach, uchroniły "Pasy" przed utratą co najmniej punktu w tym spotkaniu. Bądź co bądź to był chyba najlepszy mecz, jak na razie Stephena Boyera w biało-czerwonych barwach. I to jego grze zawdzięczamy te jakże cenne trzy punkty do ligowej tabeli.
Po walce na ligowym parkiecie Asseco Resovia Rzeszów wróciła do walki o punkty w siatkarskiej Champions League, gdzie potrzebuje punktów, jak tlenu, jeśli chce awansować do fazy pucharowej. Pierwszym przeciwnikiem w rundzie rewanżowej był ACH Volley Ljubljana (3:0) z młodymi następcami choćby Klemena Cebulja w składzie. Był to mecz bez historii, rzeszowski zespół od pierwszego gwizdka wywarł presję na rywalu swoim serwisem. Kończyło się to bezpośrednim zdobyciem punktu przez zespół włoskiego szkoleniowca lub też był czas na to, by "zgasić światło" rywalowi. Ustawienie sobie szyków rywala swoim serwisem sprawiło, że widzieliśmy sporo gry pierwszym tempem, czy widowiskowych ataków z VI strefy, czyli pipe Fabiana Drzyzgi z  Yacine Louati, który szalał na lewej flance (14 pkt). Kroku w ataku dotrzymywali mu dwaj pozostali skrzydłowi — Klemen Cebulj i Stephen Boyer. W III secie Asseco Resovia Rzeszów na moment straciła koncentrację i na tablicy wyników pojawił się remis, jak i widmo IV seta. Jednak zawodnicy potrafili w porę zareagować i dokończyć dzieła w nieco ponad 70 minut.

foto: fb/Polskie Radio Rzeszów
     

czwartek, 14 grudnia 2023

Set straconej szansy "Wilków"!? 🤔

Po mękach na parkietach Plus Ligi rzeszowskie "Wilki" wróciły do walki o punkty w siatkarskiej Champions League. Na rzeszowskie Podpromie przyjechał Mistrz Włoch — Itas Trentino z Janem Kozamernikiem w składzie (0:3).

Zacznę nie typowo, bo od II seta, gdzie zobaczyliśmy najlepszą wersję Asseco Resovii Rzeszów w tym sezonie. SOVIĘ, która po przegranym pierwszym secie, gdzie to została zepchnięta do defensywy przez zmienność zagrywki i ataku przyjezdnych. Potrafiła wrócić do gry za sprawą wywarcia presji na rywalu swoim serwisem  do tego stopnia, że włoski rozgrywający musiał biegać po boisku, by dostarczyć piłkę swoim kolegom do ataku. Co nie raz kończyło się "zgaszeniem światła" takim zawodnikom, jak:  Alessandro Michieletto czy Daniele Lavia. Nie brakowało widowiskowych obron "Pasów", a także niekonwencjonalnych ataków Klemena Cebulja i Stephena Boyera, które kończyły się punktami dla graczy w biało-czerwonych strojach. Sprawiało to, że biało-czerwona publiczność zgromadzona w hali Podpromie zrywała się do jeszcze większego dopingu. Co tylko nakręcało "Wilków" do jeszcze większej walki o wyrównanie stanu meczu. A kto wie może i czegoś więcej 😎. Do tego, by wyrównać stan meczu, zabrakło nie tylko odporności psychicznej do tego, by postawić kropkę nad i. Zabrakło również zmiany strefy posłania piłki do ayaku, po pierwszym błędzie Luatiego. Bo przecież trzeba dać piłkę na przełamie. Jednak nasz rozgrywający nie przewidział tego, że jego zamiary, są czytane przez rywali, jak dobra książka 😊. Wystarczyło tylko zmienić strefę — a mianowicie wrzucić piłkę na środek siatki (bo chyba nie był wykorzystywany przez cały II set 😱). A kto wie, jaki byłby wtedy końcowy wynik spotkania, bo nie raz takie sety uskrzydlają, ale do tego trzeba kreatywnego rozegrania. Tego korzystnego obrazu Asseco Resovii w II secie nie byłoby bez dobrej gry ofensywnej naszych skrzydeł.
Włoski potentat wygrał zasłużenie, grając bardziej dojrzałą, cierpliwą i techniczną siatkówkę. Potrafił dostosować formę ataku do zaistniałej sytuacji boiskowej. Świetnie radził sobie w grze na tzw. wysokiej piłce, a mistrzem w wybijaniu piłki po rzeszowskim bloku był mający polskie korzenie Kamil Rychlicki. Taka postawa Mistrza Włoch  powodowała, że gracze Giampaolo Medei poza II setem nie mieli argumentów, by odwrócić kartę w potyczkach rzeszowsko-włoskich.

foto: Kamciography


czwartek, 30 listopada 2023

Ljubljana zdobyta!

Po wpadce w pierwszej kolejce siatkarskiej Ligi Mistrzów z Mistrzem Francji. Asseco Resovia Rzeszów udała się do Słowenii, by zmierzyć się z tamtejszym ACH Volley (0:3).

Przed mecze sympatycy "Wilków" z Podpromia zadawali sobie pytanie: Czy nasi idole znów nie zlekceważą rywala? 
Nic takiego nie miało miejsca, lecz rzeszowscy kibice mogli przecierać oczy ze zdumienia, bo grą rzeszowskiego zespołu od pierwszej piłki kierował Michał Kędzierski, a nie Fabian Drzyzga. Czyżby włoski trener zaczął rozumieć, że różne oblicza SOVII w tym sezonie to wina rozegrania? Może tak, może nie 😉. Niemniej jednak gra "Kędziora" we wczorajszym spotkaniu powinna dać włoskiemu trenerowi drużyny z Rzeszowa dać do myślenia. Czy to, aby Michał Kędzierski, a nie Fabian Drzyzga powinien być "1" na rozegraniu "Pasów"? Jeśli zdecyduje się na taki ruch, oby tylko nie przepłacił posadą, jak co niektórzy szkoleniowcy 😎. Wreszcie byliśmy świadkami dobrych ataków ze skrzydeł DeFalco i Cebulja, bo mieli oni, z czego atakować. Amerykański przyjmujący przypominał amerykańskiego wilczego kowboja z poprzedniego sezonu, który dzielił i rządził na lewej flance — w ataku i bloku. Nasz rozgrywający nie bał się wykorzystywać tego, co jest "kopalnią punktów" w tym sezonie — środek siatki. Kuba Kochanowski z Karolem Kłosem mogli zaprezentować swoje "kwity", bo nie byli tylko statystami, a pełnoprawnymi uczestnikami meczu 😛. Naszą siłą we wczorajszym spotkaniu był także blok, "gaszenie światła" mogłoby odebrać nie jednemu zespołowi ochotę do gry. Mimo to rodacy Klemena Cebulja dzielnie wałczyli. Warto zauważyć, że nie małą rolę we wczorajszym spotkaniu odegrała współpraca bloku z obroną, a także cierpliwość w grze ofensywnej. Jednak wciąż martwi nasza dyspozycja w polu serwisowym, bo wciąż jesteśmy dostarczycielami punktów dla rywali z pola serwisowego. W dalszym ciągu nie mamy odejścia do prawego skrzydła i, jak na razie transfer Stephena Boyera jest dla mnie nie wypałem transferowym.
Jednak zwycięstwo w Ljubljanie, jak i jego styl cieszy! Czekamy na sobotnią potyczkę "Wilków" z "Pszczołami" na Podromiu, miejmy nadzieję, że bez zmian na rozegraniu. Lekcja pokory jeszcze nikomu nie zaszkodziła 😊.

*foto: fb/ Asseco Resovia Rzeszów  

sobota, 25 listopada 2023

Lekcja siatkówki dla "Wilków" na start!

Asseco Resovia Rzeszów po 6 latach przerwy powróciła do gry w elitarnych rozgrywkach — mowa oczywiście o siatkarskiej Champions League.

Francuski Tours Volley Ball z zawodnikami tj Drame Neto, był dla mnie (myślę, że nie tylko dla mnie), absolutnym teamem no name. Po tej lekcji siatkówki, którą udzielili "wilczej konstelacji gwiazd" (1:3) już nie będą no name 😎.
Po dobrym meczu z ligowym, z Olsztynem, nikt chyba nie spodziewał się takiego obrotu sprawy, jaki miał miejsce w czwartkowy wieczór w hali Podpromie. Zapewne o innym powrocie na europejskie siatkarskie salony marzyli kibice "Pasów". Na szczęście marzenia nic nie kosztują i pomarzyć zawsze można 😜, ale life is brutal 😋. Bo rzeszowski gwiazdozbiór najwyraźniej zlekceważył francuskiego średniaka, a może z paraliżowała nasze gwiazdy obecność za bandami reklamowymi obecność Pana Adama Górala... Może czas obciąć budżet 😃. Same nazwiska nie grają, a zespół! Tym zespołem byli przeciwnicy, którzy mieli pomysł na grę, dobrze się przy tym bawiąc. A ich rozgrywający  Zeljko Čorić pokazał, jak się rozgrywa, by drużyna wygrywała. Po stronie Asseco Resovii Rzeszów zabrakło czerwonego dywanu przed gwiazdami, by mecz się sam wygrał przy kilkupunktowym prowadzeniu 😜. Za to widzieliśmy obrażone na siebie indywidualności, patrząc na nie, miałem wrażenie, że przyszli rozegrać to spotkanie za karę. Najważniejsze, że 0 będą się zgadzać w przelewie 😊. Czy tak powinna wyglądać drużyna z najwyższym budżetem w lidze i najmocniejszym składem na papierze?
Zobaczyliśmy sztampowe i czytelne rozegranie (prawo, lewo), o ile to można nazwać rozegraniem 😎. Chimeryczną grę Klemena Cebulja, grę środkiem od święta oraz brak postawienia przysłowiowej kropki nad i. Brak cierpliwości w ataku, także brak zagrywki po naszej stronie. Przypomnę, że mecze wygrywa się kolektywem, jak i zdobywa trofea. A rozgrywający ma być mózgiem tego kolektywu, który reaguje na sytuację na boisku. Korzystając z tej strefy, czy też zawodników, którzy, są pewniakiem do zdobywania punktów. Niestety te rzeczy, o których wspomniałem, nie dotyczą Fabiana Drzyzgi, bo w czwartkowy wieczór widzieliśmy gry środkiem, jak na lekarstwo. Mając w składzie jednego z najlepszych środkowych świata, bo do takich należy Kuba Kochanowski. To chyba trzeba wykorzystywać jego walory sportowe na maxa, czy też się mylę? Problemy związane z moją chorobą, pochodzą z nieprawidłowych sygnałów wysyłanych przez mózg do układu nerwowego. Tak samo problemy Asseco Resovii Rzeszów biorą się z braku rozegrania przez ich mózg, czyli rozgrywającego 😉. Czy wreszcie, ktoś zrozumie, że gwiazda Fabiana Drzyzgi już dawno zgasła i spadła z nieba? 😎. A sukcesy klubowe na arenie ligowej, czy europejskiej będą dla mnie w granicach cudu z rozgrywającym, z numerem "11" na "pasiastej" koszulce 😊. Dwa złote medale Mistrzostw Świata w biało-czerwonych barwach to już przeszłość. A obecnie w lidze jest kilku dużo lepszych rozgrywających, taka brutalna siatkarska prawda. 
Przykro było patrzeć na to, że każdy sobie rzepkę skrobie i na te spojrzenia po błędach, które mówiły: To Twoja wina nie moja, tak nie powinien zachowywać się zespół, który celuje w plusligowe "pudło" i chcieliby namieszać zapewne w siatkarskiej Champions League. Nie ma co płakać nad rozlanym mlekiem może, trzeba otworzyć elektrolity i przeprowadzić męską rozmowę, by oczyścić atmosferę. Przecież gra toczy się dalej, a kolejni rywale czy to w lidze, czy Lidze Mistrzów się przed nami nie położą. Tylko z tego względu, że w drużynie z Podpromia grają: Mistrzowie Olimpijscy i aktualni zwycięzcy VNL i Mistrzowie Europy. Wydawać, by się mogło, że te przedsezonowe kosmetyczne zmiany w składzie, będą atutem podopiecznych Giampaolo Medei. Z zaciekawieniem czekam na jutrzejszą potyczkę z beniaminkiem, z Częstochowy, jak i na hejt 👊!

*foto: strona internetowa klubu

piątek, 7 kwietnia 2023

Nie mam pytań, wygraliśmy siatkarską Ligę Mistrzów!

Tak właśnie tak, bo to będzie polski finał siatkarskiej Ligi Mistrzów! Na tym polega piękno tej dyscypliny, że pisze własne nieprzewidywalne scenariusze. Spełniając przy tym marzenia swoich kibiców 😊

Od kiedy przesiąkłem tą dyscypliną od szpiku kości, aż po czubek głowy to, zastanawiałem się, kiedyś, czy będzie mi dane doczekać chwili. Kiedy to dwa polskie kluby, zagrają w finale siatkarskiej Ligi Mistrzów, opłaciło się czekać te kilkanaście lat odkąd, jestem na "ty" z siatkówką klubową. Bo w tym sezonie o to prestiżowe trofeum 20 maja zagra Jastrzębski Węgiel z dwukrotnym zdobywcą tego cudeńka Grupą Azoty ZAKSA Kędzierzyn-Koźle. A mówią, że to włoska Serie A jest najlepszą ligą świata, no wczorajszy wieczór udowodnił, że chyba jednak nie 😋.
Teoretycznie łatwiejszą drogę do tego, by pierwszy raz w historii klubu zagrać w finale Ligi Mistrzów, miał Jastrzębski Węgiel. Bo nie grał baraży o to, by zagrać w ćwierćfinale. Co wcale nie oznacza, że nie musiał się natrudzić, bo dwa sety wygrane w rewanżu, które potrzebowali, by znaleźć się w finale, nie były przysłowiową bułką z masłem, jak się po zwycięstwie w Ankarze wydawało. Bo po wygraniu I partii przez "Pomarańczowych", nagle turecki zespół nabrał ochoty do gry i przejął inicjatywę w tym spotkaniu (1:2 w setach), gdzieś tam w szarych komórkach zaświtało mi pytanie: Zobaczymy złotego seta?  Tutaj wyszły dwie rzeczy; jak wielkim siatkarzem jest Tomasz Fornal, który pokazał, że potrafi być liderem swojej drużyny, bez względu na wynik oraz sytuację na parkiecie, oraz, jak ważna jest jakość "bazy". Gdyż ewidentnie w tym spotkaniu nie szło Kapitanowi drużyny Marcelo Mendeza to wszedł  Eemi Tervaportti, który odmienił obraz gry i w dużym stopniu przyczynił się do historycznej chwili dla drużyny z Górnego Śląska.
Będę szczery przed sezonem byłem przekonany, że klub z Opolszczyzny nie zagra trzeci rok z rzędu w finale tych rozgrywek. I pewni, by nie zagrał, gdyby nie transfer Pana Siatkarza Bartosza Bednorza, który w skali 1:1 zastąpił Kamila Semeniuka. Przed meczem byłem w 99% pewien tego, że będziemy świadkami historycznej chwili dla polskiej klubowej siatkówki. Ale czy mogło być inaczej, kiedy mimo mocnej zagrywki Włochów w I secie robiliśmy, co chcieliśmy w ataku z lewej flanki, a konkretnie "Bedni". Bez skuteczności prawego skrzydła, da się tak wygrywać sety. I choć z większym animuszem drużyna z Perugi rozpoczęła II seta (cztery punkty przewagi).
To "Koziołki" mają w swoich szeregach killera, profesora Davida Smitha, którego zmienność zagrywki pozwoliła ustawić sobie rywala, którzy patrzyli, gdzie spada piłka po Jego serwisie, czy po bloku kolegów, którzy byli pod siatką. To właśnie postawa Amerykanina w II secie, w polu serwisowym, a także Jego gra, kiedy był pod siatką, do spółki z szalejącym na lewym skrzydle Bednorzem. Sprawiła, że doczekałem się tej historycznej dla polskiej klubowej siatkówki chwili. I razem z komentatorami uniosłem dłonie w górę, krzycząc na całe gardło — TAAKK!  Może i Perugia ma Leona, Semeniuka i Gianelliego, który jest Mistrzem Świata i Europy, ale to ZAKSA ma Marcina Janusza, który, choć jest vice Mistrzem Świata to, potrafił przyćmić Simone Gianelliego swoim rozegraniem i DNA zwycięzcy, które bardziej się sprawdza w wygrywaniu wielkich bojów od konstelacji gwiazd. A także dobrą "bazę", co pokazało trio: Kluth, Staszewski, Żaliński, którzy dołożyli niemałą cegiełkę do wyniku 1:3.
Po tych rewanżach podtrzymuję zdanie, że w reprezentacji podstawowym duetem przyjmujących powinien być Fornal z Bednorzem. Bo moim zdaniem Pan Siatkarz Bartosz Bednorz wszedł z buta do reprezentacji. Ciekawe, co na to Nikola Grbić, który oglądał to spotkanie z trybun. I ciekawe, gdzie u Niego w hierarchii po tym dwumeczu jest "Semen" z Leonem? Wiecie co? Tak czysto po ludzku jest mi szkoda Kamila  Semeniuka, bo odchodził z ZAKS-y w glorii, a teraz cierpi katusze na włoskich parkietach. Cóż mówi się, że w sporcie nie ma sentymentów, ale widząc Jego wzrok skierowany w stronę kędzierzyńskich kibiców, zrobiło mi się go zwyczajnie po ludzku żal.
Na koniec powiem, że będę kibicował Polsce w finale siatkarskiej Champions League, a i kibicowskie serducho mi mówi, że to ni jedyny finał, gdzie spotkają się obie ekipy. Taki mały pstryczek, polska piłka nożna klubowa, jak i reprezentacyjna, ma się czego uczyć od siatkówki 👊.

*fotografie pochodzą z różnych źródeł, grafika główna praca własna