Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Film. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Film. Pokaż wszystkie posty

sobota, 10 maja 2025

Świat Melody - moja recenzja.

Życie osoby zmagającej się z Mózgowym Porażrniem Dziecięcym naznaczone jest nieustanną walką, walką na wielu płaszczyznach, nie inaczej w życiu głównej bohaterki filmu.

Melody chce być, jak każda dziewczyna w jej wieku

Melody Brooks. bo o niej mowa, jak każda nastolatka. Marzy o  tym, by żyć tak, jak one — nosić sukienki, robić sobie makijaż, czy doświadczyć pierwszego pocałunku z chłopakiem. Ma jednak utrudnione zadanie, bo ze swoim "pakietem szczęścia" w "gratisie", otrzymała to, że komunikacja z nią jest możliwa przez pismo obrazkowe. Przez co musi ciągle udowadniać to, że nie jest niepełnosprawna także intelektualnie, bo przecież u wielu ludzi zdrowych. Niepełnosprawność ruchowa z automatu, łączy się z niepełnosprawnością intelektualną.  

Potencjał dostrzeżony & jawna dyskryminacja połączona z odrzuceniem

Potencjał Melody dostrzega praktykantka, która odbywa praktyki nauczycielskie w szkole specjalnej, do której uczęszcza nastolatka. Owocuje to, tym, że namawia ona rodziców dziewczyny, by mogła ona raz w tygodniu, uczęszczać do szkoły ze zdrowymi rówieśnikami. Chyba, jak u każdego dziecka z niepełnosprawnością początkowo przez jednego z rodziców, przemawia chęć schowania swojej pociechy "pod kloszem" - tylko po to, by ją chronić przed zranieniem i rozczarowaniem. Koniec końców Melody dopina swego i raz w tygodniu uczęszcza na lekcje ze zdrowymi rówieśnikami. Budzi to sporą dezaprobatę wśród uczniów oraz nauczycieli, bo przecież dla takich osób z powyginanymi od spastyki kończynami, nie ma miejsca w normalnej szkole, normalnym środowisku, bo przecież na pewno, jest niespełna rozumu i brudzi szkolne mury. Z tego samego też powodu początkowo zostaje zdyskwalifikowana mimo 100% prawidłowych odpowiedzi w teście kwalifikacyjnym. Z członkostwa w drużynie, w międzyszkolnym konkursie wiedzy. Czy w końcu jej osoba zostanie zauważona w należyty sposób, obejrzyjcie sami i się przekonajcie 😉.

Co mnie łączy z główną bohaterką?

Już to mówiłem, ale może, ktoś pierwszy raz trafi na mojego bloga 😎. W każdym filmie, czy to książce, w której bohaterem, jest osoba z "pakietem szczęścia". Szukam punktu wspólnego, nie inaczej było i w tym przypadku. Niejednokrotnie podczas oglądania filmu, z moich oczu popłynęły łzy. Choć nigdy nie doświadczyłem odrzucenia ze strony rówieśników. To chronienia "pod kloszem" oraz dyskryminacji ze strony jednego z nauczycieli w szkole policealnej ze względu na mój "pakiet szczęścia" - zostałem porównany do osoby, która choruje na guza mózgu. Mam tylko nadzieję, że ten nauczyciel już trafił na mojego bloga. A czytając go, przekonał się, jak bardzo się mylił, co do mojej osoby. Bo to, że nie mam idealnego ciała i skrótu naukowego przed imieniem i nazwiskiem, nie czyni mnie z automatu, kimś gorszym. Podobnie, jak Melody wywalczyłem sobie to, by ten "klosz" został potłuczony oraz, by zaczęto, liczyć się z moim zdaniem oraz bym mógł żyć tylko na moich zasadach. W filmie nie brakuje ujęć, które idealnie, oddają emocje osoby, zmagającej się z Mózgowym Porażeniem Dziecięcym oraz to, co pod ich wpływem z ciałem, potrafi zrobić spastyka.  




 


sobota, 6 kwietnia 2024

Święto ognia.

Tytuł tego filmu można odczytywać dwojako, ale o tym później😉. Główną bohaterką i zarazem narratorką jest Anastazja Łabędowicz, która żyje sobie ze swoją rodziną w stolicy naszego kraju oraz zmaga się z moim "pakietem szczęścia", które nie nazywa Mózgowym Porażeniem Dziecięcym, lecz "porożem". 
Mając na koncie już kilka obejrzanych filmów o tym "pakiecie szczęścia", gdzie numerem jeden dla mnie niezmiennie jest "Chce się żyć" (przemyślenia możecie przeczytać tutaj), z jak dla mnie brawurową rolą Dawida Ogrodnika. Zastanawiałem się, w jaki sposób zostanie przedstawiony ten "pakiet szczęścia" w ekranizacji książki Jakuba Małeckiego. Muszę Wam powiedzieć, mam mieszane odczucia po obejrzeniu tego filmu. Nie rozumiem, dlaczego w takich filmach, ulubionym zajęciem głównego bohatera jest obserwowanie świata przez okno lub z balkonu. A także tacy bohaterowie, są przedstawiani jako osoby, z którymi komunikacja możliwa jest jedynie specjalnie stworzone programy komputerowe oraz to, że osoby zmagające się z tą jednostką chorobową posiadają tzw. dziurę matematyczną (ja ją mam i nie wstydzę się o tym mówić, lecz znam osoby, które nie mają problemu z królową nauk). Co może spowodować, że widz będzie wrzucał wszystkie osoby z Mózgowym Porażeniem Dziecięcym do jednego worka. Natomiast fajne jest to, że w filmie część rzeczy, są ukazane poprzez retrospekcję. Dzięki czemu widz może się do edukować w kwestii "poraża" 😉. Bo niby skąd pospolity Kowalski ma wiedzieć o reakcji rodziców na wieść o tym, że ich dziecko całe życie, będzie walczyło o rzeczy, które dla zdrowego, są czymś prozaicznym, bo lekarze umywają ręce od przyznania się do błędnej decyzji. Czy to, że z czasem rodzic staje się dla swojego dziecka opiekunką i fizjoterapeutą w jednym 24/7,  poświęcając przy tym swoje życie prywatne, a nawet zdrowie. Jak często wygląda reakcja zdrowego starszego rodzeństwa, gdy w domu pojawia się niepełnosprytny niemowlak, który z automatu będzie "oczkiem w głowie" rodziców. Oglądając ten film widz, powinien skłonić się do refleksji, że życie  osoby z Mózgowym Prażeniem Dziecięcym, jest nieustanną walką na wielu płaszczyznach ludzkiego życia.😊.
"Nastka" i jej siostra Łucja, mają swoje "Święto ognia", do którego uparcie dążą mimo kłód rzucanych pod nogi i koła obu dziewczynom. Dla głównej bohaterki jest to zdanie matury zaś Łucji, główna rola w balecie na deskach Opery Narodowej w Warszawie, który jest tytułem filmu. Jeśli chcecie się przekonać, czy siostry osiągnęły swoje cele to, obejrzyjcie film.
Oglądałem ten film z dwóch perspektyw, pierwsza z nich to posiadacz "pakietu szczęścia", który jest motywem przewodnim filmu. Druga zaś to perspektywa filmowca, bo nadal mi wiele z niego zostało 😎. Jako posiadacz "pakietu szczęścia" kilkukrotnie w oku zakręciła się łza, bo mogłem sobie wyobrazić, co czuli moi Rodzice, gdy usłyszeli diagnozę, bo przecież miałem być roślinką... Ile musieli poświęcić, by móc zapewnić mi należytą opiekę, w każdym aspekcie życia. W jednym nie wiem, co czuła bohaterka, bo odkąd pamiętam, jestem "oczkiem w głowie" dla mojego starszego Rodzeństwa, nie wspominając o tych dwóch Wariatkach. Chyba, każdy posiadacz "poroża" słyszy wielokrotnie pytanie: Po co Ci to? Na szczęście nauczyłem się je przyjmować tak, by moja "kochanka", nie dochodziła do głosu 😂. Zawsze ciekawiło mnie to, co się dzieje w moim mózgu, gdy się stresuje i chciałem to zobaczyć, lecz wydawało mi się wręcz nierealne. Dzięki obejrzeniu tego filmu już wiem, gdyż w filmie, jest to ukazane — genialnie zmontowane ujęcie 😍. W filmie nie brakuje ujęć, które idealnie oddają zachowanie ciała osoby zmagającej się z Mózgowym Porażeniem Dziecięcym, czy też  przebitek, które ukazują życie stolicy. Feedback ułatwia odpowiednio dobrana do poszczególnych ujęć ścieżka dźwiękowa.



 

sobota, 29 kwietnia 2023

Skołowani.

A wszystko zaczęło się w windzie, spokojnie to nie początek fabuły filmu, czy love story z moim udziałem, tylko początek spotkania z ludźmi, z którymi spędziłem dzisiejszy dzień 😆.
Maks wzięty kierownik korporacji, seryjny uwodziciel kobiet, matacz i egoista w jednej osobie. Całkiem przez przypadek staje się "niepełnosprawny", by zdobyć względy sąsiadki jego zmarłej matki. Błędne koło zaczyna się coraz bardziej zataczać, kiedy Ania zaprasza głównego bohatera do siebie, do domu na wieś, gdzie poznaje jej starszą siostrę piękną, długowłosą brunetkę Julię, która w odróżnieniu od głównego bohatera jest faktycznie z naszego świata i niczego, nie udaje. Maks zaczyna coraz bardziej brnąć w tę swoją "niepełnosprawność", bo myśli, że tylko tak zdobędzie serce pięknej Julii. A sprawna inaczej pokazuje mu, że niepełnosprawność to nie wyrok oraz to, że będąc na wózku, można korzystać z życia. Kłamca nie zmienia swojej postawy nawet pod naciskiem bliskich mu osób. Czy kłamstwo to dobry sposób, by zdobyć damę swojego serca? Wybierzcie się do kina i sami się przekonajcie 😉! Jednym słowem skołowani to idealny tytuł, bo kierownik korpo w końcu przyznaje się do swoich wad i uważa się, za bardziej niepełnosprawnego niż Jego wybranka.  Swoją drogą bolą mnie policzki od śmiechu, bo nie brak zabawnych dialogów, a wszystko to jest dopełnione fajnymi ujęciami oraz ścieżką dźwiękową. Fabuła ukazuje, że patrząc na świat z innej perspektywy, można być aktywnym w sferze uczuć, trzeba tylko tego chcieć.
Po seansie udaliśmy się do pizzerii, by kontynuować mile spędzony czas, a niektórzy dali się nawet przekonać do spróbowania pizzy hawajskiej, a mówią, że to tylko kobiety, są uległe 😂. Miło było Was zobaczyć jednych po dłuższej przerwie, a innych po nie co krótszej. Mam nadzieję, że takie wypady będą częstsze, bo nic nie zacieśnia więzi, jak wspólnie spędzone chwile.

niedziela, 12 lutego 2023

Siła ducha.

Życie, każdego z nas powinno być nieustanną drogą po marzenia, której towarzyszą sztormy, czyli tak, jak w scenariuszu filmu, który jest oparty na autentycznych zdarzeniach.
Nastoletnia żeglarka Jessica Watson marzy o tym, by przejść do historii i być pierwszą, a zarazem najmłodszą osobą na świecie, która samotnie przepłynie świat bez zawijania do portów. Marzycielka, zanim zmierzy się z siłami natury, które jak wiemy, są bezwzględne dla człowieka, ale i będzie zdana tylko i wyłącznie na siebie. Musi zmierzyć się z brakiem wiary w jej możliwości ze strony najbliższych, którzy uważają jej marzenie jedynie, za młodzieńczą fanaberię, która szybko minie i zmieni się w inną. Szesnastolatka jednak przeczy założeniom najbliższych i dzięki swojej determinacji, uporowi oraz wsparciu trenera i nauczyciela żeglarstwa. Wyrusza na wyprawę, która ma trwać dwieście dziesięć dni, czyli nie mało. Co na to najbliżsi? Oglądnijcie, a się przekonacie! Dziewczynie bardzo szybko przychodzi zdawać test odporności i wytrzymałości psychicznej, gdy na morzu przychodzi jej się zmierzyć z okrutnymi siłami natury. Pojawiają się nawet myśli, a nawet słowa o tym, by się poddać. Mimo żywiołu, z jakim się mierzy młoda żeglarka siłą  ducha, osiąga postawiony sobie cel. Udowadniając innym, a przede wszystkim samej sobie, że jeśli się czegoś w życiu bardzo chce. To zrobimy wszystko, by to osiągnąć. 
W filmie nie brakuje pięknych, a jednocześnie strasznych, mrożących krew w żyłach u widza ujęć. Które ukazują siłę żywiołu na morzu, kolorytu temu wszystkiemu dodaje budująca napięcie ścieżka dźwiękowa. Coś mi jeszcze z filmowca zostało 😋.
Mówi się, że chłopaki nie płaczą, nie dotyczy to jednak mnie, bo niejedna łza mi poleciała podczas oglądania. Bo zobaczyłem siebie w skórze tej młodej dziewczyny, w którą prawie nikt nie wierzył, która chciała się poddać. A wszystko to miało miejsce, gdy tak zaciekle musiałem walczyć z moimi z rodzicami o pierwszy zabieg fibrotomii metodą Ulzibata, gdzie musiałem im udowodnić, że to nie jest tylko moja fanaberia w to, że jestem w stanie spełniać marzenie o samodzielności. W moim życiu także pojawił się "sztorm", gdy dowiedziałem się o nowotworze mojego Taty, też chciałem wtedy zawrócić. Dziękuję Ci Janku, za obecność w tych obu chwilach 😉. Panna Watson osiągnęła już swój cel, ja nie wiem, ile mój "mecz o samodzielność" jeszcze potrwa i, kiedy usłyszę ostatni gwizdek w swojej walce.

PS. Żółwik dla jednego z moich wolo, z zeszłorocznej oazy, za polecajkę 👊

sobota, 29 października 2022

Johnny.

Po pozytywnych wrażeniach po obejrzeniu dokumentu o ś. p. Annie Przybylskiej oraz pełny nowych przemyśleń. Postanowiłem iść, za ciosem i w zeszłą niedzielę wybrać się na film cięższego kalibru, a takim niewątpliwie  jest "Johnny". 
Biografia księdza, który żył na pełnej petardzie mimo przeciwności, z którymi przyszło mu się mierzyć (glejak mózgu IV stopnia, czy nieprzychylność władz kościelnych). Widziana oczami Patryka, który miał niezbyt ciekawą przeszłość, ale dzięki pomocnej dłoni Ś.P. ks. Janowi Kaczkowskiego zrywa z nią i wychodzi na prostą.  Już od pierwszych chwil seansu zostałem wbity w swoje osobiste krzesło, które nosze wszędzie ze sobą do tego stopnia, że nie czułem upływających minut seansu 😉. Za sprawą scenariusza, dialogów, a także ról Dawida Ogrodnika. Który zagrał głównego bohatera oraz Piotra Trojana, obaj rozwalili system tymi rolami, jakby powiedziało młode pokolenie. Swoją drogą widać, że aktor grający tytułowego bohatera lubi aktorskie wyzwania bowiem, zagrał on Mateusza cierpiącego na Mózgowe Porażenie Dziecięce w filmie "Chce się żyć". Pewnie powiecie po tym, co teraz napiszę, że widzę w ludziach tylko i wyłącznie zło — gdyby wszyscy ludzie byli tacy, jak główny bohater. To świat byłby inny, nie byłoby być może tyle zła i cierpienia w otaczającym nas świecie. Bo znak rozpoznawczy nieżyjącego już kapłana to nie koloratka, czy grube szkła w okularach, jak dla mnie tym znakiem rozpoznawczym po tym filmie. Jest miłość do drugiego człowieka i, każdy miał dla niego taką samą wartość, bez znaczenia był jego status społeczny. Dowodem tego jest założone przez niego Puckie Hospicjum - pw. Św. Ojca Pio dla pacjentów onkologicznych, czy  podanie ręki tym, którzy się pogubili na swojej drodze życia. Młodzieniec trafia do przytułku po zapadnięciu wyroku sądowego w postaci wykonywania prac społecznych. Bardzo szybko przekonuje się, że nie jest to, tak przyjemna praca, jak choćby imprezowanie pod wpływem narkotyków, czy korzystanie z innego rodzaju przyjemności. Co powoduje u niego chwilową chęć powrotu do "przyjemności". Jednocześnie widać, jak powoli pęka na jego ciele pancerz zła, który miesza się z lękiem okazywania tego, co ma w sobie dobre. Nomen omen, w każdym człowieku jest dobro! W końcu Patryk zrywa swój pancerz i zaprzyjaźnia się z jedną z pensjonariuszek, która przekazuje swoją pamiątkę rodzinną, jaką jest pierścionek. I nakazuje mu go dać wybrance swojego serca, którą zresztą poznaje w murach hospicjum przy okazji, odkrywając swoją pasję. Zerwanie pancerza niestety nie równa się z zamknięciem na dobre, za sobą drzwi zakładu karnego, gdyż sąd nie daje wiary w Jego resocjalizację i wraca on "za kraty" mimo zeznań Jego przyjaciela. Ksiądz jednak się nie poddaje i dopina swego, wyciąga Patryka, zza krat mimo pogarszającego się z dnia na dzień stanu zdrowia. W ekranizacji można wyróżnić kilka dominujących cech; lęk, cierpienie oraz miłość, a także radość życia połączone ze świadomością przemijania życia ludzkiego. Wywołują one u widza różne rodzaju emocje, mnie udało się je tym razem je skryć w czasie oglądania seansu. A wyrazem tych emocji jest ten oto post. Nie będę tutaj skupiał się na rzeczach stricte filmowych, bo dla mnie ważne było przesłanie, które zawarłem. Choć oczywiście rzeczy filmowe nie umknęły mojej uwadze. Fajnym wzbogaceniem ekranizacji jest video z prywatnego życia kaznodziei, które ukazane, są na końcu ekranizacji. Na koniec powiem; świat, potrzebuje taki ludzi, niekoniecznie konsekrowanych oraz może zabrzmi to bez szacunku do ś. p. księdza, Jaśki to fajne chłopaki.

sobota, 22 października 2022

Ania.

Rzadko wychodzę do kina, ale jeśli już to robię. To musi być to coś naprawdę wartościowego lub coś, co może się okazać naprawdę godne obejrzenia. Tak też było w niedzielę, udaliśmy (o tym z kim trochę później 😉) na film dokumentalny o aktorce, modelce Annie Przybylskiej, a prywatnie partnerce byłego piłkarza Jarosława Bieniuka i mamie trójki dzieci. Znanej większości z roli policjantki Marylki Baki z serialu "Złotopolscy". Przyznam się szczerze, że nie wiedzieliśmy czego się spodziewać po tej produkcji, bo przynajmniej ja szczegółowo nie śledziłem jej poczynań w świecie show-biznesu, a także życia prywatnego. Dokument jest oparty na wspomnieniach jej najbliższych, a także reżyserów, czy aktorów (w tym Andrzeja Piasecznego). Fabuła filmu jest wzbogacona o kadry filmowe, w których występowała tytułowa bohaterka, a także  o kadry z życia rodzinnego. Które były kręcone jako pamiątka rodzinna. Przebitki z życia rodzinnego ukazują Anię jako zwykłą kobietę, która łączyła pracę w show-biznesie z obowiązkami matki i żony. Tak też ją wspominali ludzie z branży, podkreślając to, że zawsze była sobą, czy to w scenach, które miała do odegrania, czy to w kontaktach międzyludzkich. Co dało jej tak wielką rzeszę przyjaciół. Chodząc przy tym wszystkim z Panem Bogiem na kawę, jak sama powiedziała Wydawać, by się mogło, że jeśli masz pieniądze to, masz wszystko. Są rzeczy, których się jednak nie kupi do nich, należy zdrowie. Ani przyszło się zmierzyć z nierównym przeciwnikiem, jakim jest nowotwór trzustki, niestety przegrała tę walkę. Jeśli jesteś na tyle wrażliwy, a przy tym odporny psychicznie  i chcesz zobaczyć, jak człowiek jest świadomy, tego, co go czeka. I odchodzi z tego świata szczęśliwy, bo jest spełniony. To powinieneś go zobaczyć 😉. W dzisiejszym świecie rzadkością jest, by blask fleszy nie zmienił człowieka, rzadkością jest też to, by mieć czas na to, by się na nią przygotować i zdążyć, pożegnać z najbliższymi. Oglądając ten film na mojej twarzy, był i uśmiech, ale i w oczach łzy, bo niestety wiem, jak to jest czekać na wyniki badań najbliższych, które mogą się okazać wyrokiem. Bo życie ludzkie jest kruche i ulotne... Dokument jest wzbogacony odpowiednią ścieżką dźwiękową w tym piosenką tytułową, którą wykonuje wspomniany przeze mnie wcześniej "Piasek" oraz fajnymi ujęciami z drone.
Można, by powiedzieć, że stosujemy się do zaleceń, które wydał ks. moderator ostatniej oazy 😀, a mianowicie pielęgnujemy znajomości tam zawarte. To właśnie moje oazowe aniołki towarzyszyły mi podczas oglądania seansu filmowego w jednym z rzeszowskich kin. Nasz seans poprzedziła dyskusja na temat biblijny, która o mało nie zakończyła się telefonem do naszego znajomego posłannika Pana Boga 😂. Pełni przemyśleń po seansie, jak na oazowiczów przystało, udaliśmy na niedzielną Eucharystię. Następnie w promieniach jesiennego słońca, cieszyliśmy się ze wspólnie spędzanego czasu. Spacerując po rzeszowskim rynku, bo przecież nic tak nie cieszy człowieka, jak przebywanie z drugim człowiekiem. Tę radość zakłócał  nam głód i oczekiwanie na posiłek 😋. Naładowani pozytywnymi emocjami, rozjechaliśmy się do swoich domów. Mając przy tym pewność, że jeszcze się spotkamy. Na koniec zacytuje słowa oazowej piosenki; "Świat byłby taki ubogi gdybyśmy się nie spotkali..." 😍


poniedziałek, 1 sierpnia 2022

Chodzenie, jazda, rodeo.

Życie ludzkie jest kruche niczym domek z kart w jednej chwili plany, marzenia mogą runąć, jak i on. Spokojnie z siatkoholika nie stałem się myślicielem, choć swojego humanizmu się nie wyprę 😉. Amberley Snyder to młoda dziewczyna u progu dorosłego życia z koszem wypełnionym po brzegi marzeniami w tym, tym najważniejszym o profesjonalnej jeździe rodeo i zrobi wszystko, by to osiągnąć. Nie przewiduje jednak tego, że los sprawi jej mało śmiesznego psikusa i w drodze  "na przystanek" po marzenia. Przyjdzie jej się zmierzyć z czymś, czego nie przypuszczała pewnie w najśmielszych snach. Bo jak to wózek, a co z marzeniami? Wiecie co? Sam nie wiem, jak to jest przez chwilę znajdować się po drugiej stronie barykady, znam to tylko z opowieści moich obozowych kumpli, ale wiem, że przez moment przestaje się chcieć żyć. Tak też było z uroczą blondynką, ale dzięki rodzinie na nowo zaczęła wierzyć w swoje marzenia, choć życie rzucało jej kłody pod nogi. W trakcie swojej rehabilitacji poznaje chłopaka, który tak, jak ona był po drugiej stronie barykady. Amberley pokazuje mu, że nie wszystko stracone. Chłopak oprócz wiary w nowe lepsze "jutro", zyskuje jeszcze "coś". I śmiem twierdzić, że to "coś" odegrało większą rolę, niż to suche gadanie. Dziewczyna koniec końców sięga po dwa marzenia — jazdę i rodeo. Fabuła ukazuje kruchość  i ulotność życia oraz to, że nie wiemy, co na nas czeka "za rogiem", ale też to, że wszystko jest możliwe nawet z "pakietem szczęścia". Wystarczy tylko chcieć i mieć cel, coś o tym wiem 😎. Bo im bardziej pod górkę, tym piękniejsze widoki 😍  Na koniec zachowam się, jak filmowiec pewnie dla ludzi z branży ważny będzie tylko ten fragment 😋. W filmie nie brakuje fajnych ujęć z przebitkami na amerykańskie rancza, tor do jazdy konnej, czy same konie. A całość dopełnia dopasowana do scen ścieżka dźwiękowa. 

PS. Całuski dla Marty, za fajną propozycję na pogodny wieczór i żółwik dla ks. Moderatora, który zgadzał się na propozycje swoich oazowych owieczek.😍👊😄.

poniedziałek, 30 maja 2022

Za humor i Sunny - Standing Up for Sunny.

Czy zastanawialiście się kiedyś, co musi czuć w środku osoba, która nie akceptuje swojego "pakietu szczęścia"? Pewnie nie, bo i po co zawracać sobie tym głowę. Powiem, Wam niefajne uczucie, przerabiałem to, na własnej skórze o czym możesz przeczytać tutaj. Travist zmaga się z Mózgowym Porażeniem Dziecięcym, stara się żyć normalnie, mimo przykrych sytuacji, jakie spotykają go z powodu Jego chodu, czy też mowy. Pewnego dnia w swoim mieszkaniu zastaje niewidomego, który okazuje się być jego współlokatorem, a nie złodziejem, jak początkowo pomyślał główny bohater. W ramach przeprosin i wyluzowania atmosfery obaj udają się do pubu na browara. Jego uwagę przykuwa Sunny stand-upująca na scenie, jak samo imię wskazuje jest piękna. W barze, jak to w barze nie brakuje podchmielonych śmiałków, którzy lubią dwuznacznie komentować kobietę, czy też wygląd mojego "kolegi po fachu". Ta sytuacja sprawia, że Travist zaczyna odgryzać się mówiąc zabawnie o swoim MPDz, a jednocześnie budzi w nim to, negatywne emocje i trudno tutaj określić, czy chodzi tutaj o dwuznaczne komentarze w stosunku do Sunny, czy też brak akceptacji swojego "pakietu szczęścia".. W ten oto sposób staje się ochroniarzem Sunny, a i łowca talentów stand-upowych widzi w nim potencjał. Między dwojgiem, którzy spędzają ze sobą coraz więcej czasu zaczyna rodzić uczucie, bo nic tak nie zbliża ludzi, jak trudna przeszłość. Słońce, bo tak można przetłumaczyć imię lubej, dziewczyna postanawia spełnić marzenie chłopaka. Dziewczyna jednak traci swoje miejsce w konkursie talentów, bo wybiera uczucie do niepełnosprawnego zamiast bycia "panienką do towarzystwa" łowcy talentów. Travist przechodzi kolejne etapy konkursu, bo mając worek papierowy na twarzy, bo nie chce być rozpoznawalny, bo wstydzi się swoich ruchów i wszystkiego, co wiążę się z pakietem szczęścia. Pewne rzeczy sprawiają, że utalentowany chłopak rezygnuje z udziału w talent-show. Dzięki namowom swojego przyjaciela wraca na scenę stand-upu, lecz zamiast gagów, które zostaje mu skradzione, wyjawia to z czym się zmaga w środku, co wprawia publikę w osłupienie. Nie zawsze pod uśmiechem, który gości na twarzy kryje się szczęście i akceptacja siebie, jak i tego, co nas otacza. Bo, każdy jest inny, jak i MPD niejedno ma imię! Czasem potrzeba osób, które pomogą zaakceptować ten stan rzeczy tylko, nie każdy, kto mówi, że jest czyimś przyjacielem, nim się okazuje.

piątek, 29 kwietnia 2022

Come As You Are.

W wolnym tłumaczeniu tytuł filmu znaczy inicjacja, pewnie wielu z Was już się domyśla, o czym jest ten film. Matt, Scotty i Mo to trójka przyjaciół z "pakietem szczęścia", każdy z innym. Ich drogi stykają się najprościej, mówiąc w przychodni rehabilitacyjnej, gdzie Mo jest recepcjonistą, a pozostała dwójka pacjentami. Przyjaźń tej dwójki rodzi się w bólach. Wszystko przez bezpośredniość Scottiego w tematach intymnych, który cierpi na najcięższą postać  Mózgowego Porażenia Dziecięcego, prościej mówiąc, jest dużym dzieckiem, ale pod tym względem jest pełnosprawnym facetem. On też jest pomysłodawcą wyprawy całej ekipy bez rodziców  "nad jezioro", a tak naprawdę celem eskapady jest wyspecjalizowany w obsłudze niepełnosprawnych klientów dom publiczny, w Montrealu. Początkowo tylko on jest zwolennikiem takiego "wypoczynku nad jeziorem", ale koniec końców udaje mu się namówić kompanów, by przeżyć przygodę życia. Rodzice kategorycznie są, przeciwni, ale oni stawiają na swoim, mimo lekkiego nawalenia przez pomysłodawcę z przyczyn niezależnych od niego. Udaje im się wyruszyć pod okiem kierowcy, który okazuje się być kobietą i pielęgniarką zarazem, Wydawać, by się mogło, że nic im nie grozi i bezpiecznie dotrą "nad jezioro", nic bardziej mylnego. Jest groźnie, ale i śmiesznie 😉. Rodzice całej trójki zauważają, że nie ma ich pociech w domu, zgłaszają ich zaginięcie na policję, bo przecież, jak mogli sami wyjechać na wakacje. Z pomocą policji namierzają miejsce, gdzie ekipa robi sobie postój w podróży do celu i wybucha afera, w której młodzi mówią swoim rodzicom, jak są przez nich postrzegani oraz to, że ich potrzeby są, dla nich niewidoczne. Taki rodzaj wylewu emocji wprawia rodzicieli w osłupienie, Jeszcze większym zaskoczeniem jest dla trójki przyjaciół, jest wynajęcie przez nich hotelu, by mogli odpocząć w godnych warunkach przed wymarzonym finałem eskapady.  Koniec końców udaje się im dotrzeć "nad jezioro", lecz tylko dwóch śmiałków decyduje się skorzystać z usług, bo trzeci czuje miętę przez rumianek do ich szoferki. I to z nią decyduje się przeżyć te chwile. Scotty, choć przeżywa swój pierwszy raz to, dochodzi do wniosku, iż chciałby czegoś więcej, niż tylko zaspokojenia potrzeb seksualnych przez panie do towarzystwa,  traci też swojego przyjaciela, dzięki któremu przyznaje się do braku akceptacji swojego "pakietu szczęścia", nie jest to łatwe do zaakceptowania. Mnie się to udało, o czym możesz przeczytać tutaj. Podobnie, jak kolega "po fachu" uważam, że nie chodzi tylko o zaspokojenie swoich seksualnych potrzeb, ale trzeba coś czuć do płci przeciwnej.  Ekranizacja porusza trzy bardzo ważne tematy: "Troska" rodziców często prowadzi do tego, że nie widzą, iż "dziecko" ma swoje potrzeby, ma prawo do wyjścia z kumplami na piwo, czy wyjazd po to, by mogło się sprawdzić, ale też przeżyć przygodę, która da niezapomniane wspomnienia. A temat spraw intymnych jest tematem tabu. I musi się edukować samemu lub od kolegów. Chyba to nie fair, a może ja jestem z innej gliny ulepiony. Spastyka czy inna przypadłość nie definiuje tego, że takie osoby też są, niepełnosprawne pod tym względem! Bardzo ważną rolę w życiu niepełnosprawnego ogrywa też przyjaźń z osobami, które patrzą na świat z tej samej perspektywy, nie jest łatwo taką znaleźć. Nie jest ławo zaakceptować swój "pakiet szczęścia", nie ma znaczenia, czy on jest nabyty, czy wrodzony, to jest proces. Dopóki go nie zaakceptujesz naprawdę, nie zaczniesz działać!

wtorek, 26 kwietnia 2022

Pochwyceni przez fale

Kiedy tylko nie ma meczu siatkówki w telewizji to wieczorami, odpalam Netflixa, by się zresetować po całym dniu. Przy komediach. czy to przy filmach, z których coś można wynieść. Przemyśleniami na ten drugi rodzaj filmów, chciałbym się z Wami dziś podzielić. Sara i Lucenzo są, młodymi i obiecującymi żeglarzami. Ich drogi życia splątują się na obozie żeglarskim we włoskiej Sycylii, czyli idealny anturaż do tego, by pomiędzy dwojgiem młodych ludzi zaczęło kwitnąć uczucie. Tak się też dzieje! Jednak według dziewczyny "przeszkodą" jest jej choroba, która postępuje, o której zresztą nie mówi swojemu lubemu, bojąc się, że go straci, bo przecież będzie dla niego przysłowiową kulą u nogi. Robią to, za nią jej rodzice, bo przecież, po co jej szczęście i rozczarowanie, gdyby dostała kosza, a jej sympatii potrzeba zdrowej dziewczyny, a nie przysłowiowej kuli u nogi. Młody żeglarz jednak postanawia "wyruszyć w rejs" ze swoją ukochaną, mimo sztormu, jaki będzie niosła ze sobą choroba Jego ukochanej, bo jak sam jej wyznaje — naprawdę Cię lubię i się zakochałem!  To wyznanie powoduje, że dziewczyna z ochotą podejmuje rehabilitację, która ma, choć na chwilę powstrzymać jej chorobę, z którą ostatecznie przegrywa. Jednak zanim tak się dzieje to, przeżywa wiele pięknych chwil ze swoim ukochanym, który spełnia, każde jej marzenie. W filmie nie brakuje ujęć, które ukazują urokliwe Włochy, czy uczucia zakochanych i trudów, jakie niesie choroba. Wybaczcie, nie mogłem tego, nie napisać, bo czasem szef odwiedza to miejsce 😋. Oczywiście żartuję po prostu jako pracujący w tej branży, zwracam na takie rzeczy uwagę 😉. Każdy ma prawo do miłości z "pakietem szczęścia, czy też bez. Bo, każdy z nas potrzebuje bliskości. 

środa, 22 grudnia 2021

Chce się żyć.

 

Taki już jestem, że lubię wracać do filmów czy też książek, które już, kiedyś wpadły w moje oczy czy ręce. By spojrzeć, na to może z nieco innej perspektywy życiowej i emocjonalnej. Tak właśnie było dzisiejszego popołudnia, korzystając z faktu, że posiadam Netflixa, wybrałem z listy film Macieja Pieprzycy "Chce się żyć", który już, kiedyś obejrzałem, a i czytałem książkę, na podstawie której jest adaptacja filmu. Moja perspektywa życiowa się, bardzo zmieniła od tamtej pory, ale emocje towarzyszyły mi takie same, jak wtedy, kiedy czytałem i oglądałem po raz pierwszy, ale, za to dużo głębsze przemyślenia, niż parę lat wstecz. Wiem, jestem myślicielem i wrażliwcem, nie wstydzę się, tego i dobrze mi z tym 😊. I tymi przemyśleniami chce się z Wami podzielić.
Mateusz jest osobą cierpiącą na bardzo ciężką postać Mózgowego Porażenia Dziecięcego, bo czterokończynową spastyczną i w dodatku nie mówi, lecz Jego mama próbuje usilnie przekonać lekarzy, że nie jest on roślinką, a zdrowym intelektualnie chłopakiem, lecz według lekarki zachowanie Mateusza nie różni się, niczym od zachowania jej psa. Cóż sam, kiedyś zostałem porównany do osoby chorej na nowotwór mózgu przez jednego z moich nauczycieli, na szczęście nie zniechęciło mnie to do poznawania tajników komputerowego świata. Każdy rodzic wierzy, że jego dziecko, stanie kiedyś na nogi i zacznie chodzić i zrobi wszystko, by tak się, stało, nawet kosztem własnego zdrowia. Tak też było w przypadku, rodzice imali się, różnych zajęć, by zapewnić mu i młodszemu rodzeństwu, jak najlepszy byt, zaniedbując zdrowie. Młodsze rodzeństwo uważało Mateusza, za samo zło, zwłaszcza siostra, która równie, jak lekarka uważała go, za głupiego. W życiu chyba większości chłopaków z MPD Tata jest bohaterem czy, jak to Mateusz nazwał czarodziejem, który mówił mu będzie dobrze. Śmierć Taty  i problemy zdrowotne Mamy doprowadziły, że Mateusz został oddany do specjalnego ośrodka, bo po co zajmować się, kaleką. Lepiej sobie ułożyć życie, mam na myśli rodzeństwo, bez niepasującego do układanki puzzla i przysyłać mu pozdrowienia z każdego portu, jak to miało miejsce w przypadku brata, który był marynarzem. Kadry z ośrodka, w którym był bohater, przypomniały mi niezbyt fajne wspomnienia z dzieciństwa, bo najprawdopodobniej były to kadry ze szpitala, który miał być już dawno temu dla  mnie przepustką do teraźniejszości, ale wygrała tęsknota, za bliskimi. I to, cudowny skalpel dr. Repetunova i Jego anielskie serce, okazały się, tym panaceum. Wypadki bohatera w tym, że przytułku to nie tylko ukazanie tego, co z naszym ciałem robi spastyka, ale też bezsilność i rozpaczliwy krzyk — ja jestem, ja żyję, mam potrzeby i rozumiem! Chce kochać i być kochanym!  Dopiero jedna z terapeutek, zauważyła ten krzyk i pokazała, że Mati to nie roślinka, a osoba, z którą można komunikować się, za pomocą pisma obrazkowego. Wtedy zrobiło się o nim, na tyle głośno, że doczekał się, on własnego pokoju w ośrodku, czy pojawił się, artykuł w gazecie.
Artykuł, który doprowadził do tego, że został zabrany do domu na święta Bożego Narodzenia, bo było się, kim pochwalić. Ale, jak sam bohater stwierdził, który jest zarazem narratorem w filmie — to już nie jest mój dom. Na koniec powiem łatwiej, jest patrzeć na opakowanie, które nie zawsze jest ładne i kolorowe, niż zajrzeć do jego zawartości, czyli naszego wnętrza.    

Powiązany link

czwartek, 29 października 2020

MARGARITA WITH A STRAW

 

źródło: www.filmweb.pl
W wolnym tłumaczeniu jest to, rodzaj drinka ze słomką. Spokojnie nie będzie to post, jaki drink najlepiej smakuje 😉. A o filmie, który ostatnio obejrzałem. Laila od urodzenia zmaga się z Mózgowym Porażeniem Dziecięcym, kocha muzykę i ją tworzy. Dzięki jej talentowi zespół, dla którego pisze teksty i komponuje muzykę, wygrywa festiwal debiutów. Jednak zostaje wygwizdana  przez publikę, gdy wjeżdża na scenę, bo jest powyginana przez ten pakiet szczęścia, z którym przyszła na świat. Przecież w show-biznesie jest miejsce tylko sprawnych. Jeden z liderów zespołu, wpada jej w oko, lecz on widzi, w niej tylko przyjaciółkę. Marzeniem głównej bohaterki jest studiowanie muzyki, Laila dostaje się na studia do Nowego Yorku. Radość Laily miesza się ze smutkiem, kategoryczne NIE, mówi jej ojciec, bo przecież córka nie jest na tyle samodzielna, by przeprowadzić się z Indii do Stanów Zjednoczonych. Koniec końców dziewczyna rozpoczyna, nowy etap swojego życia, który wywraca jej dotychczasowe życie do góry nogami. Studentka z racji swojej niepełnosprawności, potrzebuje asystenta. Jared wpada jej w oko i rodzi się między nimi więź. Powiecie całkiem normalna kolej rzeczy. Też tak myślałem 😎. Pewnego razu Laila, wracając z uczelni, napotyka się na protest i o mały włos nie zostaje poturbowana. W sukurs przychodzi jej niewidoma aktywistka Khanum, między dziewczynami rodzi się przyjaźń. Czarnoskóra przyjaciółka, zabiera Lailę pierwszy raz w życiu do klubu. Sprawna inaczej wypija pierwszego w swoim życiu drinka, bo dotychczas piła tylko colę. Alkohol robi swoje, między przyjaciółkami dochodzi do zbliżenia 👀. Dziewczyna angażuje się w związek z niewidomą. Jednak boi się opinii swoich rodziców. Aczkolwiek uparcie broni swoich racji, że mimo swojej niepełnosprawności. Ma prawo kochać i być kochaną, bo też ma potrzeby, jak każdy człowiek. Jednak pod wpływem słabości Laila zdradza swoją ukochaną z Jaredem. Laila dowiaduję się, że jej mama jest śmiertelnie chora i do ostatnich dni czuwa przy jej łóżku. Oglądając ten film, miałem mieszane uczucia, bo jestem konserwatystą, a jednocześnie rozumiem, że każdy ma prawo kochać, kogo chce. Szanuję to 😉, Druga rzecz, która mnie bardzo zdziwiła to odwaga w pokazywaniu scen erotycznych. Brawa dla aktorki, za świetne wcielenie się w rolę osoby z MPDz, bo przecież nie jest łatwo odegrać ograniczenia związane z tym schorzeniem, czy przykurcze. Na koniec powiem, każdy prawo spełniać marzenia i kochać.
         

sobota, 29 grudnia 2018

"Ze wszystkich sił".

źródło: Filmweb
Czy zdrowy, czy niepełno sprytny (czyt. niepełnosprawny), chce wyjść poza  przysłowiowe cztery ściany, przeżywać nowe przygody. Nie inaczej jest w przypadku Juliena zmagającegojącego się Mózgowym Porażeniem Dziecięcym, którego jedynym zajęciem jest podziwianie malowniczych  górskich widoków oraz oglądanie przechodniów, za pomocą lunety.  Pewnego dnia ucieka z domu, zostawiając swoim bliskim kilka zapisanych słów zapisanych w edytorze tekstu, ta ucieczka jest swoistą próbą zwrócenia uwagi na siebie swojego ojca, który nie może zaakceptować „inności” swojego syna. Tylko czy naprawdę jest „inny”? Jednak ucieczka nic nie zmienia w ich relacjach, młodzieniec, wiedząc, że jego ojciec przed laty, był wyczynowym sportowcem. Próbuje zbliżyć się do niego poprzez namówienie go do wspólnego startu, w corocznych zawodach IROMAN, we francuskiej Nicei. Początkowo ojciec szuka wymówki m.in. ,zwalając na kondycję, koniec końców Julienowi udaję się przekonać dawnego sportowca do wysłania formularza zgłoszeniowego. Problemem staję się przekonanie matki, która twierdzi, iż taki event, jest zbyt niebezpieczny dla wózkowicza, którego z matczynej troski najchętniej zamknęła, by nie wypuszczała z domu. Jednak widząc upór syna w dążeniu do celu się, zgadza. Nieoczekiwanie start obu Panów staje pod znakiem zapytania, gdyż regulamin zawodów nie dopuszcza startu osób niepełnosprawnych. Jednak Juliien się nie poddaje i organizatorzy zgadzają się na start obu śmiałków. Po wielu godzinach wyczerpujących treningów sprawny inaczej osiąga swój cel, ale nie bez przeciwności losu.
Fabuła filmu pokazuje nie tylko, jak ważna jest upartość w dążeniu do celu, ale i jak ważna jest rola ojca, w życiu niepełnosprawnego chłopaka. Patrząc na ten film ze łzami w oczach z dwóch powodów; widziałem obecnego siebie, który mimo kłód rzucanych pod „koła” i obaw bliskich dążę do wyznaczonych sobie celów, bo wiem, do czego moja odwaga i nieustępliwość mnie doprowadziła, było warto! I mam nadzieję, że jeszcze mnie do „czegoś” doprowadzi 😉.Drugi powód to z powodu, którego zalewałem się łzami. To widziałem w fabule relacje z moim Tatą, która była zarazem trudna, jak i piękna - wiem, że wciąż się mną opiekujesz 💗. Nie bójcie się marzyć i sięgać po marzenia!

piątek, 23 lutego 2018

"Cudowny chłopak".


Rzadko wychodzę do kina, bo kino, do którego mam najbliżej jest nieprzystosowane niestety. Jednak tym razem postanowiłem zaryzykować, choć martwiłem się, czy będzie mi wygodnie siedzieć itp. I powiem Wam, nie żałuję, w zeszłą niedzielę wybrałem się z moimi bliskimi na seans, a moje obawy okazały się bezpodstawne. Oglądałem seans z perspektywy mojego osobistego krzesła, specjalnie dla mnie, w jednym z rzędów, było wyjęte siedzenie. Wszystko po to bym czuł się komfortowo podczas oglądania.
August dziesięcioletni chłopiec z zamiłowaniem do fizyki i poczuciem humoru. Wydawać by się mogło nic nadzwyczajnego, mimo młodego wieku, nie może żyć, jak jego rówieśnicy. A wszystko to przez gen, który zdeformował mu twarz i nie wygląda, jak dzieci, w jego wieku. Mimo dziesięciu lat ma za sobą już dwadzieścia siedem operacji plastycznych twarzy. Z obawy przed wyśmiewaniem przez rówieśników. Bohater jest uczony przez mamę w domu, jednak przychodzi czas by August, zaczął normalnie chodzić do szkoły. Obawy rodziców sprawdzają się niestety. Jeden z rówieśników początkowo udaje tylko jego przyjaciela. A za plecami wyrządza chłopcu krzywdę, mówiąc kumplom: „Gdybym tak wyglądał, jak ten dziwoląg zabiłbym się” – jednak nie wie, że sam zainteresowany to słyszy. Młody fizyk nie ma ochoty już więcej chodzić do szkoły, jednak po namowie rodziny zmienia zdanie. Jack nie wie, co jest grane, gdy następnego dnia „dziwoląg” nie chce z nim rozmawiać. Gdy wszyscy są przeciwko niemu, bo boją się, że dziwny wygląd jest zaraźliwy. Jego bratnią duszą staje się dziewczynkę o imieniu Summer. Ta dziewczynka przypomina mi z wyglądu i z zachowania, moje młodsze kochane słońce ;) Z czasem do dziewczynki dołącza Jack. Staje się jego najlepszym kumplem z ławki, gdy inni dokuczają Cudownemu chłopcu, on postanawia policzyć się z nimi. Koniec końców wygrywa z Augustem konkurs fizyczny, zostawiając innych daleko z tylu. Sytuacja całkowicie się zmienia, gdy August udaje się na szkolną wycieczkę, wtedy nawet pseudo przyjaciele się prawdziwymi przyjaciółmi. Pójście chłopca do szkoły zmienia nie tylko jego życie, ale i też jego bliskich. Jednak szczegóły zobaczycie na kinowym ekranie ;) 
„Wujek, kiedy się na Ciebie patrzyłam, to Ty tylko płakałeś” – to prawda, bo patrzyłem na ten film, z własnej perspektywy. Na szczęście ja nigdy nie miałem problemów, z akceptacją wśród rówieśników. Jednak miałem takie same obawy jak August. Widać mam szczęście do osób, które Bóg stawia na mojej drodze, bo dla moich Przyjaciół nie liczy się mój wygląd, ale to, jaki jestem. I ZA TO WAS KOCHAM! <3  
      
Powiązane posty:
Opiekun
Ja tańczę w środku
Hasta la vista

poniedziałek, 12 lutego 2018

"Opiekun".


Głównymi bohaterami są David i Travor. David jest pisarzem, jednak po stracie syna postanawia uciec od pisania. Tą swoistego rodzaju ucieczką, jest ukończenie kursu opiekuna osoby niepełnosprawnej. Wszystko po to, by spróbować, na nowo spróbować budować relacje międzyludzkie. Travor — jest jego pierwszym podopiecznym, w wieku trzech lat zdiagnozowano u niego dystrofię mięśniową Duchenne'a. Jego nogami jest wózek elektryczny, potrafi wprawić w zakłopotanie swoimi hasłami o podtekście erotycznym. Jego ulubionym zajęciem jest jedzenie gofrów i kebabów oraz komentowanie wyglądu dziewczyn, w kontekście erotycznym. Podczas gdy matka jest pochłonięta pracą na stanowisku kierownika bankowej korporacji, w Stanach Zjednoczonych. Współpraca między chłopakami idzie, jak po grudzie. Ze względu na to, o czym wspomniałem wcześniej. Jednak z czasem dystans między nimi skraca się i stają się przyjaciółmi. Travor wyznaje opiekunowi swoje najskrytsze marzenia. Pokazuje mu własnoręcznie zrobioną mapę z miejscami, które chciałby odwiedzić, jest świadom, ile życia mu jeszcze zostało. Epicentrum tego marzenia, jest „Wielka dziura”, w Stanach Zjednoczonych. David postanawia spełnić marzenia swojego podopiecznego i obmyśla plan eskapady. Jednak pojawia się problem, a mianowicie sprzeciw zapracowanej i nadopiekuńczej matki. Jej argument początkowo wydaje się dobry – Travor musi na noc być podłączany do respiratora. Jednak David nie poddaje się i koniec końców. Zapracowana pani bankier się zgadza i chłopaki wraz z niezbędnym dla życia respiratorem. Wyruszają w eskapadę, na twarzy chłopaka widać ogromną radość. Na jednym z postoi poznają autostopowiczkę Doth, która początkowo ma ich za zboczeńców. Jednak szybko cała trójka znajduje wspólny język, a między młodymi rodzi się, mogę śmiało powiedzieć miłość. Travor zdobywa się na odwagę i zaprasza urodziwą dziewczynę na randkę. W czasie podróży Trawor pragnie po drodze do celu, poznać ojca. Który jest właścicielem salonu z luksusowymi autami. Chce go spytać, dlaczego Go zostawił, dowiedziawszy się, że będzie sprawny inaczej. Jednak, zamiast wyjaśnień biznesman próbuje wynagrodzić synowi swoją nieobecność plikiem dolarów… Co u młodzieńca powoduje rozgoryczenie. Jednak czy mogło, być inaczej? W tej sytuacji chce wracać do domu, kosztem niespełnionego marzenia. Jednak współtowarzysze nie pozwalają mu na to. I spełnienie głównego marzenia stało się faktem ;) A jakie, były pozostałe?  Przekonajcie się sami, oglądając ten film ;) Nie, byłbym sobą gdybym nie szukał punktu wspólnego między bohaterami a samym sobą. Sam kiedyś nie wierzyłem, że moje marzenia staną się rzeczywistością i walczyłem z rodzicami, którzy myśleli, że bez ich opieki stanie mi się krzywda. Jednak ich realizacja nie, byłaby możliwa. Bez osób, które pokazały mi, że MOGĘ. A teraz już sam to wiem i idę po swoje. Nie raz się z Wami podzielę emocjami i radością, po odfajkowaniu kolejnych celów. Drodzy rodzice my potrafimy dużo więcej niż Wam się, wydaje i nie zamykajcie swoich dzieci pod kloszem, które zwie się nadopiekuńczość. A sprawni inaczej realizujcie swoje marzenia!     
Szczyt marzeń niepełnosprawnego
Powiązane wpisy:
"Ja tańczę w środku".
"Hasta la vista".

sobota, 29 października 2016

"Hasta la vista".

To film opowiadający o paczce, trzech wózkowiczów. Jak każdy wózkowicz o czymś marzy, tak i oni nie są obdarci z marzeń. Ich marzeniem jest…. doznać przyjemności erotycznych z kobietą. Proszę się nie obawiać erotycznych scen, mnie samemu takie myśli, pojawiły się w głowie  ;) Jednak nie czuję się rozczarowany, a wręcz przeciwnie. W tym też celu obmyślają plan podróży, której celem w rozmowie z rodzicami jest Paryż, lecz to piękne miasto. Jest tylko przykrywką , bo prawdziwym celem jest dom publiczny, obsługujący wózkowiczów. Nadopiekuńczy rodzice w końcu ulegają i pozwalają swoim synom. Na zwiedzanie „Paryża” ;) Sytuacja się komplikuje, gdy jeden z nich się dowiaduje. Iż jego choroba nowotworowa postępuje i w każdej chwili może umrzeć. Kumple w trosce o jego życie, chcą zrezygnować z wyprawy. Jednak on stawia zdecydowany sprzeciw. By pozwolili mu ostatnie chwile jego życia, przeżyć tak jak tego pragnie. Jednak rodzice mówią stanowcze NIE, w obecnej sytuacji. Jednak ich zakaz na nic się zdaje, bo są na tyle zwariowani i zmotywowani, iż po kryjomu wydostają się z domów i następnego dnia o poranku. Wyruszają w voyage samochodem, który powiedzmy limuzyną nie jest ;)  Ich kierowcą a zarazem opiekunką, jest kobieta, którą nazywają mutantem. Ze względu na wygląd i posturę. Początkowo ich współpraca nie układa się najlepiej. Jednak z czasem ich stosunki ulegają znacznemu ociepleniu. Kobieta mutant okazuje się pielęgniarką, co znacznie ułatwia im współpracę. Dzięki niej poznają smak biwakowania i spania pod namiotami. W jednym z hoteli czeka na nich, nie fajna atrakcja. Spotkanie z rodzicami, którzy nalegają, by zrezygnowali i wrócili z nimi do domów. Jednak oni nie dają za wygraną i ruszają dalej, by dotrzeć do celu. Przy grillu i lampce wina opowiadają, kim by byli, gdyby nie wózek. W końcu docierają do celu, jednak dopiero za drugim razem, dopinają swego. Gdyż pierwsze podejście kończy niepowodzeniem, z powodu pogorszenia się stanu zdrowia, chorującego na nowotwór przyjaciela. Idealnie pasującymi do tej sytuacji są słowa: „Jeden za wszystkich, wszyscy za jednego”. Wreszcie ich marzenie zostaje spełnione, lecz słabowidzący rezygnuje w ostatniej chwili. Gdyż zakochuje się w mutancie. I to z nią przeżywa miłosne doznania. Życie jest brutalne, ale i piękne chorujący na nowotwór umiera, zaś słabowidzący odchodzi ze swoją wybranką. Co się dzieje z pyskatym? Tego ze scenariusza się nie dowiemy.
Jaki morał z tego filmu? Nigdy nie przestawajmy marzyć, bo nie wiemy. Co na nas czeka za rogiem ;) Powiem Wam moim marzeniem, jest również wyjazd, bez opiekuna z domu. Jak tak patrzyłem na te ich przygotowania i samą wyprawę. Myślałem; „fajnie by było”. Może i ja wpadnę na jakiś szalony pomysł, z którymś, z moich Przyjaciół. Kto to wie? ;)      

Powiązane posty:

"Ja tańczę w środku".

poniedziałek, 24 października 2016

"Ja tańczę w środku".

Jako, że lubię sam siebie zaskakiwać, moi bliscy i przyjaciele wiedzą o czym mówię ;) Postanowiłem maleńką nutkę szaleństwa, z mojego życia, przenieść na moje „ dziecko”. Tak nazywam swojego bloga ;) Czy ten eksperyment się powiedzie? Nie wiem sami ocenicie ;) Podobno punkt widzenia zależy, od punktu siedzenia. Trudno mi się z tym nie zgodzić. Czasem odskocznią od pomarańczowego pola jest książka, czy też film. O takich jak ja, a czasem i ciężej chorych. Wszystko po to by jeszcze bardziej zrozumieć, jak ja to mówię „inność”. Człowiek uczy się całe życie i odrabia kolejne lekcje rzucane przez los.  Choć tak naprawdę wszyscy jesteśmy tacy sami, bez względu na rodzaj niepełnosprawności.
„Ja tańczę w środku” – to historia opowiadająca, o przyjaźni dwóch  niepełnosprawnych przebywających w ośrodku dla niepełnosprawnych. Początki zawsze są trudne, tak jest i w tym filmie. Pełny życia  Roy chorujący na dystrofię, wyglądający oryginalnie ze względu na fryzurę, a także na ordynarny sposób wysławiania się. Już na „dzień dobry” pokazuje, iż współpraca z nim, będzie nie lada wyzwaniem. Dla pensjonariuszy ośrodka, jak i wychowawców. Poznaje tam zamkniętego, w sobie chorującego na mózgowe porażenie dziecięce – Michaela. Z którego na początku drwi i wyśmiewa, poprzez próbę pokazania, swojej wyższości nad innymi. A także nietolerancję. Ciekawość zwycięża i szybko ten wydawać by się stanowczy i opryskliwy Roy. Przełamuje lody wszystko po to, by pokazać Michaelowi, jak wygląda prawdziwe życie. Ten spokojny i potulny dotychczas Michael, poznaje smak alkoholu, zabaw  w jednej z dyskotek. Następnie namawia go do walki z urzędnikami o własne mieszkanie. Zostaje tym samym jego „prawnikiem”, gdyż mowa Michaela pozostawia wiele do życzenia. Jako jedyny go rozumie. Walka o większą samodzielność i swobodę, kończy się sukcesem. Obaj mówią murom ośrodka „do widzenia”. Zaczynają życie na własny rachunek, z ładnej urody blondynką – ich opiekunką. Michael zakochuje się w niej, co staje się problemem, dla opiekunki. Gdyż szczytem jej marzeń, nie jest życie u boku „dziecka”. Które wymaga pomocy, w podstawowych czynnościach życiowych. Zaś ona nie cierpi na brak adoratorów, ze względu na swoją nietuzinkową urodę. Jednak miarka się przebiera, gdy przepraszam za wyrażenie. Pyskaty Roy swoimi tekstami; „rób co Ci każe, za to Ci płacimy”. Młoda opiekunka mówi dość i obaj Panowie, zostają bez opiekuna. W ich głowach pojawia się myśl, o powrocie do przytułku. Koniec końców tak się też dzieje, lecz wraca sam Michael, po ostatnim pożegnaniu swojego Przyjaciela Roy’a. Który w wyniku powikłań po zapaleniu płuc umiera… ;( Ktoś powie tak może być tylko w filmie. O tuż nie! Na każdego z Nas, może gdzieś czeka taki „Roy”. Który pomaga zrozumieć wiele rzeczy. Takie osoby są czasem przystankiem do prawdziwej przyjaźni ;) Bo przyjaźni potrzebuje każdy z NAS.