niedziela, 10 maja 2026

Miał być przełom i powrót na siatkarski szczyt. Wyszło… jak zwykle😉.

Jeszcze nie wiemy, kto zdobędzie złoty medal PlusLigi w sezonie 2025/26, ale wiemy, że był to kolejny rozczarowujący sezon w wykonaniu Asseco Resovii Rzeszów. Zaskoczeni😉?

Drugą część nagłówka nie zmienia od lat, w przeciwieństwie do składu i tego, kto zasiada na trenerskim stołku (jakże gorącym) drużyny z Podpromia — te dwie rzeczy zmieniają się co sezon. Ktoś powie, że jak się nie zmienia, sezon temu było szóste miejsce, teraz czwarte😋. Tym razem gwarancją sukcesu miała być magiczna różdżka trenera Massimo Bottiego, który wraz z Bogdanką LUK Lublin zdobył historyczne dla tego klubu złoto PlusLigi i rozegranie Marcina Janusza (o pozycjach nieco później). Nie od dziś wiadomo, że włodarze klubu z Podpromia ściągają do Rzeszowa tych, którzy wyróżniają się w lidze, bo oni zagwarantują "Pasom" powrót na siatkarskie salony. Przyznaję, że i ja do pewnego momentu wierzyłem, że warsztat i charyzma włoskiego trenera, mimo trudnego terenu do pracy, jakim jest rzeszowskie Podpromie, pozwolą okiełznać rzeszowskie indywidualności i zbudować z nich drużynę. Drużynę, która wreszcie da odrobinę radości swoim kibicom (w pojedynczych meczach dawała) i dołoży wreszcie jakieś trofeum do klubowej gabloty. Nie zobaczyliśmy okiełzania, stworzenia drużyny, która będzie gryźć parkiet w każdym spotkaniu. Takie są skutki, jeśli szkoleniowiec dostaje gotowy "twór" z zawodników, którzy ubierają "Pasiaka", tracą tym samym na jakości siatkarskiej dla liczby 0 w kontrakcie, a nie po to, by walczyć o trofea i nie decyduje się o ich doborze do składu😎. Dobrze nam znana sytuacja. Prawda? Ale bogatemu nikt nie zabroni😉. W zamian tego zobaczyliśmy falującego rzeszowskiego kameleona, który, mam wrażenie, przed meczem losował, jaką siatkówkę przedstawi swoim kibicom w danym meczu. Powodowało to nie tylko frustrację wśród kibiców, ale i nasilenie objawów zespołu niespokojnych rąk i nóg u osób siedzących za bandami reklamowymi w hali Podpromie. Bo przecież na papierze według wielu mieliśmy "kapelę" do grania o złotą "blachę". Tylko chciałem przypomnieć, że papier wszystko przyjmie, a weryfikuje siatkarski parkiet😉. Bez zagrywki, jakości z prawego ataku nie ma co marzyć o medalu w jednej z najsilniejszych lig siatkarskich na świecie i innych trofeach. Wiele razy widzieliśmy w tym sezonie obrazki, gdzie trener Botti bał się korzystać z „bazy", czy kabaret, gdzie Włoch chciał przechytrzyć rywala mało zrozumiałymi zmianami, które wywoływały chaos w jego drużynie. Co z tego, że PGE Projekt Warszawa zmiótł Asseco Resovię Rzeszów w "małym finale" z planszy, jak start przyszłorocznej Lidze Mistrzów, będzie sobie można kupić😊.  Czy w przyszłym sezonie nadal będziemy oglądać Włocha przy linii bocznej na rzeszowskim Podpromiu, mimo ważnego kontraktu? Na ten moment, na to pytanie nie znamy odpowiedzi. Czas na analizę poszczególnych pozycji po tych "kilku" słowach wstępu😎.

Rozegranie:

Obsada na tej pozycji oraz brak rozegrania od lat budziły kontrowersje wśród kibiców Asseco Resovii Rzeszów (u mnie również😂). Zarzegnać te wszystkie kontrowersje i dawać drużynie z Rzeszowa rozegranie z prawdziwego zdarzenia. Miał dać duet Marcin Janusz, Wiktor Nowak. Wszyscy wiemy, jakim wirtuozem w swoim fachu jest były już reprezentant naszego kraju i kapitan Asseco Resovii Rzeszów. I to pokazał w dobiegającym do końca sezonie ligowym w barwach Asseco Resovii Rzeszów. Pewnie wiele osób się ze mną niezgodzi, ale w wielu meczach kreowana przez niego gra, mimo nie najlepszego przyjęcia, ciągnęła grę "Wilków". Bywały także mecze, gdzie bawił się z rywalami, wystawiając swoim kolegom piłki do ataku  na czystej siatce. Nie bał się także podbijać piłek w obronie, co w przypadku jego poprzedników było to mission impossible😉. Teraz obudzi się we mnie serce kibica reprezentacji Polski. Szkoda, że Wiktor Nowak wybrał "bazę" od bycia pierwszym rozgrywającym w klubie, gdzie miałby szansę rozwijać swoje nie małe umiejętności, które pokazywał, gdy tylko dostawał szansę od trenera Bottiego. Co byłoby tylko z korzyścią dla biało-czerwonych barw narodowych.
 
Atak:

Lekarstwem na zdobywanie punktów z prawego ataku miał być powrót do Asseco Resovii Rzeszów Karola Butryna. Polskie przysłowie „Nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki” znalazło potwierdzenie w tym przypadku😉. Atakujący w wielu meczach zapominał loginu i hasła do gry w ataku, co kończyło się autowymi atakami i "gaszeniem światła" przez rywala. A jak już miał ten login i hasło, to rywale nie mieli czego zbierać. Czy taką formę powinien prezentować pierwszy atakujący drużyny, która ma aspiracje medalowe? No chyba nie. Czy w następnym sezonie regularność będzie mocną stroną Karola Butryna? Czas pokaże, bo bez niej będzie słabo😎. Może lepiej wyglądałyby skuteczność i efektywność w ataku Asseco Resovii Rzeszów z prawego skrzydła. Gdybyśmy częściej na parkiecie widywali Jakuba Buckiego, który kolejny sezon kilkukrotnie udowodnił, że jest wartością dodaną zespołu. Nie raz, nie dwa trudno mi było zrozumieć decyzję o "przetrzymywaniu" w kwadracie dla rezerwowych zawodnika z numerem pięć na "pasiastej" koszulce. 


Środek:

Danny Demyanenko był dla mnie siatkarskim "no name", podobnie, jak największy pechowiec tego sezonu, Dawid Woch, gdy przychodził do drużyny z Rzeszowa. Z pełną świadomością powiem, że transfer kanadyjskiego środkowego do stolicy Podkarpacia to najlepszy zagraniczny transfer w tym sezonie PlusLigi. A jego flow z Marcinem Januszem i, jak to mówili ludzie znający się na siatkówce, "gumowy bark" w ataku, gra blokiem oraz gra w polu serwisowym odbierały rywalom ochotę do gry. Jednym słowem, good job, Danny💪! Wielu z Was (ja też) więcej obiecywało sobie po transferze Mateusza Poręby do zespołu, którego jest wychowankiem — ewidentnie koszulka w biało-czerwone pasy ciążyła mu. I choć bywały przebłyski dobrej gry, nie jestem jasnowidzem, ale wydaje mi się, że zdrowy Dawid Woch wysadziłby środkowego reprezentacji Polski z podstawowego składu. Cezary Sapiński, choć zagrał kilka spotkań w wyjściowym składzie, jakoś niezapadł mi w pamięć, podobnie jak środkowy z ojczyzny kangurów. Który był i tyle😊. 

Przyjęcie:

Wiadomo, że od tego elementu zależy powodzenie pierwszej akcji. Wszyscy widzieliśmy, że przez cały sezon mieliśmy ogromny kłopot z przyjęciem zagrywki przeciwnika. Mimo to potrafiliśmy zdobywać punkty w ataku z lewego skrzydła. Przez większą część sezonu liderem przez "L" tej formacji był Artur Szalpuk (nie da się cały sezon grać na wysokim poziomie). Dawał swojej drużynie nie tylko jakość siatkarską z lewego skrzydła (bawiąc się z premedytacją z blokiem rywali), ale też siał popłoch w ich szeregach swoim serwisem. Oprócz tego dawał rzeszowskim 🐺 dobry vibe, jak na lidera przystało💪. Jak dla mnie, to transfer "Szalupy" do Rzeszowa to transfer z 🔥. W późniejszej części sezonu pałeczkę w liderowaniu, w rzeszowskiej drużynie Artur Szalpuk przekazał Yacine’owi Louatiemu, który również dawał wiele dobrego czwartej drużynie PlusLigi. Szkoda tylko, że francuski przyjmujący nie prezentował takiej formy od początku sezonu i nie zobaczymy go już w przyszłym sezonie w koszulce drużyny z Podpromia. Podobnie, jak  Lukáša Vašiny, który również prawie cały sezon zmagał się z kontuzjami. Jak już się pojawiał na parkiercie, to był dobrym duchem drużyny, jak "Szalupa".  Klemen Čebulj w porównaniu z zeszłym sezonem poprawił jakość swojego serwisu, co było widać w wielu spotkaniach. Jeśli chodzi o grę w ataku, bywało różnie. A jak będzie w kolejnym, zobaczymy, bo słoweńskiego przyjmującego nadal obowiązuje kontrakt.

Libero:

Od przybytku głowa najwyraźniej bolała trenera Bottiego, bo nie wiedział, co z tym fantem zrobić. I Mercedes na tej pozycji Erik Shoji większość sezonu pojawiał się na zmianie jako przyjmujący? Zapewne nie z taką rolą przychodził amerykański libero na rzeszowskie Podpromie😉. I szkoda, że taka postać opuszcza PlusLigę, choć wcale mu się nie dziwię po tym, co spotkało go w Rzeszowie. Czy to normalne, że jeden z najlepszych libero na świecie pojawia się do poprawy przyjęcia za Artura Szalpuka? Czy to normalna sytuacja, że drużyna nie miała nominalnego pierwszego libero, tylko zawodnicy dowiadywali się bezpośrednio przed danym meczem, który w nim wystąpi na tej pozycji? I tak naprawdę ta niepewność odbiła się na formie całej trójki. Choć mnie najbardziej swoją grą przekonywał Michał Potera, który jest solidnym rzemieślnikiem w swoim fachu. Ta absurdalna sytuacja z trzema libero w drużynie świadczy o braku jakiejkolwiek wiedzy na temat drużyny siatkarskiej przez Pana menedżera Asseco Resovii Rzeszów😉.

PS. Każdy ma prawo do swojego zdania i nie każdy musi się zgadzać z moim podsumowaniem sezonu drużyny Asseco Resovii Rzeszów.

*foto: pochodzą z różnych stron








 

piątek, 8 maja 2026

Przez rzeszowskie bulwary na Podpromie.

Niestety losy brązowego medalu PlusLigi nie rozstrzygną się na warszawskim Torwarze. Asseco Resovia Rzeszów w środowe popołudnie niewykorzystała atutu własnej hali i przegrała z PGE Projektem Warszawa (0:3).

Choć moja obecność w hali Podpromie przynosi siatkarzom Asseco Resovii Rzeszów pecha😉 — tak było i tym razem. Po nieoczekiwanym zwrocie akcji w trzecim meczu o brązowy medal na warszawskim Torwarze, pomyślałem, że wybiorę się i zobaczę na własne oczy, czy siatkarzom Massimo Bottiego uda się doprowadzić do remisu w tej rywalizacji. 
Trener Massimo Botti wyznaje zasadę, że zwycięskiego składu się nie zmienia, i zaczął to spotkanie z Jakubem Buckim i Lukášem Vašiną w wyjściowym składzie. To nic, to nie dało, bo od pierwszych piłek siatkarze z Warszawy przyjechali na Podpromie z jednym celem – zdobyć brązowy medal (zdobyli go w pełni zasłużenie😎) i zapewnić sobie tym samym start w przyszłorocznej Lidze Mistrzów. Górując nad zespołem z Podpromia, w każdym siatkarskim elemencie. Szkoda, że rzeszowskie "Pasy" nie potrafiły dostosować poziomu swojej gry do jakości dopingu kibiców (oj, było głośno😁). Samym pierwszym tempem Marcina Janusza, granym z Danny Demyanenko, oraz pojedynczymi akcjami meczu z takim klasowym zespołem, jakim jest PGE Projekt Warszawa, się nie wygra. Oglądając to spotkanie, pomyślałem pół żartem, pół serio, że może lepiej byłoby rozegrać to czwarte spotkanie również na wyjeździe, bo jakoś we własnej hali zespół Asseco Resovii Rzeszów nie potrafił zagrywać😊. A zagrywka jest przecież kluczowym elementem, by odrzucić przeciwnika od siatki. 
Właściwie na tym powinienem zakończyć ten wpis, ale tak się nie stanie😎.
Już po tytule mogliście się domyśleć, jak spędzaliśmy czas przed meczem, którego mieliśmy bardzo dużo. Jedni uważają rzeszowskie galerie handlowe za największą atrakcję stolicy Podkarpacia. My, korzystając z pięknej pogody, postanowiliśmy spędzić ten czas spacerując po rzeszowskich bulwarach (to był mój pierwszy raz w tym zakątku Rzeszowa i zrobił na mnie wrażenie😎). Szkoda tylko, że w duecie, a nie naszym trio, ale w życiu nie zawsze jest tak, jak chcemy. By się schłodzić, miałem okazję skosztować kultowych rzeszowskich lodów "U Myszki" – faktycznie mniam😋. By nam przysłowiowe kiszki nie grały marsza, odwiedziliśmy także McDonald's.














*zdjęcia archiwum prywatne



poniedziałek, 4 maja 2026

PGE Projekt Warszawa już odbierał brązowe medale i... wróci na Podpromie.

Kibice PGE Projektu Warszawa wierzyli, że wczorajszego popołudnia na warszawskim Torwarze ich ulubieńcy odbiorą brązowe medale PlusLigi. Jednak tak się nie stało i wrócą na czwarty mecz do Rzeszowa.

Zagorzali kibice Asseco Resovii Rzeszów wierzyli, że nasi ulubieńcy przedłużą tę rywalizację co najmniej o jeden mecz. To samo zresztą zapowiadali sami siatkarze. Powiem otwarcie: nie wierzyłem w taki obrót sprawy po tym, co zobaczyłem w czwartkowym meczu, który odbył się na rzeszowskim Podpromiu😉.   
Rzeczywiście przez dwa i pół seta zapowiadało się, że PGE Projekt Warszawa zapewni sobie start w przyszłorocznej siatkarskiej Lidze Mistrzów, bo choć Asseco Resovia Rzeszów próbowała szarpać. To zespół trenera Kamila Nalepsi wyglądał na bardziej opanowany team, który wie, czego chce, w którym funkcjonował każdy siatkarski element💪. A pierwsze skrzypce w tym zespole odgrywali Bartosz Firszt, Bartosz Gomułka, a do tego duetu dołączył Jakub Kochanowski, który zagrał na swoim topowym poziomie - dobrze nam znanym z rozgrywek reprezentacji (swoje dołożył także Karol Kłos😎). Mam wrażenie, że zespół z Warszawy za szybko uwierzył w to, że jest posiadaczem brązowych medali. I ziściła się siatkarska prawda, która mówi, że kto nie wygrywa meczu prowadząc 2:0, przegrywa 2:3. A trener Massimo Botti postanowił zmniejszyć objawy zespołu niespokojnych rąk i nóg u jednego z baronów rzeszowskiego klubu, wpuszczając "z bazy" Lukáša Vašinę i Jakuba Buckiego.
Którzy dali drużynie z Rzeszowa "drugie życie” i odwrócili losy meczu, przedłużając tym samym rywalizację o brązowy medal PlusLigi co najmniej do środy: czeski przyjmujący dał swojej drużynie dobry vibe, a Joker w ataku Massimo Bottiego (MVP) dał przede wszystkim skuteczność z prawego ataku i sygnał do ataku z pola serwisowego (do tego sygnału, do ataku z pola serwisowego dołączył 
Klemen Čebulj, który nie tylko nagle zaczął dobrze serwować, ale i był opcją w ataku dla Marcina Janusza).  A statystyki Jakuba Buckiego mówią same za siebie: 17 punktów/as – 70% skuteczność w ataku💪.  Moim zdaniem polsko-czeski duet🐺 powinien rozpocząć środowe spotkanie w wyjściowym składzie😉.
Wczoraj siatkówka po raz kolejny pokazała, jak bardzo jest nieprzewidywalną dyscypliną, jednak wcale nie znaczy, że będzie Asseco Resovii Rzeszów łatwiej wygrać to spotkanie i wrócić na warszawski Torwar na piąte i decydujące spotkanie, kto zdobędzie brązowy medal. To wciąż gracze ze stolicy Polski są o krok od jego zdobycia. Drużyna z Podpromia musi pamiętać o tym.

*foto: pochodzą z różnych stron 




 

piątek, 1 maja 2026

Siatkarski skecz na Podpromiu z Massimo Bottim w roli głównej! PGE Projekt Warszawa krok od brązowego medalu PlusLigi.

Już w niedzielę możemy poznać zdobywcę brązowego medalu w dobiegającym końca sezonie PlusLigi. W drugim meczu "małego finału" Asseco Resovia Rzeszów została znokautowana przez PGE Projekt Warszawa (1:3).

Wielu fanatycznych kibiców Asseco Resovii Rzeszów wierzy, że tak się nie stanie i ich idole nagle nauczą się grać w siatkówkę, a tym samym rywalizacja o brązowy medal potrwa dłużej niż trzy spotkania😎.
Do wczorajszego późnego popołudnia też żyłem tym złudzeniem, licząc, że indywidualności z Podpromia wykorzystają atut własnego boiska i wyrównają stan rywalizacji — nic z tych rzeczy, bo siatkówka to gra zespołowa, nie indywidualna. Jednak w dalszym ciągu edukuję się jako kibic Asseco Resovii Rzeszów😋. Do wczorajszego wieczora myślałem, że spotkania wygrywa się poprzez dobrą realizację taktyki, którą nakreśli trener. Wczorajszego wieczoru, gdy oglądałem siatkarski skecz na Podromiu, okazało się, że są nowe elementy taktyki, by pokonać przeciwnika, i wcale nie muszą mieć one miejsca na siatkarskim parkiecie, a za linią boczną boiska😮. Takie rzeczy tylko na rzeszowskim Podpromiu🙈. Trener Massimo Botti chciał zaskoczyć rywala zmianami co kilka punktów — wywołało to jedynie chaos, zamieszanie i zdezorientowanie nie tylko wśród kibiców oglądających to spotkanie, ale także wśród zawodników przebywających na parkiecie. Świadczyło to tylko o tym, że mimo kończącego się sezonu włoskiemu trenerowi nie udało się stworzyć kolektywu z indywidualności, który będzie chciał ugrać jedynie 0 w kontrakcie, a nie trofea😉. Trudno stworzyć kolektyw z zawodników, jeśli nie decyduje się o ich doborze do składu😉. Trudno jest też myśleć o pokonaniu rywala, jeśli się nie ma drużyny gotowej mentalnie na to, by podnieść z parkietu trofea. Jak można pokonać rywala? Skoro jedynym skutecznym zagraniem po stronie Asseco Resovii Rzeszów we wczorajszym spotkaniu była gra pierwszym tempem.
To zespół trenera Kamila Nalepki od pierwszych piłek zachowywał się, jakby grał we własnej hali, narzucając swój styl gry gospodarzom. Dokładając skuteczną grę w obronie, która zamieniała się w ciosy w kontraataku. Ciosy, które sprawiały, że "Wilkom" powypadały "kły". Czy to powinny być atuty gości😊? Ich atutami byli też Bartosz Firszt i Bartosz Gomułka - młodego przyjmującego można śmiało nazwać katem Asseco Resovii Rzeszów. Prezes ma ciąg do dużych nazwisk, ale nie ma drużyny - ma jedynie zespół niespokojnych rąk i nóg😂. A zespół z Warszawy ma młodzież i drużynę, która potrafi i chce walczyć o medale💪. Piękno tej dyscypliny polega także na jej brutalności😍.

*foto: www.plusliga.pl