Niestety losy brązowego medalu PlusLigi nie rozstrzygną się na warszawskim Torwarze. Asseco Resovia Rzeszów w środowe popołudnie niewykorzystała atutu własnej hali i przegrała z PGE Projektem Warszawa (0:3).
Choć moja obecność w hali Podpromie przynosi siatkarzom Asseco Resovii Rzeszów pecha😉 — tak było i tym razem. Po nieoczekiwanym zwrocie akcji w trzecim meczu o brązowy medal na warszawskim Torwarze, pomyślałem, że wybiorę się i zobaczę na własne oczy, czy siatkarzom Massimo Bottiego uda się doprowadzić do remisu w tej rywalizacji.
Trener Massimo Botti wyznaje zasadę, że zwycięskiego składu się nie zmienia, i zaczął to spotkanie z Jakubem Buckim i Lukášem Vašiną w wyjściowym składzie. To nic, to nie dało, bo od pierwszych piłek siatkarze z Warszawy przyjechali na Podpromie z jednym celem – zdobyć brązowy medal (zdobyli go w pełni zasłużenie😎) i zapewnić sobie tym samym start w przyszłorocznej Lidze Mistrzów. Górując nad zespołem z Podpromia, w każdym siatkarskim elemencie. Szkoda, że rzeszowskie "Pasy" nie potrafiły dostosować poziomu swojej gry do jakości dopingu kibiców (oj, było głośno😁). Samym pierwszym tempem Marcina Janusza, granym z Danny Demyanenko, oraz pojedynczymi akcjami meczu z takim klasowym zespołem, jakim jest PGE Projekt Warszawa, się nie wygra. Oglądając to spotkanie, pomyślałem pół żartem, pół serio, że może lepiej byłoby rozegrać to czwarte spotkanie również na wyjeździe, bo jakoś we własnej hali zespół Asseco Resovii Rzeszów nie potrafił zagrywać😊. A zagrywka jest przecież kluczowym elementem, by odrzucić przeciwnika od siatki.
Właściwie na tym powinienem zakończyć ten wpis, ale tak się nie stanie😎. Już po tytule mogliście się domyśleć, jak spędzaliśmy czas przed meczem, którego mieliśmy bardzo dużo. Jedni uważają rzeszowskie galerie handlowe za największą atrakcję stolicy Podkarpacia. My, korzystając z pięknej pogody, postanowiliśmy spędzić ten czas spacerując po rzeszowskich bulwarach (to był mój pierwszy raz w tym zakątku Rzeszowa i zrobił na mnie wrażenie😎). Szkoda tylko, że w duecie, a nie naszym trio, ale w życiu nie zawsze jest tak, jak chcemy. By się schłodzić, miałem okazję skosztować kultowych rzeszowskich lodów "U Myszki" – faktycznie mniam😋. By nam przysłowiowe kiszki nie grały marsza, odwiedziliśmy także McDonald's.
*zdjęcia archiwum prywatne
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz