poniedziałek, 12 października 2026

Anna Tomanek – Moje życie z porażeniem 4K. Moja recenzja.

Nie każdy jest idealny, ale każdy ma prawo spełniać swoje marzenia. I naprawdę nie ma znaczenia, czy jest osobą pełnosprawną, czy żyje z niepełnosprawnością — bo nie jesteśmy prostą kreską, lecz paragrafem.
Pewnie zastanawiacie się, skąd taki wstęp. Spokojnie, nie upadłem na głowę😉— to nawiązanie do słów, które pojawiają się w tej biografii, która została napisana nosem. Świetnie tutaj pasuje powiedzenie – dla chcącego nic trudnego😎 . Jej autorka jest moją „koleżanką po fachu”: zmaga się z tą samą niepełnosprawnością i tą samą postacią MPD.
Sięgając po tę książkę, zastanawiałem się, czy — tak jak w innych historiach, gdzie przewija się mój „pakiet szczęścia” — znajdę w niej coś z siebie. Znalazłem. I nie jedną łzę uroniłem 😊, bo odnalazłem w niej nie tylko własne emocje, ale też twarze osób, które dobrze znam i które noszą ten sam „pakiet szczęścia”. Uśmiech, empatia i wrażliwość — to moje drugie imiona 😊. 
Napisanie książki nosem to tylko jeden z wielu przykładów, w których Ania pokazuje, że jeśli czegoś naprawdę się chce, to można to osiągnąć — choć bez pomocy dobrych ludzi byłoby to niewykonalne. Mam nadzieję, że autorka się nie obrazi za zwracanie się do niej per Ty 😉.
Jej biografia nie tylko motywuje osoby z niepełnosprawnościami do działania, ale też rozprawia się ze stereotypami dotyczącymi naszego życia. Wciąż jest wiele osób, które myślą, że mamy wszystko „na pstryknięcie palcem”. Tak nie jest — ta książka bardzo wyraźnie to pokazuje. Od pierwszego tchu musimy walczyć, z lepszym lub gorszym skutkiem, bo każdy przypadek MPD jest inny. To właśnie sprawia, że każda osoba żyjąca z tym stanem jest wyjątkowa.
Każdy ma swoje mniejsze lub większe Kilimandżaro. Autorka zdobyła je dwa razy — dzięki upartości i nieocenionej pomocy mamy ukończyła studia I i II stopnia na kierunku socjologii. Kolejnym szczytem była praca, bo — jak sama mówi — każdy chce czuć się potrzebny, a praca daje poczucie spełnienia, mimo niedoskonałości.
„Moje życie z porażeniem 4K” to otwarcie się autorki w stu procentach. Widać to w każdym zdaniu, jeśli czyta się uważnie. Dotyka strun duszy, które uruchamiają łzy, bo — jak pisałem wcześniej — analogii do mojej osoby nie brakowało 😍.
Jedną z nich chcę się z Wami podzielić: nigdy nie byłem izolowany od swoich siostrzenic. Od najmłodszych lat były oswajane z moim „pakietem szczęścia”, dzięki czemu do dziś nie boją się ze mną spędzać czas. Potrafią poświęcić wolne popołudnie na dojazd tylko po to, by nasz the best team spędził ze sobą kilka godzin.
Z wieloma przemyśleniami autorki się zgadzam, z kilkoma nie — i mam do tego prawo. Lektura umilała mi słoneczne jesienne popołudnia, ale też skłoniła do refleksji nad sobą. Mam nadzieję, że tą amatorską recenzją zachęcę kogoś do lektury i własnych przemyśleń 😊.

*grafika: autor Anna Tomanek oraz archiwum prywatne
 

poniedziałek, 5 października 2026

„Winiar", czy ktoś nam podskoczy z taką kapelą? 🎸 No nie wiem, Prezesie.

Medale Mistrzostw Europy rozdane – polscy siatkarze obronili tytuł najlepszych na starym kontynencie, zapewniając sobie tym samym start na igrzyskach olimpijskich w LA. To znak, że sezon klubowy jest za pasem. Nie jest to dobra wiadomość dla rywali Aluronu CMC Warty Zawiercie w Tauron Lidze, ale i na arenie międzynarodowej 😎.

Tytuł mógłby spokojnie być dialogiem prezesa Kryspina Barana z trenerem Michałem Winiarskim — i wcale nie jest to pytanie na miejscu, lecz pytanie retoryczne 😉. Bo skład, który zmontowali „Jurajscy Rycerze”, jasno pokazuje, że nie tylko na krajowym podwórku chcą wygrać wszystko, co jest do wygrania. Tak naprawdę tylko Lublin i Warszawa mogą spróbować ich powstrzymać — i znowu pewnie podpadnę kibicom rzeszowskiej Asseco Resovii, tak powiedziawszy 😁.

Z takim składem nie ma sensu zatrzymywać się na zawładnięciu jedynie polską ligą. Dla mnie są jednym z dwóch głównych kandydatów do wygrania siatkarskiej Champions League, a może i grudniowych Klubowych Mistrzostw Świata 💪. Każdy puzzel pasuje idealnie do żółto‑zielonej układanki „Winiara” — to także dowód na profesjonalizm w budowaniu tej kapeli 😉.
Można by zapytać: i z kim drużyna z Zawiercia ma przegrać 😋? Niejeden trener klubowy chciałby mieć takie siatkarskie galacticos, jakie są w Zawierciu. Ten dream team oznacza dla „Winiara” ból głowy, ale rotacje w składzie idą w parze z walką o tyle trofeów. Zalet Miguela Tavaresa nikomu przedstawiać nie trzeba — to gwarancja finezji w kreowaniu gry „Jurajskich Rycerzy”. A także pewność, że jego float będzie łamał przyjęcie rywala jak zapałki 😎. Jego zmiennikiem będzie Amerykanin Michael Wright, który już w meczach reprezentacji pokazał niemałe umiejętności. Czy tak samo będzie w ekipie mistrza Polski?

Czy jest jakaś drużyna na krajowym podwórku, która nie chciałaby mieć takiego kwartetu przyjmujących? Fornal, Kwolek, Russell i do tego Łaba, który potrafi wejściem odmienić losy seta czy meczu — zwłaszcza swoją grą w polu serwisowym. To trio potrafi nie tylko zadawać rywalom ciosy z lewego skrzydła, ale też dawać ogrom w defensywie. Z tej strony poznaliśmy Tomasza Fornala podczas niedawno zakończonych Mistrzostw Europy — ale przecież rycerz musi nie tylko atakować, ale też bronić 😊.

Mistrz Europy i mistrz świata na ataku — brzmi jak koszmar dla rywali, z którymi będzie się mierzyć dream team z Zawiercia. Koszmar dla rywali, a dla trenera Winiarskiego… środki na ból głowy, bo na którego atakującego postawić? Bartłomiej Bołądź i Kamil Rychlicki na pewno sporo napsują rywalom krwi swoją grą, a okazji nie zabraknie 💪.

Jeśli tylko zdrowie dopisze Mateuszowi Bieńkowi i Jakubowi Kochanowskiemu, rywalom będzie się robić ciemno przed oczami od ich gry w bloku. A po ich atakach ze środka siatki i serwisach nie będzie czego zbierać — jednym słowem: zbroje nie do przejścia 😍. Adrian Markiewicz i Miłosz Zniszczoł dają nie tylko możliwość rotacji na wypadek niedyspozycji „Bienia” lub „Kochana”, ale też solidną alternatywę sportową.

Dawid Ogórek to jakościowy zmiennik dla „Piwka”, najlepszego libero Mistrzostw Europy, który też będzie potrzebował odpoczynku — bo jest człowiekiem, a nie maszyną do grania 😊.

PS. Oby tylko kibice mistrza Polski doczekali się hali na miarę potencjału!

źródło: www.siatka.org 






środa, 30 września 2026

Obronili siatkarski tron Europy — bilet do LA w kieszeni! 👑🏐✈️

Krótko mówiąc: pozamiatali. Reprezentacja polskich siatkarzy Nikoli Grbicia nie zostawiła rywalom żadnych złudzeń — wygrała wszystko, co było do wygrania w tym sezonie.

Jeszcze przed sezonem wiedzieliśmy, co daje obrona tytułu mistrza Europy — nasi siatkarze sami powtarzali, że jadą tam po złoto i bilet na igrzyska olimpijskie w Los Angeles za dwa lata. Ja próbowałem studzić ten napompowany balonik, bo wiadomo: to jest sport, wszystko mogło się wydarzyć. A oni? Jak powiedzieli, tak zrobili 💪.

Nikola Grbić po raz kolejny udowodnił, że jest odpowiednim człowiekiem na odpowiednim miejscu. Z naszymi Orłami zdobył 10 medali na 10 imprezach, w których prowadził reprezentację. Zbudował kolektyw, w którym każdy zna swoje miejsce i zadanie — choć niektórym trudno pogodzić się z rolą, jaką dostali (o tym później 😉). Pokazał nam, kibicom, że jego wybory personalne mają sens w 100%, a każdemu ze swoich wybrańców dał pełną wiarę w ich możliwości.

Zapewnienie sobie prawa startu na igrzyskach w Los Angeles nie oznacza jednak spokojnej głowy dla Grbicia — oj, nie. Za rok mistrzostwa świata na polskiej ziemi, a złota z tej imprezy brakuje w dorobku serbskiego selekcjonera. Do tego trzeba już zacząć myśleć, kogo zabrać na pokład samolotu do LA w 2028 roku. A ja już widzę jednego kandydata na pasażera — w osobie Jakuba Majchrzaka 😎.

Rozegranie:

Marcin Komenda już w zeszłym sezonie reprezentacyjnym pokazał, że potrafi grać na „duże siatkarskie bramki” — a ten sezon tylko to potwierdził. Nikola Grbić zaufał mu i pozwolił mu urosnąć jako rozgrywającemu, stawiając na niego jako na swojego „pierwszego”. Widać to było na tej imprezie: Komenda nie bał się korzystać ze wszystkich stref, w każdym meczu prowadził grę odważnie, a do tego dokładał taktyczną zagrywkę, która regularnie łamała przyjęcie rywali.

I to on jest dla mnie rozgrywającym turnieju — nie Antoine Brizard. Dla mnie selekcja na tej pozycji w kontekście LA jest już zamknięta 😉.

Atak:

Po przerwie Bartosza Kurka było jasne, że Bartłomiej Bołądź stanie się jednym z głównych kandydatów do roli pierwszej armaty polskich Orłów. Nikola Grbić nie zaskoczył — od początku sezonu reprezentacyjnego było widać, że to „Bołi” będzie jego numerem jeden. A atakujący Jurajskich Rycerzy odpłacał mu świetną grą nie tylko w VNL.

Podczas Mistrzostw Europy wielokrotnie pokazywał, że potrafi grać pod presją wyniku i że niestraszne mu jest bycie pierwszą opcją w ataku. Statystyki mówią same za siebie: 113 punktów, z czego aż 101 atakiem. Do tego 5 punktowych bloków, 7 asów serwisowych i skuteczność ataku na poziomie 57,1%.

Co tu dużo mówić — Kewin Sasak „nie dojechał” z formą na sezon reprezentacyjny. I moim zdaniem lepiej było postawić na Gomułkę lub Nasevicha jako drugiego atakującego 😉.
  
Przyjęcie:

Choć Wilfredo Leon niejednokrotnie był nieoceniony dla naszej drużyny — zarówno w ataku, jak i w polu serwisowym — i został wybrany do drużyny turnieju oraz zgarnął nagrodę MVP, to z całym szacunkiem dla przyjmującego Bogdanki LUK Lublin: bardziej na tę statuetkę zasługiwali Kamil Semeniuk i Tomasz Fornal.

Semen po raz kolejny udowodnił, jak wielkim jest graczem — na boisku i poza nim 😍. Wchodząc „z bazy”, dawał jakość z pola serwisowego, z lewego skrzydła i w defensywie. Często był gwoździem do trumny rywali. Nie jedna drużyna chciałaby mieć taką „perełkę” w kwadracie. Trzeba mieć też klasę, by zaakceptować rolę, jaką daje trener: „miej zapięte wrotki w bazie, w każdej chwili mogę Cię potrzebować”. Szacun, Semen 👏.

Na bułgarsko‑włoskich parkietach widzieliśmy też swoistą „transformację” Tomasza Fornala. Praktycznie cały turniej grał na zaciągniętym ręcznym w ofensywie, który puścił dopiero w finale z Francją. Ale to wcale nie przeszkadzało mu w dawaniu jakości — jego defensywa była równie cenna. Czego się nie robi dla dobra drużyny 💪.

Środek:

Gdzie trzech nie może, tam dwóch korzysta — tak można opisać sytuację na polskim środku w minionym sezonie reprezentacyjnym 😂. A mówiąc poważnie: baliśmy się, jak będzie funkcjonował środek po absencjach Bieńka, Hubera i Kochanowskiego. Szymon Jakubiszak i Bartłomiej Lemański pokazali, że te obawy były bezpodstawne 😎.

Ich gra odbierała rywalom skuteczność na tyle, że obaj „wylądowali” w najlepszej szóstce turnieju. Weszli do pierwszej szóstki Orłów „z drzwiami” i rozwinęli swoje siatkarskie skrzydła pod ręką Grbicia. Ale utrzymanie się w niej wcale nie będzie łatwe — wręcz przeciwnie, jeśli tylko w pełni zdrowia będą „Bieniu” i „Kochan” 😉.

A moje prywatne MVP za ten sezon reprezentacyjny? „Leman”. Za siatkarski comeback do kadry po siedmiu latach 💪.

Libero:

To drugi sezon, w którym bezapelacyjnie jedynkę na pozycji libero dzierży Jakub Popiwczak — nawet jeśli po meczu z Bułgarią zebrał kilka nie najlepszych opinii. W całym turnieju przyjmował jednak pozytywnie na poziomie średnio 65%, a ta liczba dała mu miejsce w drużynie marzeń turnieju 💪.

No cóż, Maksymilian Granieczny musi jeszcze poczekać na swoje „pięć minut” w narodowych barwach 😊.

PS. A teraz czas na ligowy dżemik 😋.

*foto: pochodzą z różnych stron

 
 

środa, 23 września 2026

Z Sofii do Mediolanu – mistrzowie Europy zrobili swoje i są pewni gry o medale.

W zasadzie ten tytuł mógłby być treścią tego wpisu i basta! Po wyeliminowaniu Łotwy w 1/8 ME nasze Orły w ćwierćfinale rozbiły Niemców 3:0 i zameldowały się w półfinale imprezy sezonu.

Zaskoczeni? Po treningowym zwycięstwie nad reprezentacją Łotwy i niespodziewanym wyeliminowaniu Bułgarów przez naszych zachodnich sąsiadów — trudno było nie przecierać oczu ze zdumienia. Oglądałem to spotkanie sporymi fragmentami i byłem pod ogromnym wrażeniem, jak reprezentacja Niemiec się odradza i wyrzuca Bułgarów „za burtę” Mistrzostw Europy. Tym samym stało się jasne, że ekipę Nikoli Grbicia czeka nie lada przeprawa, której stawką była walka o medale siatkarskiego Euro na mediolańskich parkietach.

Wynik tego spotkania jest zgubny, bo reprezentacja prowadzona przez trenera Bottiego chwilami naprawdę prezentowała dobrą siatkówkę, stawiając trudne warunki drużynie broniącej tytułu Mistrza Europy — zwłaszcza w trzecim secie.

Wtedy rywale wypracowali sobie cztery punkty przewagi, a nasze Orły musiały gonić wynik. I właśnie w tym momencie po raz kolejny swoją klasę i rolę w drużynie pokazał Tomasz Fornal, który wziął sprawy w swoje ręce (także w defensywie), pomógł odrobić straty i pozbawił Niemców nadziei, że ten mecz potrwa dłużej niż trzy sety.

To nie był mecz bloków w wykonaniu biało‑czerwonych — w tym elemencie zdobyliśmy zaledwie dwa punkty. Jednak świetnie funkcjonował system blok–obrona, dzięki któremu wyprowadzaliśmy zabójcze dla Niemców kontry. Nasi środkowi może nie „murowali” siatki rywalom, ale dawali sporo dobrego w ofensywie. Warto też zauważyć, jak równo i mądrze rozrzucał piłki nasz rozgrywający, kreując grę reprezentacji nawet z trudnych piłek, dokładając do tego taktyczną zagrywkę utrudniającą przyjęcie rywalom.

Było o Tomaszu Fornalu, Marcinie Komendzie i naszych środkowych — czas wspomnieć o tych, którzy przodowali w ofensywie we wczorajszym meczu. Wilfredo Leon zdobył 17 punktów na 22 próby, notując aż 77% skuteczności w ataku🔥. Pokazał rywalom, że potrafi się bawić ofensywą😊.

Swój many time player w tym sezonie potwierdził — i oby potwierdzał to jeszcze w dwóch meczach😎 — Bartłomiej Bołądź. „Bołi” był we wczorajszym spotkaniu drugim najskuteczniejszym atakującym naszej drużyny: 13 punktów przy 54% skuteczności.

I takim oto sposobem lecimy do Mediolanu walczyć o medale Mistrzostw Europy. Rywala półfinałowego poznamy już za kilka godzin — mój siatkarski nos podpowiada, że może to być reprezentacja Belgii. Niezależnie od tego, kto stanie po drugiej stronie siatki, emocji na pewno nie zabraknie 😉.

*fotografie pochodzą z różnych stron

 

czwartek, 17 września 2026

4:1 — bilans polskich Orłów po fazie grupowej Mistrzostw Europy 🦅.

Z takim wynikiem obecni Mistrzowie Europy zakończyli rozgrywki w grupie B. Czy mogło być lepiej?

Oczywiście, że mogło. Od początku wiedzieliśmy, że poważniejsze granie dla naszej reprezentacji zacznie się dopiero od meczów z Ukrainą i Bułgarią. Ale przynajmniej nie będziemy już zadawać sobie tego starego, przewrotnego pytania: „I z kim my tu mamy przegrać?”.

I choć w meczu z Bułgarami mieliśmy problem z pierwszą akcją i graliśmy bez prawego skrzydła – bo słabszy mecz zagrał Bartłomiej Bołądź, a Kewin Sasak utwierdził (chyba) w przekonaniu, że nie dowiózł formy na imprezę sezonu po kontuzji barku – w konsekwencji przegraliśmy to spotkanie po tie-breaku. A sam Nikola Grbić tak podsumował ten wynik: lepiej, że przegraliśmy teraz, bo możemy się obudzić. Trudno się z tym nie zgodzić, bo kolejna porażka przed strefą medalową bukuje nam z automatu bilety powrotne do Polski, a tego byśmy nie chcieli 😊.

Okazja do rewanżu już w ćwierćfinale (jeśli Bułgaria w 1/8 pokona Niemców), bo nikt nie zakłada innego scenariusza niż pokonanie Łotwy przez naszą reprezentację i zameldowanie się w najlepszej ósemce. Na pewno ten mecz będzie inny od tego wczorajszego z dwóch powodów: nasi wyjdą na to spotkanie bardziej skoncentrowani i uciszą bułgarskich kibiców, a stawką tego meczu będzie być albo nie być w walce o medale Mistrzostw Europy.

Na koniec chciałbym napisać kilka słów o tym, kto według mnie wyróżniał się w koszulce z orzełkiem w fazie grupowej. Tomek Fornal jak na razie radzi sobie różnie w elementach ofensywnych, w tym turnieju, choć według statystyk zdobył już 53 punkty. To jednak żaden problem dla Nikoli Grbicia, bo przecież w obwodzie ma Wilfredo Leona i Kamila Semeniuka. A Semeniuk gra jak dotąd kosmiczny turniej! Nie tylko w elemencie zagrywki, ale też na lewym skrzydle jest nie do zatrzymania. Jego pipe'y grane z Marcinem Komendą sprawiają, że rywale bezradnie rozkładają ręce – niejedna reprezentacja chciałaby mieć takiego rezerwowego w swoich szeregach 🔥.

Wielu miało obawy o polski środek, ale jak widać – niepotrzebnie. Za sprawą duetu Bartłomiej Lemański i Szymon Jakubiszak dzieje się tam wiele pozytywnego, a obaj panowie potrafią dodatkowo mocno poruszyć rywali w przyjęciu swoim serwisem.

Bartłomiej Bołądź, jak napisałem wcześniej, nie rozegrał wczoraj najlepszego spotkania, ale i tak jest prawdziwym liderem biało-czerwonych na prawym skrzydle. Najlepiej potwierdzają to liczby: w pięciu meczach zdobył 62 punkty, notując 53 punktowe ataki (świetne 62% skuteczności!), 5 asów serwisowych i 4 punktowe bloki. Jednym słowem: 🚀. Widać, co znaczy zaufanie trenera i zbudowanie zawodnika w roli pierwszego atakującego. „Bołi”, czekamy na więcej 😎.

*fotografie pochodzą z różnych stron


 

środa, 9 września 2026

Grbić odsłonił karty. Czy ta 15 dowiezie złoto i olimpijski bilet do Los Angeles?

Impreza sezonu startuje dziś. Piętnastka Grbicia jutro w Sofii rusza po obronę mistrzowskiego tytułu. 

Nie oszukujmy się — jedziemy tam po medal jednego koloru. Interesuje nas tylko złoto 😋. Ten kruszec będzie nie tylko obroną europejskiego tronu, ale też przepustką na igrzyska olimpijskie w Los Angeles, w 2028 roku.

W fazie grupowej na drodze naszej kadry staną Portugalia, Izrael, Macedonia, Ukraina oraz Bułgaria. Prawdziwe granie zacznie się jednak dopiero z aktualnymi srebrnymi medalistami mistrzostw świata — wtedy zobaczymy, gdzie jesteśmy. Do tego momentu możemy spodziewać się rotacji tak, by każdy z wybrańców Nikoli Grbicia poczuł turniej z parkietu.

Choć do Sofii poleciała piętnastka, którą widzieliśmy choćby w krakowskiej Tauron Arenie na Memoriale Huberta Jerzego Wagnera, do turnieju można zgłosić tylko czternastkę. „Szczęśliwcem” w roli jokera medycznego został Jakub Majchrzak.

Rozegranie

Od początku sezonu było wiadomo, że duet na tej pozycji będzie wyglądał właśnie tak: Marcin Komenda i Janek Firlej. Mój siatkarski nos podpowiada, że „jedynką” na pierwsze mecze turnieju będzie Firlej — co wcale nie oznacza, że rozgrywający Bogdanki LUK-u Lublin nie będzie pod prądem. Musi być, bo przed meczami o stawkę nie ma miejsca na rozruch. A o stawkę potrafi grać z naprawdę niezłym skutkiem 😉.

Atak:

Nikt chyba nie wyobraża sobie ataku polskich Orłów bez Bartłomieja Bołądzia, który — odkąd Nikola Grbić postawił na niego jako na pierwszą armatę — rozgrywa sezon życia w biało‑czerwonych barwach. Powiem krótko: rywale będą mieć z nim ciężką przeprawę. MVP Memoriału Wagnera jest „w gazie”, a ja widziałem to na własne oczy 😎.

Podczas Memoriału było widać, że Kewin Sasak wraca po kontuzji, ale jeszcze faluje. I tu pojawia się pytanie: jak będzie na Mistrzostwach Europy? Czy zacznie mecze ze słabszymi rywalami w wyjściowym składzie? Wypadałoby — bo „Bołiemu” może być potrzebne wsparcie, gdy zacznie się granie o medale, czyli mecze z gatunku: grać albo nie grać o wszystko.

Przyjęcie:

Czy ktoś wyobraża sobie mecze o wysoką stawkę bez duetu Fornal–Leon? Ja przynajmniej nie 😍. Tak samo jak tego, że pierwszym „w bramkach” do wejścia na parkiet będzie Kamil Semeniuk. A strażakami na tej pozycji, gotowymi „gasić” pożary na przyjęciu, będą Artur Szalpuk i Aleksander Śliwka.

Przyjmujący Asseco Resovii Rzeszów potrafi poderwać drużynę swoim dobrym vibem, przebojowością w ataku z lewego skrzydła i serwisem — jednym słowem: joker w talii Grbicia 💪. Oby kapitan wniósł do zespołu coś więcej niż tylko mentalność… także czysto sportową wartość.

Środek:

Szymon Jakubiszak i Bartłomiej Lemański pokazali, że potrafią godnie zastąpić „Bienia” i „Kochana”. Rywalom może robić się ciemno przed oczami, gdy polska wieża na środku siatki zacznie im „gasić światło”. A Szymon Jakubiszak udowodnił, że wciąż potrafi zdobywać punkty ze środka oraz ruszyć rywala na przyjęciu swoim floatem. Czy tak samo będzie na siatkarskim Euro?

I tu pojawia się dla mnie zaskoczenie (może nie tylko dla mnie 😊). Uważam, że trzecim środkowym powinien być Jakub Majchrzak, a nie Jakub Nowak. Środkowy z Olsztyna zasłużył na miejsce w docelowej imprezie sezonu — nie tylko za progres w reprezentacji, ale też za czystą sportową wartość, którą wniósł do kadry. Pamiętajmy jednak, że ostatecznie decyduje trener…

Libero:

Jakub Popiwczak i Maksymilian Granieczny — chyba wszystkie drużyny na Mistrzostwach Europy zazdroszczą nam takiego duetu na libero, i słusznie. Pozostaje mieć nadzieję, że także libero z Suwałk dostanie swoje minuty, by odbierać rywalom ochotę do gry swoją pracą w przyjęciu i obronie.

No to co — będziemy zdzierać gardła, dopingując nasze Orły w drodze po złoto Mistrzostw Europy. Emocji, jak zawsze, nie zabraknie. Zawałów serc u biało‑czerwonych kibiców też… czyli klasyka gatunku.

*foto: fb/ Memoriał Huberta Jerzego Wagnera


czwartek, 3 września 2026

Klątwa Tauron Areny przełamana — przyniosłem szczęście naszym Orłom! 🔥

Końcówka wakacji kojarzy się z powrotem do szkoły i nadchodzącą jesienią — mnie, siatkoholikowi, z Memoriałem Huberta Jerzego Wagnera.

Kiedy trzy lata temu spełniłem swoje marzenie, by dopingować nasze Orły na żywo podczas najbardziej znanego towarzyskiego turnieju siatkarskiego na świecie, nie wiedziałem, że stanie się to moją tradycją. To był mój czwarty raz — i drugi w nieco innym składzie😉.

Podobnie jak rok temu, nasz „the best team” znów robił zamieszanie w sektorze dla osób z niepełnosprawnościami. W drugim dniu tego siatkarskiego pikniku… chrypka była, czyli nie było six seven, lecz była za to świetna zabawa 😀.

O tę zabawę zadbali nie tylko siatkarze na parkiecie — choć to dla nich tam pojechałem. Swoje dorzucił też wodzirej, który pilnował, żeby atmosfera na trybunach była przednia💪. A „kawa z diabłem” leci mi w głośnikach do dziś.

Góra z górą się nie zejdzie, lecz człowiek z człowiekiem zawsze — i to przysłowie miało pełne pokrycie w krakowskiej Tauron Arenie😉. Jak sama powiedziała, musiałam jechać aż do Krakowa na mecz, żeby spotkać legendę siatkarskiego kontentu w internecie. Z tą „legendą” trochę przesadziłaś, ale jedno jest pewne — nasi licealni humaniści muszą wziąć się do roboty i w końcu zorganizować spotkanie😎.

Na moment wrócę do tego, co jest osią całego posta — do siatkówki. Mecz naszych Orłów z Amerykanami (3:1), czyli mały rewanż za finał VNL sprzed kilku tygodni, poprzedziło starcie Francji ze Słowenią (3:1). Wszystkie trzy reprezentacje szlifowały formę przed startującymi już za tydzień Mistrzostwami Europy.

Mojemu siatkarskiemu oku nie umknęła świetna gra Trójkolorowych, zwłaszcza Stephena Boyera — widać, że odejście z Rzeszowa wyszło mu na dobre. Ale chyba nikogo to nie dziwi😉.

Czy mistrzowie olimpijscy będą groźni na mistrzostwach Starego Kontynentu — to się dopiero okaże, ale ich forma w Krakowie wyglądała naprawdę solidnie.

Punktem kulminacyjnym tego dnia był mecz naszych Orłów z Amerykanami — na który oczywiście czekałem. Niektórzy czekali przede wszystkim na „Forniego” w wyjściowym składzie zwycięzców tegorocznej VNL, ale się nie doczekali. I tak oto sens tej dyscypliny został na chwilę zaburzony (tą osobą oczywiście nie byłem ja😂).

Choć było mi dane po raz czwarty odśpiewać na żywo dwie zwrotki Mazurka Dąbrowskiego. A spod moich okularów leciały łzy — nie tylko z wrażliwości, którą zawdzięczam swojemu „pakietowi szczęścia”, ale też z dumy bycia Polakiem i kibicem tej dyscypliny💗.

Podobnie jak na meczu Francji ze Słowenią, tak i na „naszym” meczu włączyłem swoje siatkarskie oko. Widać było, że nasi reprezentanci potraktowali ten mecz jak solidny trening wszystkich elementów — i całkiem dobrze im to wychodziło, co zresztą widać po wyniku.

Nasuwają mi się dwa pytania. Czy rola, jaką Artur Szalpuk pełnił w tym meczu i całym Memoriale, oznacza, że szybciej zamelduje się na Podpromiu? I czy Jakub Majchrzak wykorzysta pech Bartłomieja Lemańskiego i pojedzie na swoje pierwsze w karierze Mistrzostwa Europy? Odpowiedzią na te pytania będzie czternastka, jaką Nikola Grbić zabierze na docelową imprezę tego sezonu😎.

Po meczu przyszedł czas, żeby oblać fakt, że po raz pierwszy w historii moje kibicowanie w krakowskiej Tauron Arenie przyniosło szczęście naszym Orłom😉.

Ci, którzy mnie dobrze znają, wiedzą, że jestem nie tylko od siatkówki i tańca, ale też od różańca. Dlatego nazajutrz pojechaliśmy do Sanktuarium Miłosierdzia Bożego w krakowskich Łagiewnikach — a obrazki z dąbrowickich wczasorekolekcji wracały kilkukrotnie😇.

Rok to dużo i byłem pod wrażeniem, jak najmłodszy członek rodziny szalał po autostradzie. Dla niektórych było to za szybko (dla mnie nie😋). Humory nam dopisywały, co zresztą widać na zdjęciach i nagraniach — po obejrzeniu jednego z nich możecie mieć mieszane odczucia, macie do tego pełne prawo😊. Może to przez smak nachosów… przez chwilę myślałem, że napiszę współczesną wersję legendy o smoku wawelskim i wypiję wodę z Wisły.

Fajnie, że nie byłem jedynym reprezentantem mojego „pakietu szczęścia” na trybunach największej hali w kraju. To oznacza, że nie tylko ja czuję flow tej dyscypliny💚.











 












*foto & video archiwum prywatne


















środa, 19 sierpnia 2026

Siatkarski dom starości na rzeszowskim Podpromiu 🧓🏐! Czyli o składzie Asseco Resovii Rzeszów na nowy sezon ligowy.

Nasze Orły szlifują formę w Zakopanem przed przystąpieniem do obrony tytułu Mistrza Europy. A w Tauron Lidze ruszyło budowanie formy na sezon ligowy — czas więc omówić nowe szaty rzeszowskich „Pasów” 😉.

Włodarze rzeszowskiej Asseco Resovii, jak co sezon, zaskakują pomysłem na to, jak wrócić na siatkarski szczyt — tradycji stało się zadość i to znów ma być ten sezon. Tym razem niespełnione od lat pragnienie kibiców drużyny z Podpromia ma zaspokoić siatkarski dom starości — czyli skład, który nie grzeszy młodością. Do tego dochodzi odgrzewany kotlet na stołku trenerskim, pod którym ognisko nigdy nie gaśnie: ponowne zatrudnienie Gheorghe Crețu.
Jak czytamy na stronie internetowej klubu: „Powrót Gheorghe Crețu do Asseco Resovii Rzeszów będzie ważnym impulsem dla naszego zespołu. To szkoleniowiec o ogromnym doświadczeniu, który wielokrotnie udowadniał swoją wartość zarówno na poziomie klubowym, jak i reprezentacyjnym. Jest trenerem o wyrazistym charakterze, doskonałym przygotowaniu taktycznym i umiejętności budowania zespołu.”
Problem w tym, że podobny slogan słyszymy przy zatrudnieniu każdego nowego trenera. A sam szkoleniowiec nie buduje składu — dostaje gotowe klocki, którymi ma podbijać siatkarskie parkiety 😎.
A więc czas przeanalizować te „klocki”, którymi rumuński szkoleniowiec ma dać radość kibicom z rzeszowskiego Podpromia 😉.

Rozegranie:

Wszyscy wiemy, jak newralgiczną pozycją w siatkówce jest rozegranie — i jak ważna jest na niej stabilizacja 😉. I tak za kreowanie gry rzeszowskich „Pasów” w nadchodzącym sezonie ligowym nadal będą odpowiadać Marcin Janusz i Wiktor Nowak.

Nikomu nie trzeba przypominać, jaką jakość w rozegranie drużyny z Podpromia wniósł „Elvis” (jako jeden z nielicznych, moim zdaniem, udźwignął ciężar koszulki klubowej w biało‑czerwone pasy). Kibice liczą, że jeśli tylko zdrowie dopisze, ta siatkarska jakość na rozegraniu będzie kontynuowana przez naszego kapitana również w tym sezonie.

Jako kibice reprezentacji Polski życzylibyśmy sobie, aby częściej widywać na siatkarskim parkiecie — w większym wymiarze czasowym — Wiktora Nowaka, a nie tylko na podwójnej zmianie czy zmianie zadaniowej. Czy przyjście Crețu to zmieni i tym samym drugi rozgrywający „Pasów” wróci do orbity zainteresowań Nikoli Grbicia? Sezon ligowy pokaże 😊.

Atak:

Trudno wyobrazić sobie wygrywanie meczów i wznoszenie pucharów bez siły rażenia prawego skrzydła — taką sztukę będą musieli posiąść w nadchodzącym sezonie kibice rzeszowskiej Asseco Resovii 😎. Patrząc na duet atakujących, na papierze tę siłę rażenia oceniam na
7. Czy na parkiecie będzie ona wyższa? Wszyscy sobie tego życzymy 😊.

Jednak patrząc na to, jak nierówno w zeszłym sezonie grał Karol Butryn i na dyspozycję, którą w ostatnich latach prezentował Łukasz Kaczmarek — trudno być optymistą, jeśli chodzi o przebicie się przez blok rywali atakujących „Wilków”. No chyba że Karol Butryn nie będzie zapominał loginu i hasła do gry w barwach „Wilków”. A Crețu obudzi na nowo zwierzęcy instynkt w „Zwierzaku”. Bądź co bądź — dobra siatkarska emerytura nie jest zła 😎. Przyjęcie:

Ten element w zeszłym sezonie był piętą achillesową Asseco Resovii — za to lewe skrzydło nieraz ratowało nam skórę w ataku, a tym samym mecze. Czy Tobias Brand będzie tworzył idealny duet z Arturem Szalpukiem nie tylko w przyjęciu, ale i w ofensywie, która prawie zawsze decyduje o losach spotkań? Na to zapewne liczyli włodarze klubu, podpisując kontrakt z niemieckim przyjmującym — jednym słowem: liczyli że skopiuje on swoją grę choćby z gdańskiego Trefla i wklei ją na rzeszowskie Podpromie.

Nie byłbym tego taki pewien, bo doskonale wiemy, że często ubranie „Pasiaka” idzie w parze z utratą siatkarskiej dyspozycji 😐.

Z podobnym zamiarem, jak w przypadku Tobiasa Branda, zapewne podpisywano kontrakt z Kamilem Kwasowskim, który był wartością dodaną drużyny z Gorzowa Wielkopolskiego — oby był to dobry „kwas” 😂.

Ostatnie pytanie, jakie może nurtować kibiców męskiej drużyny z rzeszowskiego Podpromia, brzmi: czy „wilcze kły” na parkiecie będzie pokazywał Klemen Cebulj? W zeszłym sezonie poprawił grę z pola serwisowego, lecz wciąż jego dyspozycja była wielką niewiadomą. Patrząc czysto teoretycznie, duet Cebulj–Kwasowski powinien oglądać mecze „Pasów” z „bazy” rzeszowskiego Podpromia — jednak oczywiście sezon wszystko zweryfikuje.

Środek:

Pierwsze, co nasuwa się na myśl, patrząc na liczbę środkowych w drużynie Asseco Resovii Rzeszów, to polskie przysłowie: od przybytku głowa nie boli — w kadrze na przyszły sezon jest ich aż pięciu. Drugie skojarzenie? Że wreszcie zaczęto stawiać na wychowanków.

Nadmiar środkowych wynika z tego, że wielką niewiadomą jest dyspozycja Dawida Wocha, który stracił miniony sezon przez kontuzję. Chcielibyśmy, aby powrócił do formy z pierwszego roku gry, kiedy był najmocniejszym ogniwem tej formacji 💪.

Fajnie, że na rzeszowskim środku pojawi się wychowanek AKS‑u Rzeszów — Tymoteusz Lenik. Tylko patrząc na konkurencję, trudno będzie mu rozwijać swój talent tak, by realnie stanowić o sile rzeszowskiego środka. Trzeba mieć nadzieję, że młody „Wilk” pokaże „kły” i posadzi jednego ze swoich kolegów na ławce 😎.

Nie będzie to łatwe, bo Danny Demyanenko w zeszłym sezonie pokazał, że jego flow z Marcinem Januszem potrafi namieszać. W tym sezonie kibice liczą na kontynuację 😉.

Nową twarzą na środku jest rumuński środkowy Bela Bartha, który zamienił włoskie parkiety na parkiety TauronLigi. Czy odnajdzie się w barwach Asseco Resovii tak samo, jak w Itasie Trentino? Dla mnie Bartha jest incognito — liczę, że jego gra w biało‑czerwonych pasach to zmieni, a tym samym złapie flow z kapitanem, jak Demyanenko.

Trudne zadanie czeka Mateusza Porębę. Jeśli chce wrócić do łask Nikoli Grbicia, musi „udźwignąć” ciężar klubowej koszulki i grać. O to granie nie będzie łatwo, bo jego rywale na pozycji mają ten sam zamiar, a na papierze podstawowa para środkowych to: Demyanenko – Bartha.

Libero:

Władze klubu zapewne liczą, że dawny blask Pawła Zatorskiego jeszcze powróci — choć można mieć pewne obawy, bo PESEL już nie ten. A wszyscy widzieliśmy, jak wyglądała jego gra w zeszłym sezonie, gdy dostawał szansę. I nasuwa mi się pod palce, którymi stukam w klawiaturę pytanie 😉: czy Paweł Zatorski jest dziś lepszy od Erika Shojiego?

Trzeba mieć nadzieję, że będzie dobrze i zdrowie „Zatiemu” dopisze. W razie czego były reprezentant Polski ma godne zastępstwo w postaci solidnego ligowca Michała Potery, który już wiele razy pokazywał, że „Pasy” mogą na niego liczyć 💪.

Na podsumowanie powiem, że chciałbym podzielać opinię baronów klubu, iż ten skład będzie walczył o najwyższe cele — jak co sezon zresztą. Nie podzielę, choć bardzo chciałbym zobaczyć klub, któremu oddałem kibicowskie serce, walczący o coś więcej niż tylko dobre momenty.

Patrząc na to, jakie „paki”, które były budowane z głową i wiedzą o siatkówce, zbudowali ligowi rywale, obstawiam, że Asseco Resovia Rzeszów zajmie 6. miejsce w ligowej stawce. Wiem, podpadnę rzeszowskiemu środowisku tym stwierdzeniem — nie pierwszy i nie ostatni raz 😀.

A i ciekawe, czy trener Crețu doczeka pierwszego śniegu na stołku trenerskim męskiej drużyny z Rzeszowa. Ciekawe też, jaki frazes usłyszymy w przypadku niepowodzeń — jednym z nich na pewno będzie klasyczne: „na podsumowanie przyjdzie czas” 😊.

Póki co wracamy na tryb: kibicujemy naszym Orłom 👊

*fotografie pochodzą z różnych stron.








czwartek, 13 sierpnia 2026

Mistrz Świata na prawym skrzydle PGE Projektu Warszawa!

Hit transferowy w Tauron Lidze! Yuri Romanò w Warszawie na dwa lata.

Plotki o włoskim atakującym w drużynie z najniższego stopnia podium? Brzmiało jak science fiction. A jednak — siatkówka znowu mnie zaskoczyła. I dobrze, bo jako kibic wciąż się uczę 😎.
Prezes Piotr Gacek musiał mocno sięgnąć do klubowego portfela, skoro jeden z najlepszych atakujących świata zdecydował się zamienić Fakieł Nowy Urengoj na PGE Projekt Warszawa. Podpisanie dwuletniej umowy z Romanò i powierzenie zespołu Roberto Piazzie jasno pokazuje, że klub ze stolicy chce zaistnieć nie tylko na rodzimych parkietach, ale również europejskich.
Jest jednak jeden problem: patrząc na składy Lublina i Zawiercia, drużyna PGE Projektu może mieć spory kłopot, by na ligowym podwórku ugrać coś więcej niż brązową „blachę” 😉. Tym zdaniem zapewne podpadnę kibicom stołecznego klubu, ale to tylko moja opinia — parkiet wszystko zweryfikuje.
Niemniej jednak już czekam na pojedynki Romanò z Kamilem Rychlickim w barwach „Jurajskich RSprowadzenie włoskiej gwiazdy na warszawski Torwar to ogromny magnes dla kibiców, którzy zasiądą na trybunach. Niestety ten transfer ma też drugie dno — pojawienie się Romanò na ataku oznacza wyraźne ograniczenie przestrzeni dla Bartosza Gomułki, który w poprzednim sezonie dał Warszawiakom brązowy medal. A to może zahamować jego siatkarski rozwój, a przecież wszyscy wierzymy, że w przyszłości stanie się główną armatą reprezentacji Polski.

*foto: strona internetowa Polsatu Sport

 

sobota, 8 sierpnia 2026

Przez Tatry 🏔️ i Tauron Arenę 🏟️ na Mistrzostwa Europy. Kogo ze zwycięzców Ligi Narodów odstrzeli Nikola Grbić?

Nasi siatkarze dopiero co obronili złoto Ligi Narodów – a już w poniedziałek zameldują się w stolicy polskich Tatr, by przygotowywać się do Mistrzostw Europy, które są tuż „za rogiem”.

Czyli tak naprawdę czasu na świętowanie obrony złotej „blachy” Ligi Narodów i odpoczynek — za wiele nie mieli. Taki jest los zawodowego sportowca. Do łatwych zadań nie należy też odstrzelenie jednego zawodnika, a tego właśnie będzie musiał dokonać Nikola Grbić, bo na Mistrzostwach Europy może zagrać tylko 14 siatkarzy. Dlatego niewykluczone, że na Memoriale Huberta Jerzego Wagnera zobaczymy już Orłów, którzy staną do obrony tytułu mistrza Starego Kontynentu. Kto wie 😉.

Rozegranie:

Ten dylemat nie będzie dotyczył tejże pozycji, bo od początku sezonu reprezentacyjnego było wiadomo, że jeśli nic nadzwyczajnego się nie wydarzy — za rozegranie na imprezie sezonu będą odpowiadać Marcin Komenda i Jan Firlej. Obyśmy tylko rozgrywającego PGE Projektu Warszawa częściej widzieli na parkiecie.

Atak: 

I na tej pozycji jest już wszystko jasne – widać, że szef naszych Orłów liczy na grę Kewina Sasaka na podwójnym bloku. Ale czy tak naprawdę potrzebny nam jest drugi nominalny atakujący? Nie żebym był przeciwnikiem atakującego Bogdanki LUK Lublin ani chciał zamęczyć Bartłomieja Bołądzia, który jest przecież w dużym gazie🔥. Raczej chodzi mi o to, że z powodzeniem na ataku może grać Wilfredo Leon, co pokazał w finałowym meczu z Amerykanami. Nie jest jednak wcale powiedziane, że tak nie będzie na Mistrzostwach Europy – oj, rywale mają się czego obawiać 😎.

Przyjęcie:

Czy na tej pozycji możemy spodziewać się odstrzału? Teoretycznie tak. Tylko kogo? Bo nikt sobie nie wyobraża, że trener odstrzeli kapitana, który — choć sportowo odstaje od reszty przyjmujących — jest jednym z filarów mentalnych tej drużyny, podobnie jak Tomek Fornal. Z kolei Artur Szalpuk swoim wejściem może pobudzić zespół pozytywnym vibe’em, przebojowością na lewym skrzydle i popsuć przyjęcie rywala serwisem. Coś mi mówi, że podobnie jak podczas turnieju finałowego Ligi Narodów, tak i na Mistrzostwach Europy zobaczymy pięciu przyjmujących😉.

Środek:

Po tym, jak przebojem i trochę z konieczności miejsce w podstawowej szóstce wywalczyli sobie Bartłomiej Lemański i Szymon Jakubiszak i byli postrachem dla rywali w Lidze Narodów — nikt sobie nie wyobraża składu na imprezę sezonu bez tej dwójki. Jakub Nowak już w fazie grupowej Ligi Narodów zasygnalizował powrót do wysokiej formy, więc myślę, że to on zapisze do swojego siatkarskiego CV udział w Mistrzostwach Europy. A Jakub Majchrzak szybciej rozpocznie przygotowania do sezonu ligowego z Energą Indykpolem AZS Olsztyn.

Libero:

Nikt już sobie nie wyobraża tej pozycji w kadrze bez Jakuba Popiwczaka i Maksymiliana Graniecznego, i basta😊!

Czy trener Nikola Grbić nas zaskoczy kadrą na Mistrzostwa Europy, gdzie obrona tytułu da nam bilet na igrzyska olimpijskie w Los Angeles w 2028 roku? A może mój kibicowsko‑blogerski nos będzie miał 100% rację? Oto jest pytanie😉!

*foto: fb/TauronLiga



 

środa, 5 sierpnia 2026

Polscy siatkarze koszmarem USA! 🇵🇱🔥 Orły Grbicia obroniły złoto VNL! 🏆

Polscy siatkarze w stylu „na zawale, albo wcale” obronili w chińskim Ningbo złoto Ligi Narodów. W finale pokonali USA 3:2.

Dlaczego mówię, że polscy siatkarze są koszmarem dla Amerykanów? Bo bilans amerykańskich kowbojów z naszą reprezentacją to 9 porażek i tylko jedno zwycięstwo 😎. A teraz ten koszmar stał się jeszcze bardziej realny — Polacy przeszli do historii, wygrywając po raz trzeci Ligę Narodów. Nikola Grbić po raz kolejny pokazał, że jest szefem w swoim fachu: kolejny sezon, kolejny medal, niezależnie od rangi imprezy. I choć to już sportowa rutyna, niemal pewne jest, że wciąż znajdą się tacy, którzy będą twierdzić, że nie jest odpowiednią osobą na stanowisku selekcjonera naszej reprezentacji 😊.
Już przed meczem było wiadomo, że emocji nie zabraknie — i faktycznie nie zabrakło. Pojawiały się nawet porównania do półfinału z Paryża, którego stawką był finał Igrzysk Olimpijskich (choć to chyba lekka przesada). Amerykanie mieli ogromną ochotę, by to oni zostali triumfatorami tej prestiżowej imprezy. Nic dziwnego, gdy w składzie masz Christensona, Hanesa, Andersona i Erika Shojiego na libero. Robili wszystko, by statuetka nie wróciła z naszymi Orłami do Polski — wyłączyli na chwilę z gry Wilfredo Leona i odesłali „do bazy” Bartłomieja Bołądzia.
Ale nie z naszymi Orłami takie numery. Ta drużyna to jedność, kolektyw, a do tego ma trenera, który uwielbia zamieszać rywalom w ich grze. I tym razem znów trafił w „10” 😉. Zagraliśmy na trzech przyjmujących, z Wilfredo Leonem na ataku. Przyjmujący Bogdanki LUK Lublin swoją grą sprawił, że zaczynam się zastanawiać, czy na Mistrzostwa Europy w ogóle potrzebny jest drugi atakujący. Bo według mnie Leon będzie świetnym dublerem Bartłomieja Bołądzia, który rozgrywa najlepszy sezon w koszulce z orzełkiem na piersi.
Na lewym skrzydle profesorstwo zaprezentowali Kamil Semeniuk i Tomasz Fornal. Ten drugi — jak na frontmana i motywatora przystało — poderwał Orły do walki w IV secie dwoma asami serwisowymi i odebrał Amerykanom ochotę do gry zmiennością ataku na prawym skrzydle. Został wybrany MVP turnieju 💪.
Wszyscy wiemy, że zagrywka i blok to najbardziej nieprzewidywalne elementy siatkarskiego rzemiosła. I właśnie blokiem przechyliliśmy szalę zwycięstwa w tie-breaku, „odcinając” Jankesom prąd. Jak widać, polski środek wcale nie stracił na jakości po absencjach Mateusza Bieńka i Kuby Kochanowskiego — Bartłomiej Lemański i Szymon Jakubiszak świetnie ich zastępowali w tegorocznej VNL. Czy tak będzie w będących tuż „za rogiem” Mistrzostwach Europy?
Czasu na odpoczynek po obronie złota VNL nie ma zbyt wiele. Naszych Orłów czeka zgrupowanie pod Tatrami, Memoriał Huberta Jerzego Wagnera w krakowskiej Tauron Arenie i wrześniowe Mistrzostwa Europy. A obrona tytułu dała nam już teraz bilet do Los Angeles. Więc jest po co trenować!

*foto: fb/TauronLiga

poniedziałek, 3 sierpnia 2026

Nie jesteś sam! Dni inne od wszystkich na wczasorekolekcjach w Dąbrowicy ❤️.



Jedni wybierają zagraniczne kurorty, by odpocząć, i zostawiają tam swoje pieniądze. Ja zaś — jak co roku — korzystam z oferty Tego, który jest dla mnie fundamentem wszystkiego. Bo czy może być coś piękniejszego niż mieszkać z Nim pod jednym dachem przez dziewięć lipcowych dni? Dla kogoś pewnie tak, ale nie dla mnie 😊. Decydując się na taką formę spędzenia wakacji, zastanawiałem się, co tym razem przygotował dla mnie Ten, dla którego tam pojechałem. Bo przecież On lubi mnie zaskakiwać i dawać do myślenia - tak było i tym razem😍.
Dla wielu podopiecznych to jedna z niewielu okazji, by wyjść poza przysłowiowe cztery ściany; dla mnie — przede wszystkim — to czas dziękowania za otrzymane łaski, ładowania baterii Jego obecnością poprzez konferencje, nabożeństwa i codzienną Eucharystię. Te dziewięć dni to nic innego, jak doświadczenie żywej Ewangelii w osobach podopiecznych, jak i posługujących nam wolontariuszy. Wolontariusze, którzy mogliby spędzać wakacje, czy urlop w inny sposób, a jednak wybrali bycie rękami i nogami osób z niepełnosprawnościami. A przecież, każda niepełnosprawność jest inna, tak jak inny jest, każdy człowiek –  a więc bycie wolontariuszem to nic innego, jak zadanie specjalne😊.   
Choć ten szczególny czas rozpoczęliśmy od przyjazdu do Dąbrowicy, dla mnie tak naprawdę zaczął się od wgrania Bożego Wi‑Fi — przystąpienia do spowiedzi świętej przed Eucharystią na rozpoczęcie wczasorekolekcji. A naszym wczasorekolekcjom towarzyszyły słowa, których użyłem w pierwszej części tytułu tego posta.
Rzeczywiście nie byłem sam, bo był ze mną On, a doświadczyłem tego niejednokrotnie, czy to podczas nabożeństwa Drogi Krzyżowej, która w Dąbrowicy jest inna i nie da się tego opisać słowami, czy to podczas wieczoru Uwielbienia. To podczas tych nabożeństw rozważania poruszały moje serce do tego stopnia, że spod moich okularów spływała lawina łez. Bo tak, jak słyszeliśmy przez ten czas, który jest  inny od reszty czasu w ciągu roku — On nie patrzy na nasze ograniczenia, lecz na nasze serca. Dzięki, Kuba, za te słowa, za wszystko. Za to, że jesteś i, że jesteś nie tylko kapłanem, ale też członkiem ekipy od zadań specjalnych👊. Dziękuję za poświęcenie mojego ekologicznego Mercedesa w dniu wspomnienia liturgicznego św. Krzysztofa — to był super pomysł 😍.  To ja jestem dla ludzi, nie ludzie dla mnie — dlatego też brałem czynny udział w modlitwie różańcowej i Koronce do Bożego Miłosierdzia. To już moja tradycja, że na takich eventach religijnych, czytam czytanie podczas jednej z Eucharystii — tak było i tym razem. Jadąc do Dąbrowicy nie  wiedziałem, że przyjdzie mi udzielać wywiadów (dla Radia Lublin i mediów katolickich archidiecezji lubelskiej) i tak dotarło do mnie, że nie wiem, kiedy zrodziła się we mnie odwaga do udzielania wywiadów. Chyba czas się przyzwyczaić do tego, że jestem celebrytą — oczywiście żartuję😀. Mam tylko nadzieję, że kibice Bogdanki LUK Lublin słuchający mojego wywiadu w radiu wybaczą mi, że do tytułu siatkarskiego mistrza Polski TauronLigi typuję dream team z Zawiercia, czyli aktualnego Mistrza Polski 😎. Dobra wracam do tematu głównego tego posta, wczasorekolekcje to nie tylko modlitwa, choć wiadomo, że On jest w tym wszystkim najważniejszy.  Nie zabrakło oglądania filmów z przesłaniem, takim bez wątpienia jest "Cyrk motyli”; nie zabrakło też warsztatów z decoupage’u oraz karaoke. Dąbrowica poszerza horyzonty dotychczas nie przepadałem za rapem, jednak być może zmienił to koncert chrześcijańskiego rapera Majkela — kilka piosenek nucę do dziś. Jak na Dąbrowice przystało, nie mogło zabraknąć dyskoteki, bo przecież nie samą modlitwą żyje człowiek i, o dziwo, to nie ja byłem królem parkietu😎.

Pozwólcie, że od tego momentu będzie trochę prywaty, dla wujka kilometry nie mają znaczenia 💗 i takim o to sposobem sobotnie popołudnie nasz the best team nawet na Dąbrowicy robił zamieszanie w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Czego następstwem był nasz dłuższy spacer do Żabki, mimo wysokiej temperatury humory nam dopisywały (dobrze, że nikt nie słyszał naszych dialogów😀), by po powrocie z niej spędzić trochę czasu razem ,grając w Grę na emocjach i Gorącego ziemniaka. Nie należę do osób, które zrywają kontakt z ludźmi, którzy byli moimi "pilnowaczami" w przeszłości. Tak więc dziękuję Ci, Aniu, za każdą spędzoną z Tobą chwilę. Za każdą wypitą kawę, za każdy spacer, za każdą sesję zdjęciową i za to, że przypominałaś mi, bym nie wyglądał na niej jak paralityk😂. Za każde chodzenie z Nim "na kawkę" w Najświętszym Sakramencie, gdzie czekał na nas w kaplicy😍. A i za to, że padałaś przede mną na kolana😎. Na koniec dziękuję Ci za nieubrudzone ubrania, co dla innych, dobrze tylko nam znanych "pilnowaczy", jest to "mission impossible"😋.  Dziękuję moim chłopakom za opiekę na najwyższym poziomie — Michale, dzięki za próbę nauczenia mnie gry w szachy. No cóż, łatwiej mi było pojąć tajniki siatkówki niż tę grę 😀.
Na koniec powiem: wróciłem z Nim, wróciłem z otwartym na Jego działanie sercem oraz z obrazami, których na długo nie wyprę z pamięci. Wróciłem też jeszcze z większym doświadczeniem jako posiadacz "pakietu szczęścia", którego rozwinięcie brzmi: „Mogę, Potrafię, Działam” 💚. A i do kolejnych wczasorekolekcji zamierzam napisać kilka rozdziałów swojej książki 😊.













                                              
                                                                  




* fotografie i video pochodzą z różnych źródeł