Polscy siatkarze w stylu „na zawale, albo wcale” obronili w chińskim Ningbo złoto Ligi Narodów. W finale pokonali USA 3:2.
Dlaczego mówię, że polscy siatkarze są koszmarem dla Amerykanów? Bo bilans amerykańskich kowbojów z naszą reprezentacją to 9 porażek i tylko jedno zwycięstwo 😎. A teraz ten koszmar stał się jeszcze bardziej realny — Polacy przeszli do historii, wygrywając po raz trzeci Ligę Narodów. Nikola Grbić po raz kolejny pokazał, że jest szefem w swoim fachu: kolejny sezon, kolejny medal, niezależnie od rangi imprezy. I choć to już sportowa rutyna, niemal pewne jest, że wciąż znajdą się tacy, którzy będą twierdzić, że nie jest odpowiednią osobą na stanowisku selekcjonera naszej reprezentacji 😊.
Już przed meczem było wiadomo, że emocji nie zabraknie — i faktycznie nie zabrakło. Pojawiały się nawet porównania do półfinału z Paryża, którego stawką był finał Igrzysk Olimpijskich (choć to chyba lekka przesada). Amerykanie mieli ogromną ochotę, by to oni zostali triumfatorami tej prestiżowej imprezy. Nic dziwnego, gdy w składzie masz Christensona, Hanesa, Andersona i Erika Shojiego na libero. Robili wszystko, by statuetka nie wróciła z naszymi Orłami do Polski — wyłączyli na chwilę z gry Wilfredo Leona i odesłali „do bazy” Bartłomieja Bołądzia.
Ale nie z naszymi Orłami takie numery. Ta drużyna to jedność, kolektyw, a do tego ma trenera, który uwielbia zamieszać rywalom w ich grze. I tym razem znów trafił w „10” 😉. Zagraliśmy na trzech przyjmujących, z Wilfredo Leonem na ataku. Przyjmujący Bogdanki LUK Lublin swoją grą sprawił, że zaczynam się zastanawiać, czy na Mistrzostwa Europy w ogóle potrzebny jest drugi atakujący. Bo według mnie Leon będzie świetnym dublerem Bartłomieja Bołądzia, który rozgrywa najlepszy sezon w koszulce z orzełkiem na piersi.
Na lewym skrzydle profesorstwo zaprezentowali Kamil Semeniuk i Tomasz Fornal. Ten drugi — jak na frontmana i motywatora przystało — poderwał Orły do walki w IV secie dwoma asami serwisowymi i odebrał Amerykanom ochotę do gry zmiennością ataku na prawym skrzydle. Został wybrany MVP turnieju 💪.
Wszyscy wiemy, że zagrywka i blok to najbardziej nieprzewidywalne elementy siatkarskiego rzemiosła. I właśnie blokiem przechyliliśmy szalę zwycięstwa w tie-breaku, „odcinając” Jankesom prąd. Jak widać, polski środek wcale nie stracił na jakości po absencjach Mateusza Bieńka i Kuby Kochanowskiego — Bartłomiej Lemański i Szymon Jakubiszak świetnie ich zastępowali w tegorocznej VNL. Czy tak będzie w będących tuż „za rogiem” Mistrzostwach Europy?
Czasu na odpoczynek po obronie złota VNL nie ma zbyt wiele. Naszych Orłów czeka zgrupowanie pod Tatrami, Memoriał Huberta Jerzego Wagnera w krakowskiej Tauron Arenie i wrześniowe Mistrzostwa Europy. A obrona tytułu dała nam już teraz bilet do Los Angeles. Więc jest po co trenować!
*foto: fb/TauronLiga
.png)

















