środa, 30 września 2026

Obronili siatkarski tron Europy — bilet do LA w kieszeni! 👑🏐✈️

Krótko mówiąc: pozamiatali. Reprezentacja polskich siatkarzy Nikoli Grbicia nie zostawiła rywalom żadnych złudzeń — wygrała wszystko, co było do wygrania w tym sezonie.

Jeszcze przed sezonem wiedzieliśmy, co daje obrona tytułu mistrza Europy — nasi siatkarze sami powtarzali, że jadą tam po złoto i bilet na igrzyska olimpijskie w Los Angeles za dwa lata. Ja próbowałem studzić ten napompowany balonik, bo wiadomo: to jest sport, wszystko mogło się wydarzyć. A oni? Jak powiedzieli, tak zrobili 💪.

Nikola Grbić po raz kolejny udowodnił, że jest odpowiednim człowiekiem na odpowiednim miejscu. Z naszymi Orłami zdobył 10 medali na 10 imprezach, w których prowadził reprezentację. Zbudował kolektyw, w którym każdy zna swoje miejsce i zadanie — choć niektórym trudno pogodzić się z rolą, jaką dostali (o tym później 😉). Pokazał nam, kibicom, że jego wybory personalne mają sens w 100%, a każdemu ze swoich wybrańców dał pełną wiarę w ich możliwości.

Zapewnienie sobie prawa startu na igrzyskach w Los Angeles nie oznacza jednak spokojnej głowy dla Grbicia — oj, nie. Za rok mistrzostwa świata na polskiej ziemi, a złota z tej imprezy brakuje w dorobku serbskiego selekcjonera. Do tego trzeba już zacząć myśleć, kogo zabrać na pokład samolotu do LA w 2028 roku. A ja już widzę jednego kandydata na pasażera — w osobie Jakuba Majchrzaka 😎.

Rozegranie:

Marcin Komenda już w zeszłym sezonie reprezentacyjnym pokazał, że potrafi grać na „duże siatkarskie bramki” — a ten sezon tylko to potwierdził. Nikola Grbić zaufał mu i pozwolił mu urosnąć jako rozgrywającemu, stawiając na niego jako na swojego „pierwszego”. Widać to było na tej imprezie: Komenda nie bał się korzystać ze wszystkich stref, w każdym meczu prowadził grę odważnie, a do tego dokładał taktyczną zagrywkę, która regularnie łamała przyjęcie rywali.

I to on jest dla mnie rozgrywającym turnieju — nie Antoine Brizard. Dla mnie selekcja na tej pozycji w kontekście LA jest już zamknięta 😉.

Atak:

Po przerwie Bartosza Kurka było jasne, że Bartłomiej Bołądź stanie się jednym z głównych kandydatów do roli pierwszej armaty polskich Orłów. Nikola Grbić nie zaskoczył — od początku sezonu reprezentacyjnego było widać, że to „Bołi” będzie jego numerem jeden. A atakujący Jurajskich Rycerzy odpłacał mu świetną grą nie tylko w VNL.

Podczas Mistrzostw Europy wielokrotnie pokazywał, że potrafi grać pod presją wyniku i że niestraszne mu jest bycie pierwszą opcją w ataku. Statystyki mówią same za siebie: 113 punktów, z czego aż 101 atakiem. Do tego 5 punktowych bloków, 7 asów serwisowych i skuteczność ataku na poziomie 57,1%.

Co tu dużo mówić — Kewin Sasak „nie dojechał” z formą na sezon reprezentacyjny. I moim zdaniem lepiej było postawić na Gomułkę lub Nasevicha jako drugiego atakującego 😉.
  
Przyjęcie:

Choć Wilfredo Leon niejednokrotnie był nieoceniony dla naszej drużyny — zarówno w ataku, jak i w polu serwisowym — i został wybrany do drużyny turnieju oraz zgarnął nagrodę MVP, to z całym szacunkiem dla przyjmującego Bogdanki LUK Lublin: bardziej na tę statuetkę zasługiwali Kamil Semeniuk i Tomasz Fornal.

Semen po raz kolejny udowodnił, jak wielkim jest graczem — na boisku i poza nim 😍. Wchodząc „z bazy”, dawał jakość z pola serwisowego, z lewego skrzydła i w defensywie. Często był gwoździem do trumny rywali. Nie jedna drużyna chciałaby mieć taką „perełkę” w kwadracie. Trzeba mieć też klasę, by zaakceptować rolę, jaką daje trener: „miej zapięte wrotki w bazie, w każdej chwili mogę Cię potrzebować”. Szacun, Semen 👏.

Na bułgarsko‑włoskich parkietach widzieliśmy też swoistą „transformację” Tomasza Fornala. Praktycznie cały turniej grał na zaciągniętym ręcznym w ofensywie, który puścił dopiero w finale z Francją. Ale to wcale nie przeszkadzało mu w dawaniu jakości — jego defensywa była równie cenna. Czego się nie robi dla dobra drużyny 💪.

Środek:

Gdzie trzech nie może, tam dwóch korzysta — tak można opisać sytuację na polskim środku w minionym sezonie reprezentacyjnym 😂. A mówiąc poważnie: baliśmy się, jak będzie funkcjonował środek po absencjach Bieńka, Hubera i Kochanowskiego. Szymon Jakubiszak i Bartłomiej Lemański pokazali, że te obawy były bezpodstawne 😎.

Ich gra odbierała rywalom skuteczność na tyle, że obaj „wylądowali” w najlepszej szóstce turnieju. Weszli do pierwszej szóstki Orłów „z drzwiami” i rozwinęli swoje siatkarskie skrzydła pod ręką Grbicia. Ale utrzymanie się w niej wcale nie będzie łatwe — wręcz przeciwnie, jeśli tylko w pełni zdrowia będą „Bieniu” i „Kochan” 😉.

A moje prywatne MVP za ten sezon reprezentacyjny? „Leman”. Za siatkarski comeback do kadry po siedmiu latach 💪.

Libero:

To drugi sezon, w którym bezapelacyjnie jedynkę na pozycji libero dzierży Jakub Popiwczak — nawet jeśli po meczu z Bułgarią zebrał kilka nie najlepszych opinii. W całym turnieju przyjmował jednak pozytywnie na poziomie średnio 65%, a ta liczba dała mu miejsce w drużynie marzeń turnieju 💪.

No cóż, Maksymilian Granieczny musi jeszcze poczekać na swoje „pięć minut” w narodowych barwach 😊.

PS. A teraz czas na ligowy dżemik 😋.

*foto: pochodzą z różnych stron

 
 

środa, 23 września 2026

Z Sofii do Mediolanu – mistrzowie Europy zrobili swoje i są pewni gry o medale.

W zasadzie ten tytuł mógłby być treścią tego wpisu i basta! Po wyeliminowaniu Łotwy w 1/8 ME nasze Orły w ćwierćfinale rozbiły Niemców 3:0 i zameldowały się w półfinale imprezy sezonu.

Zaskoczeni? Po treningowym zwycięstwie nad reprezentacją Łotwy i niespodziewanym wyeliminowaniu Bułgarów przez naszych zachodnich sąsiadów — trudno było nie przecierać oczu ze zdumienia. Oglądałem to spotkanie sporymi fragmentami i byłem pod ogromnym wrażeniem, jak reprezentacja Niemiec się odradza i wyrzuca Bułgarów „za burtę” Mistrzostw Europy. Tym samym stało się jasne, że ekipę Nikoli Grbicia czeka nie lada przeprawa, której stawką była walka o medale siatkarskiego Euro na mediolańskich parkietach.

Wynik tego spotkania jest zgubny, bo reprezentacja prowadzona przez trenera Bottiego chwilami naprawdę prezentowała dobrą siatkówkę, stawiając trudne warunki drużynie broniącej tytułu Mistrza Europy — zwłaszcza w trzecim secie.

Wtedy rywale wypracowali sobie cztery punkty przewagi, a nasze Orły musiały gonić wynik. I właśnie w tym momencie po raz kolejny swoją klasę i rolę w drużynie pokazał Tomasz Fornal, który wziął sprawy w swoje ręce (także w defensywie), pomógł odrobić straty i pozbawił Niemców nadziei, że ten mecz potrwa dłużej niż trzy sety.

To nie był mecz bloków w wykonaniu biało‑czerwonych — w tym elemencie zdobyliśmy zaledwie dwa punkty. Jednak świetnie funkcjonował system blok–obrona, dzięki któremu wyprowadzaliśmy zabójcze dla Niemców kontry. Nasi środkowi może nie „murowali” siatki rywalom, ale dawali sporo dobrego w ofensywie. Warto też zauważyć, jak równo i mądrze rozrzucał piłki nasz rozgrywający, kreując grę reprezentacji nawet z trudnych piłek, dokładając do tego taktyczną zagrywkę utrudniającą przyjęcie rywalom.

Było o Tomaszu Fornalu, Marcinie Komendzie i naszych środkowych — czas wspomnieć o tych, którzy przodowali w ofensywie we wczorajszym meczu. Wilfredo Leon zdobył 17 punktów na 22 próby, notując aż 77% skuteczności w ataku🔥. Pokazał rywalom, że potrafi się bawić ofensywą😊.

Swój many time player w tym sezonie potwierdził — i oby potwierdzał to jeszcze w dwóch meczach😎 — Bartłomiej Bołądź. „Bołi” był we wczorajszym spotkaniu drugim najskuteczniejszym atakującym naszej drużyny: 13 punktów przy 54% skuteczności.

I takim oto sposobem lecimy do Mediolanu walczyć o medale Mistrzostw Europy. Rywala półfinałowego poznamy już za kilka godzin — mój siatkarski nos podpowiada, że może to być reprezentacja Belgii. Niezależnie od tego, kto stanie po drugiej stronie siatki, emocji na pewno nie zabraknie 😉.

*fotografie pochodzą z różnych stron

 

czwartek, 17 września 2026

4:1 — bilans polskich Orłów po fazie grupowej Mistrzostw Europy 🦅.

Z takim wynikiem obecni Mistrzowie Europy zakończyli rozgrywki w grupie B. Czy mogło być lepiej?

Oczywiście, że mogło. Od początku wiedzieliśmy, że poważniejsze granie dla naszej reprezentacji zacznie się dopiero od meczów z Ukrainą i Bułgarią. Ale przynajmniej nie będziemy już zadawać sobie tego starego, przewrotnego pytania: „I z kim my tu mamy przegrać?”.

I choć w meczu z Bułgarami mieliśmy problem z pierwszą akcją i graliśmy bez prawego skrzydła – bo słabszy mecz zagrał Bartłomiej Bołądź, a Kewin Sasak utwierdził (chyba) w przekonaniu, że nie dowiózł formy na imprezę sezonu po kontuzji barku – w konsekwencji przegraliśmy to spotkanie po tie-breaku. A sam Nikola Grbić tak podsumował ten wynik: lepiej, że przegraliśmy teraz, bo możemy się obudzić. Trudno się z tym nie zgodzić, bo kolejna porażka przed strefą medalową bukuje nam z automatu bilety powrotne do Polski, a tego byśmy nie chcieli 😊.

Okazja do rewanżu już w ćwierćfinale (jeśli Bułgaria w 1/8 pokona Niemców), bo nikt nie zakłada innego scenariusza niż pokonanie Łotwy przez naszą reprezentację i zameldowanie się w najlepszej ósemce. Na pewno ten mecz będzie inny od tego wczorajszego z dwóch powodów: nasi wyjdą na to spotkanie bardziej skoncentrowani i uciszą bułgarskich kibiców, a stawką tego meczu będzie być albo nie być w walce o medale Mistrzostw Europy.

Na koniec chciałbym napisać kilka słów o tym, kto według mnie wyróżniał się w koszulce z orzełkiem w fazie grupowej. Tomek Fornal jak na razie radzi sobie różnie w elementach ofensywnych, w tym turnieju, choć według statystyk zdobył już 53 punkty. To jednak żaden problem dla Nikoli Grbicia, bo przecież w obwodzie ma Wilfredo Leona i Kamila Semeniuka. A Semeniuk gra jak dotąd kosmiczny turniej! Nie tylko w elemencie zagrywki, ale też na lewym skrzydle jest nie do zatrzymania. Jego pipe'y grane z Marcinem Komendą sprawiają, że rywale bezradnie rozkładają ręce – niejedna reprezentacja chciałaby mieć takiego rezerwowego w swoich szeregach 🔥.

Wielu miało obawy o polski środek, ale jak widać – niepotrzebnie. Za sprawą duetu Bartłomiej Lemański i Szymon Jakubiszak dzieje się tam wiele pozytywnego, a obaj panowie potrafią dodatkowo mocno poruszyć rywali w przyjęciu swoim serwisem.

Bartłomiej Bołądź, jak napisałem wcześniej, nie rozegrał wczoraj najlepszego spotkania, ale i tak jest prawdziwym liderem biało-czerwonych na prawym skrzydle. Najlepiej potwierdzają to liczby: w pięciu meczach zdobył 62 punkty, notując 53 punktowe ataki (świetne 62% skuteczności!), 5 asów serwisowych i 4 punktowe bloki. Jednym słowem: 🚀. Widać, co znaczy zaufanie trenera i zbudowanie zawodnika w roli pierwszego atakującego. „Bołi”, czekamy na więcej 😎.

*fotografie pochodzą z różnych stron


 

środa, 9 września 2026

Grbić odsłonił karty. Czy ta 15 dowiezie złoto i olimpijski bilet do Los Angeles?

Impreza sezonu startuje dziś. Piętnastka Grbicia jutro w Sofii rusza po obronę mistrzowskiego tytułu. 

Nie oszukujmy się — jedziemy tam po medal jednego koloru. Interesuje nas tylko złoto 😋. Ten kruszec będzie nie tylko obroną europejskiego tronu, ale też przepustką na igrzyska olimpijskie w Los Angeles, w 2028 roku.

W fazie grupowej na drodze naszej kadry staną Portugalia, Izrael, Macedonia, Ukraina oraz Bułgaria. Prawdziwe granie zacznie się jednak dopiero z aktualnymi srebrnymi medalistami mistrzostw świata — wtedy zobaczymy, gdzie jesteśmy. Do tego momentu możemy spodziewać się rotacji tak, by każdy z wybrańców Nikoli Grbicia poczuł turniej z parkietu.

Choć do Sofii poleciała piętnastka, którą widzieliśmy choćby w krakowskiej Tauron Arenie na Memoriale Huberta Jerzego Wagnera, do turnieju można zgłosić tylko czternastkę. „Szczęśliwcem” w roli jokera medycznego został Jakub Majchrzak.

Rozegranie

Od początku sezonu było wiadomo, że duet na tej pozycji będzie wyglądał właśnie tak: Marcin Komenda i Janek Firlej. Mój siatkarski nos podpowiada, że „jedynką” na pierwsze mecze turnieju będzie Firlej — co wcale nie oznacza, że rozgrywający Bogdanki LUK-u Lublin nie będzie pod prądem. Musi być, bo przed meczami o stawkę nie ma miejsca na rozruch. A o stawkę potrafi grać z naprawdę niezłym skutkiem 😉.

Atak:

Nikt chyba nie wyobraża sobie ataku polskich Orłów bez Bartłomieja Bołądzia, który — odkąd Nikola Grbić postawił na niego jako na pierwszą armatę — rozgrywa sezon życia w biało‑czerwonych barwach. Powiem krótko: rywale będą mieć z nim ciężką przeprawę. MVP Memoriału Wagnera jest „w gazie”, a ja widziałem to na własne oczy 😎.

Podczas Memoriału było widać, że Kewin Sasak wraca po kontuzji, ale jeszcze faluje. I tu pojawia się pytanie: jak będzie na Mistrzostwach Europy? Czy zacznie mecze ze słabszymi rywalami w wyjściowym składzie? Wypadałoby — bo „Bołiemu” może być potrzebne wsparcie, gdy zacznie się granie o medale, czyli mecze z gatunku: grać albo nie grać o wszystko.

Przyjęcie:

Czy ktoś wyobraża sobie mecze o wysoką stawkę bez duetu Fornal–Leon? Ja przynajmniej nie 😍. Tak samo jak tego, że pierwszym „w bramkach” do wejścia na parkiet będzie Kamil Semeniuk. A strażakami na tej pozycji, gotowymi „gasić” pożary na przyjęciu, będą Artur Szalpuk i Aleksander Śliwka.

Przyjmujący Asseco Resovii Rzeszów potrafi poderwać drużynę swoim dobrym vibem, przebojowością w ataku z lewego skrzydła i serwisem — jednym słowem: joker w talii Grbicia 💪. Oby kapitan wniósł do zespołu coś więcej niż tylko mentalność… także czysto sportową wartość.

Środek:

Szymon Jakubiszak i Bartłomiej Lemański pokazali, że potrafią godnie zastąpić „Bienia” i „Kochana”. Rywalom może robić się ciemno przed oczami, gdy polska wieża na środku siatki zacznie im „gasić światło”. A Szymon Jakubiszak udowodnił, że wciąż potrafi zdobywać punkty ze środka oraz ruszyć rywala na przyjęciu swoim floatem. Czy tak samo będzie na siatkarskim Euro?

I tu pojawia się dla mnie zaskoczenie (może nie tylko dla mnie 😊). Uważam, że trzecim środkowym powinien być Jakub Majchrzak, a nie Jakub Nowak. Środkowy z Olsztyna zasłużył na miejsce w docelowej imprezie sezonu — nie tylko za progres w reprezentacji, ale też za czystą sportową wartość, którą wniósł do kadry. Pamiętajmy jednak, że ostatecznie decyduje trener…

Libero:

Jakub Popiwczak i Maksymilian Granieczny — chyba wszystkie drużyny na Mistrzostwach Europy zazdroszczą nam takiego duetu na libero, i słusznie. Pozostaje mieć nadzieję, że także libero z Suwałk dostanie swoje minuty, by odbierać rywalom ochotę do gry swoją pracą w przyjęciu i obronie.

No to co — będziemy zdzierać gardła, dopingując nasze Orły w drodze po złoto Mistrzostw Europy. Emocji, jak zawsze, nie zabraknie. Zawałów serc u biało‑czerwonych kibiców też… czyli klasyka gatunku.

*foto: fb/ Memoriał Huberta Jerzego Wagnera


czwartek, 3 września 2026

Klątwa Tauron Areny przełamana — przyniosłem szczęście naszym Orłom! 🔥

Końcówka wakacji kojarzy się z powrotem do szkoły i nadchodzącą jesienią — mnie, siatkoholikowi, z Memoriałem Huberta Jerzego Wagnera.

Kiedy trzy lata temu spełniłem swoje marzenie, by dopingować nasze Orły na żywo podczas najbardziej znanego towarzyskiego turnieju siatkarskiego na świecie, nie wiedziałem, że stanie się to moją tradycją. To był mój czwarty raz — i drugi w nieco innym składzie😉.

Podobnie jak rok temu, nasz „the best team” znów robił zamieszanie w sektorze dla osób z niepełnosprawnościami. W drugim dniu tego siatkarskiego pikniku… chrypka była, czyli nie było six seven, lecz była za to świetna zabawa 😀.

O tę zabawę zadbali nie tylko siatkarze na parkiecie — choć to dla nich tam pojechałem. Swoje dorzucił też wodzirej, który pilnował, żeby atmosfera na trybunach była przednia💪. A „kawa z diabłem” leci mi w głośnikach do dziś.

Góra z górą się nie zejdzie, lecz człowiek z człowiekiem zawsze — i to przysłowie miało pełne pokrycie w krakowskiej Tauron Arenie😉. Jak sama powiedziała, musiałam jechać aż do Krakowa na mecz, żeby spotkać legendę siatkarskiego kontentu w internecie. Z tą „legendą” trochę przesadziłaś, ale jedno jest pewne — nasi licealni humaniści muszą wziąć się do roboty i w końcu zorganizować spotkanie😎.

Na moment wrócę do tego, co jest osią całego posta — do siatkówki. Mecz naszych Orłów z Amerykanami (3:1), czyli mały rewanż za finał VNL sprzed kilku tygodni, poprzedziło starcie Francji ze Słowenią (3:1). Wszystkie trzy reprezentacje szlifowały formę przed startującymi już za tydzień Mistrzostwami Europy.

Mojemu siatkarskiemu oku nie umknęła świetna gra Trójkolorowych, zwłaszcza Stephena Boyera — widać, że odejście z Rzeszowa wyszło mu na dobre. Ale chyba nikogo to nie dziwi😉.

Czy mistrzowie olimpijscy będą groźni na mistrzostwach Starego Kontynentu — to się dopiero okaże, ale ich forma w Krakowie wyglądała naprawdę solidnie.

Punktem kulminacyjnym tego dnia był mecz naszych Orłów z Amerykanami — na który oczywiście czekałem. Niektórzy czekali przede wszystkim na „Forniego” w wyjściowym składzie zwycięzców tegorocznej VNL, ale się nie doczekali. I tak oto sens tej dyscypliny został na chwilę zaburzony (tą osobą oczywiście nie byłem ja😂).

Choć było mi dane po raz czwarty odśpiewać na żywo dwie zwrotki Mazurka Dąbrowskiego. A spod moich okularów leciały łzy — nie tylko z wrażliwości, którą zawdzięczam swojemu „pakietowi szczęścia”, ale też z dumy bycia Polakiem i kibicem tej dyscypliny💗.

Podobnie jak na meczu Francji ze Słowenią, tak i na „naszym” meczu włączyłem swoje siatkarskie oko. Widać było, że nasi reprezentanci potraktowali ten mecz jak solidny trening wszystkich elementów — i całkiem dobrze im to wychodziło, co zresztą widać po wyniku.

Nasuwają mi się dwa pytania. Czy rola, jaką Artur Szalpuk pełnił w tym meczu i całym Memoriale, oznacza, że szybciej zamelduje się na Podpromiu? I czy Jakub Majchrzak wykorzysta pech Bartłomieja Lemańskiego i pojedzie na swoje pierwsze w karierze Mistrzostwa Europy? Odpowiedzią na te pytania będzie czternastka, jaką Nikola Grbić zabierze na docelową imprezę tego sezonu😎.

Po meczu przyszedł czas, żeby oblać fakt, że po raz pierwszy w historii moje kibicowanie w krakowskiej Tauron Arenie przyniosło szczęście naszym Orłom😉.

Ci, którzy mnie dobrze znają, wiedzą, że jestem nie tylko od siatkówki i tańca, ale też od różańca. Dlatego nazajutrz pojechaliśmy do Sanktuarium Miłosierdzia Bożego w krakowskich Łagiewnikach — a obrazki z dąbrowickich wczasorekolekcji wracały kilkukrotnie😇.

Rok to dużo i byłem pod wrażeniem, jak najmłodszy członek rodziny szalał po autostradzie. Dla niektórych było to za szybko (dla mnie nie😋). Humory nam dopisywały, co zresztą widać na zdjęciach i nagraniach — po obejrzeniu jednego z nich możecie mieć mieszane odczucia, macie do tego pełne prawo😊. Może to przez smak nachosów… przez chwilę myślałem, że napiszę współczesną wersję legendy o smoku wawelskim i wypiję wodę z Wisły.

Fajnie, że nie byłem jedynym reprezentantem mojego „pakietu szczęścia” na trybunach największej hali w kraju. To oznacza, że nie tylko ja czuję flow tej dyscypliny💚.











 












*foto & video archiwum prywatne