Z takim wynikiem obecni Mistrzowie Europy zakończyli rozgrywki w grupie B. Czy mogło być lepiej?
Oczywiście, że mogło. Od początku wiedzieliśmy, że poważniejsze granie dla naszej reprezentacji zacznie się dopiero od meczów z Ukrainą i Bułgarią. Ale przynajmniej nie będziemy już zadawać sobie tego starego, przewrotnego pytania: „I z kim my tu mamy przegrać?”.
I choć w meczu z Bułgarami mieliśmy problem z pierwszą akcją i graliśmy bez prawego skrzydła – bo słabszy mecz zagrał Bartłomiej Bołądź, a Kewin Sasak utwierdził (chyba) w przekonaniu, że nie dowiózł formy na imprezę sezonu po kontuzji barku – w konsekwencji przegraliśmy to spotkanie po tie-breaku. A sam Nikola Grbić tak podsumował ten wynik: lepiej, że przegraliśmy teraz, bo możemy się obudzić. Trudno się z tym nie zgodzić, bo kolejna porażka przed strefą medalową bukuje nam z automatu bilety powrotne do Polski, a tego byśmy nie chcieli 😊.
Okazja do rewanżu już w ćwierćfinale (jeśli Bułgaria w 1/8 pokona Niemców), bo nikt nie zakłada innego scenariusza niż pokonanie Łotwy przez naszą reprezentację i zameldowanie się w najlepszej ósemce. Na pewno ten mecz będzie inny od tego wczorajszego z dwóch powodów: nasi wyjdą na to spotkanie bardziej skoncentrowani i uciszą bułgarskich kibiców, a stawką tego meczu będzie być albo nie być w walce o medale Mistrzostw Europy.
Na koniec chciałbym napisać kilka słów o tym, kto według mnie wyróżniał się w koszulce z orzełkiem w fazie grupowej. Tomek Fornal jak na razie radzi sobie różnie w elementach ofensywnych, w tym turnieju, choć według statystyk zdobył już 53 punkty. To jednak żaden problem dla Nikoli Grbicia, bo przecież w obwodzie ma Wilfredo Leona i Kamila Semeniuka. A Semeniuk gra jak dotąd kosmiczny turniej! Nie tylko w elemencie zagrywki, ale też na lewym skrzydle jest nie do zatrzymania. Jego pipe'y grane z Marcinem Komendą sprawiają, że rywale bezradnie rozkładają ręce – niejedna reprezentacja chciałaby mieć takiego rezerwowego w swoich szeregach 🔥.
Wielu miało obawy o polski środek, ale jak widać – niepotrzebnie. Za sprawą duetu Bartłomiej Lemański i Szymon Jakubiszak dzieje się tam wiele pozytywnego, a obaj panowie potrafią dodatkowo mocno poruszyć rywali w przyjęciu swoim serwisem.
Bartłomiej Bołądź, jak napisałem wcześniej, nie rozegrał wczoraj najlepszego spotkania, ale i tak jest prawdziwym liderem biało-czerwonych na prawym skrzydle. Najlepiej potwierdzają to liczby: w pięciu meczach zdobył 62 punkty, notując 53 punktowe ataki (świetne 62% skuteczności!), 5 asów serwisowych i 4 punktowe bloki. Jednym słowem: 🚀. Widać, co znaczy zaufanie trenera i zbudowanie zawodnika w roli pierwszego atakującego. „Bołi”, czekamy na więcej 😎.
*fotografie pochodzą z różnych stron


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz