czwartek, 3 września 2026

Klątwa Tauron Areny przełamana — przyniosłem szczęście naszym Orłom! 🔥

Końcówka wakacji kojarzy się z powrotem do szkoły i nadchodzącą jesienią — mnie, siatkoholikowi, z Memoriałem Huberta Jerzego Wagnera.

Kiedy trzy lata temu spełniłem swoje marzenie, by dopingować nasze Orły na żywo podczas najbardziej znanego towarzyskiego turnieju siatkarskiego na świecie, nie wiedziałem, że stanie się to moją tradycją. To był mój czwarty raz — i drugi w nieco innym składzie😉.

Podobnie jak rok temu, nasz „the best team” znów robił zamieszanie w sektorze dla osób z niepełnosprawnościami. W drugim dniu tego siatkarskiego pikniku… chrypka była, czyli nie było six seven, lecz była za to świetna zabawa 😀.

O tę zabawę zadbali nie tylko siatkarze na parkiecie — choć to dla nich tam pojechałem. Swoje dorzucił też wodzirej, który pilnował, żeby atmosfera na trybunach była przednia💪. A „kawa z diabłem” leci mi w głośnikach do dziś.

Góra z górą się nie zejdzie, lecz człowiek z człowiekiem zawsze — i to przysłowie miało pełne pokrycie w krakowskiej Tauron Arenie😉. Jak sama powiedziała, musiałam jechać aż do Krakowa na mecz, żeby spotkać legendę siatkarskiego kontentu w internecie. Z tą „legendą” trochę przesadziłaś, ale jedno jest pewne — nasi licealni humaniści muszą wziąć się do roboty i w końcu zorganizować spotkanie😎.

Na moment wrócę do tego, co jest osią całego posta — do siatkówki. Mecz naszych Orłów z Amerykanami (3:1), czyli mały rewanż za finał VNL sprzed kilku tygodni, poprzedziło starcie Francji ze Słowenią (3:1). Wszystkie trzy reprezentacje szlifowały formę przed startującymi już za tydzień Mistrzostwami Europy.

Mojemu siatkarskiemu oku nie umknęła świetna gra Trójkolorowych, zwłaszcza Stephena Boyera — widać, że odejście z Rzeszowa wyszło mu na dobre. Ale chyba nikogo to nie dziwi😉.

Czy mistrzowie olimpijscy będą groźni na mistrzostwach Starego Kontynentu — to się dopiero okaże, ale ich forma w Krakowie wyglądała naprawdę solidnie.

Punktem kulminacyjnym tego dnia był mecz naszych Orłów z Amerykanami — na który oczywiście czekałem. Niektórzy czekali przede wszystkim na „Forniego” w wyjściowym składzie zwycięzców tegorocznej VNL, ale się nie doczekali. I tak oto sens tej dyscypliny został na chwilę zaburzony (tą osobą oczywiście nie byłem ja😂).

Choć było mi dane po raz czwarty odśpiewać na żywo dwie zwrotki Mazurka Dąbrowskiego. A spod moich okularów leciały łzy — nie tylko z wrażliwości, którą zawdzięczam swojemu „pakietowi szczęścia”, ale też z dumy bycia Polakiem i kibicem tej dyscypliny💗.

Podobnie jak na meczu Francji ze Słowenią, tak i na „naszym” meczu włączyłem swoje siatkarskie oko. Widać było, że nasi reprezentanci potraktowali ten mecz jak solidny trening wszystkich elementów — i całkiem dobrze im to wychodziło, co zresztą widać po wyniku.

Nasuwają mi się dwa pytania. Czy rola, jaką Artur Szalpuk pełnił w tym meczu i całym Memoriale, oznacza, że szybciej zamelduje się na Podpromiu? I czy Jakub Majchrzak wykorzysta pech Bartłomieja Lemańskiego i pojedzie na swoje pierwsze w karierze Mistrzostwa Europy? Odpowiedzią na te pytania będzie czternastka, jaką Nikola Grbić zabierze na docelową imprezę tego sezonu😎.

Po meczu przyszedł czas, żeby oblać fakt, że po raz pierwszy w historii moje kibicowanie w krakowskiej Tauron Arenie przyniosło szczęście naszym Orłom😉.

Ci, którzy mnie dobrze znają, wiedzą, że jestem nie tylko od siatkówki i tańca, ale też od różańca. Dlatego nazajutrz pojechaliśmy do Sanktuarium Miłosierdzia Bożego w krakowskich Łagiewnikach — a obrazki z dąbrowickich wczasorekolekcji wracały kilkukrotnie😇.

Rok to dużo i byłem pod wrażeniem, jak najmłodszy członek rodziny szalał po autostradzie. Dla niektórych było to za szybko (dla mnie nie😋). Humory nam dopisywały, co zresztą widać na zdjęciach i nagraniach — po obejrzeniu jednego z nich możecie mieć mieszane odczucia, macie do tego pełne prawo😊. Może to przez smak nachosów… przez chwilę myślałem, że napiszę współczesną wersję legendy o smoku wawelskim i wypiję wodę z Wisły.

Fajnie, że nie byłem jedynym reprezentantem mojego „pakietu szczęścia” na trybunach największej hali w kraju. To oznacza, że nie tylko ja czuję flow tej dyscypliny💚.











 












*foto & video archiwum prywatne


















Brak komentarzy:

Prześlij komentarz