Życzyć im wygrania siatkarskiej Ligi Mistrzów to, jakby nic, nie powiedzieć. Bo na krajowym podwórku wygrali już wszystko. W niedzielę, w krakowskiej Tauron Arenie, zdobyli to czego im brakowało na rodzimym podwórku.
Mowa oczywiście o Tauron Pucharze Polski, gdzie w finałowym, niepozostawiając złudzeń Asseco Resovii Rzeszów (3:0). Asseco Resovii Rzeszów, która co tu dużo mówić meczem półfinałowym, rozbudziła apetyty swoich kibiców, na końcowy triumf i przywiezienie tego prrestiżowego trofeum do Rzeszowa. Tak samo, jak rozpudziła apetyty, tak samo powiedzmy wprost - zlekceważyła rywala. Myśląc, że rywale, którzy grali dwa tie-breaki, położą się na parkiecie przed nazwą klubu z Podpromia. Niestety tak się nie stało, bo Bogdanka LUK Lublin to profeska, w każdym cału. Profeska, która zagrała kolektywem i zdominowała zespół z Rzeszowa, w każdym siatkarskim elemencie - mówiąc wprost, wybiła Rzeszowianom siatkówkę z głowy. Może teraz przesadzę, ale Bogdanka LUK Lublin posiada to, co kiedyś ZAKSA Kędzierzyn-Koźle, czyli DNA zwycięzcy i na tym polega jej fenomen. Fenomen, który nie polega, na co sezonowym "wietrzeniu szatni", a na zbudowaniu kolektywu, który czasem grając, potrafi być tak samo zabójczy dla rywala. Kolektywu, którego dyrygentami są Marcin Komenda i Wilfredo Leon, wspomagani przez Grozdanova i Sasaka. Do tego kolektywu, co sezon są sukcesywnie dodawani, są nowi nowi gracze, którzy idealnie się wpasowują w tę układankę Mistrza Polski, To samo dotyczy Stefana Antigi, który zastąpił Massimo Bottiego na ławce trenerskiej Bogdanki LUK Lublin
*foto: www.plusliga.pl

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz