Na zakończenie zmagań w fazie grupowej siatkarskiej Ligi Mistrzów. Asseco Resovia Rzeszów udała się do Lizbony, by zlekceważyć rywala i otrzymać lekcje siatkówki od tamtejszego Sportingu Lizbona (3:1).
Zanim przejdę do tego, co się działo na parkiecie to, zapytam: Który to już raz Asseco Resovia Rzeszów zlekceważyła rywala i otrzymała lekcję siatkówki? Nie pierwszy i nie ostatni😎. Ktoś powie, ale przecież wygrali seta to, przecież żaden blamaż. No nie dla mnie, wszyscy wiemy, ile w Europie i na świecie znaczy portugalska liga siatkówki, a ile PlusLiga. I z szacunku dla "pasiastych" kibiców siatkarze Asseco Resovii Rzeszów powinni walczyć o pełną pulę! Każdy ma prawo do swojego zdania, ja swojego zdania nie zmienię i basta😊! Zawodnicy Massimo Bottiego najwyraźniej jako mrzonki wzięli to, że portugalski zespól jest groźny na swoim podwórku. Nie były to mrzonki od pierwszej piłki gospodarze pokazali, że nie robi na nich wrażenia nazwa klubu i zamierzają tutaj walczyć o fajny wynik (który, jak się okazało dał im przepustkę do walki o puchar CEV). Swoim serwisem rozmontowali przyjęcie rzeszowskiego kameleona, czego efektem był szybki zjazd "do bazy", mającego chyba dożywotni kontrakt na rzeszowskim Podpromiu Klemena Cebulja😋. Co pozwalało Siergiejowi Grankinkowi mimo 41 lat pokazać, że umiejętności siatkarskich tak szybko się nie zapomina, a na jego rozgrywanie na czystej siatce, patrzyło się z czystą przyjemnością😍. Swoją drogą, jak dla mnie on i Marcin Janusz, byli najjaśniejszymi postaciami swoich ekip w tym środowym spotkaniu. Zagrywka to nie jedyny siatkarski element, od którego zginął rzeszowski kameleon w Portugalii. Zginął także od pokazu siły i determinacji portugalskiego zespołu w elemencie obrony i asekuracji, czy zabójczych grze w ataku, po której gracze Asseco Resovii Rzeszów, nie mieli czego zbierać. Rzeszowskie 🐺 miały jedynie otwartą grę pierwszym tempem na środku siatki, bo po innych kierunkach, robiło im się ciemno przed oczami od "gaszenia światła" przez rywali. Do wygrywania meczów potrzeba czegoś więcej niż tylko pierwszego tempa na środku tempa, ale cóż jestem malkontentem drużyny, która w każdym spotkaniu, zostawia "pasiaste"💗 na parkiecie😉.
Tak się zastanawiam czy mecze barażowe o ćwierćfinał Ligi Mistrzów z Knack Volley Roeselare, będą ostatnimi meczami w tegorocznej Lidze Mistrzów dla Asseco Resovii Rzeszów. Z takim podejściem to zdecydowanie TAK, ale przecież wszystko można kupić to i grę w kolejnej Lidze Mistrzów też się kupi😜. I ciekawe, jaką twarz rzeszowskiego kameleona, zobaczymy jutro w Bełchatowie😎.
*foto: fb/Asseco Resovia Rzeszów

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz