W 19 kolejce PlusLigi, w niemalże wypełnionej do ostatniego miejsca hali Podpromie. Asseco Resovia Rzeszów podejmowała Bogdankę LUK Lublin (3:2).
Dla obu drużyn był to powrót do walki o ligowe punkty, po porażkach w poprzedniej ligowej kolejce. Dla ekipy z Podpromia ten mecz był okazją do rewanżu za finał Pucharu Polski, a także okazją do tego, by choć trochę, odzyskać mocno nadszarpnięte zaufanie swoich kibiców.
Od pierwszych piłek spotkaniia było widać, że to będzie widowisko godne hitu kolejki🔥. Obie drużyny nie szczędziły sobie długich wymian. Jednak z czasem gospodarze wczorajszego spotkania, zaczęli pokazywać, że wyszli na parkiet, z zamiarem zwycięstwa w tym spotkaniu. A było to widać za sprawą zagrywek taktycznych, które sprawiały problem Mistrzom Polski, czy też czytaniem kierunków ich atataków, co skutkowało punktowymi blokami po stronie drużyny z Rzeszowa. Punktowe bloki i dobra gra Artura Szalpuka z Karolem Butrynem sprawiły, że drużyna Massimo Bottiego, zbudowała kilkupunktową przewagę. Kibicom "Pasoów" mogła się ona wydawać na tyle bezpieczna, by ją dowieźć do końca seta. Nic bardziej mylnego, bo zespół Bogdanki LUK Lublin pokazał, że nadal potrafi walczyć i jest nadal groźnym zespołem, mimo braku Kewina Sasaka. Pomogła im w tym "druga twarz" Karola Butryna, która pomogła Mistrzowi Polski, pokazać zespołówość. Zagrywki Hilir Henno oraz gra Wilfredo Leona, który w końcówce tego seta, jak na lidera przyształo, wziął wszystko w swoje ręce. Pewnie, nie byłem jedynym kibicem drużyny z Rzeszowa, który w momencie, dochodzenia do głosu gości, pomyślał - zaczyna się😎. To spotkanie pokazało, że trener Massimo Botti ma więcej cierpliwości do Karola Butryna niż Klemena Cebulja, bo od początku drugiego seta, atakujący drużyny z Rzeszowa był na parkiecie, słoweński przyjmujący już resztę meczu, oglądał "z bazy". A Karol Butryn odpłacił się trenerowi skuteczną grą, zaś Yacine Louati pokazał, że jest gotowy wejść "z bazy" i wnieść do gry zespołu sporo dobrego. Drużyna z Rzeszowa powróciła do gry w tym meczu, nie tylko za sprawą dobrej gry prawego skrzydła, czy dofbrej gry w obronie Michała Potery, dobrej gry na siatce "Reski" oraz błędów własnych Mistrza Polski. III seta gospodarze zaczęli od dobrych zagrywek swojego Kapitana, które dały jej prowadzenie (3:1). Jednak drużyna z Lublina szybko wzięła się do roboty i wyszła nawet na prowadzenie (11:13), drużyna z Rzeszowa jednak wzięła się roboty, odrobiła straty, a potem wygrała seta. Za sprawą Artura Szalpuka, który nie bał się brać odpowiedzialności na swoje barki. Kibice drużyny z Rzeszowa po wygraniu III seta, pewnie dopisywali już punkty do ligowej tabeli😊. W IV partii Lublinianie postawili wszystko na jedną kartę, by doprowadzić do tie-breaka, kluczem do tego okazała sekwencja zagrywek Francuza Henno. Tie-break to prawdziwy koncert gry "Pasów" z pola serwisowego to, właśnie zagrywka pozwoliła Rzeszowianon, odnieść to arcyważne zwycięstwo😍. Choć zwycięstwo odniosła cała drużyna to jego, nie byłoby gdyby nie dwaj siatkarze. Pierwszy to libero Michał Potera, który świetnie spisywał się w elemencie. A ten drugi to nikt inny, jak "Szalupa" (MVP). Czy ktoś ma jeszcze wątpliwości, jak ważną postacią dla Asseco Resovii Rzeszów, jest Artur Szalpuk😎? Był prawdziwym liderem swojej drużyny w ataku - 28 punktów/2 asy/3 bloki, atakował z 66% skutecznością, dołożył także 4 obrony. Potrafił dostosować formę ataku, czym niejednokrrotnie zaskakiwał graczy w żółto-czarnych strojach. Jednym słowem Król Artur i lider 🐺 przez "L"💪. Na koniec zapytam. Którą "twarz" Asseco Resovii Rzeszów zobaczymy w dwumeczu z Alurorem CMC Wartą Zawiercie? I czy w końcu zobaczymy drużynę z Rzeszowa grającą na dobrym i równym poziomie. Odpowiedzi na te pytania poznamy oglądając ich mecze😉.
*foto: fb/Asseco Resovia Rzeszów


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz