środa, 12 czerwca 2019

Nowa "wataha" na Podpromiu!


Niby, za oknem żar się leje z nieba, a nad Podpromiem porywiste wiatry, które przywiały ośmiu nowych siatkarzy oraz nowego dowodzącego watahą rzeszowskich „Wilków”. Jednak czy znów mogło być inaczej? Po sezonie gdzie mieliśmy wydawać, by się mogło „dream team”. A wszyscy wiemy, jak się skończyło… Oby tym razem z pozytywnym skutkiem.

Skład Asseco ResoviI Rzeszów na sezon 2019/2020:

Rozgrywający: Kawika Shoji, Marcin Komenda
Przyjmujący: Rafał Buszek, Nicolas Marechal, Tomas Rousseaux, Nicholas Hoag
Środkowi: Marcin Możdżonek, Bartłomiej Lemański, Grzegorz Kosok, Bartłomiej Krulicki
Atakujący: Damian Schulz, Zbigniew Bartman
Libero: Luke Perry, Bartosz Mariański
Trener: Piotr Gruszka

Wszyscy wiemy, że rozgrywający jest „mózgiem” drużyny, to od niego wg. mnie powinno się zacząć budowanie składu, czy też ustalanie wyjściowej „6”. Amerykański rozgrywający w kilku spotkaniach, już w tamtym sezonie pokazał, że warto na niego stawiać. Dokładając przy tym swoją zagrywkę, która niejednokrotnie przybliżała naszą drużynę do wygranej. Mam nadzieję, że młody rozgrywający reprezentacji Polski, potwierdzi to, że posiada papiery na dobrego rozgrywającego. Jak w meczu Ligi Narodów z reprezentacją Francji, czy w katowickiej „Gieksie” przez ostatnie dwa sezony. Zatem walka o „1” na rozegraniu zapowiada się ciekawie. Od dobrego przyjęcia zależy powodzenie pierwszej akcji. Czy belgijski przyjmujący rozwiąże problem z lewym skrzydłem? Czy Francuz i Kanadyjczyk, którzy już posmakowali PlusLigi będą mocnym wsparciem dla Russeux? Choć Nicholas Hoag nie może mile wspominać pierwszej przygody z naszą ligą, bowiem zatonął ze szczecińską Stocznią, ale powetował sobie to nie powodzenie broniąc barw Sir Safety Perugia, z którą wywalczył wicemistrzostwo kraju oraz Puchar Włoch. Czy doświadczony Resoviak – Rafał Buszek będzie rezerwowym? A może wyśle któregoś z zagranicznych przyjmujących „do bazy”? I udowodni swoją przydatność do „team wolf”. Wszędzie dobrze, ale w domu najlepiej. Tym przysłowiem można określić powrót Grzegorza Kosoka na Podpromie. Po kilka latach gry w innych klubach (ostatni sezon brąz z JW, 65 bloków). Jeśli wieżowiec „Leman” powróci do wysokiej formy, dodajmy do tego wieżę, w osobie naszego kapitana. Dopełniając to trio środkowych osobą  Bartłomieja Krulickiego (55 bloków). Czyli mamy kim „gasić światło” rywalom. Aczkolwiek czy tak będzie pokaże sezon. Do dziś dnia mam w pamięci mecz ćwierćfinałowy z PGE Skrą Bełchatów, w sezonie 2012/13, gdzie ZB9 dał nam przepustkę do gry o medale, a potem obronę tytułu Mistrza Polski. Oby jego ataki i asy serwisowe i tym razem wprowadzały w euforię rzeszowskich fanów siatkówki. Wszyscy byśmy sobie życzyli, aby Damian Schulz, był solidnym uzupełnieniem, ale i wsparciem dla „Zibiego”, bo gorszego sezonu od poprzedniego chyba już zagrać nie może. Miejmy nadzieję, że się odbuduje. Czy dwaj libero będą takimi ostojami w obronie, jak przed laty prezes „Igła”? Luke Perry w zeszłym sezonie potwierdził swoją przydatność do drużyny dobrą grą. Bartosz Mariański miał bardzo dobry sezon w „Gieksie” niejednokrotnie z podziwem  patrzyłem na jego poczynania na parkiecie.
Możemy sobie zadawać pytanie: Na co stać nasz team w przyszłym sezonie? Może nie jest konstelacją gwiazd z kolosalnymi kontraktami, ale jest to grupa solidnych graczy, którzy mają spróbować odbudować „TwieRRdzę Podpromie” oraz  zaufanie rzeszowskich fanatyków siatkówki, którzy z utęsknieniem czekają na sukcesy. Próbując awansować do najlepszej czwórki. Więc jest o co walczyć nie mówię tutaj tylko o trofeach, a też o wyższych kontraktach, które są do podniesienia z parkietu. Ktoś powie, że trener Gruszka został rzucony na „głęboką wodę”. Na pewno jest to duże wyzwanie, bo wszyscy wiemy jakie są oczekiwania wobec siatkarzy ze stolicy Podkarpacia. Jednak, jak sam przyznał w jednym z wywiadów – Nie boję się tego wyzwania. Miejmy nadzieję, że dwaj ME z 2009 roku odbudują blask rzeszowskiego klubu. Jednak tego dowiemy się po następnym sezonie. A my nie szczędźmy dopingu krzycząc – SOVIA, SOVIA, SOVIA!!!     

*fotografie - fanpage Asseco Resovia Rzeszów


poniedziałek, 3 czerwca 2019

Forma musi być! :D


To właśnie tam wszystko się zaczęło😉. Dlatego tak z przyjemnością tam wracam, ostatnie czternaście dni spędziłem na turnusie rehabilitacyjnym, w Ośrodku Opiekuńczo-Rehabilitacyjnym w Jadownikach Mokrych. Wszystko po to, by utrzymać, to co wypracowałem z „moim teamem”, ale też przygotować ciało na to, co będzie miało miejsce 01 sierpnia tego roku. Mam nadzieję, że z równie fajnymi efektami WOW😂. Może nie zawsze byłem w mega formie, ale dawałem maksa. Turnus, to nie tylko budowanie formy, ale też okazja do zacieśniania relacji, czy też okazja do zawierania nowych. Pozdro dla Was👊. Ten czas, to także okazja do śmiechoterapii na zajęciach terapii zajęciowej, co tam się nie działo😅. Wiem, że wygłupy, to jeden z moich znaków rozpoznawczych. Cóż jestem uniwersalny, gdyż nie stroniłem od odwiedzania serca ośrodka, wszystko po to, by dziękować, ale i prosić o błogosławieństwo dla mnie i moich bliskich. Wydawać, by się mogło, że dzień ostatni dzień turnusu, to jeden z najsmutniejszych dni. Poniekąd może i tak jest, ale dla mnie był, to dzień do spotkania, z moją THE BEST EKIPĄ💕. Jak zwykle nie brakowało naszych tekstów, wujek dał się namówić nawet na wariacje w kulkach😜. Cóż lat przybywa, ale rozumu ubywa. Ja jestem tego doskonałym dowodem😛. Aż strach pomyśleć, co przyniosą kolejne powroty do Jadownik. 
         




















*fotografie archiwum prywatne

środa, 15 maja 2019

"O Panie takie cuda!" Czyli sezon w pigułce.

źródło: Fanpage ZAKSA Kędzierzyn-Koźle 

Nie bez kozery użyłem słów Pana Wojciecha Drzyzgi jako tytuł, bo przecież ten sezon obfitował,  w nie od samego początku. Już od pierwszych kolejek emocji nie brakowało w szczecińskiej hali zapadły egipskie ciemności i mecz z Treflem Gdańsk został przełożony, lecz nikt wtedy się jeszcze nie spodziewał, że klub ze Szczecina. Zniknie z siatkarskiej mapy Polski. Przecież miał podbić PlusLigę, a później i Europę… A naszpikowana gwiazdami Asseco Resovia Rzeszów przegrywa mecz, za meczem i staje się nieoczekiwanie kandydatem do spadku. Gdański Trefl ze skromnym budżetem podbija siatkarską Europę i o mały włos nie melduje się, w strefie medalowej tych elitarnych rozgrywek. Kosztem wielkiego Zenitu Kazań, by w lidze zająć dziewiątą lokatę. Brawo Trefl 😊! „Fefe” porzuca drużynę, którą sam zbudował, by wrócić do swojego ukochanego Lube. Myślałem, że tak się nie robi, w trakcie sezonu,  ale w końcu siatkówka, to też biznes, a jak widać na przykładzie Włocha tylko biznes 😊.  Cóż z każdym sezonem siatkarsko staję coraz mądrzejszy, bo w życiu niekoniecznie😂. Drużynę z Jastrzębia Zdroju przejmuje Roberto Santilli, a schedę po Santillim, w olsztyńskim Indykpolu przejmuje rozbitek ze Szczecina – Michał Mieszko Gogol. Były Mistrz Polski – PGE Skra Bełchatów do ostatniej kolejki fazy zasadniczej biła się o play-offy, być zupełnie bezradną, w dwumeczu z późniejszym brązowym medalistą. Fajną i ciekawą dla oka siatkówkę grał katowicki GKS, niejednokrotnie psując szyki wyżej notowanym rywalom. Jednak drużyna z Mekki polskiej siatkówki ukończyła rozgrywki na ósmej pozycji. Co zaowocowało rozbiorem ekipy, m.in. trener i kilku zawodników przenosi się do stolicy Podkarpacia. Niemniej jednak słyszy się, że na przyszły sezon szykuje się równie ciekawy skład. Już przed sezonem przeczuwałem, że ekipa trenera Roberta Prygla będzie bić się o play-offy, ekipa na piątkę grała nieco chimerycznie potrafiła zagrać kilka widowiskowych spotkań, by w kilku kolejnych grać bez błysku. Myślę, że to zadecydowało, że bili się tylko o piątą lokatę. A może to metoda małych kroków i w następnym sezonie będzie lepiej? A dobra gra dwóch nadziei polskiej siatkówki Fornala i Hubera zaowocowała powołaniem do szerokiej kadry Heynena, również w przypadku tego pierwszego podobno zmianą barw klubowych Dodajmy do tego sezon życia Wojciecha Żalińskiego, który przed rundą rewanżową, był dla mnie poważnym kandydatem do „szóstki sezonu”. Nie powiem nic odkrywczego, że największą pozytywną niespodzianką minionego sezonu jest zespół z Zawiercia, co prawda zajęli najgorsze dla sporowca miejsce. Jednak pokazali coś innego, nie trzeba mieć milionowego budżetu, by walczyć do ostatniej piłki i być o krok od awansu do finału. Wystarczy mieć KOLEKTYW! I rozgrywającego, który swoim rozgrywaniem, przeciwników doprowadza do białej gorączki. Kreując przy tym swoich kolegów na objawienia sezonu: Alex Fereira, Marcin Waliński i Mateusz Malinowski. Przypomnijmy, że „Malina” to rozbitek ze szczecińskiego klubu. Pokazał, że ciężka praca na treningach się opłaca, bo wysadził „do bazy” rutyniarza – Grzegorza Boćka. Potrafił swoimi atakami i asami odwrócić niejednokrotnie losy meczów. Odbierając tym samym rywalom ochotę do dalszej gry. Przyznam szczerze, że gdy zobaczyłem listę powołanych do reprezentacji na ten sezon, to pierwszym nazwiskiem, którego mi zabrakło jest nazwisko Mateusza, bo myślę, że byłby poważnym kandydatem do zastąpienia Bartosza Kurka. Jednak, jak pisałem wcześniej, trener Heynen ma prawo do zaskakujących decyzji. Dodajmy do tego kocioł tych niesamowitych jurajskich kibiców, czyli prawdziwa mieszanka wybuchowa 😊. Gracze z Jastrzębia, jak sami powiedzieli brązowy medal braliby w ciemno. Kapitalny sezon Kampy, bardzo dobry sezon Lyneela, Kosoka, który powraca podobno na Podpromie. Dobry sezon Froma choć przez długi okres czasu podzielałem opinie siatkarskich ekspertów, że to jest niewypał transferowy. Jednak obronił się dobrą grą, w najważniejszej fazie sezonu. Dodajmy do tego podwójnego Mistrza Świata – Dawida Konarskiego i godnie zastępującego go, w słabszych momentach Jakuba Buckiego i  wyciągającego niesamowite piłki, w obronie Jakuba Popiwczaka, który znalazł uznanie, w oczach Vitala. To musiało się skończyć „pudłem” dla JW. ZAKSA – ONICO na taki finał stawiałem przed startem play-offów, ma się ten siatkarski nos. ZAKSA, to najrówniej grająca drużyna przez cały sezon, aczkolwiek i w tej maszynce rdzewiały tryby, bo serię bodajże szesnastu zwycięstw z rzędu przerwała Asseco Resovia Rzeszów, po naprawdę dobrej grze, w tamtym spotkaniu. Zastanawiałem się, jak ta drużyna poradzi sobie bez kontuzjowanego Sama Deroo, który był kontuzjowany przez dwa miesiące, był on podstawowym ogniwem Mistrza Polski. Jednak od czego są zmiennicy. Brawa dla Rafała Szymury, który zaliczył wejście smoka, w finałowym turnieju Pucharu Polski i godnie zastąpił belgijskiego przyjmującego. Gdzieś mówiło się, że powinien znaleźć się na liście powołanych do reprezentacji. Ale czy miałby szansę pokazania swoich nie małych umiejętności przy Kubiaku, Leonie i reszcie ? Na pewno jednak, kiedyś zobaczymy Szymurę, w koszulce z orzełkiem na piersi. Czapki z głów dla ZAKS-y, za odwrócenie losów półfinałowego drugiego spotkania, z drużyną z Zawiercia. Dzielił ich set od gry o brąz, a jednak zdołali odwrócić losy meczu i zameldować się, w finale. Ten mecz wygrała DRUŻYNA, a nie indywidualności. Pomińmy już te pomyłki sędziowskie, w meczu finałowym, bo to zabija piękno tego sportu. Niemniej jednak uważam, że takie pomyłki na takim etapie rozgrywek, nie powinny mieć miejsca. Kto wie czy tytuł Mistrza Polski nie dzierżyłoby ONICO, bo siatkówka  jest grą nieprzewidywalną. Aczkolwiek ZAKSA zdobyła tytuł zasłużenie. Ekipa z Warszawy nabrała wiatru w żagle, po transferach: Bartosza Kurka i Nikolay’a Penczeva byli nie do zatrzymania, dodajmy do tego „Kwola”, „Wronkę”, który wraca do kadry i objawienie Piotra Łukasika, który może na dobre zadomowi się w kadrze. Czyli ekipa z Torwaru na srebrny medal! Brawa dla Muzaja, który musiał szybko znaleźć wspólny język na boisku, z graczami ze stolicy Polski. To, był niesamowity sezon ligowy myślę, że się zgodzicie ze mną 😊      
      

piątek, 3 maja 2019

Same asy w talii Heynena!

Początek maja, to nie tylko czas na rozpoczęcie sezonu grillowego, ale znak, że już niedługo nie będzie podziałów na klubowych kibiców siatkówki, ale wszyscy będziemy jedną siatkarską rodziną. Dopingującą kadrę naszych Mistrzów Świata, sezon bardzo długi wszyscy wiemy, co jest naszym celem. Emocji na pewno nie zabraknie, a spróbują ich dostarczyć: 

Rozgrywający: 

Fabian Drzyzga (Lokomotiw Nowosybirsk), Jan Firlej (Lindemans Aalst), Marcin Janusz (Trefl Gdańsk), Marcin Komenda (GKS Katowice), Grzegorz Łomacz (PGE Skra Bełchatów)

Atakujący:

Bartłomiej Bołądź (VfB Friedrichshafen), Bartosz Filipiak (Chemik Bydgoszcz), Łukasz Kaczmarek (ZAKSA Kędzierzyn-Koźle), Dawid Konarski (Jastrzębski Węgiel), Bartosz Kurek (ONICO Warszawa), Maciej Muzaj (Trefl Gdańsk), Damian Schulz (Asseco Resovia Rzeszów)

Środkowi: 

Mateusz Bieniek (ZAKSA Kędzierzyn-Koźle), Norbert Huber (Cerrad Czarni Radom), Karol Kłos (PGE Skra Bełchatów), Jakub Kochanowski (PGE Skra Bełchatów), Piotr Nowakowski (Trefl Gdańsk), Michał Szalacha (Chemik Bydgoszcz), Andrzej Wrona (ONICO Warszawa)

Przyjmujący:

 Bartosz Bednorz (Azimut Modena), Tomasz Fornal (Cerrad Czarni Radom), Paweł Halaba (Hypo Tirol Alpenvolleys), Michał Kubiak (Panasonic Panthers), Bartosz Kwolek (ONICO Warszawa), Wilfredo Leon (Sir Safety Perugia), Piotr Łukasik (ONICO Warszawa), Artur Szalpuk (PGE Skra Bełchatów), Aleksander Śliwka (ZAKSA Kędzierzyn-Koźle)

Libero:

Jędrzej Gruszczyński (Cuprum Lubin), Jakub Popiwczak (Jastrzębski Węgiel), Damian Wojtaszek (ONICO Warszawa), Paweł Zatorski (ZAKSA Kędzierzyn-Koźle)

Przyznam szczerze, że kilka nazwisk mnie zaskoczyło, a nawet zszokowało, lecz trenerowi w moim mniemaniu wolno wszystko. Po tym czego dokonał z naszą reprezentacją, w zeszłym sezonie. Grania jest od groma, więc trzeba rotować składem. A, jak wiemy zaskakiwanie składem, to drugie imię naszego coacha😋.  I już wiemy, że te rotacje będą 😊. Kto będzie „dwójką” na rozegraniu? Według mnie wcale szałowego sezonu nie rozegrał „Gregor”. Zatem może, ktoś z dwójki, którą Heynen testował już, w zeszłym sezonie (Janusz, Komenda). A może tą „dwójką” okaże się powracający do polskiej ligi – Jan Firlej, który zapowiada się na fajnego rozgrywającego. Najwięcej emocji wzbudza pozycja atakującego naszej drużyny, bo jak wiemy nie wiadomo czy nasza „pierwsza strzelba”, będzie gotowa na najważniejszą imprezę sezonu, czyli sierpniowy turniej kwalifikacyjny do IO, który rozegrany zostanie, w gdańskiej Ergo Arenie. Więc jest o co walczyć 😊. „Konar”, Kaczmarek, Muzaj, Schulz. A może całą czwórkę pogodzą: Bołądź i Filipiak? Za tym pierwszym przemawia fakt, że Heynen wie na co stać, bo miał go w VfB Friedrichshafen. Zaś ten drugi rozegrał kilka ciekawych moich zdaniem spotkań, jak widać i nie moim, w bydgoskim Chemiku. Jednak pamiętajmy, że koszulka z orzełkiem na piersi bardziej waży, a niżeli koszulka klubowa 😊. Czy trójkę Mistrzów Świata na środku siatki posadzą na ławce „młode wilki”: Norbert Huber i Michał Szalacha? Pamiętajmy, że ostatniego słowa nie powiedzieli Mistrzowie Świata z 2014, „Wronka” ma być pierwszym wspomagającym. Wszyscy już mówią, że pierwszą parą naszych przyjmujących będą: Kubiak, Leon. Wcale tak być nie musi, bo nikt, za samo nazwisko u Vitala nie gra, to musi być potwierdzone potem na treningach. Swoją drogą, jak tu wybrać? Śliwka, Kwolek, Bednorz, którzy rozegrali dobre sezony, w swoich klubach. Dodając do tego objawienie sezonu ligowego – Piotra Łukasika, który na pewno łatwo skóry nie sprzeda i będzie chciał potwierdzić swoją przynależność do talii Heynena. O szansach Halaby trudno mi się wypowiadać, bo jest dla mnie zawodnikiem incognito. Zaś Artur Szalpuk długo był kontuzjowany. Aczkolwiek bólu głowy trenerowi nie zazdroszczę. Czy „Zati” wychowa sobie następcę, w osobach Kuby Popiwczaka i Jędrzeja Gruszczyńskiego, a może dalej „dwójką” będzie „Mały”? Przyznam szczerze, że w końcu się doczekałem się powołania libero Jastrzębskiego Węgla! Zaś młody libero z Lubina, to ciekawy zawodnik, kilkukrotnie miałem okazję oglądać transmisje telewizyjne i ten zawodnik pokazywał się, z bardzo dobrej strony.
Czy któryś z zawodników na dobre zadomowi się w reprezentacji? Emocji na pewno nie zabraknie! Już teraz zapowiadam, że nie będę do Was pisał regularnie, po każdym z turniejów, z udziałem naszych chłopaków. Bo moje życie, to nie tylko siatkówka choć, jak nie raz twierdziłem, daje mi ona kopa do walki! 😊   

piątek, 12 kwietnia 2019

Henry Fraser - "Małe wielkie rzeczy".

źródło: lubimyczytac.pl

Wypad z przyjaciółmi, portugalskie słońce i plaże. Czy coś więcej jest potrzebne do szczęścia  młodzieńcowi, wkraczającemu powoli w dorosłość? Czasem jednak, to wydawać, by się mogło szczęście. Potrafi przekreślić całe nasze życie, a rzeczy, które dotąd były istotne nagle przestają mieć jakiekolwiek znaczenie. Tak też było w życiu siedemnastoletniego rugbisty Henry’ego, którego życie zmienia się o trzysta sześćdziesiąt stopni, właśnie na takim beztroskim wyjeździe. Lekarze toczą batalie o jego życie po skoku do wody na jednej z portugalskich plaż. W wyniku czego doznaje urazu rdżenia kręgowego, którego konsekwencją jest wózek inwalidzki już do końca życia i pomoc osób trzecich przy najprostszych czynnościach życia codziennego. Początkowo dla głównego bohatera, a zarazem narratora książki. To wszystko wydaje się koszmarem, a nie rzeczywistością. Gdyż jest on wpływem silnych środków przeciwbólowych. Jednak w końcu dociera do niego, że to nie sen, a okrutna rzeczywistość, z którą przyjdzie mu się zmierzyć. W akcie desperacji postanawia, z sobą skończyć poprzez zerwanie rurek podłączonych do aparatów, umożliwiających mu życie. Jednak i tej czynności na szczęście nie jestem sam, w stanie wykonać. Niebagatelną, a najważniejszą rolę w odnalezieniu się w tej brutalnej dla Niego rzeczywistości odgrywają najbliżsi, przyjaciele, a także kartki i listy, ze słowami otuchy od dalszych znajomych, jak i nieznajomych mu osób. Jednym ze zdań, które pobudziły Henry’ego do walki o „lepsze jutro”, są słowa św. Franciszka z Asyżu: "Zacznij od robienia tego, co konieczne; potem zrób to, co możliwe; nagle odkryjesz, że dokonałeś niemożliwego". Te słowa trafiły także i do mnie 😊. A tym koniecznym na tamtą chwilę dla siedemnastolatka była nauka samodzielnego oddychania, bez pomocy respiratora. Wszystko po to, by mógł choć na chwilę zaczerpnąć świeżego powietrza, a nie tylko przez szpitalne okna. Wtedy do bohatera dociera, jak ważne są Małe wielkie rzeczy tj. samodzielne oddychanie. Kolejnym celem rugbisty była nauka jazdy na wózku wyposażonym, w specjalnie czujniki na kołach, które przy pomocy jego ramion miały rozpędzać tą limuzynę. Choć lekarze nie dawali na to żadnych szans, bo według nich jedynym pojazdem, którym miał umieć sterować Henry. Miał być wózek sterowany, za pomocą ruchu głowy. Mylili się, bo upartość młodzieńca wygrała i kolejny cel stał się faktem. Czasem przez przypadek wracamy do rzeczy, które dawały nam frajdę w dzieciństwie. Nie inaczej było i w tym przypadku. Pewnie, gdyby nie wypadek nigdy nie wróciłby do malowania. Wiadomo początki są zawsze trudne, zaczynał początkowo od aplikacji na swoim I-Padzie, za pomocą specjalnego rysika, by skończyć na specjalnej sztaludze zaprojektowanej specjalnie dla niego, tak by mógł czuć pełen komfort przy tworzeniu swoich dzieł. Co doprowadziło Go do wielu wernisaży i wystaw. Co robił zanim zaczął malować? Zajrzyjcie sami do książki 😊. Zawsze staram się szukać podobieństw między mną, a bohaterem książki, czy też filmu. Tak było i tym razem. Nie wiem co, by ze mną było, gdyby nie rodzina i przyjaciele. W tych tragicznych dla mnie chwilach, które spotkały mnie i moją rodzinę pod koniec ubiegłego roku. To dla nich i dla Ciebie walczę nadal. Podobnie, jak i bohater nie skupiam się na tym, co mógłbym zrobić gdyby, ale na tym co mogę zrobić. Może właśnie dlatego mogę cieszyć się kolejnymi – Małymi wielkimi rzeczami, które widzę po kolejnych godzinach przepracowanych z fizjoterapeutą. Książkę czytałem zarówno przed, jak i po rehabilitacji, Jeśli chcesz uwierzyć, że każdy dzień, to dobry dzień. To i Ty po nią sięgnij…      

środa, 10 kwietnia 2019

"Szczęśliwa" siódemka.

Tylko czy, aby na pewno? 😊. Chyba nikt z nas przed rozpoczęciem trwającego przecież jeszcze sezonu (niestety nie dla nas). Nikt nie zakładał, że z takim składem, jaki wciąż jeszcze mamy, będziemy bez medalu. A tu mało tego, że bez medalu, to jeszcze bez play-offów. Notując najgorsze miejsce od wielu lat ☹. Chciałoby się powiedzieć – nic się nie stało. Dla kogoś, kto może nie jest prawdziwym kibicem Asseco Resovi Rzeszów, to może i nie. Jednak dla kogoś, kto💗 siatkówkę, jak choćby, to jednak stało się… ☹. Dacie wiarę, że to już trzeci rok bez „pudła” dla zespołu, który siedmiokrotnie dzierżył koronę Mistrza Polski? A jego kibice wypełniali halę Podpromie do ostatniego miejsca, wszystko po to, by dopingować swoich idoli i wpadać przy tym, ze skrajności w skrajność. Od stanów zawałowych po łzy szczęścia. Czy te czasy mają, kiedyś jeszcze szansę ponownie zagościć na „TwieRRdzy Podpromie”? Wielkim zbawieniem dla rzeszowskiej siatkówki miało być ponowne zatrudnienie trenera Kowala. Miał on zagwarantować powrót na siatkarski szczyt, a o mało co nie zafundował spadku poza plusligową elitę. Jak to „dobrze”, że wybawiły nas od tego problemy zespołu ze Szczecina. Bo po pięciu kolejkach byliśmy jednym z głównych kandydatów do spadku, z dorobkiem zaledwie jednego punktu… Na szczęście trener Kowal postanowił oszczędzić dalszego robienia kabaretu, z rzeszowskiej siatkówki i podał się do dymisji. Wielu myślało, że z kompletnie nie pasujących do siebie „klocków” kupionych przez ówczesnego trenera i prezesa.  Coś, a najlepiej medal zbuduje Gheorghe Cretu. I rzeczywiście ten medal, był blisko w KMŚ. Asseco Resovia Rzeszów zajęła najgorsze dla sportowca czwarte miejsce. Współpraca między ówczesnym prezesem, a „Giannim” najwyraźniej nie układała się najlepiej, bo i ówczesnemu prezesowi najwyraźniej skończyły się „pomysły”, jak odbudować potęgę rzeszowskiego klubu. W prezesowski garnitur wskoczyła jedna z ikon rzeszowskiej Asseco Resovi – Krzysztof „Igła” Ignaczak, który swe prezesowanie rozpoczął od rozwiązania kontraktu z Rafaelem Redwitzem wszystko po to, by zwiększyć trenerowi pole manewru (limit obcokrajowców), w jego miejsce z wypożyczenia wrócił – Łukasz Kozub. Po jakimś czasie było widać trenerską rękę Cretu. Potrafiliśmy wygrać z takimi firmami, jak: ZAKSA, SKRA czy JW. I zanotować passę pięciu zwycięstw z rzędu, „pełną pulą” w kieszeni, grają przy tym, jak za starych dobrych czasów. By przegrać z dużo słabszym wydawać, by się mogło czasem przed meczem rywalem. Można, by teraz powiedzieć wystarczyło nie przegrać meczu w Olsztynie, czy z Cuprum na ich terenie. I, kto wie czy teraz nie byliśmy w „skórze” drużyny z Zawiercia. Nie ma co gdybać… Jednak trudno ukryć, że te „klocki” nie pasowały do siebie pod względem charakterów. Brakowało naszej ekipie kogoś, kto weźmie na siebie ciężar bycia liderem mentalnym drużyny tj, dla kadry Heynena jest Michał Kubiak.
Na takiego walczaka kreowany, był Thibault Rossard. Choć posyłał bomby nie do przyjęcia i atakował niczym kiler, dając nam wiele radości. To jednak nie poszedł w ślady kapitana złotej drużyny Vitala Heynena. Jak wiemy znów będzie zmiana „dyrygenta” w Asseco Resovi Rzeszów, jak i zmiany personalne. Nowym „dyrygentem” będzie – Piotr Gruszka   Zaskoczę Was po głębszych siatkarskich przemyśleniach😆. Jestem za, już wyjaśniam dlaczego. „Igła” chce mieć coś, co będzie kojarzone, z jego i tylko jego nazwiskiem. Gdyby został rumuński szkoleniowiec, a osiągnąłby sukces byłoby, to kojarzone z nazwiskiem jego poprzednika. Nie to, żebym miał coś do trenera Cretu, bo gdy Resovia pokonała Skrę czy ZAKS-ę, w moich oczach pojawiły się łzy, bo tak dawno nie cieszyłem się oglądając „moją SOVIĘ”. Sport, to nie tylko pozytywne emocje, ale też biznes. Dlatego powinniśmy podziękować rumuńskiemu szkoleniowcowi, za miesiące spędzone w stolicy Podkarpacia. THANK YOU „GIANNI”! Nie mniej jednak przed „Igłą” i „Gruchą” nie lada wyzwanie. Muszą oni nie tylko wprowadzić znów „Reskę” na siatkarskie salony, ale i odbudować zaufanie rzeszowskich kibiców, którzy są wymagający, a przy tym mają dość czekania. Na sukces swoich idoli. Czy dwaj ME z 2009 roku. Dadzą radę już nie jako kumple z parkietu, a pracownik i pracodawca? Pokibicujemy, zobaczymy😜!

*fotografie fanpage Asseco Resovia Rzeszów

niedziela, 31 marca 2019

Sezon rozpoczęty! :)


 Dzisiejszy dzień, był do tego idealny! Więc nasza the best ekipa, w drobno zmienionym składzie – od kilku tygodniu towarzyszy mi Tolek. Zabraliśmy aparat i dobre humory. Dla najmłodszego uczestnika wyprawy była, to mega przeżycie. Pierwsza wyprawa poza ogrodzenie. Niestety po kilku metrach wymiękł i było – Cinuś bierz Tolka na kolana. Cóż chciałem psa, nie miałem nic do gadania😂. Dobrze, że nikt nie słyszał naszych tekstów, ani odgłosów, bo pomyślałby sobie oni są NIENORMALNI😛. My dobrze o tym wiemy i dobrze NAM z tym😜. Cóż rodziny się nie wybiera, nie wiem czy przy kolejnych wypadach nie zaparkuję, w przydrożnym rowie😀. Takie wypady, to nie tylko fajna okazja do wspólnego spędzania czasu, ale i do wyjścia z czterech ścian😊.  





* fotografie archiwum prywatne