wtorek, 31 marca 2026

"Elvis" DZIĘKUJEMY❤️!


Życie pisze różne scenariusze, nie zawsze takie, jakbyśmy chcieli. Niezależnie od tego, czy jest się zwykłym człowiekiem czy wirtuozem w swoim fachu.

Sezon reprezentacyjny zbliża się dużymi krokami. Znowu będziemy jedną wielką biało-czerwoną rodziną, bez podziałów klubowych, i to jest dla mnie w tym wszystkim najpiękniejsze obok emocji siatkarskich z Gangiem Łysego w rolach głównych oczywiście💗. 
Nie tak sobie wyobrażaliśmy ten start sezonu reprezentacyjnego.  Jak napisałem w nagłówku, życie pisze różne scenariusze, nie zawsze takie jakbyśmy chcieli. Oczami wyobraźni widzieliśmy, jak Marcin Janusz po roku przerwy od występów w narodowych barwach wraca do kreowania gry reprezentacji Polski, srebrnych medalistów olimpijskich. I prowadzi ją do kolejnych sukcesów, jak na prawdziwego wirtuoza rozegrania przystało. Niestety, tak się nie stanie wczorajszego poranka: jak grom z jasnego nieba w Internecie pojawiła się informacja o zakończeniu bogatej w sukcesy kariery reprezentacyjnej kapitana Asseco Resovii Rzeszów (już teraz wybuchnie dyskusja o przyszłości reprezentacyjnego rozegrania - to jest temat na inny post😉). Pod której "melodią" reprezentacja Polski zdobyła: złoto Ligi Narodów (2023), srebro (2021), brąz (2019, 2022, 2024). Zdobyła srebro Pucharu Świata (2019), była drugą najlepszą drużyną (2022). To pod jego batutą zdobyliśmy Mistrzostwo Europy (2023) – podczas tej imprezy został wybrany najlepszym rozgrywającym turnieju. Na koniec trudno nie wspomnieć o srebrnym medalu olimpijskim (2024) zdobytym na igrzyskach olimpijskich w Paryżu — na który polska siatkówka czekała 48 lat. Początkowo pewnie wielu z Was myślało (w tym ja), że ta decyzja o zakończeniu kariery reprezentacyjnej przez Marcina Janusza. Jest podyktowana tym, co wydarzyło się podczas pamiętnego półfinału igrzysk olimpijskich ze Stanami Zjednoczonymi. Jednak czytając wywiad z jednym z najlepszych rozgrywających globu, zamarłem — zwłóknienie wątroby drugiego stopnia. Niestety, siatkarz jest tylko człowiekiem i ludzkiego organizmu się nie oszuka, więc taki siatkarz przez "S"musi uśmierzać ból mocnymi środkami przeciwbólowymi. Po to, by zagrać kilkadziesiąt meczów w sezonie na najwyższym światowym poziomie, bo dla federacji europejskiej i światowej siatkówki siatkarze są tylko maszynami do zarabiania dużych pieniędzy. Więc naturalną koleją rzeczy jest to, że jego organizm wystawi mu paragon za rzecz, która w życiu jest najważniejsza – zdrowie. 
Choć żal siatkarskiego kibica ściska i łzy cisną się do oczu, bo nie zobaczymy Cię już w biało-czerwonej koszulce z orzełkiem na piersi, bo byłeś częścią Gangu Łysego Nikoli Grbicia, dając na tyle powodów do radości. Kreując grę statku pod biało-czerwoną banderą, robiąc to z wielką finezją, która doprowadzała rywala do tego, że tracił ochotę do gry w siatkówkę, bo kochasz to, co robisz, zostawiałeś serce na parkiecie. Dlatego szanujemy Twoją decyzję i dziękujemy, bo zdrowie jest najważniejsze😍. 
Księga o tytule Reprezentacja Polski została zamknięta, lecz w dalszym ciągu jest otwarta księga zatytułowana Kariera klubowa – na ten moment Asseco Resovia Rzeszów i trzyletni kontrakt. Wszyscy wiemy, jak trudnym i grząskim terenem do grania w siatkówkę jest Rzeszów. Twoje przyjście na Podpromie na nowo przywróciło wiarę w pozycję rozegrania po wielu latach. Dlatego trzeba życzyć temu rozgrywającemu cierpliwości podczas występów w "Pasiaku". Dla którego bije moje klubowe siatkarskie serce. Życzymy mu wielu sukcesów niezależnie od tego, w jakiej koszulce klubowej będziemy go widzieć. Sukcesy sami, ale życzymy mu przede wszystkim zdrowia, bo jeśli ono mu dopisze.  To będziemy oglądać odbicia palcami "Elwisa" jeszcze przez wiele lat w siatkówce klubowej.

*foto: pochodzą z różnych stron
 

niedziela, 29 marca 2026

Asseco Resovia Rzeszów zrobiła krok w stronę strefy medalowej PlusLigi.

Wczorajszego popołudnia na rzeszowskim Podpromiu rozpoczęła rywalizację według kibiców najciekawsza para ćwierćfinalistów PlusLigi.

A tę parę tworzą oczywiście Asseco Resovia Rzeszów i Indykpol AZS Olsztyn. Kibice drużyny gospodarzy mogli się zastanawiać, jak ich idole zareagują mentalnie po porażce w ćwierćfinale Ligi Mistrzów z zespołem z Ankary.
Jak na najciekawszą parę ćwierćfinałową fazy play-off przystało, kibice obu drużyn mogli się spodziewać bardziej wyrównanego spotkania (oczywiście nie narzekam😂). Zanim powiem, co było kluczem do tego, że na rzeszowskim Podpromiu oglądaliśmy spotkanie do jednej bramki, myślę, że gracze trenera Daniela Plińskiego nie udźwignęli presji, jakie niosło za sobą to spotkanie. Oczywiście spory w tym udział Asseco Resovii Rzeszów, która swoją grą nie pozwoliła rywalom na wiele. Wyłączając z gry ich lidera  Moritza Karlitzka "gasząc mu światło", bo jego skuteczność ataku to zaledwie 41%. Kluczem do zwycięstwa Asseco Resovii Rzeszów była praca zagrywką, gra blokiem (13). Gra tym elementem sprawiła, że zespół Massimo Bottiego obdarł ich z marzeń o tym, by przybliżyć się do półfinału PlusLigi. Nawet jeśli przebili aię w ataku na drugą stronę, to na nic się to zdało, bo świetnie w drużynie Asseco Resovii Rzeszów funkcjonowały blok pasywny (8) oraz obrona (33). Choć dobre spotkanie na prawym skrzydle rozegrał Karol Butryn (13 punktów/as/3 bloki - 53% skuteczność ataku) oraz duet środkowych.
To niekwestionowanym liderem drużyny Asseco Resovii Rzeszów we wczorajszym spotkaniu był Yacine Louati i poprowadził swój zespół do jakże ważnego zwycięstwa. Będący ostatnio w fenomenalnej formie francuski przyjmujący doprowadzał do szewskiej pasji rywala, bawiąc się w każdym siatkarskim elemencie na lewym skrzydle💪. Zdobył we wczorajszym spotkaniu 18 punktów/6 asów/4 bloki. Jak widać, taka gra nie jest wystarczająca do tego, by Louti w przyszłym sezonie w dalszym ciągu grał w "Pasiaku” 😕. 
Choć na ten moment drużyna z Podpromia jest bliżej gry w strefie medalowej PlusLigi. To pamiętajmy o tym, że w tej parze może się jeszcze wiele wydarzyć i w olsztyńskiej Uranii łatwo nie będzie. A droga do niej wiedzie przez Ankarę, gdzie już we wtorek Asseco Resovia Rzeszów rozegra rewańzowe spotkanie w siatkarskiej Lidze Mistrzów.

*foto: www.plusliga.pl


 

sobota, 28 marca 2026

Siatkarskie deja vu😯!? Trzech libero na Podpromiu w przyszłym sezonie PlusLigi🤔!?


Myśląc pragmatycznie, w sporcie powinna 
liczyć się jakość, a nie jakość.  Włodarze Asseco Resovii Rzeszów od tego sezonu przeczą temu myśleniu — stawiają na ilość. W sumie, kto bogatemu zabroni?

Już pewnie po tytule, jak i po nagłówku, domyślacie się, o czym będzie ten wpis😉. Według statystyka siatkarskiego Jakuba Balcerzaka, Asseco Resovia Rzeszów jest zainteresowana pozyskaniem Maksymiliana Graniecznego; jego "kwitów" siatkarskich tego nietuzinkowego talentu na pozycji libero nikomu przedstawiać nie trzeba — po tym, jak wszedł "z drzwiami" do kadry Nikoli Grbicia.  Nie było nic w tym dziwnego, gdyby nie fakt, że drużyna z Podpromia na przyszły sezon ligowy ma podpisanych dwóch libero: Pawła Zatorskiego i Michała Potera. Ten sam fanatyk siatkarski na swoim X podaje, że jeśli doszłoby do podpisania Pana Makymiliana Graniecznego, to absolwent akademii Jastrzębskiego Węgla zostałby wypożyczony do klubu. W barwach którego wypłynął na szerokie siatkarskie wody — Cuprum Stilon Gorzów Wielkopolski.  
I teraz się odpalę i podpadnę, nie wiem już, po raz który, rzeszowskim kibicom. Jest to lepsze rozwiązanie niż to, gdyby miał oglądać mecze swojego potencjalnego klubu "z bazy" rzeszowskiego Podpromia. Dla mnie lepszym rozwiązaniem byłoby podziękowanie Pawłowi Zatorskiemu, któremu bliżej do końca bogatej w sukcesy sportowej kariery niż kolejnej siatkarskiej młodości.  A tym samym zostawił nowszy model, który wyróżnia się inteligencją na siatkarskim parkiecie, a piłka go szuka w grze obronnej, a w asekuracji jest szybki i zwinny niczym kot💪. Co udowadniał w barwach drużyny z Gorzowa Wielkopolskiego oraz reprezentacji Polski, a teraz robi to w Jastrzębskim Węglu.
Gdyby plotki okazały się prawdą, to dołączyłby do rzeszowskich "Pasów" razem z Łukaszem Kaczmarkiem. Chyba nie muszę mówić, że bardziej cieszą mnie plotki niż fakty😎.

*foto: Kamciography

piątek, 27 marca 2026

Rozdarte serce kibica na Podpromiu, ale przynajmniej beforek przed fajny😍.

W środowy wieczór na rzeszowskim Podpromiu Asseco Resovia Rzeszów  rozegrała swój pierwszy mecz ćwierćfinałowy w siatkarskiej Champions League z tureckim Ziraat Bankası Ankara (0:3).

Kiedy stało się jasne, że przeciwnikiem rzeszowskich "Pasów" w ćwierćfinale tych elitarnych rozgrywek będzie jak dotąd jedyna niepokonana drużyna (niestety). Z Tomaszem Fornalem, Nimirem Abdel-Azizem i Trévorem Clévenot w składzie. Pomyślałem: fajnie byłoby zobaczyć "Forniego" i spółkę w akcji naprzeciw drużyny klubowej, dla której bije moje siatkarskie serce😉. A że jestem człowiekiem, który przechodzi od planów do czynów, wystarczył urok osobisty wujka — już wtedy wiedzieliśmy, że nasze siatkarskie serca będą rozdarte (z wiadomych względów😄). Choć chcieliśmy wybrać się na ten mecz z naszym teamem, druga z członkiń odmówiła. Szkoda tylko, że nie udało nam się pstryknąć fotki z jednym z najlepszych przyjmujących świata – mowa oczywiście o Tomaszu Fornalu.  Może na sierpniowym Memoriale Huberta Jerzego Wagnera się uda 😎.
Mój pierwszy mecz pucharowy w hali Podpromie poprzedził przejazd ze Strzyżowa do Zjednoczonych Emiratów Rzeszowskich pociągiem (po ponad 20 latach przerwy). Fajnie było się dowiedzieć, ile taka przyjemność kosztuje, oraz odkryć to, że częściej będę podróżował tym środkiem lokomocji. Jedyny minus takiej podróży to gwizdek pana konduktora. Mimo tego minusa otworzyły mi się nowe możliwości, jakby nie było 😀. Doping w meczu poprzedziło robienie siary w Zjednoczonych Emiratach Rzeszowskich przez nasz the best team, co budziło dziwne miny u przechodniów. Sorry, ale taki nasz klimat. Było molto, jak nazwa pizzerii, w której byliśmy.  I mam nadzieję, że to kiedyś powtórzymy😘.
Teraz przejdę do punktu głównego tego posta, czyli na to, na co wszyscy kibice siatkówki czekają 😉. Jak już napisałem, był to mój pierwszy mecz pucharowy, a więc hymn siatkarskiej Ligi Mistrzów spowodował u mnie ciarki. Podobnie jak klubowy hymn odśpiewany przez kibiców, którzy po brzegi wypełnili halę Podpromie do ostatniego miejsca (jak i doping w hali Podpromie, ale o tym wam już pisałem wielokrotnie). Nie mniejszą owację od kibiców niż zawodnicy Asseco Resovii Rzeszów otrzymał Tomasz Fornal, co mnie wcale nie dziwi, bo w końcu grał na polskiej ziemi. Ziemi, która kocha siatkówkę💗. Ziraat Bankası Ankara potwierdził swoją grą, że nie jest to przypadek, iż do tej pory nieprzegrał meczu w siatkarskiej Lidze Mistrzów. Dobrze pracowali zagrywką, co spowodowało to, że Marcin Janusz musiał biegać po parkiecie i wystawiać, nierozgrywać. Pokazali, że nie jest ich łatwo złamać; to oni złamali "Pasy" swoim blokiem i cierpliwą grą. Potwierdził też, że ich gra opiera się na ofensywnym trio i są dwa sety od półfinału Ligi Mistrzów. Co do gry siatkarzy Massimo Bottiego, choć mieli serce do walki i walczyli. Bo nie brakowało fajnej gry na środku siatki, czy to w bloku, czy to w ataku z tej właśnie strefy. Brakowało za to mentalu. Co pokazała końcówka II seta oraz III seta, nie jest nowością dla rzeszowskich kibiców, że brakuje skuteczności Karola Butryna. Niestety, sam Yacine Louati nie powstrzyma Turków.  Ciekawe, czy Asseco Resovia Rzeszów zdoła się odrodzić mentalnie do jutrzejszego pierwszego meczu ćwierćfinałowego w PlusLidze.










*foto: archiwum prywatne

 

poniedziałek, 23 marca 2026

Zwycięstwo Asseco Resovii Rzeszów na zakończenie fazy zasadniczej.

Asseco Resovia Rzeszów przypieczętowała swój awans do play-offów PlusLigi wczorajszym zwycięstwem na Podpromiu nad Ślepskiem Malow Suwałki (3:0).

Zespół z Suwałk nie miał nic do stracenia przed tym spotkaniem,  więc kibice drużyny z Rzeszowa mogli się spodziewać fajnej siatkówki ze strony gości.  
Choć siatkarze Massimo Bottiego byli pewni startu w play-offach z czwartego miejsca (dwumecz z Indykpol AZS Olsztyn), jeszcze przed pierwszym gwizdkiem sędziego w tym spotkaniu. To szybko narzucili zawodnikom ze stolicy polskiego bieguna zimna swój styl gry - dobrze funkcjonowali w każdym siatkarskim elemencie (duży wpływ na to miało kreowanie gry "Reski" przez Marcina Janusza). Mniej więcej w połowie seta impuls do ataku gościom dał Bartosz Filipiak, jednak zespół z Podpromia szybko powrócił do swojej pozytywnej twarzy. Skutecznie grali w kontrze, zachowując przy tym spokój i chłodną głowę. Od drugiego seta trener Massimo Botti postanowił "przewietryć bazę" i dać odpocząć zawodnikom z podstawowego składu przed środowym meczem ćwierćfinałowym Ligi Mistrzów. Nie odbiło się to na jakości gry gospodarzy, a wręcz przeciwnie, zagrywki Wiktora Nowaka i Jakuba Buckiego i skuteczna gra w ataku okazały się przysłowiowym gwoździem do trumny gości. I tym samym Asseco Resovii Rzeszów brakowało seta, by zgarnąć trzy punkty w tym spotkaniu. Do momentu, gdy w trzecim secie w polu serwisowym nie pojawił się Jakub Bucki, byliśmy świadkami walki punkt za punkt. Bo jego zagrywki zmieniły ten stan rzeczy i tak naprawdę one załatwiły Asseco Resovii Rzeszów trzy punkty w tym spotkaniu😉.
Ten mecz pokazał, jaka siła drzemie "w bazie" drużyny z Podpromia, co może być ważnym elementem w play-offach oraz w batalii o turniej finałowy siatkarskiej Ligi Mistrzów💪. A jeden z członków tej bazy (chodzi oczywiście o Kubę Buckiego) pokazał, że świetnie się czuje w roli jokera w talii Massimo Bottiego. We wczorajszym spotkaniu zdobył 10 punktów/3 asy/blok, atakował z 50% skutecznością – w pełni zasłużona statuetka MVP😊. Wczorajszy występ Kuby Buckiego to świetna wiadomość dla fanów, jak i dla sztabu szkoleniowego "Pasów" wobec problemów z ustabilizowaniem formy przez Karola Butryna.  

*foto: fb/ Asseco Resovia Rzeszów
 


 


sobota, 21 marca 2026

Asseco Resovia Rzeszów złamała klątwę z Jastrzębskim Węglem!

W czwartkowy wieczór Asseco Resovia Rzeszów na Podpromiu odrabiała ligowe zaległości z 23 kolejki. A ich przeciwnikiem był Jastrzębski Węgiel (3:0).

Kibice Asseco Resovii Rzeszów zastanawiali się, czy w tym spotkaniu zostanie odczarowana klątwa z tym przeciwnikiem. Rzeszowskie "Pasy" niewygrały z Jastrzębskim Węglem od siedmiu lat - czyli trochę długo😉. Dodatkowego smaczku temu spotkaniu dawała osoba trenera Andrzeja Kowala i osoba Łukasza Kaczmarka, który w przyszłym sezonie ma zagrać w "Pasiaku"😎.
Na początku premierowej partii gracze gospodarzy mieli problem z pomysłem na grę w tym spotkaniu — następstwem tego były blędy własne oraz zjazd "do bazy" Artura Szapuka. Jednak gospodarze szybko zabrali się za odrabianie strat. Pomogły im w tym zagrywki Danny’ego Demyanenki oraz poprawa gry ofensywnej. Zespół trenera Kowala nie pozwalał jednak rywalom na pewną grę do końca seta za sprawą zagrywek Nicolasa Szerszenia. Końcówka seta jednak należała do gospodarzy za sprawą profesorskiej gry Louatiego na prawym skrzydle. Czy ktoś rozumie, jaki jest sens jego odejścia z Asseco Resovii po sezonie😏? Drugi set to popisowa gra gospodarzy w ataku i w bloku. A jej liderem w ataku był nie kto inny jak Yacine Louati. Na nic zdały się czasy, które brał trener Andrzej Kowal, i zmiany, które przeprowadził. I drużynie z Podpromia brakowało już tylko seta, by w końcu wygrać z drużyną Jastrzębia-Zdroju. Trzeci set był najbardziej wyrównany, choć w początkowej jego fazie gracze trenera Kowala pokazali, że mają jeszcze ochotę pograć na rzeszowskim Podpromiu. Za sprawą Michała Gierżota, który wziął ciężar gry w ataku w swoje ręce. Siatkarze Massimo Bottiego za sprawą rezerwowych powrócili do gry (blok Klemena Cebulja i zagrywka Kuby Buckiego). Chwilę później rzeszowskie Podpromie zamarło po upadku Yacine'a Louati. Końcówka seta należała do "Wilków" za sprawą ich  "gaszenia światła" rywalom.
Na koniec warto pochwalić przyjezdnych za postawę w tym spotkaniu, mimo sytuacji, w jakiej się znajdują. Dla Asseco Resovii Rzeszów to czwartkowe zwycięstwo było nie tylko przełamaniem klątwy, ale też zwycięstwem, które może dać swego rodzaju handicap w ćwierćfinale PlusLigi.Choć wygraliśmy to spotkanie drużyną, wciąż obawy kibiców Asseco Resovii Rzeszów może budzić gra prawego ataku.

*foto: fb/Asseco Resovia Rzeszów


 

środa, 18 marca 2026

Siatkarski rollercoaster na Podpromiu i zwycięski tie-break Asseco Resovii Rzeszów!

Koniec fazy zasadniczej PlusLigi coraz bliżej. W 26 kolejce Asseco Resovia Rzeszów podejmowała sąsiada z ligowej tabeli Indykpol AZS Olsztyn (3:2).

Stawką tego spotkania były ligowe punkty, które mogą odegrać kluczową rolę w kontekście rozstawienia w pierwszej fazie play-off. Po tym zwycięskim meczu być może maleńki krok w stronę tego rozstawienia zrobili siatkarze Massimo Bottiego. 
Kibice "Pasów" zapewne zadawali sobie pytanie: czy ich idole zrewanżują się za porażkę w olsztyńskiej Uranii i czy obejrzą siatkówkę na dobrym poziomie? Odpowiedź na to pytanie jest zawarta w tytule, choć to spotkanie można byłoby mniej cenzuralnie, bo obie drużyny nie szczędziły sobie ciosów z gry, jak i z pola serwisowego😎. Zespół Daniela Plińskiego musiał się otrząsnąć po początkowej fazie premierowej partii, gdyż zespół gospodarzy rozpoczął to spotkanie od kilkupunktowego prowadzenia. Co mogło dawać  kibicom zgromadzonym w hali nadzieję na szybkie spotkanie (na nadziei się skończyło😉). Po pierwszym szoku, jaki doznali siatkarze Indykpolu AZS Olsztyn, gracze Daniela Plińskiego zaczęli pokazywać "twarz", z której są dobrze znani w tym sezonie, i byliśmy świadkami walki punkt za punkt. Jednak końcówka należała do gospodarzy, którzy grali spokojnie i skutecznie. Początek drugiej partii to znów walka punkt za punkt, jednak z czasem zaczęła uwidaczniać się przewaga gości za sprawą ich dobrej gry. I choć "Wilki" próbowały odpowiedzieć blokami Mateusza Poręby, złudzeń o prowadzeniu 2:0 w setach pozbawił ich swoimi atakami Karlitzek. W trzecim secie zobaczyliśmy tę drugą twarz Asseco Resovii Rzeszów — problem z organizacją gry, po stronie gości całkowita siatkarska dominacja. Kibice Asseco Resovii Rzeszów zapewne po tym secie zadawali sobie pytanie: czy nasza drużyna po tym spotkaniu dopisze punkty do ligowej tabeli? Asseco Resovia Rzeszów powróciła do gry w czwartym secie za sprawą pokerowego zagrania Massimo Bottiego wobec bycia kompletnie "pod grą" obydwu nominalnych atakujących - na ataku zobaczyliśmy Klemena  Cebulja, który nomen omen uspokoił grę na prawym skrzydle. Może niepotrzebny jest Łukasz Kaczmarek na przyszły sezon😜. Dużo dobrego, a zarazem remis w tym meczu, dał duet lewoskrzydłowych oraz środkowych. Piąta i zarazem decydująca partia to skuteczna gra gospodarzy w ataku, choć gracze w zielonych strojach próbowali przechylić szalę zwycięstwa na swoją korzyść. To cenne dwa punkty pozostały na rzeszowskim Podpromiu💪.
Czas na podsumowanie, choć nie neguję dobrej gry Danny'ego Demyanenko, którego flow z Marcinem Januszem i lewy bark w ataku doprowadzały rywali do szału, czym zapracował na statuetkę MVP - 14 punktów/2 asy/blok - 92% atak. Skutecznie  kroku dotrzymywał mu powracający do formy, jak dla mnie Mateusz Poręba. Polski środkowy zdobył 11 punktów/as/3 bloki - 70% atak. Jak powiedziałem, nie neguję dobrej gry kanadyjskiego środkowego "Wilków”, to ja osobiście przyznałbym statuetkę MVP Louatiemu bądź Szalpukowi😉. Obaj przyjmujący dźwigali ciężar gry w ataku Asseco Resovii Rzeszów na swoich barkach. Na potwierdzenie tych słów — Yacine Louati zdobył w tym spotkaniu 13 punktów/2 asy — 57% atak. A "Szalupa", jak na prawdziwego lidera Asseco Resovii Rzeszów w tym sezonie przystało, zdobył 22 punkty/3 asy/blok i atakował z 64% skutecznością. Na koniec napiszę, że wypadałoby, aby nominalni atakujący "Pasów" odnaleźli swoją skuteczność w ataku, bo jest o co walczyć w tych dwóch meczach ligowych. A przecież drużynę z Podpromia czeka ćwierćfinałowy bój w siatkarskiej Lidze Mistrzów.

*foto: www.plusliga.pl