poniedziałek, 26 października 2026

💪🏆 Demonstracja żółto-czarnej siły w Częstochowie. Bogdanka LUK Lublin z ALKO SuperPucharem Polski!

Pierwsze trofeum sezonu klubowego zdobyte. Jeden mecz, jeden zwycięzca. Bogdanka LUK Lublin pokonała Aluron CMC Wartę Zawiercie 3:0.
 
Przyznam szczerze, że liczyłem na większe emocje w meczu dwóch siatkarskich galacticos TAURON Ligi. Były, ale głównie w pierwszym secie. Czy mogło być inaczej? Zdecydowanie nie 😉.
Bo widać było, że zespół z Zawiercia nadal jest w procesie zgrywania. Z kolei drużyna z Lublina, choć wymieniła trzech zawodników w wyjściowej szóstce, od początku sezonu nie sprawia wrażenia ekipy budowanej od nowa. Świetnie było to widać po współpracy Marcina Komendy ze środkowymi. Quicki rozgrywane przez reprezentacyjnego rozgrywającego często zaskakiwały blok rywali. Ciekawe, co na takie tempo gry „Komiego” pomyślał Nikola Grbić, który oglądał mecz z trybun częstochowskiej hali😎. 
To właśnie szaleństwo na rozegraniu dało Komendzie statuetkę MVP. Dzięki niemu mogliśmy oglądać zarówno szybkość i skoczność Rana Takahashiego, jak i potężne ciosy Wilfredo Leona. Do tego dochodziła regularnie wykorzystywana gra środkiem. Walory ofensywne mistrzów Polski były widoczne nie tylko przy pierwszym ataku, ale także w kontrach. Zawiercianom często pozostawało jedynie odprowadzać piłkę wzrokiem😋.
Podopieczni Stephane'a Antigi zadbali o to, by mieć komfort w ofensywie. Skutecznie odrzucali rywali od siatki zagrywką, a momentami wręcz odbierali im nadzieję na nawiązanie walki. Bo jak inaczej nazwać serwis Wilfredo Leona o prędkości 132 km/h czy efektowną serię Mousse'a Gueye?
Zespół trenera Winiarskiego jeszcze niczego dużego w tym sezonie nie przegrał, ale już za dwa dni czeka go kolejne wymagające spotkanie na warszawskim Torwarze. Patrząc z boku, momentami aż dziwnie oglądało się bezradnych „Jurajskich Rycerzy”. Po końcowym gwizdku nasunęło mi się jednak inne pytanie: jak długo Bogdanka LUK Lublin będzie w stanie demonstrować siłę, którą oglądaliśmy w Częstochowie?

*fotografie pochodzą z różnych stron 

poniedziałek, 19 października 2026

💰🏐 Kto bogatemu zabroni? Dwóch trenerów z ważnymi kontraktami w Resovii! 😅

Baronowie męskiej drużyny z Podpromia przyzwyczaili zarówno siatkarskie środowisko w Polsce, jak i swoich kibiców do niekonwencjonalnych ruchów kadrowych. Nierzadko sprawiają one wrażenie decyzji podejmowanych pod wpływem impulsu lub realizowanych według zasady: „mam pieniądze, więc mogę”. Jak kto woli. 😎

Już na wstępie wiem, jakie komentarze przeczytam pod tym postem: „Szukasz sensacji” albo „Po innych klubach też tak jeździsz?”. Spokojnie. Nie szukam sensacji. Poruszam tematy, które moim zdaniem są warte uwagi, a ten bez wątpienia do nich należy. 😉
Bo niecodzienną sytuacją jest mieć dwóch pierwszych trenerów z ważnym kontraktem na starcie nowego sezonu ligowego. Po raz kolejny Asseco Resovia Rzeszów postawiła na przysłowie: od przybytku głowa nie boli. Tym razem na ławce trenerskiej 😃. Z ważnym kontraktem w roli szkoleniowca rzeszowskich „Pasów” jest nie tylko Gheorghe Crețu, ale też Massimo Botti, który prowadził zespół z Podpromia w minionym sezonie ligowym. Ten siatkarski absurd nie jest wyssany przeze mnie z palca. Wspominano o nim również w siatkarskich podcastach, których słucham regularnie 😉. Rzeczywiście, nie przypominam sobie, by w mediach społecznościowych rzeszowskiego klubu podziękowano za współpracę włoskiemu szkoleniowcowi.
Wszyscy wiemy, jak gorącym miejscem na Podpromiu jest stanowisko trenera Asseco Resovii. Pewnie baronowie męskiej drużyny postanowili się zabezpieczyć, by nie szukać nowego szkoleniowca na wypadek, gdyby rzeszowski klub nie radził sobie dobrze pod wodzą rumuńskiego trenera. I pokazać, że kto bogatemu zabroni? 😎
Pozwolę sobie przytoczyć jeden komentarz, który może okazać się wyjątkowo proroczy 😋:
„Jak wygrywają, to zasługa Crețu, a jak przegrywają, to wina Bottiego.” 😅
Zostawię Was z pytaniem, na które odpowiedzi nie znają nawet najstarsi górale 😉. Czy trener Crețu doczeka się pierwszego śniegu jako trener Asseco Resovii?

*grafika praca własna

niedziela, 18 października 2026

⚡🏐 Nowy sezon, stare problemy Asseco Resovii. Efektowny powrót NEONET KS Norwida Częstochowa!

W piątkowy wieczór mecze w inauguracyjnej kolejce sezonu Tauron Ligi wygrywali gospodarze. Rzeszowscy kibice mieli nadzieję, że w sobotnie popołudnie będzie inaczej. Nic z tym rzeczy ziściła się stara siatkarska prawda – kto prowadzi 0:2 w setach i nie kończy meczu, ten przegrywa 3:2😉.

Przed meczem kibice mogli zadawać sobie dwa pytania: czy drużyna z Podpromia pokaże tę twarz, którą zaprezentowała podczas Memoriału Arka Gołasia przed tygodniem? I jak zaprezentuje się nowy, ciekawy skład NEONET Norwida Częstochowa? Wiadomo było też, że gospodarze będą chcieli punktować od pierwszego meczu, by uniknąć sytuacji z poprzedniego sezonu.
Od pierwszej piłki było wiadomo, że zarówno kibice zgromadzeni w hali, jak i ci przed telewizorami zobaczą kawał dobrej siatkówki 😍. Nowe nabytki gospodarzy szybko pokazały, że debiut w Tauron Lidze nie robi na nich większego wrażenia, a rywal po drugiej stronie siatki nie budzi żadnych kompleksów 😎. Siatkarze trenera Cretu prezentowali to, co oglądaliśmy przed tygodniem w Zalesewie, ale zespół Luke'a Reynoldsa odpowiadał na to tym samym. Mimo to Asseco Resovia była tylko seta od przywiezienia do Rzeszowa kompletu punktów.
Jednak na dwóch setach dobra gra rzeszowskich „Pasów” się skończyła. Stare demony wróciły, bo przecież samo się wygra... 😂
Momentami można było odnieść wrażenie, że jedynym pomysłem Resovii na wygranie tego meczu była mocna zagrywka i skuteczność środkowych, także w elemencie bloku. Problem w tym, że wiele zagrywek kończyło swój lot w siatce, a to zdecydowanie za mało, by pokonać dobrze dysponowanego rywala.
Gianni Cretu bardzo długo wierzył, że mecz wygra mu szóstka, która przed tygodniem triumfowała w Memoriale Arka Gołasia. Ze zmianami czekał niemal do ostatniej chwili, a gdy już ich dokonał, niewiele one wniosły do gry zespołu.
Tymczasem gospodarze, niesieni dopingiem własnej publiczności, wracali do meczu krok po kroku. W efektowny, ale przede wszystkim efektywny sposób odrobili straty i dopisali do ligowej tabeli dwa punkty, które w perspektywie całego sezonu mogą okazać się bezcenne.
Jak wiadomo, mecze siatkarskie często ustawia się zagrywką i blokiem. Dokładnie tak zrobili częstochowianie. Presja wywierana z pola serwisowego i świetnie funkcjonujący blok sprawiły, że rzeszowskie „Wilki” straciły "kły". Z każdą akcją było widać, że Resovia ma coraz mniej pomysłów na sforsowanie obrony rywala.
A frustrację po rzeszowskiej stronie dało się zauważyć nawet w telewizyjnym kadrze 😕. Mimika twarzy kapitana mówiła momentami więcej niż statystyki.
Swoją drogą, koszmar związany z nazwiskiem Coric nadal trwa. Kibice Resovii z pewnością pamiętają, jak potrafił dać zespołowi z Podpromia bolesną lekcję siatkówki jeszcze w europejskich pucharach. Tym razem historia w pewnym sensie zatoczyła koło 😎.
Jego rozegranie często było zbyt szybkie dla rzeszowskiego bloku, a zawodnicy, których kreował, regularnie kończyli akcje. Po wielu atakach gospodarzy po stronie Resovii nie było po prostu czego zbierać.
Zespół spod Jasnej Góry pokazał, jak gra się do końca i jak wykorzystuje się moment słabości przeciwnika. A tak między nami, ciekawe, czy nazwisko któregoś z sobotnich „katów” rzeszowskich „Pasów” nie trafiło już do notesu osoby odpowiadającej za budowę drużyny 😉. Bo przecież wedle rozumowania na pewno pomoże w odzyskaniu dawnego blasku rzeszowskiej drużynie.

foto: strona internetowa Tauron Ligi

wtorek, 13 października 2026

Treningowe, ale zwycięskie granie rzeszowskich „Pasów” na Memoriale Gołasia.

Sezon klubowy Tauron Ligi rusza już lada dzień. Kluby szlifowały formę w miniony weekend podczas turniejów towarzyskich. Podopieczni trenera Cretu robili to na XXI Memoriale Arka Gołasia.

Jak co roku, do Zalasewa przyjeżdżają znane siatkarskie firmy, by uczcić pamięć tragicznie zmarłego 21 lat temu Arkadiusza Gołasia. W tym roku obok drużyny z Rzeszowa udział wzięły Berlin Recycling Volleys, PGE GiEK Skra Bełchatów oraz ZAKSA Kędzierzyn‑Koźle.
Kibice Resovii zastanawiali się, jak na tle innych drużyn zaprezentuje się nowy rzeszowski „twór”, który — paradoksalnie — jest jednym z najstarszych w ligowej stawce 😎. Odpowiedź już znamy: to było naprawdę dobre granie Asseco Resovii. Zobaczyliśmy walczące „Wilki”, które pokazały kawał solidnej siatkówki — z fajną postawą zarówno w ofensywie, jak i w defensywie. Trzeba jednak pamiętać o przymiotniku z pierwszego słowa tytułu: prawdziwa weryfikacja tego składu nadejdzie dopiero w ligowych bojach.
I na tym można by zakończyć ten zwycięski występ „Pasów” w turnieju towarzyskim. Ale pozwólcie, że podzielę się tym, co zobaczyło moje amatorsko‑eksperckie oko 😉. W tych dwóch meczach dało się zauważyć bardzo dobry flow Marcina Janusza z nowymi środkowymi — Tymoteuszem Lenikiem i rumuńskim Belą Barthą. Obaj pokazali, że nie zamierzają stać „w bazie”, tylko mają „kwity” na wyjściowy skład. Radzili sobie solidnie nie tylko w bloku, ale też w ataku i na zagrywce.
Mnie szczególnie cieszy postawa wychowanka AKS‑u Rzeszów, Tymoteusza Lenika — przyznaję, trudno było mi go sobie wyobrazić na rzeszowskim środku w kontekście nazwisk, z którymi musi rywalizować o miejsce w składzie. Czy to oznacza, że środek Resovii przysporzy trenerowi Cretu ból głowy 😋? A przecież w obwodzie są jeszcze Demyanenko, Poręba i Woch. Można zapytać: czy to będzie sezon rzeszowskich środkowych? Na odpowiedź musimy jeszcze poczekać 😎.
Te spotkania pokazały też, że „Elvis” może liczyć nie tylko na środek, ale i na lewe skrzydło. Klemen Cebulj udowodnił, że nadal ma predyspozycje, by dawać klubowi z Podpromia jakość. Pytanie tylko, czy nie zostanie znów w blokach startowych, jak w poprzednich sezonach. Tobias Brand z kolei pokazał dokładnie to, z czego był znany w Treflu — mocny atak z lewej i zagrywkę, która potrafi napsuć rywalom krwi. Czy to będzie lider do spółki z Arturem Szalpukiem? Teoretycznie powinien nim być atakujący… no właśnie powinien. Na razie ani Karol Butryn, ani Łukasz Kaczmarek mnie nie przekonali — oby zrobili to do wiosny przyszłego roku 😂.
Tyle sparingowego grania — czas wreszcie walczyć o punkty do ligowej tabeli, pierwsze w tym sezonie. Asseco Resovia Rzeszów powalczy o nie już w najbliższą sobotę z KS Norwid Częstochowa. I wcale nie będzie łatwo, oj nie.

*foto: fb/Asseco Resovia Rzeszów

 

poniedziałek, 12 października 2026

Anna Tomanek – Moje życie z porażeniem 4K. Moja recenzja.

Nie każdy jest idealny, ale każdy ma prawo spełniać swoje marzenia. I naprawdę nie ma znaczenia, czy jest osobą pełnosprawną, czy żyje z niepełnosprawnością — bo nie jesteśmy prostą kreską, lecz paragrafem.
Pewnie zastanawiacie się, skąd taki wstęp. Spokojnie, nie upadłem na głowę😉— to nawiązanie do słów, które pojawiają się w tej biografii, która została napisana nosem. Świetnie tutaj pasuje powiedzenie – dla chcącego nic trudnego😎 . Jej autorka jest moją „koleżanką po fachu”: zmaga się z tą samą niepełnosprawnością i tą samą postacią MPD.
Sięgając po tę książkę, zastanawiałem się, czy — tak jak w innych historiach, gdzie przewija się mój „pakiet szczęścia” — znajdę w niej coś z siebie. Znalazłem. I nie jedną łzę uroniłem 😊, bo odnalazłem w niej nie tylko własne emocje, ale też twarze osób, które dobrze znam i które noszą ten sam „pakiet szczęścia”. Uśmiech, empatia i wrażliwość — to moje drugie imiona 😊. 
Napisanie książki nosem to tylko jeden z wielu przykładów, w których Ania pokazuje, że jeśli czegoś naprawdę się chce, to można to osiągnąć — choć bez pomocy dobrych ludzi byłoby to niewykonalne. Mam nadzieję, że autorka się nie obrazi za zwracanie się do niej per Ty 😉.
Jej biografia nie tylko motywuje osoby z niepełnosprawnościami do działania, ale też rozprawia się ze stereotypami dotyczącymi naszego życia. Wciąż jest wiele osób, które myślą, że mamy wszystko „na pstryknięcie palcem”. Tak nie jest — ta książka bardzo wyraźnie to pokazuje. Od pierwszego tchu musimy walczyć, z lepszym lub gorszym skutkiem, bo każdy przypadek MPD jest inny. To właśnie sprawia, że każda osoba żyjąca z tym stanem jest wyjątkowa.
Każdy ma swoje mniejsze lub większe Kilimandżaro. Autorka zdobyła je dwa razy — dzięki upartości i nieocenionej pomocy mamy ukończyła studia I i II stopnia na kierunku socjologii. Kolejnym szczytem była praca, bo — jak sama mówi — każdy chce czuć się potrzebny, a praca daje poczucie spełnienia, mimo niedoskonałości.
„Moje życie z porażeniem 4K” to otwarcie się autorki w stu procentach. Widać to w każdym zdaniu, jeśli czyta się uważnie. Dotyka strun duszy, które uruchamiają łzy, bo — jak pisałem wcześniej — analogii do mojej osoby nie brakowało 😍.
Jedną z nich chcę się z Wami podzielić: nigdy nie byłem izolowany od swoich siostrzenic. Od najmłodszych lat były oswajane z moim „pakietem szczęścia”, dzięki czemu do dziś nie boją się ze mną spędzać czas. Potrafią poświęcić wolne popołudnie na dojazd tylko po to, by nasz the best team spędził ze sobą kilka godzin.
Z wieloma przemyśleniami autorki się zgadzam, z kilkoma nie — i mam do tego prawo. Lektura umilała mi słoneczne jesienne popołudnia, ale też skłoniła do refleksji nad sobą. Mam nadzieję, że tą amatorską recenzją zachęcę kogoś do lektury i własnych przemyśleń 😊.

*grafika: autor Anna Tomanek oraz archiwum prywatne
 

poniedziałek, 5 października 2026

„Winiar", czy ktoś nam podskoczy z taką kapelą? 🎸 No nie wiem, Prezesie.

Medale Mistrzostw Europy rozdane – polscy siatkarze obronili tytuł najlepszych na starym kontynencie, zapewniając sobie tym samym start na igrzyskach olimpijskich w LA. To znak, że sezon klubowy jest za pasem. Nie jest to dobra wiadomość dla rywali Aluronu CMC Warty Zawiercie w Tauron Lidze, ale i na arenie międzynarodowej 😎.

Tytuł mógłby spokojnie być dialogiem prezesa Kryspina Barana z trenerem Michałem Winiarskim — i wcale nie jest to pytanie na miejscu, lecz pytanie retoryczne 😉. Bo skład, który zmontowali „Jurajscy Rycerze”, jasno pokazuje, że nie tylko na krajowym podwórku chcą wygrać wszystko, co jest do wygrania. Tak naprawdę tylko Lublin i Warszawa mogą spróbować ich powstrzymać — i znowu pewnie podpadnę kibicom rzeszowskiej Asseco Resovii, tak powiedziawszy 😁.

Z takim składem nie ma sensu zatrzymywać się na zawładnięciu jedynie polską ligą. Dla mnie są jednym z dwóch głównych kandydatów do wygrania siatkarskiej Champions League, a może i grudniowych Klubowych Mistrzostw Świata 💪. Każdy puzzel pasuje idealnie do żółto‑zielonej układanki „Winiara” — to także dowód na profesjonalizm w budowaniu tej kapeli 😉.
Można by zapytać: i z kim drużyna z Zawiercia ma przegrać 😋? Niejeden trener klubowy chciałby mieć takie siatkarskie galacticos, jakie są w Zawierciu. Ten dream team oznacza dla „Winiara” ból głowy, ale rotacje w składzie idą w parze z walką o tyle trofeów. Zalet Miguela Tavaresa nikomu przedstawiać nie trzeba — to gwarancja finezji w kreowaniu gry „Jurajskich Rycerzy”. A także pewność, że jego float będzie łamał przyjęcie rywala jak zapałki 😎. Jego zmiennikiem będzie Amerykanin Michael Wright, który już w meczach reprezentacji pokazał niemałe umiejętności. Czy tak samo będzie w ekipie mistrza Polski?

Czy jest jakaś drużyna na krajowym podwórku, która nie chciałaby mieć takiego kwartetu przyjmujących? Fornal, Kwolek, Russell i do tego Łaba, który potrafi wejściem odmienić losy seta czy meczu — zwłaszcza swoją grą w polu serwisowym. To trio potrafi nie tylko zadawać rywalom ciosy z lewego skrzydła, ale też dawać ogrom w defensywie. Z tej strony poznaliśmy Tomasza Fornala podczas niedawno zakończonych Mistrzostw Europy — ale przecież rycerz musi nie tylko atakować, ale też bronić 😊.

Mistrz Europy i mistrz świata na ataku — brzmi jak koszmar dla rywali, z którymi będzie się mierzyć dream team z Zawiercia. Koszmar dla rywali, a dla trenera Winiarskiego… środki na ból głowy, bo na którego atakującego postawić? Bartłomiej Bołądź i Kamil Rychlicki na pewno sporo napsują rywalom krwi swoją grą, a okazji nie zabraknie 💪.

Jeśli tylko zdrowie dopisze Mateuszowi Bieńkowi i Jakubowi Kochanowskiemu, rywalom będzie się robić ciemno przed oczami od ich gry w bloku. A po ich atakach ze środka siatki i serwisach nie będzie czego zbierać — jednym słowem: zbroje nie do przejścia 😍. Adrian Markiewicz i Miłosz Zniszczoł dają nie tylko możliwość rotacji na wypadek niedyspozycji „Bienia” lub „Kochana”, ale też solidną alternatywę sportową.

Dawid Ogórek to jakościowy zmiennik dla „Piwka”, najlepszego libero Mistrzostw Europy, który też będzie potrzebował odpoczynku — bo jest człowiekiem, a nie maszyną do grania 😊.

PS. Oby tylko kibice mistrza Polski doczekali się hali na miarę potencjału!

źródło: www.siatka.org 






środa, 30 września 2026

Obronili siatkarski tron Europy — bilet do LA w kieszeni! 👑🏐✈️

Krótko mówiąc: pozamiatali. Reprezentacja polskich siatkarzy Nikoli Grbicia nie zostawiła rywalom żadnych złudzeń — wygrała wszystko, co było do wygrania w tym sezonie.

Jeszcze przed sezonem wiedzieliśmy, co daje obrona tytułu mistrza Europy — nasi siatkarze sami powtarzali, że jadą tam po złoto i bilet na igrzyska olimpijskie w Los Angeles za dwa lata. Ja próbowałem studzić ten napompowany balonik, bo wiadomo: to jest sport, wszystko mogło się wydarzyć. A oni? Jak powiedzieli, tak zrobili 💪.

Nikola Grbić po raz kolejny udowodnił, że jest odpowiednim człowiekiem na odpowiednim miejscu. Z naszymi Orłami zdobył 10 medali na 10 imprezach, w których prowadził reprezentację. Zbudował kolektyw, w którym każdy zna swoje miejsce i zadanie — choć niektórym trudno pogodzić się z rolą, jaką dostali (o tym później 😉). Pokazał nam, kibicom, że jego wybory personalne mają sens w 100%, a każdemu ze swoich wybrańców dał pełną wiarę w ich możliwości.

Zapewnienie sobie prawa startu na igrzyskach w Los Angeles nie oznacza jednak spokojnej głowy dla Grbicia — oj, nie. Za rok mistrzostwa świata na polskiej ziemi, a złota z tej imprezy brakuje w dorobku serbskiego selekcjonera. Do tego trzeba już zacząć myśleć, kogo zabrać na pokład samolotu do LA w 2028 roku. A ja już widzę jednego kandydata na pasażera — w osobie Jakuba Majchrzaka 😎.

Rozegranie:

Marcin Komenda już w zeszłym sezonie reprezentacyjnym pokazał, że potrafi grać na „duże siatkarskie bramki” — a ten sezon tylko to potwierdził. Nikola Grbić zaufał mu i pozwolił mu urosnąć jako rozgrywającemu, stawiając na niego jako na swojego „pierwszego”. Widać to było na tej imprezie: Komenda nie bał się korzystać ze wszystkich stref, w każdym meczu prowadził grę odważnie, a do tego dokładał taktyczną zagrywkę, która regularnie łamała przyjęcie rywali.

I to on jest dla mnie rozgrywającym turnieju — nie Antoine Brizard. Dla mnie selekcja na tej pozycji w kontekście LA jest już zamknięta 😉.

Atak:

Po przerwie Bartosza Kurka było jasne, że Bartłomiej Bołądź stanie się jednym z głównych kandydatów do roli pierwszej armaty polskich Orłów. Nikola Grbić nie zaskoczył — od początku sezonu reprezentacyjnego było widać, że to „Bołi” będzie jego numerem jeden. A atakujący Jurajskich Rycerzy odpłacał mu świetną grą nie tylko w VNL.

Podczas Mistrzostw Europy wielokrotnie pokazywał, że potrafi grać pod presją wyniku i że niestraszne mu jest bycie pierwszą opcją w ataku. Statystyki mówią same za siebie: 113 punktów, z czego aż 101 atakiem. Do tego 5 punktowych bloków, 7 asów serwisowych i skuteczność ataku na poziomie 57,1%.

Co tu dużo mówić — Kewin Sasak „nie dojechał” z formą na sezon reprezentacyjny. I moim zdaniem lepiej było postawić na Gomułkę lub Nasevicha jako drugiego atakującego 😉.
  
Przyjęcie:

Choć Wilfredo Leon niejednokrotnie był nieoceniony dla naszej drużyny — zarówno w ataku, jak i w polu serwisowym — i został wybrany do drużyny turnieju oraz zgarnął nagrodę MVP, to z całym szacunkiem dla przyjmującego Bogdanki LUK Lublin: bardziej na tę statuetkę zasługiwali Kamil Semeniuk i Tomasz Fornal.

Semen po raz kolejny udowodnił, jak wielkim jest graczem — na boisku i poza nim 😍. Wchodząc „z bazy”, dawał jakość z pola serwisowego, z lewego skrzydła i w defensywie. Często był gwoździem do trumny rywali. Nie jedna drużyna chciałaby mieć taką „perełkę” w kwadracie. Trzeba mieć też klasę, by zaakceptować rolę, jaką daje trener: „miej zapięte wrotki w bazie, w każdej chwili mogę Cię potrzebować”. Szacun, Semen 👏.

Na bułgarsko‑włoskich parkietach widzieliśmy też swoistą „transformację” Tomasza Fornala. Praktycznie cały turniej grał na zaciągniętym ręcznym w ofensywie, który puścił dopiero w finale z Francją. Ale to wcale nie przeszkadzało mu w dawaniu jakości — jego defensywa była równie cenna. Czego się nie robi dla dobra drużyny 💪.

Środek:

Gdzie trzech nie może, tam dwóch korzysta — tak można opisać sytuację na polskim środku w minionym sezonie reprezentacyjnym 😂. A mówiąc poważnie: baliśmy się, jak będzie funkcjonował środek po absencjach Bieńka, Hubera i Kochanowskiego. Szymon Jakubiszak i Bartłomiej Lemański pokazali, że te obawy były bezpodstawne 😎.

Ich gra odbierała rywalom skuteczność na tyle, że obaj „wylądowali” w najlepszej szóstce turnieju. Weszli do pierwszej szóstki Orłów „z drzwiami” i rozwinęli swoje siatkarskie skrzydła pod ręką Grbicia. Ale utrzymanie się w niej wcale nie będzie łatwe — wręcz przeciwnie, jeśli tylko w pełni zdrowia będą „Bieniu” i „Kochan” 😉.

A moje prywatne MVP za ten sezon reprezentacyjny? „Leman”. Za siatkarski comeback do kadry po siedmiu latach 💪.

Libero:

To drugi sezon, w którym bezapelacyjnie jedynkę na pozycji libero dzierży Jakub Popiwczak — nawet jeśli po meczu z Bułgarią zebrał kilka nie najlepszych opinii. W całym turnieju przyjmował jednak pozytywnie na poziomie średnio 65%, a ta liczba dała mu miejsce w drużynie marzeń turnieju 💪.

No cóż, Maksymilian Granieczny musi jeszcze poczekać na swoje „pięć minut” w narodowych barwach 😊.

PS. A teraz czas na ligowy dżemik 😋.

*foto: pochodzą z różnych stron