sobota, 31 października 2026

Udana inauguracja sezonu Asseco Resovii Rzeszów na Podpromiu.

W czwartek Asseco Resovia po raz pierwszy w sezonie zaprezentowała się na Podpromiu. Rzeszowianie pokonali Energę Trefl Gdańsk 3:1.

Po wyjazdowym zwycięstwie nad drużyną z Chełma kibice „Pasów” mieli nadzieję na komplet punktów przed własną publicznością. 
Zespół z Gdańska jednak szybko pokazał, że nie będzie łatwego zwycięstwa. Goście dobrze weszli w mecz, wypracowali przewagę i utrzymali ją do końca seta. Co zaskakujące, mimo 84% skuteczności w ataku gospodarzy, to właśnie Trefl prowadził po pierwszej partii 1:0.
W drugiej partii zespół trenera Mariusza Sordyla nie był już tak skuteczny, bo gospodarze znaleźli sposób na zatrzymanie świetnie spisujących się w pierwszym secie Nasevicha oraz Damiana Koguta. Pozwoliło to Resovii kontrolować przebieg seta i doprowadzić do remisu w meczu.
Partia numer trzy miała bardzo podobny przebieg jak drugi set. Szybko zbudowana przewaga przez graczy w biało-czerwonych pasach pozwoliła im spokojnie kontrolować wydarzenia na boisku i pilnować wyniku do samego końca.
Wydawało się, że czwarty set przyniesie bardzo wyrównaną grę obu ekip. Tymczasem w mgnieniu oka gra zespołu z Gdańska rozsypała się niczym domek z kart, co skrzętnie wykorzystali gospodarze, dopisując trzy punkty do ligowej tabeli.
Gdyby spytać kibiców drużyny z Podpromia, co było siłą Asseco Resovii w tym spotkaniu, bez wątpienia wymieniliby nazwisko Klemena Cebulja. Rzeczywiście, bardzo dobra gra Słoweńca, grającego już siódmy sezon w barwach rzeszowskiej drużyny, przyniosła mu statuetkę MVP. Słoweński przyjmujący zdobył w tym spotkaniu 17 punktów, w tym 2 asy serwisowe i 3 bloki🔥. Atakował ze skutecznością na poziomie 55%, a do tego był pewnym punktem w przyjęciu, notując 50% pozytywnego przyjęcia. Oby nie był to jednorazowy dobry występ Słoweńca.
Klemen Cebulj miał bardzo mocne wsparcie w ataku w osobie Karola Butryna. Atakujący zdobył w meczu z „gdańskimi lwami” 18 punktów, a jego skuteczność w ataku wyniosła 48%. Warto również zwrócić uwagę na kolejny bardzo dobry mecz Mateusza Poręby. Środkowy zdobył 8 punktów i atakował ze skutecznością wynoszącą aż 89%💪. Widać, że chyba nie chce wypaść z radarów trenera Nikoli Grbicia😊.
Fajnie, że siatkarze rumuńskiego szkoleniowca popracowali zagrywką na własnym terenie, co bardzo ułatwiło im odniesienie drugiego zwycięstwa z rzędu.
Jednak prawdziwa weryfikacja siły „Pasów” nastąpi 8 listopada, kiedy na Podpromiu zamelduje się Aluron CMC Warta Zawiercie.

*foto pochodzą z różnych stron

piątek, 30 października 2026

🚀 Obronili mistrzostwo Europy, wywalczyli bilet do LA. Teraz mogą zmienić barwy klubowe!

Wystarczyły zaledwie dwie kolejki ligowe, by obok sportowych emocji związanych z rywalizacją na parkiecie pełną parą ruszyła także karuzela transferowa. A ta, jak wiadomo, niejednokrotnie rozpala wyobraźnię kibiców bardziej niż sam mecz 🔥.

Siatkówka to nie tylko emocje na boisku, ale także biznes. I basta 😎. Trudno mi zrozumieć kibiców, którzy twierdzą, że początek sezonu klubowego to zły moment na transferowe spekulacje i ruchy za kulisami. To tyle tytułem wstępu 😉.
Już w zeszłym tygodniu siatkarski internet zaczęła podgrzewać transferowa plotka, jakoby MVP ostatnich mistrzostw Europy, Wilfredo Leon, miał opuścić Bogdankę LUK Lublin i po zakończeniu trwającego sezonu klubowego przenieść się do tureckiego Halkbanku Ankara. Jak wiemy, tureckie zespoły nie liczą się z kasą, by wyciągać siatkarskie gwiazdy. Wszystko po to, by nie tylko zdobywać wszystko, co jest do zdobycia na tureckiej ziemi, ale i podnieść puchar za zwycięstwo w siatkarskiej Lidze Mistrzów. Czy receptą na to będzie polski przyjmujący? Najwyraźniej tak, bo jak można było usłyszeć w dzisiejszym magazynie „7 Strefa”, na stole leży kontrakt opiewający na 6 milionów złotych 😱. Czy włodarze klubu z Lublina są w stanie konkurować z taką ofertą tureckich krezusów? No chyba nie, bo kilka dni temu Jakub Balcerzak w podcaście „Prawda Siatki” powiedział, że transfer Wilfredo Leona do tureckiego klubu jest pewny na 99,9% 😓. Oznacza to tylko, że Bogdanka straci ważne ogniwo swojej drużyny. Ogniwo, które oprócz wszystkiego, co siatkarskie, napędza również marketing klubowy i ligowy, bo przecież jego obecność jest jednym z powodów, dla których siatkarskie hale w Polsce pękają w szwach.
Tauron Liga może stracić Wilfredo Leona, ale też sensacyjny powrót na jej parkiety może stać się faktem 😎. A mianowicie chodzi o Kamila Semeniuka, któremu po tym sezonie kończy się kontrakt we włoskiej Perugii. Jak podaje Jakub Balcerzak, tym miejscem powrotu w sezonie 2027/28 „złotego rezerwowego” reprezentacji Polski będzie rzeszowskie Podpromie i ubranie przez „Semena” koszulki w biało-czerwone pasy. Jak wiemy, Asseco Resovia Rzeszów co sezon marzy o tym, by odzyskać dawny blask (wszyscy wiemy, z jakim skutkiem 😂). Jakub Balcerzak podaje także, iż obok Kamila Semeniuka i Marcina Janusza zostaną dokoptowane inne siatkarskie gwiazdy - wiadomo, w jakim celu. Wiadomo też, że baronowie Asseco Resovii Rzeszów wyznają zasadę: kto bogatemu zabroni 😉. Tak więc, jeśli plotka nie jest fejkiem (a podobno nie jest), to rzeszowscy kibice mogą się cieszyć, że będą oklaskiwać popisy „Semena” nie tylko w meczach reprezentacji Polski.
Tylko można mieć obawy, czy faktycznie będą, bo nie jest nowością, że zawodnicy przychodzący grać na rzeszowskie Podpromie tracą na sportowej wartości. A chyba nie chcielibyśmy, aby Kamil Semeniuk był cieniem zawodnika, który był jokerem podczas igrzysk olimpijskich w Los Angeles w 2028 roku 😉. Ceniąc sobie tego siatkarza nie tylko pod względem sportowym, ale też jako człowieka, mam mieszane uczucia co do tych doniesień transferowych. Mimo iż moje siatkarskie serce klubowego kibica jest w biało-czerwone pasy, to chyba wolałbym, by joker Nikoli Grbicia zagrał w zespole PGE Projektu Warszawa, do którego też był przymierzany. Pisząc ten fragment, już wiem, jak zostanie on odebrany przez kibiców Asseco Resovii Rzeszów 😎.
A tymczasem wracam do śledzenia tego, co dzieje się na ligowych parkietach, jak również nadstawiam uszy i wytężam wzrok, by wysłuchiwać i wypatrywać kolejnych gorących plotek transferowych 👊!

*foto: Volleyball World


 

czwartek, 29 października 2026

Pasjonujące widowisko na Torwarze i zwycięstwo Mistrza Polski!

Mecz rozegrany awansem w ramach 11. kolejki TAURON Ligi nie zawiódł kibiców na trybunach ani przed telewizorami. PGE Projekt Warszawa przegrał z Aluronem CMC Wartą Zawiercie 1:3.

Być może do stworzenia takiego widowiska siatkarzy obu drużyn zmotywowała obecność Ferdinando De Giorgiego na trybunach warszawskiego Torwaru. Selekcjoner reprezentacji Polski mógł z bliska oglądać popisy swoich atakujących po obu stronach siatki 😉.
Choć zespół z Zawiercia zaczął to spotkanie z Miłoszem Zniszczołem i Kamilem Rychlickim w wyjściowym składzie, nic nie wskazywało na to, że pełną pulę po tym meczu zabiorą do autobusu „Jurajscy Rycerze” 😎. Przez większość pierwszego seta mieli oni spore problemy z kończeniem swoich akcji w ataku. Za to zespół Roberto Piazzy takich kłopotów nie miał. Jan Firlej mógł bawić się rozegraniem, raz po raz gubiąc blok rywali.
Drugi set tylko potwierdził, jak nieprzewidywalna jest siatkówka oraz jak ważnym elementem potrafi być blok 😍. To właśnie dzięki temu elementowi oraz dobrej grze Kamila Rychlickiego, który momentami prezentował się tak, jak na mistrza świata przystało, podopieczni Michała Winiarskiego wyrównali stan meczu. W efekcie obie drużyny nadal pozostawały w grze o komplet punktów, co zwiastowało jeszcze większe emocje. A to kibice kochają najbardziej 😉.
W trzecim secie mistrzowie Polski poszli za ciosem. Zagrywki Bieńka, Russella (MVP spotkania) i Rychlickiego siały spustoszenie po drugiej stronie siatki, a punkty zdobywane w trudnych sytuacjach tylko napędzały zespół Michała Winiarskiego. Swoje dołożyli również gospodarze, którzy nie ustrzegli się błędów własnych. Dzięki temu „Jurajscy Rycerze” byli coraz bliżej wywiezienia kompletu punktów z trudnego terenu, jakim jest warszawski Torwar.
Jak się okazało, czwarty set przyniósł kibicom największe emocje. Raz jedni wychodzili na prowadzenie, raz drudzy, a przewaga przechodziła z rąk do rąk. Choć gospodarzom pomagały między innymi mocne zagrywki Romano, o wyniku meczu przesądziły dwa pojedyncze momenty: as serwisowy kapitana Aluronu CMC Warty Zawiercie oraz blok Bartłomieja Bołądzia na Bartoszu Bednorzu. Rezerwowy atakujący „Jurajskich Rycerzy” zaliczył tym samym wejście marzeń.
Tak dobra gra zespołu z Zawiercia pokazuje, że zgranie Miguela Tavaresa z siatkarzami, którzy przed sezonem przywdziali zbroje „Jurajskich Rycerzy”, wygląda coraz lepiej 💪. A to nie jest dobra wiadomość dla ligowych rywali. Każdy kolejny mecz będzie tylko wzmacniał tę drużynę. Jeśli tak dalej pójdzie, „Jurajscy Rycerze” już wkrótce będą prezentować siatkówkę godną obrońców mistrzowskiego tronu.

*foto: fb/Aluron CMC Warta Zawiercie

poniedziałek, 26 października 2026

💪🏆 Demonstracja żółto-czarnej siły w Częstochowie. Bogdanka LUK Lublin z ALKO SuperPucharem Polski!

Pierwsze trofeum sezonu klubowego zdobyte. Jeden mecz, jeden zwycięzca. Bogdanka LUK Lublin pokonała Aluron CMC Wartę Zawiercie 3:0.
 
Przyznam szczerze, że liczyłem na większe emocje w meczu dwóch siatkarskich galacticos TAURON Ligi. Były, ale głównie w pierwszym secie. Czy mogło być inaczej? Zdecydowanie nie 😉.
Bo widać było, że zespół z Zawiercia nadal jest w procesie zgrywania. Z kolei drużyna z Lublina, choć wymieniła trzech zawodników w wyjściowej szóstce, od początku sezonu nie sprawia wrażenia ekipy budowanej od nowa. Świetnie było to widać po współpracy Marcina Komendy ze środkowymi. Quicki rozgrywane przez reprezentacyjnego rozgrywającego często zaskakiwały blok rywali. Ciekawe, co na takie tempo gry „Komiego” pomyślał Nikola Grbić, który oglądał mecz z trybun częstochowskiej hali😎. 
To właśnie szaleństwo na rozegraniu dało Komendzie statuetkę MVP. Dzięki niemu mogliśmy oglądać zarówno szybkość i skoczność Rana Takahashiego, jak i potężne ciosy Wilfredo Leona. Do tego dochodziła regularnie wykorzystywana gra środkiem. Walory ofensywne mistrzów Polski były widoczne nie tylko przy pierwszym ataku, ale także w kontrach. Zawiercianom często pozostawało jedynie odprowadzać piłkę wzrokiem😋.
Podopieczni Stephane'a Antigi zadbali o to, by mieć komfort w ofensywie. Skutecznie odrzucali rywali od siatki zagrywką, a momentami wręcz odbierali im nadzieję na nawiązanie walki. Bo jak inaczej nazwać serwis Wilfredo Leona o prędkości 132 km/h czy efektowną serię Mousse'a Gueye?
Zespół trenera Winiarskiego jeszcze niczego dużego w tym sezonie nie przegrał, ale już za dwa dni czeka go kolejne wymagające spotkanie na warszawskim Torwarze. Patrząc z boku, momentami aż dziwnie oglądało się bezradnych „Jurajskich Rycerzy”. Po końcowym gwizdku nasunęło mi się jednak inne pytanie: jak długo Bogdanka LUK Lublin będzie w stanie demonstrować siłę, którą oglądaliśmy w Częstochowie?

*fotografie pochodzą z różnych stron 

poniedziałek, 19 października 2026

💰🏐 Kto bogatemu zabroni? Dwóch trenerów z ważnymi kontraktami w Resovii! 😅

Baronowie męskiej drużyny z Podpromia przyzwyczaili zarówno siatkarskie środowisko w Polsce, jak i swoich kibiców do niekonwencjonalnych ruchów kadrowych. Nierzadko sprawiają one wrażenie decyzji podejmowanych pod wpływem impulsu lub realizowanych według zasady: „mam pieniądze, więc mogę”. Jak kto woli. 😎

Już na wstępie wiem, jakie komentarze przeczytam pod tym postem: „Szukasz sensacji” albo „Po innych klubach też tak jeździsz?”. Spokojnie. Nie szukam sensacji. Poruszam tematy, które moim zdaniem są warte uwagi, a ten bez wątpienia do nich należy. 😉
Bo niecodzienną sytuacją jest mieć dwóch pierwszych trenerów z ważnym kontraktem na starcie nowego sezonu ligowego. Po raz kolejny Asseco Resovia Rzeszów postawiła na przysłowie: od przybytku głowa nie boli. Tym razem na ławce trenerskiej 😃. Z ważnym kontraktem w roli szkoleniowca rzeszowskich „Pasów” jest nie tylko Gheorghe Crețu, ale też Massimo Botti, który prowadził zespół z Podpromia w minionym sezonie ligowym. Ten siatkarski absurd nie jest wyssany przeze mnie z palca. Wspominano o nim również w siatkarskich podcastach, których słucham regularnie 😉. Rzeczywiście, nie przypominam sobie, by w mediach społecznościowych rzeszowskiego klubu podziękowano za współpracę włoskiemu szkoleniowcowi.
Wszyscy wiemy, jak gorącym miejscem na Podpromiu jest stanowisko trenera Asseco Resovii. Pewnie baronowie męskiej drużyny postanowili się zabezpieczyć, by nie szukać nowego szkoleniowca na wypadek, gdyby rzeszowski klub nie radził sobie dobrze pod wodzą rumuńskiego trenera. I pokazać, że kto bogatemu zabroni? 😎
Pozwolę sobie przytoczyć jeden komentarz, który może okazać się wyjątkowo proroczy 😋:
„Jak wygrywają, to zasługa Crețu, a jak przegrywają, to wina Bottiego.” 😅
Zostawię Was z pytaniem, na które odpowiedzi nie znają nawet najstarsi górale 😉. Czy trener Crețu doczeka się pierwszego śniegu jako trener Asseco Resovii?

*grafika praca własna

niedziela, 18 października 2026

⚡🏐 Nowy sezon, stare problemy Asseco Resovii. Efektowny powrót NEONET KS Norwida Częstochowa!

W piątkowy wieczór mecze w inauguracyjnej kolejce sezonu Tauron Ligi wygrywali gospodarze. Rzeszowscy kibice mieli nadzieję, że w sobotnie popołudnie będzie inaczej. Nic z tym rzeczy ziściła się stara siatkarska prawda – kto prowadzi 0:2 w setach i nie kończy meczu, ten przegrywa 3:2😉.

Przed meczem kibice mogli zadawać sobie dwa pytania: czy drużyna z Podpromia pokaże tę twarz, którą zaprezentowała podczas Memoriału Arka Gołasia przed tygodniem? I jak zaprezentuje się nowy, ciekawy skład NEONET Norwida Częstochowa? Wiadomo było też, że gospodarze będą chcieli punktować od pierwszego meczu, by uniknąć sytuacji z poprzedniego sezonu.
Od pierwszej piłki było wiadomo, że zarówno kibice zgromadzeni w hali, jak i ci przed telewizorami zobaczą kawał dobrej siatkówki 😍. Nowe nabytki gospodarzy szybko pokazały, że debiut w Tauron Lidze nie robi na nich większego wrażenia, a rywal po drugiej stronie siatki nie budzi żadnych kompleksów 😎. Siatkarze trenera Cretu prezentowali to, co oglądaliśmy przed tygodniem w Zalesewie, ale zespół Luke'a Reynoldsa odpowiadał na to tym samym. Mimo to Asseco Resovia była tylko seta od przywiezienia do Rzeszowa kompletu punktów.
Jednak na dwóch setach dobra gra rzeszowskich „Pasów” się skończyła. Stare demony wróciły, bo przecież samo się wygra... 😂
Momentami można było odnieść wrażenie, że jedynym pomysłem Resovii na wygranie tego meczu była mocna zagrywka i skuteczność środkowych, także w elemencie bloku. Problem w tym, że wiele zagrywek kończyło swój lot w siatce, a to zdecydowanie za mało, by pokonać dobrze dysponowanego rywala.
Gianni Cretu bardzo długo wierzył, że mecz wygra mu szóstka, która przed tygodniem triumfowała w Memoriale Arka Gołasia. Ze zmianami czekał niemal do ostatniej chwili, a gdy już ich dokonał, niewiele one wniosły do gry zespołu.
Tymczasem gospodarze, niesieni dopingiem własnej publiczności, wracali do meczu krok po kroku. W efektowny, ale przede wszystkim efektywny sposób odrobili straty i dopisali do ligowej tabeli dwa punkty, które w perspektywie całego sezonu mogą okazać się bezcenne.
Jak wiadomo, mecze siatkarskie często ustawia się zagrywką i blokiem. Dokładnie tak zrobili częstochowianie. Presja wywierana z pola serwisowego i świetnie funkcjonujący blok sprawiły, że rzeszowskie „Wilki” straciły "kły". Z każdą akcją było widać, że Resovia ma coraz mniej pomysłów na sforsowanie obrony rywala.
A frustrację po rzeszowskiej stronie dało się zauważyć nawet w telewizyjnym kadrze 😕. Mimika twarzy kapitana mówiła momentami więcej niż statystyki.
Swoją drogą, koszmar związany z nazwiskiem Coric nadal trwa. Kibice Resovii z pewnością pamiętają, jak potrafił dać zespołowi z Podpromia bolesną lekcję siatkówki jeszcze w europejskich pucharach. Tym razem historia w pewnym sensie zatoczyła koło 😎.
Jego rozegranie często było zbyt szybkie dla rzeszowskiego bloku, a zawodnicy, których kreował, regularnie kończyli akcje. Po wielu atakach gospodarzy po stronie Resovii nie było po prostu czego zbierać.
Zespół spod Jasnej Góry pokazał, jak gra się do końca i jak wykorzystuje się moment słabości przeciwnika. A tak między nami, ciekawe, czy nazwisko któregoś z sobotnich „katów” rzeszowskich „Pasów” nie trafiło już do notesu osoby odpowiadającej za budowę drużyny 😉. Bo przecież wedle rozumowania na pewno pomoże w odzyskaniu dawnego blasku rzeszowskiej drużynie.

foto: strona internetowa Tauron Ligi

wtorek, 13 października 2026

Treningowe, ale zwycięskie granie rzeszowskich „Pasów” na Memoriale Gołasia.

Sezon klubowy Tauron Ligi rusza już lada dzień. Kluby szlifowały formę w miniony weekend podczas turniejów towarzyskich. Podopieczni trenera Cretu robili to na XXI Memoriale Arka Gołasia.

Jak co roku, do Zalasewa przyjeżdżają znane siatkarskie firmy, by uczcić pamięć tragicznie zmarłego 21 lat temu Arkadiusza Gołasia. W tym roku obok drużyny z Rzeszowa udział wzięły Berlin Recycling Volleys, PGE GiEK Skra Bełchatów oraz ZAKSA Kędzierzyn‑Koźle.
Kibice Resovii zastanawiali się, jak na tle innych drużyn zaprezentuje się nowy rzeszowski „twór”, który — paradoksalnie — jest jednym z najstarszych w ligowej stawce 😎. Odpowiedź już znamy: to było naprawdę dobre granie Asseco Resovii. Zobaczyliśmy walczące „Wilki”, które pokazały kawał solidnej siatkówki — z fajną postawą zarówno w ofensywie, jak i w defensywie. Trzeba jednak pamiętać o przymiotniku z pierwszego słowa tytułu: prawdziwa weryfikacja tego składu nadejdzie dopiero w ligowych bojach.
I na tym można by zakończyć ten zwycięski występ „Pasów” w turnieju towarzyskim. Ale pozwólcie, że podzielę się tym, co zobaczyło moje amatorsko‑eksperckie oko 😉. W tych dwóch meczach dało się zauważyć bardzo dobry flow Marcina Janusza z nowymi środkowymi — Tymoteuszem Lenikiem i rumuńskim Belą Barthą. Obaj pokazali, że nie zamierzają stać „w bazie”, tylko mają „kwity” na wyjściowy skład. Radzili sobie solidnie nie tylko w bloku, ale też w ataku i na zagrywce.
Mnie szczególnie cieszy postawa wychowanka AKS‑u Rzeszów, Tymoteusza Lenika — przyznaję, trudno było mi go sobie wyobrazić na rzeszowskim środku w kontekście nazwisk, z którymi musi rywalizować o miejsce w składzie. Czy to oznacza, że środek Resovii przysporzy trenerowi Cretu ból głowy 😋? A przecież w obwodzie są jeszcze Demyanenko, Poręba i Woch. Można zapytać: czy to będzie sezon rzeszowskich środkowych? Na odpowiedź musimy jeszcze poczekać 😎.
Te spotkania pokazały też, że „Elvis” może liczyć nie tylko na środek, ale i na lewe skrzydło. Klemen Cebulj udowodnił, że nadal ma predyspozycje, by dawać klubowi z Podpromia jakość. Pytanie tylko, czy nie zostanie znów w blokach startowych, jak w poprzednich sezonach. Tobias Brand z kolei pokazał dokładnie to, z czego był znany w Treflu — mocny atak z lewej i zagrywkę, która potrafi napsuć rywalom krwi. Czy to będzie lider do spółki z Arturem Szalpukiem? Teoretycznie powinien nim być atakujący… no właśnie powinien. Na razie ani Karol Butryn, ani Łukasz Kaczmarek mnie nie przekonali — oby zrobili to do wiosny przyszłego roku 😂.
Tyle sparingowego grania — czas wreszcie walczyć o punkty do ligowej tabeli, pierwsze w tym sezonie. Asseco Resovia Rzeszów powalczy o nie już w najbliższą sobotę z KS Norwid Częstochowa. I wcale nie będzie łatwo, oj nie.

*foto: fb/Asseco Resovia Rzeszów