poniedziałek, 25 maja 2026

Młode Orły w natarciu — co wiemy po turnieju w Katowicach.

Grbić znów zrobił przegląd wojsk. Silesia Cup odsłonił pierwsze odpowiedzi.

Nikola Grbić przyzwyczaił nas, że przed startem Ligi Narodów testuje kadrę właśnie tutaj. Nie inaczej było i tym razem. Co po tym przeglądzie wiemy?
Na pewno to, że selekcjoner ma dziś spory ból głowy z powodu kłopotu bogactwa — „starzy wyjadacze” nie mogą spać spokojnie, bo młode siatkarskie Orły są w natarciu 😉. I wcale się nie dziwię, że tej głębi składu zazdrości nam cały siatkarski świat.
Wychodzi też na to, że nasze obawy o przyszłość na rozegraniu były mocno przesadzone. Jakub Przybyłkowicz, Błażej Bień, Sergiusz Serafin i Marcel Bakaj pokazali pełen wachlarz swoich umiejętności, momentami wprawiając w osłupienie nie tylko selekcjonera, ale i rywali po drugiej stronie siatki. Czy ktoś z tej czwórki ma szansę zagościć w reprezentacji na dłużej? Myślę, że tak — choć jeszcze za wcześnie, by wskazać jednego. Jedno jest pewne: Marcin Komenda i Jan Firlej mogą być spokojni o swoich następców. 
Jeśli ktoś myślał, że Bartłomiej Bołądź to murowana „jedynka” do straszenia rywali na prawym skrzydle, to był w dużym błędzie. Bartosz Gomułka swoimi atakami i zagrywkami zabił selekcjonerowi klina w kwestii obsady ataku w wyjściowym składzie na ten sezon reprezentacyjny.
Warto też bacznie obserwować rozwój Wojciecha Gajka — zainteresowanie ze strony Nikoli Grbicia na pewno nie jest przypadkowe. 
Michał Gierżot znów dał kibicom polskich Orłów do myślenia — w meczu z Bułgarami pokazał swoją przebojowość i odwagę w ataku. Jednak mam wrażenie, że większe szanse na dłuższe zadomowienie się w kadrze Nikoli Grbicia mają Jakub Kiedos i Bartosz Zych. Obaj wysłali starszym kolegom jasny komunikat: na tej pozycji będziemy walczyć.
Szczególnie nieprzeszła mi bez echa gra wychowanka AKS‑u Rzeszów — Bartosza Zycha. W Asseco Resovii miejsca dla niego nie ma (dla Kamila Kwasowskiego już tak), a tymczasem Zych swoimi atakami po skosie pokazał, że jego talent jest absolutnie nietuzinkowy. I bardzo dobrze — niech ta rywalizacja będzie zdrowa i ostra 💪.
Ochotę na pozostanie w kadrze ma też Mikołaj Sawicki. Widać, że nie zapomniał, na czym polega gra na przyjęciu. A powrót Aleksandra Śliwki tylko cieszy — pokazał, że wciąż może być mocnym punktem tej formacji. Ten sam zamiar ma Bartosz Firszt, który wciąż jedzie na „gazie” po kapitalnych meczach o brąz PGE Projektu Warszawa.
Zatem ból głowy u Nikoli Grbicia związany z obsadą przyjęcia jest absolutnie murowany 
Podobnie jak na przyjęciu, tak i na środku siatki Mateusz Bieniek, Kuba Kochanowski i Jakub Nowak nie mogą być pewni swego. Bartłomiej Lemański swoją grą pokazał, że po dziewięciu latach przerwy ma ogromną ochotę powalczyć o miejsce w kadrze. Rywale, bójcie się polskiej wieży 😎.
Ten sam zamiar mają debiutanci na tej pozycji — Adrian Markiewicz i Jakub Majchrzak, którzy momentami dosłownie rządzili na siatce. Z bardzo dobrej strony pokazał się także sprawdzony już przez Nikolę Grbicia Szymon Jakubiszak.
Wygląda więc na to, że i na środku szykuje się arcyciekawa, ostra rywalizacja — dokładnie taka, jakiej ta formacja potrzebuje.
Kuba Ciunajtis pokazał się z bardzo dobrej strony, ale bądźmy realistami — jego przygoda z reprezentacją w tym sezonie prawdopodobnie zakończy się na jednym lub dwóch turniejach interkontynentalnych Ligi Narodów. Maksymilian Granieczny potwierdził swoją jakość, choć akurat co do niego nikt nie miał najmniejszych wątpliwości. 
Po tych trzech kontrolnych meczach widać, że siłą reprezentacji Nikoli Grbicia może być zarówno gra blokiem, jak i mocne skrzydła. Teraz pozostaje czekać na listę zawodników, których serbski selekcjoner zabierze do Chin na pierwszy turniej tegorocznej VNL. I jedno pytanie samo ciśnie się na usta: ilu młodych Orłów znajdzie się w tym samolocie?

*foto: fb/ Polska Siatkówka





środa, 20 maja 2026

Te Orły Grbicia powalczą o obronę złota 🥇podczas VNL2026!

Robota w Spale wrze. Trener Nikola Grbić zawęził kadrę i wybrał 30 Orłów, którzy ruszą po obronę złota podczas VNL 2026.

Jak powiedział, tak zrobił — zawęził listę powołanych. Serbski selekcjoner znów pokazuje swoją konsekwencję. I to, że nie boi się otwierać „drzwi do kadry” młodym Orłom, rozpoczynając kolejną kampanię pt. „Szukamy następców mistrzów w swoim fachu” 😎. Nie inaczej będzie podczas tegorocznej Ligi Narodów — wystarczy spojrzeć na nazwiska.

Rozegranie:
Srebrny i brązowy medalista PlusLigi będą zapewne udzielać lekcji, jak kreować grę srebrnych medalistów olimpijskich Marcelowi Bakajowi i Jakubowi Przybyłkowiczowi. Tego pierwszego widzieliśmy już w narodowych barwach, w zeszłym sezonie, ale w meczu towarzyskim. Więc będzie to dla niego absolutny debiut i szansa na zobaczenie, jak się gra na "duże bramki". Podobnie jak dla najmłodszego z całego towarzystwa, Nikoli Grbicia Jakuba Przybyłkowicza. Nie wiem, jak Wy, ale ja bym chciał zobaczyć ten duet młodych rozgrywających "rzuconych na głęboką wodę" – kreujących grę naszej reprezentacji podczas jednego z trzech turniejów VNL😉.

Atak:
Brak w zawężonym składzie Dawida Dulskiego może dziwić — mnie dziwi. Po sezonie we Francji, gdzie robił furorę, był jednym z kandydatów do roli pierwszego atakującego reprezentacji. Tak czy inaczej, widać, że rusza akcja „szukamy następców Łysego” 😋. Zapewne w każdym turnieju zobaczymy inny duet atakujących, tak by wszystkie armaty mogły pokazać selekcjonerowi swoje „kwity” i wywołać u niego zdrowy ból głowy.
Jedynką na ten moment jest atakujący nowego Mistrza Polski, ale Bartosz Gomułka wysłał mu jasny sygnał: nie możesz być taki pewny — ja też powalczę 😊.

Przyjęcie:
Po kapitalnych meczach o brąz PGE Projektu Warszawa do kadry przyjmujących dołącza Bartosz Firszt — absolutnie zasłużenie 💪. Widać też, że selekcjoner wciąż wierzy w talent Michała Gierżota, który pozostaje jednym z najbardziej nieodgadnionych przyjmujących w Polsce.
Wielu może dziwić obecność Mikołaja Sawickiego, ale finały pokazały, że ten chłopak wcale nie zapomniał, jak się gra w siatkówkę. Tylko pamiętajmy: Orzełek na koszulce potrafi ciążyć.
Firszt nie jest jedynym młodym — zobaczymy także Jakuba Kiedosa i Bartosza Zycha. Ta trójka będzie miała od kogo się uczyć.
Pytanie brzmi: czy ktoś z nich wejdzie „z drzwiami” do kadry wicemistrzów olimpijskich?

Środek:
Nie od dziś wiadomo, że polska siatkówka mężczyzn środkiem stoi 😍. Ciekawe więc, jak na reprezentacyjnej scenie i w grze o dużą stawkę odnajdą się Adrian Markiewicz i Jakub Majchrzak. O „profesorów” tej pozycji — Mateusza Bieńka i Jakuba Kochanowskiego — możemy być spokojni.
Po bardzo dobrym sezonie PlusLigi do tego grona aspiruje też Bartłomiej Lemański, na którego kibice patrzą z nadzieją, że powalczy o stałe miejsce w kadrze.
Pytanie tylko, czy po trudnym sezonie w Asseco Resovii odbuduje się Mateusz Poręba. I czy Jakub Nowak, wracający po kontuzji, nadal będzie stanowił o sile polskiego środka?

Libero:
Nazwiska Ciunajtis i Fijałek mają nam dać odpowiedź, kto trzecim libero naszej reprezentacji, czy może to jedynie nagroda obu zawodników za dobry sezon ligowy? Bo nazwiska Granieczny i Popiwczak są nie do wyeliminowania na czysty kibicowski rozum😉.

Na koniec można powiedzieć jedno: okazji do przetestowania różnych konfiguracji nie zabraknie. Czy głowa Nikoli Grbicia rozboli jeszcze bardziej z powodu kłopotu bogactwa — zobaczymy. Pewne jest tylko to, że emocji w drodze po obronę złotej „blachy” nie zabraknie.
Grbić po raz kolejny pokazuje, jak ogromny potencjał drzemie w polskiej siatkówce. Potencjał, którego końca wciąż nie widać, a którego zazdrości nam cały siatkarski świat.
Pytanie brzmi: czy ten potencjał wystarczy, by obronić złoto VNL?

*foto: fb/Polska Siatkówka







czwartek, 14 maja 2026

„Wietrzenie magazynów” na Podpromiu🫣. Nowy‑stary trener Asseco Resovii Rzeszów😏!

Cierpliwość, stabilizacja oraz zgranie – tych słów nie znają włodarze Asseco Resovii Rzeszów. Bo jak można nazwać to, co się dzieje w klubie, który zajął czwarte miejsce w niedawno zakończonym sezonie PlusLigi?

Za to rzeszowskim kibicom Asseco Resovii Rzeszów jest dobrze znane powiedzenie "kto bogatemu zabroni", o którym w ostatnim czasie znów przypomnieli włodarze rzeszowskich "Pasów"😉. Jeszcze chwilę temu wszystko wskazywało na stabilizację na gorącym trenerskim stołku na Podpromiu. I w przyszłym sezonie ligowym za linią boczną boiska, za wyniki rzeszowskich  🐺 nadal będzie odpowiadał Włoch Massimo Botti. Nic z tych rzeczy. Stabilizacja okazała się jedynie chwilowym kaprysem. Po kolejnym sezonie, który znów skończył się poniżej oczekiwań, winny – jak zwykle – został trener. I w przyszłych rozgrywkach ligowych nie zobaczymy już charyzmatycznego Włocha na ławce trenerskiej drużyny z Podpromia. Zadam pytanie i od razu na nie odpowiem😉. Za pieniądze nie zbuduje się flow i team spirit, które są potrzebne do osiągania sukcesów w sportach zespołowych — powstanie jedynie kwas 😎. Czy winny za kolejny rozczarowujący sezon drużyny z Rzeszowa jest tylko i wyłącznie trener?  Nie zdecydowanie nie! Najpierw powinny być zmiany w zarządzie i polityce transferowej klubu, bo osoba odpowiadająca za ruchy kadry ma ciąg do wydawania pieniędzy. Niestety, nie idzie to w parze z wiedzą o tym, jak powinien wyglądać zespół, który będzie walczył o trofea😋. 
Kilka dni temu Jakub Balcerzak i lokalne portale rozgrzały środowisko siatkarskie nie tylko na Podkarpaciu, ale i w całym kraju. Pojawiła się informacja, że Bottiego zastąpi dobrze znany rzeszowskim kibicom Rumun Gheorghe Crețu — ten sam, który prowadził drużynę w sezonie 2018/2019 i który wygrał Ligę Mistrzów z ZAKSĄ w 2022 roku. Znów ciśnie się na usta przysłowie "nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki”.  Tym bardziej, że rumuński szkoleniowiec jest selekcjonerem ojczyzny selekcjonera naszej reprezentacji. A przecież według zarządu trener Resovii nie mógł łączyć pracy klubowej z prowadzeniem jakiejkolwiek kadry narodowej — najwyraźniej zmieniły się wiatry nad rzeszowskim Wisłokiem😂.
Włodarze rzeszowskiego klubu zapewne liczą, że charyzma i warsztat trenerski pozwolą "Gianniemu" z gotowego tworu zbudować drużynę, która będzie odnosić sukcesy. Tylko czy aby tej charyzmy i warsztatu trenerskiego nie posiada trener Botti? Jedno jest pewne: nowy‑stary szkoleniowiec Resovii będzie miał przed sobą trudne zadanie, bo dostaje do ręki siatkarski dom starości😋. Na koniec zadam pytania. Jeddnak na odpowiedź musimy poczekać do zakończenia kolejnego sezonu ligowego. Czy Cretu z tego siatkarskiego domu starości zbuduje maszynę do wygrywania? Czy kolejnych rozczarowań znów będzie winny trener, a nie zarząd i polityka kadrowa?

*foto: PGE GiEK Skra Bełchatów / Facebook

 

środa, 13 maja 2026

Do trzech razy sztuka! Historyczne Mistrzostwo Polski dla Aluronu CMC Warty Zawiercie!

Faworyt niezawiódł, a Zawiercie się doczekało, tak w skrócie można podsumować zdobycie pierwszego w historii Aluronu CMC Warty Zawiercie złotego medalu PlusLigi.

Jak powiedziałem, niezawiódł, ale nie miał wcale łatwo. I nie mam na myśli tylko finałowej batalii z Bogdanką LUK Lublin (taki skład finału obstawiałem), gdzie byli o krok od zdobycia trzeciego z rzędu… srebra. Równie tego historycznego złota mogło nie być, bo przecież w ćwierćfinale byli o krok od tego, by odpaść z gry o medale – mimo wygrania  fazy zasadniczej PlusLigi. Przyznam szczerze, że po udziale w grudniowych Klubowych Mistrzostwach Świata, podczas których gracze trenera Michała Winiarskiego wywalczyli brązowe medale. Okupili to chwilową ligową zadyszką. Miałem drobne wątpliwości, czy zawierciański kolektyw będzie królował w PlusLidze do kolejnego finału.
Można było mieć też wątpliwości, czy "ubranie zbroi Jurajskiego Rycerza" przez Bartłomieja Bołądzia było dobrym transferem. Reprezentant Polski przez pewien  czas przegrywał rywalizację o miejsce w wyjściowym składzie z Kyle’em Ensingiem, który zresztą dawał jakość na prawym skrzydle drużyny z Zawiercia. Jednak w najważniejszym momencie, czyli play-offach, popularny "Bołi”, mówiąc wprost, "dowiózł”, i jego gra na prawym skrzydle dała wreszcie im upragniony tytuł Mistrza Polski. W zawierciańskim kolektywie jest widoczne to, co w grze zespołowej, czyli uzupełnianie się, i było to widać nie tylko w ataku, ale też w przyjęciu. Świetnie w dawaniu jakości na lewym skrzydle uzupełniali się Bartosz Kwolek i Aaron Russel. Ten drugi, podobnie jak atakujący reprezentacji Polski, "odpalił" w play-offach, czym potwierdził swoją przydatność dla drużyny trenera Michała Winiarskiego. Swój top poziom na środku siatki prezentował kapitan "Jurajskich Rycerzy”, Mateusz Beniek, sezon reprezentacyjny już za rogiem💪. Nie wspominając już o  Juriju Gladyrze, który nie wiem już, którą siatkarską młodość przeżywa — nie gra PESEL, a zawodnik.👏. Tej koncertowej gry na siatce nie było, gdyby nie rozegranie Miguela Tavaresa, choć w samym stricte finale nie ustrzegł się błędów. Duet przyjmujących w elemencie przyjęcia i obrony fenomenalnie był uzupełniany, a raczej dyrygowany przez Jakuba Popiwczaka.
Tak fenomenalnie grającej maszyny by nie było, gdyby nie odpowiednia osoba na odpowiednim miejscu – na stołku trenerskim. Mowa oczywiście o trenerze Michała Winiarskiego, który ze swoją charyzmą, warsztatem trenerskim jest pierwszym od 11 lat polskim trenerem, który doprowadził polski klub do Mistrzostwa Polski. Stworzył kolektyw, który odbierał rywalom marzenia, odbierał im ochotę do gry i bawił się przy tym siatkówką😍  . Trenerze Winiarski, reprezentacja Polski za kilka lat czeka😎. Tego sukcesu by nie było, gdyby nie pieniądze, konsekwencja w dążeniu do celu i budowaniu składu właściciela klubu. Tego zarządzania klubem od Pana Kryspina Barana powinni się nauczyć włodarze rzeszowskiej Asseco Resovii, czego dowodem są też długoletnie kontrakty. Mistrz Polski ma jeszcze jedną robotę do wykonania: przywieźć "blachę" Ligi Mistrzów, a najlepiej Puchar za jej wygranie — stać ich i nie są bez szans!

*foto: strona internetowa PlusLigi





 

niedziela, 10 maja 2026

Miał być przełom i powrót na siatkarski szczyt. Wyszło… jak zwykle😉.

Jeszcze nie wiemy, kto zdobędzie złoty medal PlusLigi w sezonie 2025/26, ale wiemy, że był to kolejny rozczarowujący sezon w wykonaniu Asseco Resovii Rzeszów. Zaskoczeni😉?

Drugą część nagłówka nie zmienia od lat, w przeciwieństwie do składu i tego, kto zasiada na trenerskim stołku (jakże gorącym) drużyny z Podpromia — te dwie rzeczy zmieniają się co sezon. Ktoś powie, że jak się nie zmienia, sezon temu było szóste miejsce, teraz czwarte😋. Tym razem gwarancją sukcesu miała być magiczna różdżka trenera Massimo Bottiego, który wraz z Bogdanką LUK Lublin zdobył historyczne dla tego klubu złoto PlusLigi i rozegranie Marcina Janusza (o pozycjach nieco później). Nie od dziś wiadomo, że włodarze klubu z Podpromia ściągają do Rzeszowa tych, którzy wyróżniają się w lidze, bo oni zagwarantują "Pasom" powrót na siatkarskie salony. Przyznaję, że i ja do pewnego momentu wierzyłem, że warsztat i charyzma włoskiego trenera, mimo trudnego terenu do pracy, jakim jest rzeszowskie Podpromie, pozwolą okiełznać rzeszowskie indywidualności i zbudować z nich drużynę. Drużynę, która wreszcie da odrobinę radości swoim kibicom (w pojedynczych meczach dawała) i dołoży wreszcie jakieś trofeum do klubowej gabloty. Nie zobaczyliśmy okiełzania, stworzenia drużyny, która będzie gryźć parkiet w każdym spotkaniu. Takie są skutki, jeśli szkoleniowiec dostaje gotowy "twór" z zawodników, którzy ubierają "Pasiaka", tracą tym samym na jakości siatkarskiej dla liczby 0 w kontrakcie, a nie po to, by walczyć o trofea i nie decyduje się o ich doborze do składu😎. Dobrze nam znana sytuacja. Prawda? Ale bogatemu nikt nie zabroni😉. W zamian tego zobaczyliśmy falującego rzeszowskiego kameleona, który, mam wrażenie, przed meczem losował, jaką siatkówkę przedstawi swoim kibicom w danym meczu. Powodowało to nie tylko frustrację wśród kibiców, ale i nasilenie objawów zespołu niespokojnych rąk i nóg u osób siedzących za bandami reklamowymi w hali Podpromie. Bo przecież na papierze według wielu mieliśmy "kapelę" do grania o złotą "blachę". Tylko chciałem przypomnieć, że papier wszystko przyjmie, a weryfikuje siatkarski parkiet😉. Bez zagrywki, jakości z prawego ataku nie ma co marzyć o medalu w jednej z najsilniejszych lig siatkarskich na świecie i innych trofeach. Wiele razy widzieliśmy w tym sezonie obrazki, gdzie trener Botti bał się korzystać z „bazy", czy kabaret, gdzie Włoch chciał przechytrzyć rywala mało zrozumiałymi zmianami, które wywoływały chaos w jego drużynie. Co z tego, że PGE Projekt Warszawa zmiótł Asseco Resovię Rzeszów w "małym finale" z planszy, jak start przyszłorocznej Lidze Mistrzów, będzie sobie można kupić😊.  Czy w przyszłym sezonie nadal będziemy oglądać Włocha przy linii bocznej na rzeszowskim Podpromiu, mimo ważnego kontraktu? Na ten moment, na to pytanie nie znamy odpowiedzi. Czas na analizę poszczególnych pozycji po tych "kilku" słowach wstępu😎.

Rozegranie:

Obsada na tej pozycji oraz brak rozegrania od lat budziły kontrowersje wśród kibiców Asseco Resovii Rzeszów (u mnie również😂). Zarzegnać te wszystkie kontrowersje i dawać drużynie z Rzeszowa rozegranie z prawdziwego zdarzenia. Miał dać duet Marcin Janusz, Wiktor Nowak. Wszyscy wiemy, jakim wirtuozem w swoim fachu jest były już reprezentant naszego kraju i kapitan Asseco Resovii Rzeszów. I to pokazał w dobiegającym do końca sezonie ligowym w barwach Asseco Resovii Rzeszów. Pewnie wiele osób się ze mną niezgodzi, ale w wielu meczach kreowana przez niego gra, mimo nie najlepszego przyjęcia, ciągnęła grę "Wilków". Bywały także mecze, gdzie bawił się z rywalami, wystawiając swoim kolegom piłki do ataku  na czystej siatce. Nie bał się także podbijać piłek w obronie, co w przypadku jego poprzedników było to mission impossible😉. Teraz obudzi się we mnie serce kibica reprezentacji Polski. Szkoda, że Wiktor Nowak wybrał "bazę" od bycia pierwszym rozgrywającym w klubie, gdzie miałby szansę rozwijać swoje nie małe umiejętności, które pokazywał, gdy tylko dostawał szansę od trenera Bottiego. Co byłoby tylko z korzyścią dla biało-czerwonych barw narodowych.
 
Atak:

Lekarstwem na zdobywanie punktów z prawego ataku miał być powrót do Asseco Resovii Rzeszów Karola Butryna. Polskie przysłowie „Nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki” znalazło potwierdzenie w tym przypadku😉. Atakujący w wielu meczach zapominał loginu i hasła do gry w ataku, co kończyło się autowymi atakami i "gaszeniem światła" przez rywala. A jak już miał ten login i hasło, to rywale nie mieli czego zbierać. Czy taką formę powinien prezentować pierwszy atakujący drużyny, która ma aspiracje medalowe? No chyba nie. Czy w następnym sezonie regularność będzie mocną stroną Karola Butryna? Czas pokaże, bo bez niej będzie słabo😎. Może lepiej wyglądałyby skuteczność i efektywność w ataku Asseco Resovii Rzeszów z prawego skrzydła. Gdybyśmy częściej na parkiecie widywali Jakuba Buckiego, który kolejny sezon kilkukrotnie udowodnił, że jest wartością dodaną zespołu. Nie raz, nie dwa trudno mi było zrozumieć decyzję o "przetrzymywaniu" w kwadracie dla rezerwowych zawodnika z numerem pięć na "pasiastej" koszulce. 


Środek:

Danny Demyanenko był dla mnie siatkarskim "no name", podobnie, jak największy pechowiec tego sezonu, Dawid Woch, gdy przychodził do drużyny z Rzeszowa. Z pełną świadomością powiem, że transfer kanadyjskiego środkowego do stolicy Podkarpacia to najlepszy zagraniczny transfer w tym sezonie PlusLigi. A jego flow z Marcinem Januszem i, jak to mówili ludzie znający się na siatkówce, "gumowy bark" w ataku, gra blokiem oraz gra w polu serwisowym odbierały rywalom ochotę do gry. Jednym słowem, good job, Danny💪! Wielu z Was (ja też) więcej obiecywało sobie po transferze Mateusza Poręby do zespołu, którego jest wychowankiem — ewidentnie koszulka w biało-czerwone pasy ciążyła mu. I choć bywały przebłyski dobrej gry, nie jestem jasnowidzem, ale wydaje mi się, że zdrowy Dawid Woch wysadziłby środkowego reprezentacji Polski z podstawowego składu. Cezary Sapiński, choć zagrał kilka spotkań w wyjściowym składzie, jakoś niezapadł mi w pamięć, podobnie jak środkowy z ojczyzny kangurów. Który był i tyle😊. 

Przyjęcie:

Wiadomo, że od tego elementu zależy powodzenie pierwszej akcji. Wszyscy widzieliśmy, że przez cały sezon mieliśmy ogromny kłopot z przyjęciem zagrywki przeciwnika. Mimo to potrafiliśmy zdobywać punkty w ataku z lewego skrzydła. Przez większą część sezonu liderem przez "L" tej formacji był Artur Szalpuk (nie da się cały sezon grać na wysokim poziomie). Dawał swojej drużynie nie tylko jakość siatkarską z lewego skrzydła (bawiąc się z premedytacją z blokiem rywali), ale też siał popłoch w ich szeregach swoim serwisem. Oprócz tego dawał rzeszowskim 🐺 dobry vibe, jak na lidera przystało💪. Jak dla mnie, to transfer "Szalupy" do Rzeszowa to transfer z 🔥. W późniejszej części sezonu pałeczkę w liderowaniu, w rzeszowskiej drużynie Artur Szalpuk przekazał Yacine’owi Louatiemu, który również dawał wiele dobrego czwartej drużynie PlusLigi. Szkoda tylko, że francuski przyjmujący nie prezentował takiej formy od początku sezonu i nie zobaczymy go już w przyszłym sezonie w koszulce drużyny z Podpromia. Podobnie, jak  Lukáša Vašiny, który również prawie cały sezon zmagał się z kontuzjami. Jak już się pojawiał na parkiercie, to był dobrym duchem drużyny, jak "Szalupa".  Klemen Čebulj w porównaniu z zeszłym sezonem poprawił jakość swojego serwisu, co było widać w wielu spotkaniach. Jeśli chodzi o grę w ataku, bywało różnie. A jak będzie w kolejnym, zobaczymy, bo słoweńskiego przyjmującego nadal obowiązuje kontrakt.

Libero:

Od przybytku głowa najwyraźniej bolała trenera Bottiego, bo nie wiedział, co z tym fantem zrobić. I Mercedes na tej pozycji Erik Shoji większość sezonu pojawiał się na zmianie jako przyjmujący? Zapewne nie z taką rolą przychodził amerykański libero na rzeszowskie Podpromie😉. I szkoda, że taka postać opuszcza PlusLigę, choć wcale mu się nie dziwię po tym, co spotkało go w Rzeszowie. Czy to normalne, że jeden z najlepszych libero na świecie pojawia się do poprawy przyjęcia za Artura Szalpuka? Czy to normalna sytuacja, że drużyna nie miała nominalnego pierwszego libero, tylko zawodnicy dowiadywali się bezpośrednio przed danym meczem, który w nim wystąpi na tej pozycji? I tak naprawdę ta niepewność odbiła się na formie całej trójki. Choć mnie najbardziej swoją grą przekonywał Michał Potera, który jest solidnym rzemieślnikiem w swoim fachu. Ta absurdalna sytuacja z trzema libero w drużynie świadczy o braku jakiejkolwiek wiedzy na temat drużyny siatkarskiej przez Pana menedżera Asseco Resovii Rzeszów😉.

PS. Każdy ma prawo do swojego zdania i nie każdy musi się zgadzać z moim podsumowaniem sezonu drużyny Asseco Resovii Rzeszów.

*foto: pochodzą z różnych stron








 

piątek, 8 maja 2026

Przez rzeszowskie bulwary na Podpromie.

Niestety losy brązowego medalu PlusLigi nie rozstrzygną się na warszawskim Torwarze. Asseco Resovia Rzeszów w środowe popołudnie niewykorzystała atutu własnej hali i przegrała z PGE Projektem Warszawa (0:3).

Choć moja obecność w hali Podpromie przynosi siatkarzom Asseco Resovii Rzeszów pecha😉 — tak było i tym razem. Po nieoczekiwanym zwrocie akcji w trzecim meczu o brązowy medal na warszawskim Torwarze, pomyślałem, że wybiorę się i zobaczę na własne oczy, czy siatkarzom Massimo Bottiego uda się doprowadzić do remisu w tej rywalizacji. 
Trener Massimo Botti wyznaje zasadę, że zwycięskiego składu się nie zmienia, i zaczął to spotkanie z Jakubem Buckim i Lukášem Vašiną w wyjściowym składzie. To nic, to nie dało, bo od pierwszych piłek siatkarze z Warszawy przyjechali na Podpromie z jednym celem – zdobyć brązowy medal (zdobyli go w pełni zasłużenie😎) i zapewnić sobie tym samym start w przyszłorocznej Lidze Mistrzów. Górując nad zespołem z Podpromia, w każdym siatkarskim elemencie. Szkoda, że rzeszowskie "Pasy" nie potrafiły dostosować poziomu swojej gry do jakości dopingu kibiców (oj, było głośno😁). Samym pierwszym tempem Marcina Janusza, granym z Danny Demyanenko, oraz pojedynczymi akcjami meczu z takim klasowym zespołem, jakim jest PGE Projekt Warszawa, się nie wygra. Oglądając to spotkanie, pomyślałem pół żartem, pół serio, że może lepiej byłoby rozegrać to czwarte spotkanie również na wyjeździe, bo jakoś we własnej hali zespół Asseco Resovii Rzeszów nie potrafił zagrywać😊. A zagrywka jest przecież kluczowym elementem, by odrzucić przeciwnika od siatki. 
Właściwie na tym powinienem zakończyć ten wpis, ale tak się nie stanie😎.
Już po tytule mogliście się domyśleć, jak spędzaliśmy czas przed meczem, którego mieliśmy bardzo dużo. Jedni uważają rzeszowskie galerie handlowe za największą atrakcję stolicy Podkarpacia. My, korzystając z pięknej pogody, postanowiliśmy spędzić ten czas spacerując po rzeszowskich bulwarach (to był mój pierwszy raz w tym zakątku Rzeszowa i zrobił na mnie wrażenie😎). Szkoda tylko, że w duecie, a nie naszym trio, ale w życiu nie zawsze jest tak, jak chcemy. By się schłodzić, miałem okazję skosztować kultowych rzeszowskich lodów "U Myszki" – faktycznie mniam😋. By nam przysłowiowe kiszki nie grały marsza, odwiedziliśmy także McDonald's.














*zdjęcia archiwum prywatne



poniedziałek, 4 maja 2026

PGE Projekt Warszawa już odbierał brązowe medale i... wróci na Podpromie.

Kibice PGE Projektu Warszawa wierzyli, że wczorajszego popołudnia na warszawskim Torwarze ich ulubieńcy odbiorą brązowe medale PlusLigi. Jednak tak się nie stało i wrócą na czwarty mecz do Rzeszowa.

Zagorzali kibice Asseco Resovii Rzeszów wierzyli, że nasi ulubieńcy przedłużą tę rywalizację co najmniej o jeden mecz. To samo zresztą zapowiadali sami siatkarze. Powiem otwarcie: nie wierzyłem w taki obrót sprawy po tym, co zobaczyłem w czwartkowym meczu, który odbył się na rzeszowskim Podpromiu😉.   
Rzeczywiście przez dwa i pół seta zapowiadało się, że PGE Projekt Warszawa zapewni sobie start w przyszłorocznej siatkarskiej Lidze Mistrzów, bo choć Asseco Resovia Rzeszów próbowała szarpać. To zespół trenera Kamila Nalepsi wyglądał na bardziej opanowany team, który wie, czego chce, w którym funkcjonował każdy siatkarski element💪. A pierwsze skrzypce w tym zespole odgrywali Bartosz Firszt, Bartosz Gomułka, a do tego duetu dołączył Jakub Kochanowski, który zagrał na swoim topowym poziomie - dobrze nam znanym z rozgrywek reprezentacji (swoje dołożył także Karol Kłos😎). Mam wrażenie, że zespół z Warszawy za szybko uwierzył w to, że jest posiadaczem brązowych medali. I ziściła się siatkarska prawda, która mówi, że kto nie wygrywa meczu prowadząc 2:0, przegrywa 2:3. A trener Massimo Botti postanowił zmniejszyć objawy zespołu niespokojnych rąk i nóg u jednego z baronów rzeszowskiego klubu, wpuszczając "z bazy" Lukáša Vašinę i Jakuba Buckiego.
Którzy dali drużynie z Rzeszowa "drugie życie” i odwrócili losy meczu, przedłużając tym samym rywalizację o brązowy medal PlusLigi co najmniej do środy: czeski przyjmujący dał swojej drużynie dobry vibe, a Joker w ataku Massimo Bottiego (MVP) dał przede wszystkim skuteczność z prawego ataku i sygnał do ataku z pola serwisowego (do tego sygnału, do ataku z pola serwisowego dołączył 
Klemen Čebulj, który nie tylko nagle zaczął dobrze serwować, ale i był opcją w ataku dla Marcina Janusza).  A statystyki Jakuba Buckiego mówią same za siebie: 17 punktów/as – 70% skuteczność w ataku💪.  Moim zdaniem polsko-czeski duet🐺 powinien rozpocząć środowe spotkanie w wyjściowym składzie😉.
Wczoraj siatkówka po raz kolejny pokazała, jak bardzo jest nieprzewidywalną dyscypliną, jednak wcale nie znaczy, że będzie Asseco Resovii Rzeszów łatwiej wygrać to spotkanie i wrócić na warszawski Torwar na piąte i decydujące spotkanie, kto zdobędzie brązowy medal. To wciąż gracze ze stolicy Polski są o krok od jego zdobycia. Drużyna z Podpromia musi pamiętać o tym.

*foto: pochodzą z różnych stron