czwartek, 14 maja 2026

„Wietrzenie magazynów” na Podpromiu🫣. Nowy‑stary trener Asseco Resovii Rzeszów😏!

Cierpliwość, stabilizacja oraz zgranie – tych słów nie znają włodarze Asseco Resovii Rzeszów. Bo jak można nazwać to, co się dzieje w klubie, który zajął czwarte miejsce w niedawno zakończonym sezonie PlusLigi?

Za to rzeszowskim kibicom Asseco Resovii Rzeszów jest dobrze znane powiedzenie "kto bogatemu zabroni", o którym w ostatnim czasie znów przypomnieli włodarze rzeszowskich "Pasów"😉. Jeszcze chwilę temu wszystko wskazywało na stabilizację na gorącym trenerskim stołku na Podpromiu. I w przyszłym sezonie ligowym za linią boczną boiska, za wyniki rzeszowskich  🐺 nadal będzie odpowiadał Włoch Massimo Botti. Nic z tych rzeczy. Stabilizacja okazała się jedynie chwilowym kaprysem. Po kolejnym sezonie, który znów skończył się poniżej oczekiwań, winny – jak zwykle – został trener. I w przyszłych rozgrywkach ligowych nie zobaczymy już charyzmatycznego Włocha na ławce trenerskiej drużyny z Podpromia. Zadam pytanie i od razu na nie odpowiem😉. Za pieniądze nie zbuduje się flow i team spirit, które są potrzebne do osiągania sukcesów w sportach zespołowych — powstanie jedynie kwas 😎. Czy winny za kolejny rozczarowujący sezon drużyny z Rzeszowa jest tylko i wyłącznie trener?  Nie zdecydowanie nie! Najpierw powinny być zmiany w zarządzie i polityce transferowej klubu, bo osoba odpowiadająca za ruchy kadry ma ciąg do wydawania pieniędzy. Niestety, nie idzie to w parze z wiedzą o tym, jak powinien wyglądać zespół, który będzie walczył o trofea😋. 
Kilka dni temu Jakub Balcerzak i lokalne portale rozgrzały środowisko siatkarskie nie tylko na Podkarpaciu, ale i w całym kraju. Pojawiła się informacja, że Bottiego zastąpi dobrze znany rzeszowskim kibicom Rumun Gheorghe Crețu — ten sam, który prowadził drużynę w sezonie 2018/2019 i który wygrał Ligę Mistrzów z ZAKSĄ w 2022 roku. Znów ciśnie się na usta przysłowie "nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki”.  Tym bardziej, że rumuński szkoleniowiec jest selekcjonerem ojczyzny selekcjonera naszej reprezentacji. A przecież według zarządu trener Resovii nie mógł łączyć pracy klubowej z prowadzeniem jakiejkolwiek kadry narodowej — najwyraźniej zmieniły się wiatry nad rzeszowskim Wisłokiem😂.
Włodarze rzeszowskiego klubu zapewne liczą, że charyzma i warsztat trenerski pozwolą "Gianniemu" z gotowego tworu zbudować drużynę, która będzie odnosić sukcesy. Tylko czy aby tej charyzmy i warsztatu trenerskiego nie posiada trener Botti? Jedno jest pewne: nowy‑stary szkoleniowiec Resovii będzie miał przed sobą trudne zadanie, bo dostaje do ręki siatkarski dom starości😋. Na koniec zadam pytania. Jeddnak na odpowiedź musimy poczekać do zakończenia kolejnego sezonu ligowego. Czy Cretu z tego siatkarskiego domu starości zbuduje maszynę do wygrywania? Czy kolejnych rozczarowań znów będzie winny trener, a nie zarząd i polityka kadrowa?

*foto: PGE GiEK Skra Bełchatów / Facebook

 

środa, 13 maja 2026

Do trzech razy sztuka! Historyczne Mistrzostwo Polski dla Aluronu CMC Warty Zawiercie!

Faworyt niezawiódł, a Zawiercie się doczekało, tak w skrócie można podsumować zdobycie pierwszego w historii Aluronu CMC Warty Zawiercie złotego medalu PlusLigi.

Jak powiedziałem, niezawiódł, ale nie miał wcale łatwo. I nie mam na myśli tylko finałowej batalii z Bogdanką LUK Lublin (taki skład finału obstawiałem), gdzie byli o krok od zdobycia trzeciego z rzędu… srebra. Równie tego historycznego złota mogło nie być, bo przecież w ćwierćfinale byli o krok od tego, by odpaść z gry o medale – mimo wygrania  fazy zasadniczej PlusLigi. Przyznam szczerze, że po udziale w grudniowych Klubowych Mistrzostwach Świata, podczas których gracze trenera Michała Winiarskiego wywalczyli brązowe medale. Okupili to chwilową ligową zadyszką. Miałem drobne wątpliwości, czy zawierciański kolektyw będzie królował w PlusLidze do kolejnego finału.
Można było mieć też wątpliwości, czy "ubranie zbroi Jurajskiego Rycerza" przez Bartłomieja Bołądzia było dobrym transferem. Reprezentant Polski przez pewien  czas przegrywał rywalizację o miejsce w wyjściowym składzie z Kyle’em Ensingiem, który zresztą dawał jakość na prawym skrzydle drużyny z Zawiercia. Jednak w najważniejszym momencie, czyli play-offach, popularny "Bołi”, mówiąc wprost, "dowiózł”, i jego gra na prawym skrzydle dała wreszcie im upragniony tytuł Mistrza Polski. W zawierciańskim kolektywie jest widoczne to, co w grze zespołowej, czyli uzupełnianie się, i było to widać nie tylko w ataku, ale też w przyjęciu. Świetnie w dawaniu jakości na lewym skrzydle uzupełniali się Bartosz Kwolek i Aaron Russel. Ten drugi, podobnie jak atakujący reprezentacji Polski, "odpalił" w play-offach, czym potwierdził swoją przydatność dla drużyny trenera Michała Winiarskiego. Swój top poziom na środku siatki prezentował kapitan "Jurajskich Rycerzy”, Mateusz Beniek, sezon reprezentacyjny już za rogiem💪. Nie wspominając już o  Juriju Gladyrze, który nie wiem już, którą siatkarską młodość przeżywa — nie gra PESEL, a zawodnik.👏. Tej koncertowej gry na siatce nie było, gdyby nie rozegranie Miguela Tavaresa, choć w samym stricte finale nie ustrzegł się błędów. Duet przyjmujących w elemencie przyjęcia i obrony fenomenalnie był uzupełniany, a raczej dyrygowany przez Jakuba Popiwczaka.
Tak fenomenalnie grającej maszyny by nie było, gdyby nie odpowiednia osoba na odpowiednim miejscu – na stołku trenerskim. Mowa oczywiście o trenerze Michała Winiarskiego, który ze swoją charyzmą, warsztatem trenerskim jest pierwszym od 11 lat polskim trenerem, który doprowadził polski klub do Mistrzostwa Polski. Stworzył kolektyw, który odbierał rywalom marzenia, odbierał im ochotę do gry i bawił się przy tym siatkówką😍  . Trenerze Winiarski, reprezentacja Polski za kilka lat czeka😎. Tego sukcesu by nie było, gdyby nie pieniądze, konsekwencja w dążeniu do celu i budowaniu składu właściciela klubu. Tego zarządzania klubem od Pana Kryspina Barana powinni się nauczyć włodarze rzeszowskiej Asseco Resovii, czego dowodem są też długoletnie kontrakty. Mistrz Polski ma jeszcze jedną robotę do wykonania: przywieźć "blachę" Ligi Mistrzów, a najlepiej Puchar za jej wygranie — stać ich i nie są bez szans!

*foto: strona internetowa PlusLigi





 

niedziela, 10 maja 2026

Miał być przełom i powrót na siatkarski szczyt. Wyszło… jak zwykle😉.

Jeszcze nie wiemy, kto zdobędzie złoty medal PlusLigi w sezonie 2025/26, ale wiemy, że był to kolejny rozczarowujący sezon w wykonaniu Asseco Resovii Rzeszów. Zaskoczeni😉?

Drugą część nagłówka nie zmienia od lat, w przeciwieństwie do składu i tego, kto zasiada na trenerskim stołku (jakże gorącym) drużyny z Podpromia — te dwie rzeczy zmieniają się co sezon. Ktoś powie, że jak się nie zmienia, sezon temu było szóste miejsce, teraz czwarte😋. Tym razem gwarancją sukcesu miała być magiczna różdżka trenera Massimo Bottiego, który wraz z Bogdanką LUK Lublin zdobył historyczne dla tego klubu złoto PlusLigi i rozegranie Marcina Janusza (o pozycjach nieco później). Nie od dziś wiadomo, że włodarze klubu z Podpromia ściągają do Rzeszowa tych, którzy wyróżniają się w lidze, bo oni zagwarantują "Pasom" powrót na siatkarskie salony. Przyznaję, że i ja do pewnego momentu wierzyłem, że warsztat i charyzma włoskiego trenera, mimo trudnego terenu do pracy, jakim jest rzeszowskie Podpromie, pozwolą okiełznać rzeszowskie indywidualności i zbudować z nich drużynę. Drużynę, która wreszcie da odrobinę radości swoim kibicom (w pojedynczych meczach dawała) i dołoży wreszcie jakieś trofeum do klubowej gabloty. Nie zobaczyliśmy okiełzania, stworzenia drużyny, która będzie gryźć parkiet w każdym spotkaniu. Takie są skutki, jeśli szkoleniowiec dostaje gotowy "twór" z zawodników, którzy ubierają "Pasiaka", tracą tym samym na jakości siatkarskiej dla liczby 0 w kontrakcie, a nie po to, by walczyć o trofea i nie decyduje się o ich doborze do składu😎. Dobrze nam znana sytuacja. Prawda? Ale bogatemu nikt nie zabroni😉. W zamian tego zobaczyliśmy falującego rzeszowskiego kameleona, który, mam wrażenie, przed meczem losował, jaką siatkówkę przedstawi swoim kibicom w danym meczu. Powodowało to nie tylko frustrację wśród kibiców, ale i nasilenie objawów zespołu niespokojnych rąk i nóg u osób siedzących za bandami reklamowymi w hali Podpromie. Bo przecież na papierze według wielu mieliśmy "kapelę" do grania o złotą "blachę". Tylko chciałem przypomnieć, że papier wszystko przyjmie, a weryfikuje siatkarski parkiet😉. Bez zagrywki, jakości z prawego ataku nie ma co marzyć o medalu w jednej z najsilniejszych lig siatkarskich na świecie i innych trofeach. Wiele razy widzieliśmy w tym sezonie obrazki, gdzie trener Botti bał się korzystać z „bazy", czy kabaret, gdzie Włoch chciał przechytrzyć rywala mało zrozumiałymi zmianami, które wywoływały chaos w jego drużynie. Co z tego, że PGE Projekt Warszawa zmiótł Asseco Resovię Rzeszów w "małym finale" z planszy, jak start przyszłorocznej Lidze Mistrzów, będzie sobie można kupić😊.  Czy w przyszłym sezonie nadal będziemy oglądać Włocha przy linii bocznej na rzeszowskim Podpromiu, mimo ważnego kontraktu? Na ten moment, na to pytanie nie znamy odpowiedzi. Czas na analizę poszczególnych pozycji po tych "kilku" słowach wstępu😎.

Rozegranie:

Obsada na tej pozycji oraz brak rozegrania od lat budziły kontrowersje wśród kibiców Asseco Resovii Rzeszów (u mnie również😂). Zarzegnać te wszystkie kontrowersje i dawać drużynie z Rzeszowa rozegranie z prawdziwego zdarzenia. Miał dać duet Marcin Janusz, Wiktor Nowak. Wszyscy wiemy, jakim wirtuozem w swoim fachu jest były już reprezentant naszego kraju i kapitan Asseco Resovii Rzeszów. I to pokazał w dobiegającym do końca sezonie ligowym w barwach Asseco Resovii Rzeszów. Pewnie wiele osób się ze mną niezgodzi, ale w wielu meczach kreowana przez niego gra, mimo nie najlepszego przyjęcia, ciągnęła grę "Wilków". Bywały także mecze, gdzie bawił się z rywalami, wystawiając swoim kolegom piłki do ataku  na czystej siatce. Nie bał się także podbijać piłek w obronie, co w przypadku jego poprzedników było to mission impossible😉. Teraz obudzi się we mnie serce kibica reprezentacji Polski. Szkoda, że Wiktor Nowak wybrał "bazę" od bycia pierwszym rozgrywającym w klubie, gdzie miałby szansę rozwijać swoje nie małe umiejętności, które pokazywał, gdy tylko dostawał szansę od trenera Bottiego. Co byłoby tylko z korzyścią dla biało-czerwonych barw narodowych.
 
Atak:

Lekarstwem na zdobywanie punktów z prawego ataku miał być powrót do Asseco Resovii Rzeszów Karola Butryna. Polskie przysłowie „Nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki” znalazło potwierdzenie w tym przypadku😉. Atakujący w wielu meczach zapominał loginu i hasła do gry w ataku, co kończyło się autowymi atakami i "gaszeniem światła" przez rywala. A jak już miał ten login i hasło, to rywale nie mieli czego zbierać. Czy taką formę powinien prezentować pierwszy atakujący drużyny, która ma aspiracje medalowe? No chyba nie. Czy w następnym sezonie regularność będzie mocną stroną Karola Butryna? Czas pokaże, bo bez niej będzie słabo😎. Może lepiej wyglądałyby skuteczność i efektywność w ataku Asseco Resovii Rzeszów z prawego skrzydła. Gdybyśmy częściej na parkiecie widywali Jakuba Buckiego, który kolejny sezon kilkukrotnie udowodnił, że jest wartością dodaną zespołu. Nie raz, nie dwa trudno mi było zrozumieć decyzję o "przetrzymywaniu" w kwadracie dla rezerwowych zawodnika z numerem pięć na "pasiastej" koszulce. 


Środek:

Danny Demyanenko był dla mnie siatkarskim "no name", podobnie, jak największy pechowiec tego sezonu, Dawid Woch, gdy przychodził do drużyny z Rzeszowa. Z pełną świadomością powiem, że transfer kanadyjskiego środkowego do stolicy Podkarpacia to najlepszy zagraniczny transfer w tym sezonie PlusLigi. A jego flow z Marcinem Januszem i, jak to mówili ludzie znający się na siatkówce, "gumowy bark" w ataku, gra blokiem oraz gra w polu serwisowym odbierały rywalom ochotę do gry. Jednym słowem, good job, Danny💪! Wielu z Was (ja też) więcej obiecywało sobie po transferze Mateusza Poręby do zespołu, którego jest wychowankiem — ewidentnie koszulka w biało-czerwone pasy ciążyła mu. I choć bywały przebłyski dobrej gry, nie jestem jasnowidzem, ale wydaje mi się, że zdrowy Dawid Woch wysadziłby środkowego reprezentacji Polski z podstawowego składu. Cezary Sapiński, choć zagrał kilka spotkań w wyjściowym składzie, jakoś niezapadł mi w pamięć, podobnie jak środkowy z ojczyzny kangurów. Który był i tyle😊. 

Przyjęcie:

Wiadomo, że od tego elementu zależy powodzenie pierwszej akcji. Wszyscy widzieliśmy, że przez cały sezon mieliśmy ogromny kłopot z przyjęciem zagrywki przeciwnika. Mimo to potrafiliśmy zdobywać punkty w ataku z lewego skrzydła. Przez większą część sezonu liderem przez "L" tej formacji był Artur Szalpuk (nie da się cały sezon grać na wysokim poziomie). Dawał swojej drużynie nie tylko jakość siatkarską z lewego skrzydła (bawiąc się z premedytacją z blokiem rywali), ale też siał popłoch w ich szeregach swoim serwisem. Oprócz tego dawał rzeszowskim 🐺 dobry vibe, jak na lidera przystało💪. Jak dla mnie, to transfer "Szalupy" do Rzeszowa to transfer z 🔥. W późniejszej części sezonu pałeczkę w liderowaniu, w rzeszowskiej drużynie Artur Szalpuk przekazał Yacine’owi Louatiemu, który również dawał wiele dobrego czwartej drużynie PlusLigi. Szkoda tylko, że francuski przyjmujący nie prezentował takiej formy od początku sezonu i nie zobaczymy go już w przyszłym sezonie w koszulce drużyny z Podpromia. Podobnie, jak  Lukáša Vašiny, który również prawie cały sezon zmagał się z kontuzjami. Jak już się pojawiał na parkiercie, to był dobrym duchem drużyny, jak "Szalupa".  Klemen Čebulj w porównaniu z zeszłym sezonem poprawił jakość swojego serwisu, co było widać w wielu spotkaniach. Jeśli chodzi o grę w ataku, bywało różnie. A jak będzie w kolejnym, zobaczymy, bo słoweńskiego przyjmującego nadal obowiązuje kontrakt.

Libero:

Od przybytku głowa najwyraźniej bolała trenera Bottiego, bo nie wiedział, co z tym fantem zrobić. I Mercedes na tej pozycji Erik Shoji większość sezonu pojawiał się na zmianie jako przyjmujący? Zapewne nie z taką rolą przychodził amerykański libero na rzeszowskie Podpromie😉. I szkoda, że taka postać opuszcza PlusLigę, choć wcale mu się nie dziwię po tym, co spotkało go w Rzeszowie. Czy to normalne, że jeden z najlepszych libero na świecie pojawia się do poprawy przyjęcia za Artura Szalpuka? Czy to normalna sytuacja, że drużyna nie miała nominalnego pierwszego libero, tylko zawodnicy dowiadywali się bezpośrednio przed danym meczem, który w nim wystąpi na tej pozycji? I tak naprawdę ta niepewność odbiła się na formie całej trójki. Choć mnie najbardziej swoją grą przekonywał Michał Potera, który jest solidnym rzemieślnikiem w swoim fachu. Ta absurdalna sytuacja z trzema libero w drużynie świadczy o braku jakiejkolwiek wiedzy na temat drużyny siatkarskiej przez Pana menedżera Asseco Resovii Rzeszów😉.

PS. Każdy ma prawo do swojego zdania i nie każdy musi się zgadzać z moim podsumowaniem sezonu drużyny Asseco Resovii Rzeszów.

*foto: pochodzą z różnych stron








 

piątek, 8 maja 2026

Przez rzeszowskie bulwary na Podpromie.

Niestety losy brązowego medalu PlusLigi nie rozstrzygną się na warszawskim Torwarze. Asseco Resovia Rzeszów w środowe popołudnie niewykorzystała atutu własnej hali i przegrała z PGE Projektem Warszawa (0:3).

Choć moja obecność w hali Podpromie przynosi siatkarzom Asseco Resovii Rzeszów pecha😉 — tak było i tym razem. Po nieoczekiwanym zwrocie akcji w trzecim meczu o brązowy medal na warszawskim Torwarze, pomyślałem, że wybiorę się i zobaczę na własne oczy, czy siatkarzom Massimo Bottiego uda się doprowadzić do remisu w tej rywalizacji. 
Trener Massimo Botti wyznaje zasadę, że zwycięskiego składu się nie zmienia, i zaczął to spotkanie z Jakubem Buckim i Lukášem Vašiną w wyjściowym składzie. To nic, to nie dało, bo od pierwszych piłek siatkarze z Warszawy przyjechali na Podpromie z jednym celem – zdobyć brązowy medal (zdobyli go w pełni zasłużenie😎) i zapewnić sobie tym samym start w przyszłorocznej Lidze Mistrzów. Górując nad zespołem z Podpromia, w każdym siatkarskim elemencie. Szkoda, że rzeszowskie "Pasy" nie potrafiły dostosować poziomu swojej gry do jakości dopingu kibiców (oj, było głośno😁). Samym pierwszym tempem Marcina Janusza, granym z Danny Demyanenko, oraz pojedynczymi akcjami meczu z takim klasowym zespołem, jakim jest PGE Projekt Warszawa, się nie wygra. Oglądając to spotkanie, pomyślałem pół żartem, pół serio, że może lepiej byłoby rozegrać to czwarte spotkanie również na wyjeździe, bo jakoś we własnej hali zespół Asseco Resovii Rzeszów nie potrafił zagrywać😊. A zagrywka jest przecież kluczowym elementem, by odrzucić przeciwnika od siatki. 
Właściwie na tym powinienem zakończyć ten wpis, ale tak się nie stanie😎.
Już po tytule mogliście się domyśleć, jak spędzaliśmy czas przed meczem, którego mieliśmy bardzo dużo. Jedni uważają rzeszowskie galerie handlowe za największą atrakcję stolicy Podkarpacia. My, korzystając z pięknej pogody, postanowiliśmy spędzić ten czas spacerując po rzeszowskich bulwarach (to był mój pierwszy raz w tym zakątku Rzeszowa i zrobił na mnie wrażenie😎). Szkoda tylko, że w duecie, a nie naszym trio, ale w życiu nie zawsze jest tak, jak chcemy. By się schłodzić, miałem okazję skosztować kultowych rzeszowskich lodów "U Myszki" – faktycznie mniam😋. By nam przysłowiowe kiszki nie grały marsza, odwiedziliśmy także McDonald's.














*zdjęcia archiwum prywatne



poniedziałek, 4 maja 2026

PGE Projekt Warszawa już odbierał brązowe medale i... wróci na Podpromie.

Kibice PGE Projektu Warszawa wierzyli, że wczorajszego popołudnia na warszawskim Torwarze ich ulubieńcy odbiorą brązowe medale PlusLigi. Jednak tak się nie stało i wrócą na czwarty mecz do Rzeszowa.

Zagorzali kibice Asseco Resovii Rzeszów wierzyli, że nasi ulubieńcy przedłużą tę rywalizację co najmniej o jeden mecz. To samo zresztą zapowiadali sami siatkarze. Powiem otwarcie: nie wierzyłem w taki obrót sprawy po tym, co zobaczyłem w czwartkowym meczu, który odbył się na rzeszowskim Podpromiu😉.   
Rzeczywiście przez dwa i pół seta zapowiadało się, że PGE Projekt Warszawa zapewni sobie start w przyszłorocznej siatkarskiej Lidze Mistrzów, bo choć Asseco Resovia Rzeszów próbowała szarpać. To zespół trenera Kamila Nalepsi wyglądał na bardziej opanowany team, który wie, czego chce, w którym funkcjonował każdy siatkarski element💪. A pierwsze skrzypce w tym zespole odgrywali Bartosz Firszt, Bartosz Gomułka, a do tego duetu dołączył Jakub Kochanowski, który zagrał na swoim topowym poziomie - dobrze nam znanym z rozgrywek reprezentacji (swoje dołożył także Karol Kłos😎). Mam wrażenie, że zespół z Warszawy za szybko uwierzył w to, że jest posiadaczem brązowych medali. I ziściła się siatkarska prawda, która mówi, że kto nie wygrywa meczu prowadząc 2:0, przegrywa 2:3. A trener Massimo Botti postanowił zmniejszyć objawy zespołu niespokojnych rąk i nóg u jednego z baronów rzeszowskiego klubu, wpuszczając "z bazy" Lukáša Vašinę i Jakuba Buckiego.
Którzy dali drużynie z Rzeszowa "drugie życie” i odwrócili losy meczu, przedłużając tym samym rywalizację o brązowy medal PlusLigi co najmniej do środy: czeski przyjmujący dał swojej drużynie dobry vibe, a Joker w ataku Massimo Bottiego (MVP) dał przede wszystkim skuteczność z prawego ataku i sygnał do ataku z pola serwisowego (do tego sygnału, do ataku z pola serwisowego dołączył 
Klemen Čebulj, który nie tylko nagle zaczął dobrze serwować, ale i był opcją w ataku dla Marcina Janusza).  A statystyki Jakuba Buckiego mówią same za siebie: 17 punktów/as – 70% skuteczność w ataku💪.  Moim zdaniem polsko-czeski duet🐺 powinien rozpocząć środowe spotkanie w wyjściowym składzie😉.
Wczoraj siatkówka po raz kolejny pokazała, jak bardzo jest nieprzewidywalną dyscypliną, jednak wcale nie znaczy, że będzie Asseco Resovii Rzeszów łatwiej wygrać to spotkanie i wrócić na warszawski Torwar na piąte i decydujące spotkanie, kto zdobędzie brązowy medal. To wciąż gracze ze stolicy Polski są o krok od jego zdobycia. Drużyna z Podpromia musi pamiętać o tym.

*foto: pochodzą z różnych stron 




 

piątek, 1 maja 2026

Siatkarski skecz na Podpromiu z Massimo Bottim w roli głównej! PGE Projekt Warszawa krok od brązowego medalu PlusLigi.

Już w niedzielę możemy poznać zdobywcę brązowego medalu w dobiegającym końca sezonie PlusLigi. W drugim meczu "małego finału" Asseco Resovia Rzeszów została znokautowana przez PGE Projekt Warszawa (1:3).

Wielu fanatycznych kibiców Asseco Resovii Rzeszów wierzy, że tak się nie stanie i ich idole nagle nauczą się grać w siatkówkę, a tym samym rywalizacja o brązowy medal potrwa dłużej niż trzy spotkania😎.
Do wczorajszego późnego popołudnia też żyłem tym złudzeniem, licząc, że indywidualności z Podpromia wykorzystają atut własnego boiska i wyrównają stan rywalizacji — nic z tych rzeczy, bo siatkówka to gra zespołowa, nie indywidualna. Jednak w dalszym ciągu edukuję się jako kibic Asseco Resovii Rzeszów😋. Do wczorajszego wieczora myślałem, że spotkania wygrywa się poprzez dobrą realizację taktyki, którą nakreśli trener. Wczorajszego wieczoru, gdy oglądałem siatkarski skecz na Podromiu, okazało się, że są nowe elementy taktyki, by pokonać przeciwnika, i wcale nie muszą mieć one miejsca na siatkarskim parkiecie, a za linią boczną boiska😮. Takie rzeczy tylko na rzeszowskim Podpromiu🙈. Trener Massimo Botti chciał zaskoczyć rywala zmianami co kilka punktów — wywołało to jedynie chaos, zamieszanie i zdezorientowanie nie tylko wśród kibiców oglądających to spotkanie, ale także wśród zawodników przebywających na parkiecie. Świadczyło to tylko o tym, że mimo kończącego się sezonu włoskiemu trenerowi nie udało się stworzyć kolektywu z indywidualności, który będzie chciał ugrać jedynie 0 w kontrakcie, a nie trofea😉. Trudno stworzyć kolektyw z zawodników, jeśli nie decyduje się o ich doborze do składu😉. Trudno jest też myśleć o pokonaniu rywala, jeśli się nie ma drużyny gotowej mentalnie na to, by podnieść z parkietu trofea. Jak można pokonać rywala? Skoro jedynym skutecznym zagraniem po stronie Asseco Resovii Rzeszów we wczorajszym spotkaniu była gra pierwszym tempem.
To zespół trenera Kamila Nalepki od pierwszych piłek zachowywał się, jakby grał we własnej hali, narzucając swój styl gry gospodarzom. Dokładając skuteczną grę w obronie, która zamieniała się w ciosy w kontraataku. Ciosy, które sprawiały, że "Wilkom" powypadały "kły". Czy to powinny być atuty gości😊? Ich atutami byli też Bartosz Firszt i Bartosz Gomułka - młodego przyjmującego można śmiało nazwać katem Asseco Resovii Rzeszów. Prezes ma ciąg do dużych nazwisk, ale nie ma drużyny - ma jedynie zespół niespokojnych rąk i nóg😂. A zespół z Warszawy ma młodzież i drużynę, która potrafi i chce walczyć o medale💪. Piękno tej dyscypliny polega także na jej brutalności😍.

*foto: www.plusliga.pl

 

niedziela, 19 kwietnia 2026

Niespodzianki na Podpromiu nie było, bo i być nie mogło. Aluron CMC Warta Zawiercie w finale PlusLigi!

Kibice Asseco Resovii Rzeszów do wczorajszego popołudnia żyli nadzieją, że ich idole przedłużą swoje szanse na finał PlusLigi. I wszystko rozstrzygnie się w Sosnowcu.

Wierzyli, że magia rzeszowskiego Poddpromia zadziała. Kibice na trybunach robili, co mogli, ale ta magia nie miała prawa zadziałać i był to mecz do jednej bramki (0:3).
Już Wam piszę, dlaczego😎 . Siatkarze Massimo Bottiego nie walczyli z przeciwnikiem, ale z samym sobą i swoimi słabościami. Czy w ten sposób da się walczyć jak równy z równym z taką drużyną jak Aluron CMC Warta Zawiercie i myśleć o grze w finale? Nie! Asseco Resovia Rzeszów pokazała, że nie jest kolektywem, a indywidualnościami, które momentami pokazują taką twarz, jaką rzeszowscy kibice chcieliby oglądać w każdym meczu. Niestety siatkówka to nie koncert życzeń, a brutalna dyscyplina 😉. I nie trafiają do mnie wypowiedzi zawodników Asseco Resovii Rzeszów, którzy twierdzą, że z Olsztynem potrafili zagrać fenomenalne spotkania, a z drużyną, z Zawiercia nie ugrać nawet seta😁.  W przeciwieństwie do pierwszego meczu trener Botti nie bał się korzystać z usług swojej "bazy", by ratować "twarz" swojej drużyny.  Te momenty w III secie, o których wspomniałem wcześniej, dały kibicom nadzieję, że mecz potrwa dłużej niż III sety — kolektyw z Zawiercia nie pozwolił na to i wywiązał się z roli faworyta i wansował do finału😎.  Teraz powiecie, że jestem fanem drużyny trenera Michała Winiarskiego, może i tak, a tak na serio, ja lubię oglądać dobrą siatkówkę😍. A taką prezentuje (nie tylko wczoraj) "Jurajscy Rycerze", choć cierpieli przez chwilę. To potrafili wrócić do swojej dobrej gry. W każdym siatkarskim elemencie to cechuje teamy, które mają charyzmę i potrafią czytać zamiary rywali w ataku i ustawiać się w obronie💪. Dodatkowo, jak się ma takich profesorów jak Bartłomiej Bołądź (MVP) i Aaron Russell, to można być spokojnym w ataku, bo bawili się z rywalami w ataku🆒.
Gra o brąz Asseco Resovii też ma swoją wagę, bo zdobywcę tego medalu premiuje grą w siatkarskiej Champions League – więc jest o co walczyć! Przypomnę tylko, że drużyna z Rzeszowa ma dodatni bilans z drużyną PGE Projektu Warszawa w trwającym sezonie klubowym. Warto byłoby ją podtrzymać 😀. A co  do finału, liczę na dobrą siatkówkę i może na pięć spotkań. A co😋!

*foto: www.plusliga.pl