niedziela, 18 października 2026

⚡🏐 Nowy sezon, stare problemy Asseco Resovii. Efektowny powrót NEONET KS Norwida Częstochowa!

W piątkowy wieczór mecze w inauguracyjnej kolejce sezonu Tauron Ligi wygrywali gospodarze. Rzeszowscy kibice mieli nadzieję, że w sobotnie popołudnie będzie inaczej. Nic z tym rzeczy ziściła się stara siatkarska prawda – kto prowadzi 0:2 w setach i nie kończy meczu, ten przegrywa 3:2😉.

Przed meczem kibice mogli zadawać sobie dwa pytania: czy drużyna z Podpromia pokaże tę twarz, którą zaprezentowała podczas Memoriału Arka Gołasia przed tygodniem? I jak zaprezentuje się nowy, ciekawy skład NEONET Norwida Częstochowa? Wiadomo było też, że gospodarze będą chcieli punktować od pierwszego meczu, by uniknąć sytuacji z poprzedniego sezonu.
Od pierwszej piłki było wiadomo, że zarówno kibice zgromadzeni w hali, jak i ci przed telewizorami zobaczą kawał dobrej siatkówki 😍. Nowe nabytki gospodarzy szybko pokazały, że debiut w Tauron Lidze nie robi na nich większego wrażenia, a rywal po drugiej stronie siatki nie budzi żadnych kompleksów 😎. Siatkarze trenera Cretu prezentowali to, co oglądaliśmy przed tygodniem w Zalesewie, ale zespół Luke'a Reynoldsa odpowiadał na to tym samym. Mimo to Asseco Resovia była tylko seta od przywiezienia do Rzeszowa kompletu punktów.
Jednak na dwóch setach dobra gra rzeszowskich „Pasów” się skończyła. Stare demony wróciły, bo przecież samo się wygra... 😂
Momentami można było odnieść wrażenie, że jedynym pomysłem Resovii na wygranie tego meczu była mocna zagrywka i skuteczność środkowych, także w elemencie bloku. Problem w tym, że wiele zagrywek kończyło swój lot w siatce, a to zdecydowanie za mało, by pokonać dobrze dysponowanego rywala.
Gianni Cretu bardzo długo wierzył, że mecz wygra mu szóstka, która przed tygodniem triumfowała w Memoriale Arka Gołasia. Ze zmianami czekał niemal do ostatniej chwili, a gdy już ich dokonał, niewiele one wniosły do gry zespołu.
Tymczasem gospodarze, niesieni dopingiem własnej publiczności, wracali do meczu krok po kroku. W efektowny, ale przede wszystkim efektywny sposób odrobili straty i dopisali do ligowej tabeli dwa punkty, które w perspektywie całego sezonu mogą okazać się bezcenne.
Jak wiadomo, mecze siatkarskie często ustawia się zagrywką i blokiem. Dokładnie tak zrobili częstochowianie. Presja wywierana z pola serwisowego i świetnie funkcjonujący blok sprawiły, że rzeszowskie „Wilki” straciły "kły". Z każdą akcją było widać, że Resovia ma coraz mniej pomysłów na sforsowanie obrony rywala.
A frustrację po rzeszowskiej stronie dało się zauważyć nawet w telewizyjnym kadrze 😕. Mimika twarzy kapitana mówiła momentami więcej niż statystyki.
Swoją drogą, koszmar związany z nazwiskiem Coric nadal trwa. Kibice Resovii z pewnością pamiętają, jak potrafił dać zespołowi z Podpromia bolesną lekcję siatkówki jeszcze w europejskich pucharach. Tym razem historia w pewnym sensie zatoczyła koło 😎.
Jego rozegranie często było zbyt szybkie dla rzeszowskiego bloku, a zawodnicy, których kreował, regularnie kończyli akcje. Po wielu atakach gospodarzy po stronie Resovii nie było po prostu czego zbierać.
Zespół spod Jasnej Góry pokazał, jak gra się do końca i jak wykorzystuje się moment słabości przeciwnika. A tak między nami, ciekawe, czy nazwisko któregoś z sobotnich „katów” rzeszowskich „Pasów” nie trafiło już do notesu osoby odpowiadającej za budowę drużyny 😉. Bo przecież wedle rozumowania na pewno pomoże w odzyskaniu dawnego blasku rzeszowskiej drużynie.

foto: strona internetowa Tauron Ligi

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz