poniedziałek, 12 października 2026

Anna Tomanek – Moje życie z porażeniem 4K. Moja recenzja.

Nie każdy jest idealny, ale każdy ma prawo spełniać swoje marzenia. I naprawdę nie ma znaczenia, czy jest osobą pełnosprawną, czy żyje z niepełnosprawnością — bo nie jesteśmy prostą kreską, lecz paragrafem.
Pewnie zastanawiacie się, skąd taki wstęp. Spokojnie, nie upadłem na głowę😉— to nawiązanie do słów, które pojawiają się w tej biografii, która została napisana nosem. Świetnie tutaj pasuje powiedzenie – dla chcącego nic trudnego😎 . Jej autorka jest moją „koleżanką po fachu”: zmaga się z tą samą niepełnosprawnością i tą samą postacią MPD.
Sięgając po tę książkę, zastanawiałem się, czy — tak jak w innych historiach, gdzie przewija się mój „pakiet szczęścia” — znajdę w niej coś z siebie. Znalazłem. I nie jedną łzę uroniłem 😊, bo odnalazłem w niej nie tylko własne emocje, ale też twarze osób, które dobrze znam i które noszą ten sam „pakiet szczęścia”. Uśmiech, empatia i wrażliwość — to moje drugie imiona 😊. 
Napisanie książki nosem to tylko jeden z wielu przykładów, w których Ania pokazuje, że jeśli czegoś naprawdę się chce, to można to osiągnąć — choć bez pomocy dobrych ludzi byłoby to niewykonalne. Mam nadzieję, że autorka się nie obrazi za zwracanie się do niej per Ty 😉.
Jej biografia nie tylko motywuje osoby z niepełnosprawnościami do działania, ale też rozprawia się ze stereotypami dotyczącymi naszego życia. Wciąż jest wiele osób, które myślą, że mamy wszystko „na pstryknięcie palcem”. Tak nie jest — ta książka bardzo wyraźnie to pokazuje. Od pierwszego tchu musimy walczyć, z lepszym lub gorszym skutkiem, bo każdy przypadek MPD jest inny. To właśnie sprawia, że każda osoba żyjąca z tym stanem jest wyjątkowa.
Każdy ma swoje mniejsze lub większe Kilimandżaro. Autorka zdobyła je dwa razy — dzięki upartości i nieocenionej pomocy mamy ukończyła studia I i II stopnia na kierunku socjologii. Kolejnym szczytem była praca, bo — jak sama mówi — każdy chce czuć się potrzebny, a praca daje poczucie spełnienia, mimo niedoskonałości.
„Moje życie z porażeniem 4K” to otwarcie się autorki w stu procentach. Widać to w każdym zdaniu, jeśli czyta się uważnie. Dotyka strun duszy, które uruchamiają łzy, bo — jak pisałem wcześniej — analogii do mojej osoby nie brakowało 😍.
Jedną z nich chcę się z Wami podzielić: nigdy nie byłem izolowany od swoich siostrzenic. Od najmłodszych lat były oswajane z moim „pakietem szczęścia”, dzięki czemu do dziś nie boją się ze mną spędzać czas. Potrafią poświęcić wolne popołudnie na dojazd tylko po to, by nasz the best team spędził ze sobą kilka godzin.
Z wieloma przemyśleniami autorki się zgadzam, z kilkoma nie — i mam do tego prawo. Lektura umilała mi słoneczne jesienne popołudnia, ale też skłoniła do refleksji nad sobą. Mam nadzieję, że tą amatorską recenzją zachęcę kogoś do lektury i własnych przemyśleń 😊.

*grafika: autor Anna Tomanek oraz archiwum prywatne
 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz