wtorek, 31 grudnia 2024

Asseco Resovia Rzeszów kończy rok z porażką w Zawierciu.

W przedostatnim meczu 18 kolejki PlusLiga Aluron CMC Warta Zawiercie podejmowała u siebie Asseco Resovię Rzeszów (3:1).

Po meczu z poprzedniej kolejki, z Jastrzębskim Węglem wiedzieliśmy, że dobre momenty to za mało, by pokonać "Jurajskich Rycerzy" trenera Michała Winiarskiego.
Premierowy set tego spotkania mile zaskoczył "pasiastych" kibiców, bo drużyna z Rzeszowa wygrała go z 52% skutecznością w ataku. Co mogło dawać nadzieję na to, że "jakieś" punkty zabierze z sobą do Rzeszowa. Na nadziei się jednak skończyło, choć drużyna w czerwonych strojach, nie grała w całe źle, bo walczyła. Nie mogło być jednak inaczej, skoro, nie ma się rozegrania, bo ma się w swoim zespole Gregora Ropreta, który w decydujących momentach setów. Najwyraźniej sam, nie wiedział, co chce rozegrać, oj po raz kolejne nasza liga mocno weryfikuje Słoweńca, oj mocno 😎. Pozostaje zadać pytanie: Co Słoweniec robi w pierwszym składzie i czy nie lepiej dać szansę Łukaszowi Kozubowi jako pierwszemu rozgrywającemu? Jeśli rzeszowskie indywidualności chcą w tych play-offach się znaleźć. Mimo brak rozegrania i piłek, które Jakub Bucki, otrzymywał "za głowę". W ataku "wykręcił" on 50% skuteczność zdobywając 20 punktów/ 3 blokiem i, jak dla mnie był najjaśniejszą postacią Asseco Resovii Rzeszów w tym spotkaniu. W decydujących momentach zespół z Zawiercia pokazywał, co to znaczy mieć zespół z charakterem do walki, w którym jest flow i teamspirit. Charakter do walki, flow oraz teamspirit to tylko jedna ze składowych wczorajszego zwycięstwa "Jurajskich Rycerzy". Druga to postawa Karola Butryna i Bartosza Kwolka na obu flankach swojej ekipy. Ten pierwszy był o punkt lepszy od Jakuba Buckiego w końcowym rozrachunku (kto wie może w przyszłym sezonie, będą tworzyć parę atakujących "Pasów"😉).
Lecz bez profesorskiej gry "Kwola" MVP na lewym skrzydle mogłoby być zawiercianom trudniej w tym spotkaniu. Popularny "Kwolo" wczorajszym występem oraz liczbami - 15 pkt/2 bloki/ 47 % poz. przyjęcia/ 74% skut. ataku przy 68% eff. Wysłał sygnał do trenera Grbicia — trenerze ja istnieje i "kwitów", nie straciłem 😎.  Drużyna z Zawiercia wczoraj, potwierdziła, że jest drużyną przez "D". Zaś drużyna z Rzeszowa, że momenty w siatkówce to za mało oraz to, że brak jej charakteru w decydujących momentach setów. Jak i to, że brak jej rozegrania. Na koniec powiem, że zwycięstwo Rzeszowa w kolejnym meczu ligowym z drużyną ze Lwowa, nie jest sprawą oczywistą 😊.

*foto: Kamciography

sobota, 28 grudnia 2024

Bartosz Bednorz pójdzie "wilczym tropem" "Kochana"!?

Wydawałoby się, że okres świąteczno-noworoczny, jest po to, by zwolnić tempo. Wręcz przeciwnie karuzela transferowa w PlusLidze nie zwalnia tempa, tym razem mamy do czynienia z "wilczym tropem" 😉.

Dotychczas te informacje dotyczyły zawodników, którzy mają założyć "Pasiaka" w przyszłym sezonie ligowym. Tym razem mamy do czynienia z wyjątkiem od tej reguły 😋.
Jak poddaje portal Weszło  jakoby Bartosz Bednorz, ma w sezonie 2025/26, bronić barw PGE Projektu Warszawa. Czyli podąży "wilczym tropem" Kuby Kochanowskiego, który przed trwającym sezonem ligowym, obrał ten sam kierunek.  Nie ma nic dziwnego w tym transferze, bo już od kilku miesięcy mówiło się, że "Bedni" po trwającym sezonie ligowym opuści Podpromie. Czy kogoś to dziwi? Bo mnie nie 😎. Czyli będziemy świadkami wymiany przyjmujących na linii Rzeszów- Warszawa bowiem w przeciwnym kierunku powędruje Artur Szalpuk.
Wielu z Was powie po tym, co Bartosz Bednorz prezentuje w barwach drużyny z Rzeszowa to, słaby następca "Szalupy" w drużynie trenera Piotra Grabana. I, że idzie tam dla wysokości kontraktu Macie do tego prawo, ja tak nie uważam 😎. "Bedni" to zawodnik kompletny, który podobnie, jak Artur Szalpuk, jest zawodnikiem, który potrafi w pojedynkę, dać swojej  drużynie zwycięstwo. Czy to grą w ataku na lewym skrzydle, czy to grą z pola serwisowego — jak dla mnie zawodnik kompletny. To nie jest jego wina, że nabawił się kontuzji pęknięcia palca, oraz że do Rzeszowa ściągnięto Gregora Ropreta, przy którego rozegraniu, nie może pokazać pełni swoich możliwości.
A więc drużyna z Warszawy nie zamieni siekierki na kijek, lecz pozyska zawodnika, który da zarówno jakość na lewym skrzydle, już widzę jego grę z Jankiem Firlejem 😍. Ale też zapełni halę na Ursynowie czy Torwarze. Jak to robi Wilfredo Leon z halą Globus w Lublinie.

*foto: strona internetowa klubu 

 

piątek, 27 grudnia 2024

Znów dobrze grają ! Czyli, kogo powołałbym do kadry 😉.

Runda rewanżowa ligi vice Mistrzów Olimpijskich wystartowała, czyli jednym słowem powoli będzie dochodził do głosu ból głowy u selekcjonera Gangu Łysego.

Nie może być jednak inaczej, bo po srebrnym medalu na Igrzyskach Olimpijskich w Paryżu. Tak naprawdę rozpoczyna się "operacja" pod kryptonimem Igrzyska Olimpijskie w Los Angeles 2028. Choć życzę wszystkim naszym "Orłom", by dotrwali w takim składzie do IO w LA. To jednak czasu się nie oszuka, bo siatkarze są tylko ludźmi, a i przecież sam Nikola Grbić powiedział, iż na pewno do Los Angeles w 2028 roku. Kadra pojedzie w innym składzie. Tak czy inaczej, grania po drodze do tej imprezy, nie zabraknie — w roku 2025 czekają nas VNL oraz Mistrzostwa Świata na Filipinach. A więc trzeba pomóc serbskiemu selekcjonerowi zapełnić ten notes z nazwiskami. Jeśli chcesz, zachęcam Cię do lektury 😎.

Rozegranie:

Przed turniejem w Paryżu wydawało się, iż ten turniej będzie ostatnim turniejem Grzegorza Łomacza w koszulce z "Orzełkiem" na piersi. I tym samym rozgorzeje walka na dobre o bycie "drugimi skrzypcami" (oczywiście numer jeden to w dalszym ciągu Marcin Janusz) na rozegraniu Gangu Łysego. Pomiędzy Jankiem Firlejem a Marcinem Komendą, nic bardziej mylnego. W dalszym ciągu będą oni walczyć o bycie drugim rozgrywającym z Grzegorzem Łomaczem. Bo po odwróceniu losów półfinałowego spotkania, rozgrywający drużyny z Bełchatowa przeżywa kolejną siatkarską młodość i zapewne conajmniej jeszcze przez jeden sezon reprezentacyny. Firlej z Komendą, będą musieć walczyć o bycie drugim "sypaczem" w Gangu Łysego z Grzegorzem Łomaczem. Można ubolewać na tym, iż wciąż nie widać "sypaczy", którzy by deptali Firlejowi i Komendzie po piętach. Zamiast iść grać do słabszego klubu jako pierwszy rozgrywający, wolą pojawiać się na podwójnej zmienie - przykład Kajetan Kubicki w ZAKS-ie.

Atak:

Pewnie nie tylko dla mnie w dalszym ciągu na papierze, tą pierwszą armaatą naszej reprezentacji, jest "Łysy". I teraz polecą znów polecą hejty, choć wydaję się, iż forma sportowa Łukasza Kaczmarka, idzie delikatnie w górę. To ja wciąż wyżej sobie cenię umiejętności: Bartłomieja Bołądzia, Karola Butryna i na ten moment, gdybym to ja wybierał drugiego atakującego. Wybierałbym właśnie między Bołądziem, a Butrynem. Dając sporo szans do gry Dawidowi Dulskiemu, bo swoimi występami w barwach drużyny z Nysy. Udowadnia, że w przyszłości może być pierwwszą armatą naszej reprezentacji. Kto wie czy na IO w LA, tak właśnie nie będzie 😉.

Środek:

Nikt sobie niewyobraża tej formacji bez Beńka, Kochanowskiego i Hubera czyli najlepszych środkowych Europy, a może i świata. I tego nikt niekwestionuje i jeśli im zdrowie to będą stanowić o sile środka na IO w LA. Jednak bardzo mocno to trio naciska swoją grą w Kędzierzynie-Koźlu Karol Urbanowicz. Który pokazuje, że to chyba on powinien stać się naturalnym następcą Karola Kłosa, który zakończył reprezentacyjną. Wychodziłoby na to, że Urbanowicz, wyprzedziłby swojego klubowego kolegę Mateusza Porębę, który rónież znalazłby się na mojej liście powołanych. Na tej pozycji ponownie, chciałbym zobaczyć także Łukasza Usowicza i Szymona Jakubiszaka oraz Sebastiana Adamczyka, którzy zaznali już smaku gry w biało-czerwonych barwach. Nie może też zabraknąć debiutantów, którzy występami w barwach klubowych, wysyłają sygnał Nikoli Grbiciowi - chcemy poczuć ciężar koszulki z "Orzełkiem" na piersi 😎. Mam tutaj na myśli: Dominika Kramczyńskiego, Daniela Popielę i Dawida Wocha. Ten pierwszy już kolejny sezon w barwach nyskiej Stali, że zna się na swojej robocie. Wychowanek Błękitnych Ropczyce - Daniel Popiela wyskoczył, jak przysłowiowy Filip z konopii, czyli tj. drużyna z Częstochowy.  Dawid Woch przychodził do Rzeszowa jako czwarty środkowy, a tymczasem jest nie tylko partnerem Karola Kłosa na środku, ale jest jedną z najjaśniejszych postaci Asseco Resovii Rzeszów w trwającym sezonie ligowym.

Przyjęcie:

Podobnie, jak na pozycji kilka nazwisk wymienimy jednym tchem: Fornal, Semeniuk, Leon i Śliwka. Z tym ostanim nazwiskiem wielu z Was będzie polemizować, choć nie jestem na bieżąco z ligą japońską. To wydaje się, że Olek powli odzskuje dawny rezon. Ciekawe, jak to będzie się miało do poycji Bartosza Bednorza w kadrze, który podobno ma zostać powołany przez Nikolę Grbicia. Bo przecież Aleksander Śliwka to jeden z ukochanych dzieci naszego selekcjonera 😊. Chciałbym, by na liście powołanych znalazł się też Bartosz Kwolek - jeden z liderów Aluronu CMC Warta Zawiecie. Choć wszyscy, że "Kwolo" jest nie po drodze z naszym selekcjonerem. Trudno jest mi też sobie wyobrazić szeroką kadrę bez lidera na lewym skrzydle Projektu Warszawa - Artura Szalpuka. Który swoją przebojowością daje wiele jakości swojej drużynie i nie raz to ta przebojowość "Szalupy" przesądza o tym, że ligowe punkty zostają w Warszawie. Wciąż mówi się o tym, że Michał Gierżot to wielki talent polskiej siatkówki na przyjęciu. Tylko, jak na razie nie mieliśmy, jak o tym przekonać w szerszym wymiarze czasowym, w biało-cerwonych barwach. Bo eliminowały go kontuzje. Ja w przeciwieństwie do hejterów w niego wierzę 😊. Pytanie - Jak na tle takich nazwisk, jak: Fonal, Semeniuk, Leon czy Bednorz, odnajdzie się Gierżot? Bo nie oszukujmy się przy takich nazwiskach, będzie mu trudno zaistnieć w Gangu Łysego 😎.  Szansę debiutu w narodowych barwach ode mnie otrzymałby także Jakub Czerwiński z Trefla Gdańsk. Który jest wyróżniającą się postacią w zespole trenera Mariusza Sordyla.

Libero:

Wobec kontuzji Pawła Zatorskiego (chyba jednak czas powiedzieć, że jego czas w kadrze powinien się skończyć), nie widzę innej możliwości, jak taka, że to Jakub Popiwczak, będzie w najbliższym sezonie reprezentacyjnym pierwszym libero naszych "Orłów". Musi się mieć on na baczności, bo ten sezon ligowy pokazał, że mamy "Orzełka" - Maksymiliana Graniecznego. Mimo młodego wieku, ma duże "kwity" na swojej pozycji. I moim zdaniem powinien otrzymać szansę debiutu w narodowych barwach. Jak dla mnie w przyszłości, jest on naturalnym następcą Kuby Popiwczaka, nie tylko w Jastrzębskim Węglu (co już się stanie w następnym sezonie ligowym), ale też w reprezentacji Polski. Do tego grona dodałbym Kubę Hawryluka, który odżył, jak cała drużyna z Olsztyna po zmianie trenera.

To tylko moje powołania i nie musicie się z nimi zgadzać, zobaczymy, jak te powołania. Będą zgodne z powołaniami, które ogłosi selekcjoner. Grania, jak wiemy, nie zabraknie👊 .

*foto: Kamciography        

    

niedziela, 22 grudnia 2024

Zespołowość Jastrzębskiego Węgla zwyciężyła na Podpromiu.

W meczu 17 kolejki PlusLigi Asseco Resovia Rzeszów przegrała u siebie z Mistrzem Polski, z Jastrzębia-Zdroju (0:3).

Jednym słowem niechlubna statystyka "Pasów" w meczach z drużyną, z Jastrzębia-Zdroju, została podtrzymana.
Przed meczem kibice Asseco Resovii Rzeszów zastanawiali się, czy Klemen Čebulj i Lukáš Vašina, dźwigną temat gry w ataku na lewym skrzydle. Wobec absencji zdrowotnej Bartosza Bednorza — pęknięcie palca, naprzeciw takiej marki, jaką jest drużyna Mistrza Polski. Nie dźwignęli, jak widzieliśmy, a bez lewego skrzydła trudno jest mi sobie wyobrazić, by drużyna wygrywała mecze z takim rywalem, jak drużyna Marcelo Mendeza. Choć Karol Kłos, Dawid Woch i Jakub Bucki dwoili się i troili, by ugrać, może seta. A pamiętajmy, że to jest siatkówka i wszystko zdarzyć się może, wielu kibiców się łudziło. Że tak właśnie będzie i "Wilki" sprawią swoim kibicom świąteczny prezent, bądźmy szczerzy taki prezent, byłby cudem, wiem, posypią się w moją stronę — nie pierwszy i ostatni raz 😉. Momenty to za mało, by marzyć o dobrym wyniku w meczu z Mistrzem Polski. Co z tego, że drużyna z Rzeszowa prowadziła kilka punktami, w każdym z setów, by za chwilę pokazać to, z czego jest znana, czyli samo się wygra. Bo drużyna z Rzeszowa nie zna słów cierpliwość oraz zespołowość, właśnie dzięki tym cechom drużyna Jasttrzębskiego Węgla wywiozła z Podpromia pełną pulę. Nie oszukujmy się, nie grali oni na maksimum swoich możliwości i bez szaleństw w ataku Tomasza Farnala, ale za zagrali cierpliwie, zespołowo. Przeczekując napór gospodarzy wczorajszego spotkania, odwracając losy setów i odbierając Asseco Resovii Rzeszów złudzenia, kto jest lepszym zespołem. Nie małą rolę w tej cierpliwej grze, odegrała gra w obronie Kuby Popiwczaka, który według mnie to także numer jeden w Gangu Łysego na pozycji libero, wobec problemów zdrowotnych, ale i metryki Pawła Zatorskiego.
Choć statuetkę MVP zgarnął Benjamin Toniutti za cierpliwe kreowanie grą  swojej drużyny to w mojej ocenie mógł ją również otrzymać Nobert Huber, który 4-krotnie jakby od niechcenia "zgasił światło" rzeszowskim siatkarzom, co pokazało tylko klasę i umiejętności gracza pochodzącego z Humnisk. Mimo wszystko to było spotkanie, gdzie można było zobaczyć, co to znaczy zespół, który walczy do końca. A drużyna z Rzeszowa wciąż musi wiele zmienić, by marzenia o zwycięstwie z zespołem, z ligowego topu, przekuć w rzeczywistość. Bo jeszcze w tym roku czeka ją wyjazd do Zawiercia, gdzie będzie liczyć na kolejny siatkarski cud. 

*foto: pochodzą z różnych stron

 

wtorek, 17 grudnia 2024

Asseco Resovia Rzeszów od zwycięstwa w nyskim kotle, rozpoczyna rundę rewanżową!

W niedzielne popołudnie Asseco Resovia Rzeszów walczyła na wyjeździe o ligowe punkty w zaciętym spotkaniu z PSG Stalą Nysa (1:3).

To spotkanie rozpoczęliśmy z Gregorem Ropretem na rozegraniu, czyli wychodzi na to (przynajmniej na razie), że to słoweński rozgrywający, jest pierwszym rozgrywającym Asseco Resovii Rzeszów.
Początek spotkania tego zwycięstwa nie zapowiadał, bo drużyna gospodarzy, rozpoczęła to spotkanie od prowadzenia (9:3). Jednak rzeszowskie "Wilki" szybko się "obudziły" i zabrały do odrabiania strat. Za sprawą dobrej gry w obronie i asekuracji oraz w kontrze. Te elementy przyczyniły się nie tylko do odwrócenia losów pierwszej partii tego spotkania, ale też do dopisania przez drużynę z Rzeszowa, jakże cennych trzech punktów do plusligowej tabeli. Wielu podkreślało dobry występ Gregora Ropreta, ja uważam, że nie robił nic nadzwyczajnego. Po prostu ze swojej roli idealni spisali się Bartosz Bednorz i Jakub Bucki. Popularny "Bedni" nie był widocznym zawodnikiem przez całe spotkanie, ale był zawodnikiem, który jeśli miał je zdobyć to je, zdobywał. Jednym słowem siatkarz od czarnej roboty - 66% skuteczności ataku. 59% efektywność  😉.
Jednak prawdziwym kilerem w barwach drużyny z Rzeszowa był Jakub Bucki MVP, który to raz w barwach Asseco Resovii Rzeszów pokazał, że nie ma dla niego znaczenia czy wchodzi "z bazy", czy zaczyna mecz w wyjściowym składzie. To daje tyle samo z siebie swojej drużynie 💪. Co tylko potwierdzają liczby prawoskrzydłowego z Rzeszowa w niedzielnym spotkaniu - 27 punków/as/3 bloki,  atak: skuteczność 60%, efektywność 45%. W mojej ocenie na ten moment, więcej tej jakości siatkarskiej drużynie z Podpromia, daje Jakub Bucki aniżeli Stephen Boyer. Na koniec kilka słów o postawie drużyny z Nysy, która walczyła z rzeszowskimi "Wilkami", jak równy z równym. Zmuszając gości z Rzeszowa do większego wysiłku w tym wysiłku. Za sprawą presji z pola serwisowego czy też widowiskowej gry w obronie i asekuracji, co dawało żółto-niebieskiej ekipie okazję do zdobycia punktu w kontrataku. Potrafili także bronić się tym jednym z najbardziej nieprzewidywalnych elementów, jakim jest blok (11). Dodajmy do tego grę bez respektu dla rywala Michała Gierżota i Dawida Dulskiego. Bez, których gry ofensywnej, nie byłoby tak fajnej postawy gospodarzy w tym niedzielnym starciu.

*foto: pochodzą z różnych stron


 

niedziela, 15 grudnia 2024

Dwukrotny Mistrz Olimpijski wraca do Rzeszowa!

Ofensywy transferowej Asseco Resovii Rzeszów końca nie widać. Odsłaniają kolejny puzzel do układanki Bottiego, czyli składu na przyszły sezon ligowy.

Widać, że zawodnicy, którzy w przeszłości poznali już ciężar "Pasiaka". Chcą sprawdzić na nowo czy zmieniła się jego waga 😎.
Jak podają portale siatkarskie Yacine Louati jest drugim po Karolu Butrynie zawodnikiem, który decyduje się w 2025/26 na powrót do drużyny znad Wisłoka. Drużyny, w której przecież występował już w zeszłym sezonie i był jej mocnym punktem. A na pewno najmocniejszym, jeśli chodzi o przyjęcie zagrywki. Jego pojawienie się na parkiecie w "Pasiaku" dawało nie tylko spokój w jego podstawowym elemencie, ale też był pewnym obejściem w ataku na lewym skrzydle oraz jakością z pola serwisowego. Przypomnę, tylko że w trwającym sezonie ligowym dwukrotny Mistrz Olimpijski. Występuje w zespole Allianz Milano, czyli grupowym rywalu drużyny z Zawiercia w siatkarskiej Champions League. Wychodzi na to, że powietrze nad Wisłokiem bardziej sprzyja graniu w siatkówce niż słoneczna Italia 😋. Tak czy inaczej, powrót Yacine Louati na rzeszowskie Podpromie to bardzo dobra wiadomość dla kibiców "Pasów" z tych względów, o których napisałem wyżej. Podpisanie kontraktu przez francuskiego przyjmującego z Asseco Resovią Rzeszów wywołuje u kibiców pytanie: Kto będzie podstawową parą przyjmujących "Reski" w przyszłym sezonie? Wobec podpisania kontraktu z brylującym w barwach Projektu Warszawa "Szalupą", a jeszcze kilka tygodni temu mówiło się, że na kolejny sezon w Rzeszowie zostanie Klemen Cebulj. Czy to oznacza, że jednak słoweńskiego przyjmującego, nie zobaczymy w barwach drużyny z Rzeszowa? A może, kogoś z duetu Vasina Staszewski? Jeśli mam być szczery to podziękowałbym właśnie Adrianowi Staszewskiemu 😉. Jestem tylko zwykłym, amatorskim blogerem relacjonującym Wam wydarzenia ze świata siatkówki — zakochanym w biało-czerwonych barwach 👊.

*foto: Kamciography 

Powiązane wpisy:



 

czwartek, 5 grudnia 2024

Mistrz Świata w Asseco Resovii Rzeszów !?

Worek z prezentami na Mikołajki dla kibiców Asseco Resovii Rzeszów rozwiązał się na dobre i wydaje się, że to jest worek bez dna 😉.

Po wieściach o podpisaniu kontraktu z rozgrywającym, trenerem, atakującym oraz środkowym. Przyszedł czas na kolejny "puzzel" do układanki Massimo Bottiego, bo to właśnie włoski szkoleniowiec ma w przyszłym sezonie poprowadzić "Pasy".
Jak podaje portal internetowy PodkarpacieLive w sezonie 2025/26, jednym z liderów "Pasów" na lewym skrzydle, ma być Mistrz Świata z 2018 roku. Mowa o Arturze Szalpuku, czyli o filarze na lewym drużyny PGE Projektu Warszawa. Charyzmatyczny przyjmujący miałby ubrać "Pasiaka" i zastąpić Bartosza Bednorza, na którego barkach obecnie spoczywa liderowanie na lewym skrzydle drużyny z Rzeszowa. Popularny "Bedni" ma zamienić plusligowy parkiet na parkiet włoskiej Serie A. Nie powiem, że nie jestem zwolennikiem tego siatkarskiego szaleństwa w pozytywnym tego słowa znaczeniu, byłego przyjmującego bełchatowskiej Skry. Jestem i od zawsze gdzieś tam marzyłem, by zobaczyć popularnego "Szalupę", zdobywającego punkty dla drużyny z Podpromia. Radość, radością, ale trzeba postawić pytanie: Czy Artur Szalpuk odnajdzie się w butach siatkarza z Podpramia? Uprzedzam Wasze odpowiedzi — ja nie zakładam najgorszego, jestem realistą, bo ilu już nie udźwignęło już "Pasiaka", który waży i to wcale nie mało 😎. Nie jedna drużyna w PlusLidze chciałaby mieć w swoich szeregach, tak charyzmatycznego przyjmującego, który potrafi być liderem swojej drużyny. Nie tylko na lewym skrzydle, ale też potrafi przechylić szalę zwycięstwa na korzyść swojej kapeli z pola serwisowego.
Czy Artur Szalpuk będzie tako samo charyzmatyczny na rzeszowskim Podpromiu, jak w hali na warszawskim Ursynowie? Czy będzie to najbardziej biało-czerwona "Reska" odkąd jestem jej kibicem? Na odpowiedzi, na zadane przeze mnie pytania, przyjdzie nam jeszcze trochę poczekać! Jedno jest pewne życie kibica Asseco Resovii Rzeszów do nudnych nie należy 😜.

Powiązane wpisy:


*grafika praca własna    


 

poniedziałek, 2 grudnia 2024

Karol Butryn i Mateusz Poręba "Wilkami" z Asseco Resovii Rzeszów!?

6 grudnia dopiero za kilka dni, lecz ta data nie dotyczy kibiców Asseco Resovii Rzeszów. Którzy są obdarowywani przez włodarzy prezentami w postaci zawodników, którzy w sezonie 2025/26, zagrają w "Pasiaku" na rzeszowskim Podpromiu.

Mamy połowę rundy zasadniczej, a włodarze klubu z Podkarpacia, skompletowali już sporą część "puzzli" do składu na kolejny sezon -.kto bogatemu zabroni 😱. Kibice, nie wiedzą jednak, czy mają koncentrować się na dyspozycji sportowej swoich idoli, czy też śledzić doniesienia transferowe z "Pasami" w roli głównej 😎.  Ciekawe, czy to wszystko jest ustalane z nowym trenerem, czy są to jedynie interesy agentów zawodników z włodarzami klubu 😉.
W piątek na portalu X słynny Artem poinformował jakoby w przyszłym sezonie o sile ataku Asseco Resovii Rzeszów, stanowić miał Karol Butryn. Czyli atakujący aktualnie broniący barw drużyny z Zawiercia. Byłby to powrót Karola Butryna na Podpromie, bo w sezonie 2020/21, występował już w "Pasiaku". A kibice doskonale pamiętają jego zabójcze ataki z prawego skrzydła oraz "pociski" z pola serwisowego 😍. Porównując nieregularność Stephena Boyer z tym, co prezentuje w barwach Aluronu CMC Warty Zawiercie Karol Butryn. To powinna być to bez wątpienia gwarancja regularności i zdobywanych punktów z prawego skrzydła przez Karola Butryna. Z drugiej jednak strony dziwi mnie taki krok samego zawodnika, który zna "smak" gry w "Pasiaku" i tego wszystkiego, co się z tym wiążę. Poza wysokością kontraktu, bo zapewne to zadecydowało, że atakujący znów zagra w klubie ze stolicy Podkarpacia. Pamiętajmy o tym, że siatkarze są ludźmi, którzy chcą mieć za co żyć, kiedy zawieszą sportowe buty na kołku. Oby tylko ponowne ubranie "Pasiaka", nie oznaczało wypadnięcie z notesu trenera Nikoli Grbicia 😎.
Drugim nowym "Wilkiem" w sezonie 2025/26, jak podaje portal internetowy PodkarpacieLive, miałby zostać utalentowany środkowy Mateusz Poręba, który swoimi występami ligowymi — aktualnie Grupa Azoty ZAKSA Kędzierzyn-Koźle. Miesza w głowie selekcjonerowi naszej reprezentacji, a ten przekonał się o "kwitach" wychowanka Indykpolu AZS-u Olsztyn. Bowiem był on członkiem Gangu Łysego, który w 2022 roku zdobywał srebrny medal Mistrzostw Świata, złoto Ligi Narodów w 2023, brąz w 2022, 2024. I sam mówi o nim, że jest on czwartym do brydża na pozycji środkowego. Trudno, by na ten moment wygrał rywalizację z takimi firmami, jak: Beniek, Huber i Kochanowski. Zapewne na to doświadczenie na arenie międzynarodowej zawodnika pochodzącego z Tuchowa, liczą włodarze klubu z Rzeszowa (jeśli się do nich zakwalifikuje). Doświadczenie to jedno, flow z Marcinem Januszem, który również przenosi się w przyszłym sezonie do stolicy Podkarpacia  to drugie. Zapewne, na to liczą szefowie Asseco Resovii Rzeszów, oby nie mieliśmy deja vu z gry duetu Słoweńców w "Pasiaku" 😎. Może dziwić taka decyzja tego jakże utalentowanego, że wybiera "siano" niż kontynuowanie gry w drużynie, której jest pewnym punktem na środku siatki. Drużynie, która bawi się siatkówką, od której bije fajny vibe. Oby tylko ubranie "Pasiaka" nie skończyło się tym, co dla większości graczy, którzy przychodzą grać do Rzeszowa 😉. Jednak patrząc czysto sportowo to ciągnięcie Mateusza Poręby do Rzeszowa, będzie ogromnym wzmocnieniem środka siatki. Wszyscy wiemy, jak to aktualnie na tej pozycji w drużynie z Rzeszowa. I potrzebny jest taki "Wilk" na środku siatki, który będzie siał postrach u przeciwników 💪.

*grafika praca własna 
         


niedziela, 1 grudnia 2024

Podpromie odleciało! "Koziołki" górą, ale "Wilki" pokazały kły!

W hicie 14 kolejki PlusLigi Asseco Resovia Rzeszów podejmowała na rzeszowskim Podpromiu Grupę Azoty ZAKS-ę Kędzierzyn-Koźle (2:3). Było to spotkanie godne hitu kolejki! 

Kibice, którzy niemal do ostatniego miejsca rzeszowskie Podpromie mieli nadzieję obejrzeć dobre siatkarskie granie, jak za dawnych lat. Kiedy to te dwie firmy grały ze sobą o najwyższe cele.
Pierwszy set (11-25) mógł zwiastować, że będzie to mecz jednego aktora, bo gospodarze byli obecni na parkiecie tylko ciałem. Z czego w pełni skorzystała świetnie grająca, w każdym elemencie drużyna z Kędzierzyna-Koźla. To nie pierwszy mecz Asseco Resovii Rzeszów w tym sezonie, kiedy wchodzi ona w mecz od II seta. Widać, że trener drużyny z Rzeszowa wciąż "szuka" pierwszego rozgrywającego, bo od drugiego seta Gregor Ropret zastąpił Łukasza Kozuba. To była dobra decyzja fińskiego szkoleniowca Asseco Resovii Rzeszów. Pojawienie się słoweńskiego rozgrywającego na parkiecie sprawiło, że nagle zaczęliśmy wykorzystywać, nie tylko walory ultra ofensywne naszych skrzydeł budząc przy tym Stephena Boyera. Do którego było widać coraz większe zaufanie na przestrzeni meczu, a ten odpłacił się punktami dla swojego zespołu 25 punktów/ 2 asy/4 bloki. Otwarcie naszych skrzydeł to jeden z elementów, który wychwyciłem po pojawieniu się Ropreta na parkiecie. W miarę możliwość korzystał on "z usług" naszych środkowych, którzy zdobyli we wczorajszym pojedynku 24 punkty.
Choć tą porażką drużyna z Podpromia zamknęła sobie drogę do walki o Tauron Puchar Polski to i tak należą im się brawa za postawę 👏. Od drugiego seta zobaczyliśmy taką drużynę, którą chcielibyśmy oglądać, w każdym spotkaniu. Drużynę, od której bił vibe, która porywała swoją grą defensywną rzeszowskie Podpromie, jak za starych dobrych lat😍. Zostawiając przy tym "pasiaste serducho" na parkiecie! Niektóre akcje oglądało się z zapartym tchem i zaciśniętymi pięściami. Mam tylko nadzieję, że na jutrzejszej rehabilitacji, nie odczuję negatywnych skutków tego spotkania 😀. Mam to szczęście, że mój człowiek jest wyrozumiały w tym temacie, bo sam jest kibicem siatkówki 😉. Prym w elemencie obrony wiedli: Michał Potera (10), Stephen Boyer (8)  oraz Bartosz Bednorz (5). Miejmy tylko nadzieję, że drużyna z Rzeszowa to serducho do walki i zaangażowanie w kolejnych spotkaniach, które przed nimi 😎.
Na koniec kilka słów o grze wczorajszych zwycięzców, którzy w decydujących momentach setów zachowali więcej zespołowości, chłodnej głowy, czy też podwójnej zmianie, która we wczorajszym spotkaniu funkcjonowała bardzo dobrze. Jednym słowem Mateusz Rećko wszedł "z buta" do PlusLigii. Nie małą rolę w tych dwóch punktach wywiezionych przez "Koziołki" z Podpromia, odegrała czujność asystenta trenera Gianniego. Panu Michałowi Chadale, który swoim sokolim wzrokiem, wyłapywał błędy po stronie drużyny z Rzeszowa. Jednak ja pozwolę sobie wyróżnić za to spotkanie kilku graczy 😉. Pierwszy to dyrygent Marcin Janusz (MVP), który świetnie kierował grą swojego zespołu, sprawdzając przy tym, jak będzie mu się odbijało piłki na rzeszowskim sezonie 😎. Z takich piłek wiedzieli, co mają robić nie tylko Kapitan wczorajszego rywala Bartosz Kurek, ale także Igor Grobelny, na którego zatrzymanie rzeszowski blok, nie mógł znaleźć sposobu. Nie można tutaj nie wspomnieć o Karolu Urbanowiczu, który we wczorajszym meczu, był świetnie dysponowany w polu serwisowym. Dołożył do tego punkty zdobyte atakiem, czy grę w elemencie pasywnego bloku. A pamiętajmy przecież o tym, że tenże środkowy znajduje się w orbicie zainteresowań trenera naszej reprezentacji Nikoli Grbicia. Na koniec warto odnotować jakość, którą z ławki wniósł David Smith.

*foto: www.plusliga.pl              
 

piątek, 29 listopada 2024

Massimo Botti cudotwórcą rzeszowskiej Asseco Resovii!?

Włodarze Asseco Resovii Rzeszów znani są z tego, że co sezon wymieniają nie tylko zawodników, jak przysłowiowe rękawiczki. Ta prawidłowość dotyczy także trenerów, którzy zasiadają na jakże "gorącym stołku", jakim jest stołek drużyny z Rzeszowa.

Szukając tym samym panaceum na swe siatkarskie bolączki, a raczej cudotwórcy, który podejmie się tego karkołomnego zadania — poprowadzenia "wilczej konstelacji gwiazd". A tym samym wprowadzi ją na nowo na plusligowe podium oraz na nowo na salony siatkarskiej Ligi Mistrzów.
Po Giampaolo Medei tym cudotwórcą miał być Fin Tuomas Sammelvuo. Jego warsztat trenerski to jedno, a brak wpływu na budowanie składu "kameleonów z Podpromia" to drugie. Co moim zdaniem ma ogromny wpływ równie na dyspozycję, jaką prezentuje klub z Rzeszowa. A tym samym na zajmowaną przez Asseco Resovię Rzeszów pozycję w ligowej tabeli. Najwyraźniej szkoleniowiec pochodzący z kraju św. Mikołaja szybko przekonał się o tym, jak trudne i specyficzne warunki pracy panują na rzeszowskim Podpromiu. Bo w przyszłym sezonie już jej nie poprowadzi, a jak podają Łukasz Kadziewicz i Edyta Kowalczyk w Misji Siatka. Miejsce trenera Sammelvuo na "gorącym stołku", zajmie świetnie radzący sobie w sąsiednim województwie — Bogdance LUK-u Lublin. Mowa oczywiście o Włochu Massimo Bottim. Zapewne włodarze klubu z Rzeszowa uznali, że skoro tak dobrze od dwóch sezonów radzi sobie w Lublinie. To tak samo poradzi sobie w Rzeszowie. Zapewne za tym stoi wysokość kontraktu, bo jak wiemy klub z Podkarpacia to worek pieniędzy bez dna 😊. Wszystko, co wiąże się z tym klubem, rodzi więcej pytań niż odpowiedzi. Bo na Podpromiu, co sezon panuje ta sama gęsta atmosfera. A wszystko to za sprawą presji narzuca środowisko rzeszowskiej męskiej siatkówki, bo "Pasiak" ciązy oraz polityki transferowej klubu. Dla których gwarantem sukcesu są gwiazdy, a nie kolektyw. A także to, że trener nie ma wpływu na dobór nazwisk do swojej koncepcji gry. Ma on ułożyć układankę z "puzzli" kupionych przez władze. To nie jest droga do sukcesu, a jedynie wymówek, które słyszymy, co sezon. Bo wszyscy wiemy, jak trudne do ogarnięcia są rzeszowskie gwiazdy, które przychodzą do Rzeszowa tylko po to, by zarobić. A nie po to, by "gryźć" parkiet na rzeszowskim Podpromiu dla wyników i szacunku dla tych wspaniałych kibiców. Czy tym razem ta włoska pizza będzie dobrze doprawiona 😋? Bo trener Medei tylko w jednym sezonie zaserwował ją smaczną w kolorze brązowego medalu. W drugim zaś osłodził go włoskim tiramisu — Puchar CEV.

*grafika praca własna  

wtorek, 26 listopada 2024

Kameleony z Podpromia zmrożone w Suwałkach!

W 13 kolejce PlusLigi Asseco Resovia Rzeszów udała się na polski biegun, czyli na Suwalszczyznę. By powalczyć o punkty do ligowej tabeli z tamtejszym  Ślepsk Malow Suwałki (3:2).

Dwa dobre spotkaniach "Pasów" mogły zmylić kibiców, którzy zaczęli wierzyć, że ich drużyna łapie przysłowiowy wiatr w żagle.
Pierwszy set niedzielnego meczu nie zapowiadał tego, że w dalszej części spotkania rzeszowska drużyna ubierze strój kameleona. Bo w pierwszym secie jej gra wydawała się stabilna i choć gracze trenera Kwapisiewicza gonili wynik. To decydujące punkty w tym secie zdobywali zawodnicy trenera Sammelvuo, by kolejnego seta przegrać do 13. Po takim laniu w II secie kibice drużyny z Podpromia mogli się zastanawiać, jaką twarz w III secie pokarze rzeszowski kameleon. Ta drużyna powinna nosić przydomek "Kameleony", a nie "Wilki" 😉. Ten też set rzeszowska drużyna rozwiązała na swoją korzyść, co dawało nadzieję na dopisanie jakże cennych trzech punktów do ligowej tabeli (ale tylko dawało 😊). Bo wszyscy wiemy, jak się skończyło. Jednak czy może być inaczej, kiedy Stephen Boyer jest obecny tylko ciałem w drużynie, a tak naprawdę jest jej najsłabszym ogniwem ofensywnym. I choć po raz kolejny "twarz" drużyny z Rzeszowa na prawym ataku próbował ratować Kuba Bucki to jednak na nie wiele się to, zdało. Bo do tanga trzeba dwojga, czyli wsparcia w ataku z lewego skrzydła. A w niedzielnym spotkaniu zbyt wiele go nie było. Czy to normalne, że najjaśniejszą postacią drużyny w czerwonych strojach po raz kolejny był środkowy Dawid Woch? Chyba nie 😉.  Drużyna z Rzeszowa po raz kolejny w tym sezonie dostała lekcję siatkówki, której tematem było: rozegranie, granie lewego skrzydła, dokładając do tego ofensywę z pola serwisowego oraz charakterną walkę, o każdy punkt, czy gra w obronie i asekuracji — zostawiając przy tym serce do walki. 
Tego charakternego siatkarskiego comebacku drużyny z Suwałk, by nie było, gdyby nie argentyńskie tango na rozegraniu Matiasa Sancheza, na które patrzyło się z czystą przyjemnością. A jego parterem do tanga był brazylijski przyjmujący  Henrique Honorato (MVP)  - 22 punkty/ 4 asy/ 2 bloki/ 10 obron - 55% skut ataku przy 48% eff.  To był najlepszy występ Brazylijczyka odkąd pojawił się na plusligowych parkietach, bo jak dotąd jego występy, nie padali na kolana z wrażenia.
Tak charakterne zwycięstwo nad indywidualnościami z Podkarpacia na pewno pozytywnie wpłynie na morale biało-niebieskich z Suwałk, którzy skuteczne oddalają się od czerwonej strefy ligowej tabeli. A kameleony z Rzeszowa wciąż szukają swojej "twarzy", zaś tą porażką w moim odczuciu niemal na pewno zamknęli sobie drogę do tego, by powalczyć o turniej finałowy Tauron Puchar Polski. A i na ten moment balansują na granicy play-offów, choć taki zimny prysznic przydałby się włodarzom. Którzy już budują nową konstelację gwiazd na przyszły sezon, która ma być gwarantem sukcesów. Gdzieś to już słyszeliśmy, prawda? 😎

*foto pochodzą z różnych stron

poniedziałek, 18 listopada 2024

Bełchatowskie "Pszczoły" przegonione przez rzeszowskie "Wilki" na Podpromiiu!

Po absolutnym sobotnim hicie 12 kolejki, gdzie Zawiercie podejmowało u siebie drużynę z Kędzierzyna-Koźla. W dniu wczorajszym na rzeszowskim Podpromiu byliśmy świadkami siatkarskiego klasyka pomiędzy Asseco Resovią Rzeszów, a PGE GiEK Skrą Bełchatów (3:0).

Ten mecz, który był klasykiem tylko z nazwy, poprzedziła uroczystość wręczenia pamiątkowej koszulki naszemu Klubowi Kibica z okazji 20-lecia jego istnienia. Warto odnotować, że było to pierwsze zwycięstwo Asseco Resovii Rzeszów bez straty seta przed publicznością w tym sezonie. Czy to dobry znak? Odradzam popadanie w huraoptymizm 😀.
Jak już wcześniej wspomniałem ten mecz, był klasykiem tylko z nazwy. Bo pod względem sportowych emocji, nie przypominało ono tych świętych wojen, które pamiętam jako początkujący kibic SOVI 😉. Pewnie wszyscy kibice liczyli na trochę większy opór ze strony bełchatowskich "Pszczół", które miałem wrażenie na Podpromie "niezalogowane". Nie potrafili wykorzystać problemów z rozegraniem gospodarzy oraz chwilowego "zawieszenia systemu" drużyny z Rzeszowa, co skutkowało remisem w pierwszym secie.  Choć Grzegorz Łomacz robił, co mógł to i tak na niewiele się to zdało, bo poza środkiem, nie miał kim grać. Ciekawe, co na ten poziom spotkania powiedział, oglądający to spotkanie zza band reklamowych Nikola Grbić. Który przyjechał na Podpromie oglądać swoich potencjalnych graczy. Jeśli przyjechał oglądać Bartosza Bednorza to się, rozczarował, bo lider Asseco Resovii Rzeszów. Był wyraźnie "pod grą" podobnie, jak Stephen Boyer, Ci dwaj zawodnicy byli najsłabszymi ogniwami "Wilków" we wczorajszym spotkaniu. Chyba od takich nazwisk możemy oczekiwać dużo lepszej gry 😎.
Na szczęście Klemen Cebulj (MVP) wziął ciężar gry w ataku na swoje barki, będąc przy tym pewnym punktem w przyjęciu. I poprowadził swój zespół do zgarnięcia arcyważnych trzech punktów, rozgrywając jeden z lepszych meczów w tym sezonie, w barwach rzeszowskiej drużyny 💪. Gra słoweńskiego przyjmującego to tylko jedna ze składowych wczorajszego zwycięstwa. We wczorajszym spotkaniu było widać dobry vibe, a to też jest potrzebne, by wygrywać. Rozegranie Łukasza Kozuba chwilami pozostawiało wiele do życzenia, ale za to wiódł on prym w obronie (8 obron). Gdzie po jego obronach rodziły się skuteczne i widowiskowe kontry. Fajnie było oglądać, tak dobrze grającą w tym elemencie "Reskę". Trzecim i, jakże ważnym elementem był blok (10). Po raz kolejny nieprzeciętne "kwity" w tym elemencie pokazał Dawid Woch, prezentując się również bardzo dobrze w ataku. Czy po tym występie rozmawiał z nim Nikola Grbić? Miejmy jednak świadomość, jaka jest konkurencja na środku siatki. Trzeba jednak szukać nowych "Orłów" przed Los Angeles 2028, bo siatkarze są tylko ludźmi, a nie maszynami.

foto: www. plusliga.pl 

 

piątek, 15 listopada 2024

Pieniądz rządzi siatkówką! Srebrni medaliści olimpijscy zmienią barwy klubowe!? 😱.


Nie mniej emocjonujące od tego, co dzieje się na plusligowych parkietach jest to, co dzieje się na linii prezesi menadżerowie zawodników — jednym słowem gra o duże "siano" 😎.

Na wstępie powiem, że nie pochwalam tego, że już po kilku kolejkach ligowych, niemal znamy składy topowych ligowych drużyn na kolejny sezon ligowy. Bo odbija się to bardzo mocno na grze zawodników w obecnych barwach — przykład TJ-a DeFalco z zeszłego sezonu. Gdzie po kilku kolejkach był już tylko obecny ciałem na Podpromiu, a myślami już w kraju kwitnącej wiśni. Pamiętajmy o tym, że siatkówka to też biznes, gdzie w grę w chodzi duży "sos", a więc nie bez znaczenia jest ilość 0 w kontakcie zawodnika 😎.
Od kilku kolejek wróbelki ćwierkają, że trwający sezon PlusLigi, jest ostatnim sezonem w PlusLidze Tomasza Fornala.  Od sezonu 2025/26 lider Jastrzębskiego Węgla miałby zamienić Mistrza Polski na turecki Ziraat Bankasi Ankara. Nie od dziś wiadomo, że włodarze topowych męskich klubów siatkarskich z Turcji. Marzą o tym, by dorównać na arenie międzynarodowej żeńskim zespołom. I wygrać siatkarską Champions League, w tym ma im pomóc bawiący się siatkówką oraz motywator klasy światowej — Tomasz Fornal. Warto wspomnieć, że joker w talii Nikoli Grbicia grałby u boku innego siatkarza z dużymi "kwitami" na pozycji przyjmującego — Trévor Clévenot, z którym przecież występował przez dwa sezony w drużynie Marcelo Mendeza. Razem z Tomaszem Fornalem w tureckim klubie mieliby pojawić się — Antoine Brizard oraz Nimir Abdel-Aziz. Transfer "Forniego" to nie tylko gwarancja jakości na lewym skrzydle, ale też okazja do zarobienia niezłego hajsu dla Turków od strony marketingowej. Bo wszyscy, jak barwną postacią w pozytywnym tego słowa znaczeniu, jest przyjmujący naszej reprezentacji i drużyny z Jastrzębia-Zdroju. Tak czy inaczej, byłaby to duża strata nie tylko dla ekipy z Górnego Śląska, ale i całej naszej ligi. Pod względem sportowym, chyba nikt nie ma wątpliwości, że zostawiamy ligę turecką daleko z tyłu. Pamiętajmy jednak, że siatkówka to też pieniądze, o ile z kontraktami, które oferują włoskie kluby, konkurujemy z powodzeniem. To już do "sosu" oferowanego przez Turków, nie mamy podjazdu 😉.
Transfer Tomasza Fornala  do tureckiego Ziraat Bankasi Ankara to nie jedyna bomba transferowa z udziałem vice Mistrza Olimpijskiego z Paryża. Kilka dni temu w jednym z podkarpackich sportowych portali internetowych, pojawiła się informacja jakoby grą Asseco Resovii Rzeszów w przyszłym sezonie ligowych, kierować miał Marcin Janusz. Marcin Janusz, który rzekomo miałby odrzucić ofertę Jastrzębskiego Węgla na rzecz drużyny z Rzeszowa, jak można było przeczytać na stronie internetowej Przeglądu Sportowego. To kolejne potwierdzenie, że pieniądze nie śmierdzą 😎. Widać, że włodarze rzeszowskiego klubu szybko zrozumieli, że ściągnięcie do Rzeszowa Gregora Ropreta, było lekko, mówiąc niewypałem transferowym. Nie dość, że nie poprawiła jakości rozegrania w drużynie z Rzeszowa. To jeszcze nasiliło zespół niespokojnych rąk i nóg, u niektórych obserwujących poczynania Słoweńca zza band reklamowych 😜. Liczą na to, że panaceum na brak rozegrania w drużynie z Podpromia, będzie ściągnięcie dwukrotnego triumfatora siatkarskiej Ligi Mistrzów z drużyną, z Kędzierzyna-Koźla, Mistrza Europy i vice Mistrza Świata w jednym. Tylko, chyba to trener, a nie włodarze powinni decydować o składzie. A może i trener jest już znany, lecz nieogłoszony😱?  Choć jestem "Pasiakiem" to z całym szacunkiem dla barw klubowych, transferowi popularnego "Elvisa" do Rzeszowa, mówię zdecydowane NIE. Jeśliby patrzeć ten ruch drużyny znad Wisłoka tylko czysto sportowo to byłoby to genialne posunięcie, jednak patrząc na to, jak zawodnicy ubierający "Pasiaka". Nie przypominają siebie z poprzednich barw, bo trafiają do "klubu fatum" 😉. Warto pamiętać, że rozgrywający klubu z Kędzierzyna-Koźla to wirtuoz rozegrania w Gangu Łysego i właśnie w trosce o to dobro narodowe na pozycji rozgrywającego, sprzeciwiam się tej bombie transferowej 😊. Czasem na transferze Marcina Janusza do Rzeszowa, mogą skorzystać Janek Firlej lub Marcin Komenda, którzy zapewne z chęcią przejęliby koszulkę z numerem "1" na rozegraniu reprezentacji Polski. Swoją drogą ciekawe, co na temat ewentualnego transferu na Podpromie, swojego frontmana, myśli, sam Nikola Grbić 😎. Widać, że w myśleniu baronów "Wilków", nic się nie zmienia, dalej musi być to gwiazda, a nie młody perspektywiczny zawodnik, który będzie gryzł wykładzinę na rzeszowskim Podpromiu i to nie zależnie od pozycji. Nie nazwisko jest gwarantem sukcesu, a kolektyw. Jednak tego w dalszym ciągu, w Rzeszowie, nie pojmują, bo kto bogatemu zabroni. A tymczasem wracamy do kibicowania i wyczekujemy kolejnych plotek transferowych z PlusLigi 👊!

*grafika praca własna





poniedziałek, 11 listopada 2024

Jak na Bałtyku, czyli Asseco Resovia Rzeszów faluje i wygrywa tie-breaka w Ergo Arenie.

W ramach 11 kolejki PlusLigi Asseco Resovia Rzeszów zmierzyła się w gdańskiej Ergo Arenie z tamtejszym Treflem Gdańsk (2:3).

Wiedząc to, jak potrafi walczyć drużyna trenera Sordyla, a także o tym, że rzeszowskie "Wilki" nadal szukają swej siatkarskiej tożsamości. Wiedzieliśmy, że będzie to ciekawe spotkanie.
Dowodem na to, że drużyna z Rzeszowa wciąż jej szuka, było rozpoczęcie meczu z Łukaszem Kozubem na rozegraniu, a u boku Lukáša Vašiny na przyjęciu pojawił się Klemen Čebulj. Już pierwsze akcje pokazały, że mimo tych rotacji w wyjściowym składzie nadal mamy problem ze swoją pierwszą akcją, co skutkowało czteropunktowym gospodarzy. Nie muszę chyba przytaczać słów, które w tamtym momencie wychodziły z ust kibiców Asseco Resovii Rzeszów 😅. Jak na zawołanie i dość nieoczekiwanie do gry powrócili gracze w czerwonych strojach. Za sprawą tak nieprzewidywalnych elementów, jak zagrywka i blok. To dzięki tym elementom gracze  Tuomasa Sammelvuo odwrócili losy premierowej partii spotkania. Druga partia to istny sztorm zalał gdańskie lwy, bo fenomenalnie w obronie zagrały rzeszowskie "Wilki", kontynuując przy tym koncert "gaszenia światła" zespołowi z Gdańska. Po takim sztormie wszyscy kibice o "pasiastych sercach" nie myśleli o niczym innym, jak zwycięstwie za trzy punkty. No trochę się przeliczyliśmy, bo jak zwykle samo się wygra. Brawa jednak dla gdańskich lwów, którzy zdołali się podnieść "z desek" Ergo Areny pokazując "lwi pazur", doprowadzając tym samym do tie-breaka. Wszystko to dzięki bardzo dobrej grze Piotra Orczyka i Aliakseia Nasevicha, którzy byli pierwszoplanowymi postaciami swojej drużyny.  Do tej pory nie wiem, jak Asseco Resovii Rzeszów udało się wygrać tego tie-breaka, obawiam się, czy sami siatkarze to wiedzą, bo ich jakość gry delikatnie mówiąc w nim, nie powalała 😎.
Po raz kolejny polemizowałbym z wyborem komisarza MVP spotkania. Rozum, że wczorajszy mecz był 100 meczem Stephena Boyer rozegranym na polskich ligowych parkietach.  Faktem jest, że francuski atakujący zdobył 30 punktów w tym 2 bloki/ 2 asy/ atak skut - 62%, eff - 45%. Jednak wyżej oceniłbym grę Klemena Čebulja, którego może statystyki w ataku nie powalały na kolana, ale za to był pewnym punktem "Reski" w przyjęciu, ale i "kąsał" rywali z pola serwisowego. W dalszym ciągu znakiem rozpoznawczym drużyny z Podpromia jest brak cech, które u żywych wilków są one widoczne od pierwszych chwil, czyli drapieżność oraz instynkt zabójcy, co nie pozwala ofierze uciec. Tutaj jest odpuszczanie, bo kilku fajnych akcjach czy dobrym secie. Pytanie, jak na to zareagują kolejni rywale nie tylko w lidze, ale też w Pucharze CEV. Gdzie już w czwartek Asseco Resovia Rzeszów drogę po obronę tego prestiżowego trofeum, czy udaną czas pokaże 👊.

*foto: pochodzą z różnych stron


 

niedziela, 10 listopada 2024

Siatkarskie "el clasico" dla ZAKS-y!

Absolutnym hitem trwającej 11 kolejki było starcie w Kędzierzynie-Koźlu, gdzie spotkały się dwie siatkarskie marki — Grupa Azoty ZAKSA i Kędzierzyn-Koźle i Jastrzębski Węgiel (3:1)

Starcia tych drużyn to nie tylko granie na duże siatkarskie bramki, ale też pojedynki między graczami obu drużyn na poszczególnych pozycjach. To spotkanie na pewno było szczególne dla Łukasza Kaczmarka, który po sześciu latach gry w ZAKS-ie, z którą wygrywał nie tylko w PlusLidze, ale i w Europie. Przeniósł się do drużyny prowadzonej przez Marcelo Mendeza. Czy dla Rafała Szymury, który powędrował w odwrotną stronę. 
Wszyscy byliśmy ciekawi, jak nowa ZAKSA odnajdzie się w starciu z Mistrzami Polski, pamiętając o roszadach, jakie zaszły przed tym sezonem w drużynie z Opolszczyzny.  I choć od pierwszych piłek spotkania było widać, że gracze w czarnych strojach przyjechali do Hali Azoty po zwycięstwo, ale drużyna prowadzona przez Andreę Gianiego. Pokazała, że łatwo skóry nie sprzeda za sprawą zagrywek Karola Urbanowicza. Jednak patrząc na dalszy przebieg te spotkania to kędzierzyński kolektyw, miał więcej do powiedzenia. Dzięki odrzuceniu rywala od siatki swoją zagrywką, a także dobrze grających skrzydłach. Mateusz Rećko po raz kolejny potwierdził, że jest bardzo dobrym zastępcą Kapitana drużyny z Kędzierzyna-Koźla i nie ujmuje w niczym jakości prezentowanej przez Bartosza Kurka. Czy zobaczymy drugiego atakującego ZAKS-y w kadrze Nikoli Grbicia? Nie wiem, jak Wy, ale ja bym tego chciał 😉. Cieszy oczywiście fakt, że wreszcie po niefortunnej kontuzji z pierwszej ligowej kolejki, na podwójnych zmianach mogliśmy zobaczyć "Łysego" w akcji — zdobył 4 punkty 😍. Patrząc obiektywnie na to spotkanie, miało się wrażenie, że Mistrzowie Polski, chcieli wygrać to spotkanie tylko i wyłącznie przy pomocy Norberta Hubera i Tomasza Fornala. Ten pierwszy momentami przypominał o swoich supermocach w ataku, a ten drugi.
Choć dwoił się i troił w ataku z lewego skrzydła to, nie na wiele się to zdało. Bo, jak to mówią do tanga, trzeba dwojga😎. W tym przypadku popularny "Forni" był solistą, bo pod grą w tym spotkaniu byli zarówno Timothée Carle, jak i Luciano Vicentin. Za to, z jak najlepszej strony swojemu byłemu pracodawcy, zaprezentował się Rafał Szymura, który bawił się z blokiem swoich, byłych kolegów — wybijając z premedytacją. Nie wiem, czy Marcelo Mendez, po tym spotkaniu, nie żałuje, że nie ma go już w swojej "14".
To spotkanie mogło się podobać, bo nie brakowało twardej męskiej gry z obu stron, czy zwrotów akcji💪. Do których przyczyniały się punkty zdobywane seriami, dzięki wzajemnemu "gaszeniu światła". Tak czy inaczej, miło było popatrzeć na wypełnioną po brzegi halę w Kędzierzynie-Koźlu, jak za starych dobrych czasów. Widać było, że ten doping poniósł "nowe Koziołki" do zwycięstwa w  "el clasico". Warto odnotować, że to było pierwsze zwycięstwo ZAKS-y z wyżej notowanym w tabeli rywalem, miejmy nadzieję, że nie ostatnie! Życzę im z całego siatkarskiego serducha, by wrócili tam, gdzie jest ich miejsce, czyli na ligowe podium. Bo widać flow i teamspirit, niestety nie wszystkie plusligowe ekipy znają te pojęcia😋. A dla Jastrzębian myślę, że to był słabszy dzień i powinno im to dać jeszcze większego kopa do pracy. A pamiętajmy o tym, że solą sezonu są play-offy i to wtedy trzeba pokazać to, co wczoraj pokazał klub z Kędzierzyna-Koźla.

*foto: Kamciography


 

poniedziałek, 4 listopada 2024

Magia trenera Kowala działa, czyli dalszy ciąg tragikomedii Asseco Resovii Rzeszów!


Po przepchniętym kolanem meczem z PSG Stalą Nysa Asseco Resovia Rzeszów w ramach 10 kolejki PlusLigi podejmowała u siebie, prowadzony przez trenera Andrzeja Kowala Cuprum Stilon Gorzów (2:3).

Patrząc na to, co wyprawia na ligowych parkietach beniaminek z Gorzowa w pozytywnym tego słowa znaczeniu oraz o tym, że trener Kowal ma patent na ogrywanie swojej byłej drużyny. To można było się spodziewać ciekawego niezłego siatkarskiego spektaklu. A ja gdzieś po cichu przed meczem myślałem, że  rodzajem tego spektaklu może tragikomedia gdzie w roli głównej wystąpi Asseco Resovia Rzeszów, nie pomyliłem się 😋.
Ten mecz pokazał dwie rzeczy — pierwsza rzecz to, że można zbudować "coś" z niczego (czyt. drużynę). To dotyczy równie zespołu trenera Andrzeja Kowala, jak i zespołu spod Jasnej Góry. Te dwie rewelacje sezonu pokazują, że można zbudować kolektyw, który będzie walczył ambitnie od pierwszej do ostatniej piłki, o każdy punkt. O czym dobitnie wczoraj przekonał się zlepek indywidualności z Podpromia (który to już raz?).  Drugą rzeczą, którą pokazało wczorajsze spotkanie to, to, że u nas na łopatkach jest całe abecadło siatkarskiego rzemiosła i nie tylko. Ktoś powie przecież, wywalczyli 2 sety na przewagi.
Szczerze? Jak do tego doszło, nie wiem, bo posłanie piłki na prawe skrzydło do Stephena Boyera, porównałbym z zagraniem w rosyjską ruletkę 😉. A jego vis-a-vis Brazylijczyk Chizoba był pewnym punktem swojej drużyny w ataku, w ogóle w tej drużynie, nie było słabego punktu 💪. Wszyscy myśleliśmy, że "zbawieniem" dla "Pasów", będzie pojawienie się na Podpromiu nowego rozgrywającego. Który miał wnieść trochę ożywienia i nieprzewidywalności na tę pozycję, która jest nazywana mózgiem zespołu. Od początku sezonu możemy powiedzieć — zamienił stryjek siekierkę na kijek. Wczorajsze spotkanie tylko to potwierdziło, obaj rozgrywający byli tak przewidujący, że Gorzowianie nie mieli problemów z odczytaniem ich zamiarów. Co skutkowało 20 blokami i doskonałą grą w obronie i asekuracji, a tego na próżno można było szukać w szeregach drużyny z Rzeszowa.
Podstawą do osiągania wyników jest teamspirit, a także charakter i ambicje. Tych trzech rzeczy w praktyce nie ma siatkarskie galácticos znad Wisłoka. Brak tego pierwszego jest o tyle dziwnym zjawiskiem, wręcz niewiarygodnym. Bo Karol Kłos u progu tego sezonu zapewniał o tym, że jest on w zespole i byłem on widoczny na fotografiach zamieszczanych przez siatkarzy z  Rzeszowa na swoich social mediach. Pozostaje, więc zadać pytanie — Czy był on efektem znanego programu do obróbki zdjęć? Skoro gwiazdy mają gdzieś barwy klubowe, bo nie widać  zaangażowania i "pasiastego" serca do walki. To może warto dać szansę młodym zawodnikom z AKS-u Rzeszów, którzy będą "gryźć" parkiet na rzeszowskim Podpromiu 😎. Czy jest ktoś w stanie posprzątać tą rzeszowską „stajnię Augiasza” ? Bo od wielu lat nie zmienia się nic poza składem...

*foto: Kamciography

czwartek, 31 października 2024

Siatkarskie halloween na Podpromiu z happy-endem dla Asseco Resovii Rzeszów.

Asseco Resovia Rzeszów i PSG Stal Nysa wczorajszego wieczoru odrabiały plusligowe zaległości z inaugurującej sezon kolejki (3:2).

Znakiem rozpoznawczym (jak na razie) zarówno niebiesko-żółtych, jak i biało-czerwonych, jest chimeryczna gra. Sympatycy obu ekip zastanawiali się przed tym spotkaniem, który zespół w tym spotkaniu zaprezentuje się mniej chimerycznie. I moim zdaniem się zawiedli, bo to było dla mnie siatkarskie, halloween, czy rollercoaster, jak kto woli 😎. Na biletach na mecze "Pasów" powinien być slogan — tylko dla kibiców o mocnych nerwach, leków na serce nie zapewniamy 😂 
Jeśli, ktoś myślał, że zwycięstwo Asseco Resovii Rzeszów w Olsztynie, będzie miało pozytywny wydźwięk na dalsze mecze "Wilków" to się grubo mylił. Zespół trenera Daniela Plińskiego przystąpił do tego spotkania bez swojego lidera — Michała Gierżota. Mimo to nie przeszkodziło im pokazać "Wilkom", co to znaczy zespołowość, bo to właśnie zespołowością, wywalczyli tylko jeden punkt, a powinni trzy. Szkoda, że nie dźwignęli pełnej puli 🔥. Prezentując dobrą efektywną i efektowną siatkówkę, przyćmiewając momentami rzeszowskie indywidualności, które momentami straszyły swoją grą, swoich kibiców 😋. A Dawid Dulski niejednokrotnie pokazał Stephenowi Boyer (MVP), że może jest Mistrzem Olimpijskim, ale młody polski atakujący, nie musi czekać seta, by dawać swojej drużynie jakość na prawym skrzydle 😊. Może powianiem Panu Komisarzowi pożyczyć  swoje zapasowe okulary, bo jak dla mnie statuetka MVP powinna mieć innego posiadacza. Tym występem Dawid Dulski powinien sobie zaklepać sobie miejsce w notesie Nikoli Grbicia! Czy to normalne, że po 9 ligowych kolejkach kibice z Podpromia, nie wiedzą, kto jest pierwszym rozgrywającym? Moim zdaniem nie, ale przepraszam klubu z Rzeszowa, nie dotyczy ta reguła. Tam mają być indywidualności, a nie ma być teamspirit oraz charyzmy i mentalu. Bo jak, nazwać to, że robisz na rywalu 9 punktową serię za sprawą zagrywek Lukáša Vašiny i doganiasz rywala, a nawet wychodzisz na prowadzenie, by nagle przestać walczyć, bo samo się wygra. Dotychczas myślałem, że zagrywka we własnej hali powinna być atutem gospodarzy i tutaj znów otrzymałem siatkarskiego psikusa ze strony drużyny z Rzeszowa. Po raz kolejny to indywidualności utrzymały nas lądzie i dały nam jakże cenne i szczęśliwe dwa punkty do ligowej tabeli. Jednym słowem więcej szczęścia niż siatkarskiej jakości momentami i zespołowości 😎. A to właśnie zespołowość powinna być na pierwszym miejscu!
Bartosz Bednorz może nie zaczął tego meczu najlepiej i "zjechał do bazy", ale jego powrót na parkiet w IV secie, dał nam najpierw tie-breaka, a później zwycięstwo w nim — gra w obronie i gra na lewym skrzydle. Jednym słowem lider przez duże "L". Dawno nie widziałem tak pozytywnie naładowanego Klemena Cebulja, który do spółki z "Bednim" załatwił "Resce" to wymęczone zwycięstwo. Po raz kolejny plus ode mnie wędruje do Łukasza Kozuba, nie tylko za te jego zagrywki, które dały nam już jakiekolwiek punkty w tym spotkaniu. To  pod jego batutą jakość gry "Wilków" zaczęła zwyżkować. Na pewno spory udział w tym miała bardzo dobra gra w obronie Michała Potery, który zastąpił Pawła Zatorskiego.
Widać, że trener Tuomas Sammelvuo próbuje szukać, jak najlepszego rozwiązania, ale jak mówi polskie przysłowie -  "tak krawiec kraje, jak (mu) materii staje". Żal "pasiaste serce" na pewno ściska Alkowi Achremowi, bo to nie jest ani jego, ani nasza Resovia tylko ludzi, którzy kompletnie nie znają się na siatkówce, a na zarabianiu pieniędzy 😓. Nie wiem, czy ten blat stołu nie trzeba zmieniać na betonowy, bo on długo nie wytrzyma od zespołu niespokojnych rąk, jednego z włodarzy po nieudanych akcjach 😆. Ktoś powie, że SOVIA zajmuje takie, a nie inne miejsce w ligowej tabeli, bo miała rywali z ligowego topu. A co sezon się słyszy, że my się do niego zaliczamy. My jesteśmy jedynie topem ze względu na indywidualności i wysokość kontraktów. Po tym klubie została już tylko nazwa 😢. A miejsce w ligowej tabeli (i raczej na nim zakończymy sezon) jest adekwatne do tego, co prezentujemy w meczach. A w niedzielę kolejne trudne spotkanie z jedną, z rewelacji tego sezonu — prowadzonym przez trenera Andrzeja Kowala Cuprum Stilon Gorzów. Czy magia trenera Kowala znów na Podpromiu zadziała? 😊   

*foto: www.plusliga.pl 

poniedziałek, 28 października 2024

Zwycięstwo "Wilków" w olsztyńskiej Uranii.

W ramach 9 kolejki PlusLigi Asseco Resovia Rzeszów udała się do olsztyńskiej Uranii, by poszukać punktów do ligowej tabeli z tamtejszym Indykpolem AZS-em Olsztyn (0:3).

Nie będę tutaj mówił o nastrojach, jakie panowały w kibicowskich środowiskach przed tym spotkaniem. Bo obie drużyny potrzebowały punktów do ligowej tabeli, jak ryba wody 😉.
Nie można powiedzieć, by to było jakieś wybitne spotkanie w wykonaniu zespołu z Podpromia, a wykazywał on większą ochotę na zwycięstwo aniżeli zawodnicy z Warmii i Mazur. Jednym ze składowych klucza, które dało "Wilkom" swego rodzaju przełamanie była zagrywka typu float. Najwyraźniej czasu letniego na zimowy musiał się przestawić Stephen Boyer, bo jego gra w ataku, w pierwszym nie powalała — zaledwie 33% skuteczności. Za to od pierwszej piłki, ciężar gry w ataku na swoje barki wzięli grający na lewym skrzydle — Bartosz Bednorz i  Lukáš Vašina. Do tego duetu w pozostałych dwóch setach dołączył, wspomniany wcześniej francuski atakujący. Który swoimi atakami dobił rywala.
Oglądając to spotkanie, głośno myślałem — co, by "Reska" zrobiła bez "10". Po raz kolejny Pan Siatkarz Bartosz Bednorz (MVP), 20 pkt w tym blok, przyjęcie: 81% poz, 31% perf, atak: 67 % skut, 67% eff. Poprowadził rzeszowskie "Wilki" do jakże ważnych trzech punktów w tym wczorajszym spotkaniu, bawiąc się siatkówką, zmieniając przy tym niejednokrotnie formy ataku. Wczorajszy występ w ataku liderowi drużyny z Rzeszowa, dał liczbę 2000 punktów zdobytych w czasie jego występów na naszych ligowych parkietach 💪. Pozostałą składową tego zwycięstwa, obok floata i gry naszych skrzydeł, było dobre funkcjonowanie systemu blok-obrona. Na pewno to zwycięstwo cieszy, ale czy było ono światełkiem w tunelu. To się okaże dopiero w kolejnych spotkaniach, gdzie we własnej hali SOVIA będzie podejmować kolejno: PSG Stal Nysę i Cuprum Stilon Gorzów.

*foto: pochodzą z różnych stron
 

środa, 23 października 2024

"Aktorzy z Podpromia" - jak przegrać wygrany mecz. Czyli o meczu Asseco Resovii Rzeszów ze Steam Hemarpol Norwid Częstochowa.

W meczu 8 kolejki PlusLigi na rzeszowskim Podpromiu Asseco Resovia Rzeszów podejmowała Steam Hemarpol Norwid Częstochowa (2:3). 

Kibice "Pasów" przed tym spotkaniem mogli mieć mieszane uczucia, bo z jednej drużyna z Rzeszowa po dobrej grze przegrała tie-breaka w Warszawie. A z drugiej zaś drużyna z Częstochowy to jedna z rewelacji trwających plusligowych rozgrywek i w siatkówkę grać potrafi.
O tym dobitnie wczorajszego wieczora dobitnie przekonały się indywidualności grające w koszulkach, w biało-czerwone pasy. Bo, choć rozpoczęli spotkanie od udanego bloku to w dalszej części seta, byli tylko i wyłącznie statystami. Gdyż ich efektywność ataku wynosiła zaledwie 11% przy 55% przyjęciu 😱. Nic w tym dziwnego, bo zespół spod Jasnej Góry świetnie czytał zamiary naszych atakujących, dodając do tego świetną grę w obronie i asekuracji. W połowie II seta, jak za dotykiem czarodziejskiej różdżki "obudzili się" gospodarze i odwrócili losy tego seta, doprowadzając tym samym do remisu w tym spotkaniu. Za sprawą dobrej gry naszych skrzydeł a w szczególności Lukáš Vašina, który zaczął wyrastać na lidera drużyny w tym spotkaniu, a także dobrej postawie w przyjęciu Pawła Zatorskiego (60%). Trzeci set to kontynuacja przebudzenia Asseco Resovii Rzeszów z poprzedniego seta z koncertową grą Stephena Boyer w ataku i polu serwisowym. Taki stan rzeczy sprawiał, iż wydawało się, że rywale się poddali, bo przypominali oni swoją postawą. Postawę gospodarzy z pierwszego seta, kiedy wydawało się, że pełna pula zostanie na Podpromiu (24:22) to "zaproszenie do gry" rywalom swoim plasem wysłał francuski atakujący, czy jak, kto woli słoweński rozgrywający, wyborem zawodnika, który ma skończyć ostatnią w meczu.
To zaproszenie okazało się skuteczne, bo po raz kolejny indywidualności z Rzeszowa przekonały się na własnej skórze, co oznacza — ambicja, walka do samego końca, zespołowość oraz mental. Niestety w dalszym ciągu tych pojęć na próżno szukać w drużynie z Podpromia. Zamiast tego jest sprowadzanie indywidualności, które mają być gwarantem kolektywu i sukcesów. Tylko że wysokość kontraktu, nie idzie w parze z jakością prezentowaną podczas spotkań. Za to jest brak szacunku do kibiców i barw klubowych. Tylko czekać na puste trybuny rzeszowskiego Podpromia, jak za czasów pandemii 😉  Wczorajszego wieczora zarząd po raz kolejny zobaczył, że siatkówka to nie tylko biznes, ale też piękno i okrutność tej dyscypliny, lecz zapewne nikt nie wyciągnie wniosków, bo kto bogatemu zabroni 😎. Nasze gwiazdy nie dźwigają presji, czego dowodem występ drugiego rozgrywającego w pierwszym secie wczorajszego spotkania. Czas powiedzieć otwarcie w tym momencie gramy o utrzymanie, bo chyba nikt nie ma złudzeń, że jeśli nie zdarzy się siatkarski cud to, nie zagramy w play-offach. Na razie do tego cudu jest daleko — w 7 rozegranych meczach zdobyliśmy 8 punktów. Po tych meczach widać, że trener i zawodnicy są zagubieni niczym dzieci we mgle. Chyba już najwyższa pora, by poznać pierwszą szóstkę, a nie rotować ciągle składem. A zapomniałem, że mamy nowy skład, który musi się zgrać, oby starczyło tylko na to czasu. 😋

*foto: strona internetowa klubu 

 

czwartek, 17 października 2024

Było serce do walki, jest punkt, ale zabrakło paliwa. Asseco Resovia Rzeszów przegrywa tie-breaka na warszawskim Torwarze!

W hicie 7 kolejki Plusligi Asseco Resovia Rzeszów mierzyła się na warszawskim Torwarze z tamtejszym PGE Projektem (2:3).

Iskierką nadziei dla sympatyków rzeszowskiej Asseco Resovii przed tym spotkaniem mogło być ubiegłotygodniowe zwycięstwo na Podpromiu. Jednak patrząc w obiektywny sposób pewnie większość, liczyła  na szybki prysznic, który zespół trenera Piotra Grabana zafunduje rzeszowskim "Wilkom". Dodatkowo drużyna z Rzeszowa przystąpiła do tego spotkania zdziesiątkowana przez infekcję.
Rzeczywiście po pierwszym secie, kiedy to efektywność ataku zawodników w czerwonych strojach wynosiła zaledwie 19%. Ciekawe ilu rzeszowskich kibiców chciało już otwierać okna i demontować swoje telewizory 😋 Trudno było myśleć o innym wyniku, jak szybkie 3:0 dla gospodarzy. Bo kolektyw trenera Grabana bawił się siatkówką, a Janek Firlej udzielał lekcji z rozgrywania słoweńskiemu rozgrywającemu Asseco Resovii Rzeszów. Czego następstwem było szybkie pojawienie się na parkiecie Łukasza Kozuba, który po raz kolejny pokazał swoje "kwity" na rozegraniu, zaliczając wejście smoka wczorajszego wieczora. Oj srogie te lekcje udziela ta nasza liga Gregorowi Ropretowi, oj srogie 😎. Przez kolejne dwa sety zobaczyliśmy odmienioną drużynę, czyli taką, jaką chcielibyśmy oglądać zawsze! Zobaczyliśmy też, co znaczy odpowiednie rozegranie i bawiącego się zmieniając formy ataku Bartosza Bednorza, który wyczyniał, także cuda w obronie. Po których rodziły zabójcze dla gospodarzy kontry. Dość nieoczekiwanie do Bartosza Bednorza w poczynaniach ofensywnych dołączyli (co oczywiście bardzo cieszy) — Stephen Boyer i Klemen Cebulj. Gra w ataku francuskiego atakującego, a także wyskok do niego, przypominały tego Stephena Boyer za najlepszych czasów, który bawił się z blokiem rywala. Widać było też przy wystawianych piłkach jego flow z Łukaszem Kozubem, który kilkukrotnie wystawił mu do tyłu. Co do gry słoweńskiego przyjmującego to, jak mówi polskie przysłowie — jedna jaskółka wiosny nie czyni 😉. Należy tutaj wspomnieć o bardzo dobrze funkcjonującej zagrywce, która zaburzyła przyjęcie gospodarzy, czego następstwem były ich błędy własne w ataku. Warto odnotować też bardzo dobre flow Łukasza Kozuba z Dawidem Wochem, ich przesunięte krótkie to miły dodatek do gry "Reski". Kiedy w IV secie wszyscy rzeszowscy kibice zaczęli myśleć o tym, że pełna pula wróci do Rzeszowa. To  naszym "Wilkom" zaczęło brakować "paliwa", a warszawianie go "zatankowali". Za sprawą zagrywek Linusa Webera, które dały im doprowadzenie do tie-breaka i wygranie go. Taki duet atakujących, jak Bołądź, Weber, może pozazdrościć nie jeden zespół w lidze. To pokazało głębokość składu zespołu ze stolicy naszego kraju.
Ktoś powie to "tylko" punkt, nie ja powiem to, "aż" punkt wobec problemów, z jakimi boryka się drużyna z Podpromia. Oby to spotkanie było dobrym omenem do dalszej ciężkiej pracy. Widać, że  trener Tuomas Sammelvuo jest konsekwentny do Dawida Wocha, który już drugi mecz z rzędu, zaczyna spotkanie u boku Karola Kłosa. A ten odpłaca mu się bardzo dobrą grą. Oby tak samo konsekwentny był co do "1" na rozegraniu i prawidłowo odczytał feedback Łukasza Kozuba z wczorajszego spotkania, bo na to naprawdę zasługuje.

*foto: www. plusliga.pl